Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Claudio Donzelli (Mighty Oaks)

Claudio Donzelli (Mighty Oaks)

Międzynarodowe trio Mighty Oaks rozpoczyna swoją karierę. Ich debiut zyskuje coraz więcej zwolenników, co wpłynęło na pomysł naszej rozmowy z multiinstrumentalistą, Claudio Donzellim, który w zespole gra na banjo, akustycznej i elektrycznej gitarze, mandolinie i keyboardzie.

Końcówka lutego to premiera waszego debiutanckiego albumu. Dużo wydarzyło się przez ostatnich sześć tygodni?


Tak, od momentu wydania albumu jesteśmy ciągle w trasie i dajemy przeróżne koncerty. Ciągle jesteśmy czymś zajęci i cieszy nas to. Odpaliliśmy sobie solidny "active mode" i nie zamierzamy prędko go wyłączyć. Dużo działo się zresztą już na kilka miesięcy przed wydaniem płyty, a teraz nasze działania nabrały tylko większej mocy.


Sukces Mighty Oaks przyszedł całkiem szybko. Nie przytłoczyło was to w jakiś sposób?


Oj nie - zdecydowanie nie można mówić o niczym w tym rodzaju. Być może to wygląda tak dla naszych słuchaczy, bądź ludzi, którzy obserwują nas z zewnątrz, ale my widzimy to inaczej. Bardzo skrzętnie i dokładnie układaliśmy kolejne klocki tej układanki, której efektem stało się Mighty Oaks i debiutancki album "Howl". Sam proces nagrywania materiału rozciągał się w czasie, sporo go minęło od skomponowania, przez nagrania, do wyprodukowania go. Oczywiście jest dla nas ogromnym zaskoczeniem i przemiłą niespodzianką, że nasz singiel przyjmuje się tak dobrze, a cała płyta ląduje w pierwszej dziesiątce sprzedaży w Niemczech. Jesteśmy z tego powodu niezmiernie szczęśliwi i dumni, bo ostatnie lata były dla nas długim rozdziałem ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń. Przez kilkanaście miesięcy nagrywaliśmy utwór po utworze, nie mając nawet żadnych planów na wydanie ich. Kiedy nagromadziło się ich około trzydzieści, doszliśmy do wniosku, że to już dużo i że najwyższa pora coś z nimi zrobić dalej. W międzyczasie odbyliśmy wiele koncertów łącząc się z innymi kapelami, podróżowaliśmy z naszymi piosenkami. Odbyliśmy niewielką trasę po mniejszych niemieckich miejscowościach, żeby potem móc odwiedzić duże miasta i zagrać przed większą publiką. Cały ten proces wypływania na powierzchnię był więc całkiem zrównoważony i płynny. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, dopiero zaczynamy prawdziwe granie.


Jesteście triem które tworzy Włoch, Brytyjczyk i Amerykanin. Jak to się stało, że stworzyliście jedną kapelę, która na dodatek wywodzi się z Berlina?


Teraz stacjonujemy w Berlinie, ale nasza przygoda rozpoczęła się w innej części Niemiec. Poznaliśmy się w Hamburgu na festiwalu Melodica, który zrzesza muzyków i kompozytorów z całego świata. Panowała tam cudowna atmosfera, tym bardziej, że nie jest to specjalnie wielkie wydarzenie. W lutym 2009 roku graliśmy razem na kolejnym, innym festiwalu. Tam okazało się, że świetnie rozumiemy się muzycznie i nie tylko... polubiliśmy się. Ian i Craig mieszkali w Hamburgu, tam też uczyli się i pracowali, więc przez jakiś czas po prostu pozostaliśmy w kontakcie. Ja studiowałem inżynierię w Berlinie i w ciągu następnych dwóch lat Ian zdążył również się tam przeprowadzić, dzięki czemu zaczęliśmy stawiać pierwsze wspólne kroki na scenie. Dawaliśmy kameralne koncerty, nagrywaliśmy coraz więcej piosenek i powoli zaczynało się to wszystko rozwijać. Z czasem zrozumieliśmy, że chcemy wziąć się za naszą muzykę naprawdę poważnie, więc rzuciliśmy inne zajęcia, aby móc się na dobre poświęcić nagraniom. Craig zawitał do Berlina z rodziną, co ułatwiło i jemu i nam dobrą komunikację oraz współpracę. Ciągle siedzieliśmy w studiu z producentem Robertem Stephersonem, co dało bardzo pozytywne rezultaty w postaci tych trzydziestu piosenek.


Przebyliście długą drogę grając, zanim trafiliście na siebie jako Mighty Oaks?


Dla każdego z nas to pierwszy zespół, w którym profesjonalnie tworzymy i wydajemy muzykę oraz koncertujemy - szczególnie dla Iana. Ja i Craig mieliśmy w przeszłości inne kapele, z którymi jeździliśmy na różne występy w małych pubach i choć nigdy wcześniej niczego nie wydawaliśmy, posiadaliśmy jakiś bagaż doświadczeń. Teraz wykorzystujemy go, bo gramy na dużych scenach, w dużych miastach i dla dużej publiczności. Przeszłość przygotowała nas do sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się teraz.


Gracie specyficzną muzykę... Dlaczego właśnie takie brzmienia do was trafiają i jakie są wasze inspiracje?


Hm... nasza muzyka ma w sobie dużo z folku i zdecydowanie najwięcej czerpiemy właśnie z tego nurtu muzycznego. Ian chłonął niegdyś duże ilości irlandzkich brzmień, ja od dawna zasłuchuję się w indie rocku, zawsze byłem też wielkim fanem Radiohead, Sigur Ros. Craig słucha bardzo różnej muzyki, więc ogólnie rzecz biorąc przewodnią ideą stało się łączenie naszych upodobań w jedną całość w trzyosobowym składzie. Chcieliśmy, aby ten album przedstawiał nasze własne brzmienie i był obrazem tego, co tworzymy jako Mighty Oaks. Na pewno nie zależy nam na żadnej łatce gatunkowej, nawet związanej z folkiem czy indie. My po prostu siadamy z naszymi akustykami i gramy, aby potem móc przelać to na nagranie i dzielić się tym co z nas wychodzi z publicznością.


Więc mieliście do czynienia z takimi brzmieniami już wcześniej?


Tak, zawsze graliśmy muzykę raczej prostą, zazwyczaj akustyczną połączoną z harmonijnymi liniami wokalnymi. Osobiście najbardziej cenię sobie, że kiedy w przeszłości grałem i śpiewałem, mogłem dzięki temu dużo podróżować. W 2006 i 2007 roku grając, zwiedziłem całe Włochy, odwiedziłem Islandię, Luksemburg, Szwecję... Wciąż jeszcze się ucząc, organizowałem sobie dużo wakacji i odpoczynku od szkoły, jeżdżąc w trasy na występy.


Jak wygląda komponowanie tego typu muzyki?


Zazwyczaj utwór zaczynamy układać od pomysłu Iana, który przynosi na próby gotowe linie wokalne, albo całe motywy z tekstami. Potem wspólnie "zasiadamy" do nich i rozwijamy je. Często próbujemy podejść do każdego z utworów na rożnych instrumentach, ponieważ Craig gra też na mandolinie, ja na gitarze i pianinie. Mamy więc do dyspozycji niezły wachlarz różnych możliwości do wykorzystania. Zazwyczaj, kiedy gotowy jest już tekst i cała kompozycja, to najlepszym sposobem na "przetestowanie" piosenki jest zagranie jej na żywo. Dokładając zupełnie nowy utwór do znanej już publiczności setlisty, sprawdzamy jak przyjmą go ludzie i czy wykonaliśmy dobrą robotę. Każdy nasz kawałek jest inny, ma swój specyficzny klimat, więc staje się zawsze zarazem nową przygodą do przeżycia.


Opowiedz nam więc trochę o warstwie tekstowej. Utwór pt. "Brother" opowiada o przyjaźni... Co możesz powiedzieć o pozostałych tekstach na płycie?


Wszystkie teksty na "Howl" napisał Ian i zazwyczaj opowiadają o zwyczajnych ludzkich przeżyciach. Wiadomo, że teksty o miłości i przyjaźni międzyludzkiej są dosyć uniwersalne i każdy może je odbierać na swój sposób, ale są to przecież najsilniejsze emocje, jakich możemy doznać w życiu. Mają więc w sobie ogromną siłę inspiracji i to jest bardzo ważne.


Czy tytuł albumu niesie za sobą jakieś przesłanie?


Nie, nie ma w tym tytule jakiejś ukrytej wiadomości ani przesłania. Prócz tego, że jest to oczywiście jeden z utworów na płycie, to czysto metaforycznie jest to określenie naszych głosów - tego, co się przy ich pomocy wydobywa z naszego wnętrza. Tytułem "Howl" chcieliśmy powiedzieć naszemu odbiorcy: "krzycz, wydobądź z siebie swoje najgłębsze emocje".


Masz jakiś ulubiony utwór na płycie?


Bardzo lubię singiel "Brother" i uważam, że dobrze przedstawia nas, jako zespół. Stanowi dobry początek dla zapoznawania się z tym co tworzymy. Idealnie prezentuje nasz sound, charakter oraz opowiada o przyjaźni kolesi, którzy grają w jednej kapeli.


Macie zapewne spore zaplecze sprzętowe. Opowiedz nam trochę o waszych gitarach, efektach i wszystkim, co służy wam do tworzenia. Na czym gracie?


Najważniejszymi instrumentami u nas są oczywiście gitary akustyczne. Ian używa gitary firmy Gibson, model o wymownej nazwie Songwriter. Ma go bardzo długo i nagrał na nim cały materiał na płytę. Posiada też wiosło Martin HD-28. To gitara o bardzo charakterystycznym, rozpoznawalnym brzmieniu. Moja stajnia składa się z dwóch pół-akustycznych Epiphone'ów: pierwszy to model Dot z hambuckerami, drugi zaś to Riviera, który swoją moce przekazuje za pomocą mini-hambuckerów. Gram na nich w zależności od tego jak dużej mocy chcę użyć w danym utworze. Kiedy potrzebuję większej dynamiki i miękkości, korzystam z Riviery. Do głośniejszych, bardziej rockowych piosenek o wiele lepiej przydaje się Dot. Nasze grono zasila też poczciwa mandolina z przetwornikami Piezo oraz ukulele. Craig gra na Eco Precision Bass.


Widziałem wiele zaplanowanych koncertów. Jak długo planujecie promować wasz debiut?


Właśnie rozpoczęliśmy trasę koncertową promującą "Howl" - obejmuje ona Niemcy i sąsiadujące kraje. Tak pojeździmy przez około trzy tygodnie, aby potem pełną parą przywitać sezon festiwalowy, który potrwa przecież całe lato. Póki co mamy potwierdzone 32 występy na festiwalach w całej Europie, m.in. w Wielkiej Brytanii i Norwegii. Pewnie odwiedzimy też Belgrad, czego nie mogę się doczekać. Myślimy już sporo o tym co będzie dalej, ale ciągle przybywają nowe koncerty, więc nie martwimy się o brak zajęć. Jesienią na pewno znowu zrobimy spore kółko dookoła Niemiec, ogólnie na trasie promującej album pobędziemy pewnie aż do przyszłego roku.

rozmawiał Maciej Barski

Day Of The Gusano: Live in Mexico Slipknot

Slipknot powrócił do przeszłości.

Gramy dalej

8 /10
Made in Poland Kult

Kult to przede wszystkim zespół koncertowy. Na scenie prawdziwy tytan. Kto wie czy nie najlepsza koncertowa ekipa w Polsce. Na pewno najbardziej zapracowana....Gramy dalej

7 /10
Jake Bugg ocena 5
Hearts That Strain
Gatunek: Folk
Wintersun ocena 8
The Forest Seasons
Gatunek: Metal
Believe ocena 9
VII Widows
Gatunek: Art Rock
Zobacz wszystkie