Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / James 'Human Furnace' Bulloch (Ringworm)

James 'Human Furnace' Bulloch (Ringworm)

Ringworm to jeden z zespołów, który od początku istnienia stoi na rozdrożu między metalem a hardcore. O ile w twórczości zespołu oba nurty wzajemnie się przenikają, jego zwolennicy wyraźnie stoją po dwóch stronach barykady.

Najnowszy album grupy zatytułowany "Hammer of the Witch" ma szansę zjednoczyć oba środowiska.

Chyba można założyć, że przenosiny do Relapse Records dały wam niezłego kopa. Czy "transfer" z katalogu Victory Records wpłynął na wasze podejście do pracy nad "Hammer of the Witch"?


Samo podejście nie uległo zmianie. Pracowaliśmy dokładnie tak samo jak poprzednio. Po prostu staramy się pisać przebojowe, thrashowe utwory. Co do samego Relapse, wydaje mi się, że dopiero dzięki nim dotrzemy do szerszego, ale metalowego audytorium, czego nie robiło Victory. Muzycznie zaś, jako że Matt (Sorg - przyp.red) jest głównym kompozytorem, starał się stworzyć spójny album, który łączyłby w sobie wszystko, co do tej pory nagraliśmy.


Zauważyłem, że teksty są nieco mroczniejsze niż do tej pory. Ba, powiedziałbym, że ocierają się o stylistykę horror i gore. O ile się z tym zgodzisz. Reszta zespołu ma wpływ na to o czym piszesz i śpiewasz, czy to wyłącznie Twoja działka? Wielu muzyków często nie przywiązuje wagi do tego, o czym są ich teksty, byle by tylko pasowały do gatunku jakim para się kapela…


Jak to ująłeś, jest to wyłącznie moja działka, zawsze tak było. Nie wiem czy teksty same w sobie są mroczniejsze, być może odnosisz takie wrażenie z powodu tytułów, ale z drugiej strony… możesz mieć rację. Każdy z tekstów traktuję jako odzwierciedlenie krótkiego filmu. A że padło akurat na horror - to chyba nawet lepiej. Wiesz, staram się przedstawiać ludziom historię w sposób mimo wszystko całkiem rozrywkowy. Horror to przecież rozrywka. Staram się malować obrazy słowem, jeśli wiesz co mam na myśli. W każdym razie, teksty muszą mieć dla mnie konkretne znaczenie. Czułbym się dziwnie, gdyby tak nie było. Niektórzy wokaliści starają się pisać łatwe nośne refreny, żeby przypodobać się nowym słuchaczom, inni zaś starają się być jak najbardziej poprawni, żeby nikogo nie urazić albo, po prostu, żeby sprzedać więcej płyt. Ja sam nigdy nie przejmowałem się czymś takim. Szkoda czasu. Wykrzykuję to, co leży mi na duszy, a że kogoś przy tym mogę obrazić? Trudno.


Czy w Ringworm panuje demokracja?


Nie do końca. Ja na przykład mam bardzo mały wpływ na kształt kompozycji. Wszystko leży w rękach Danny’ego i Matta. Nie jest jednak tak, że ich decyzje są ostateczne, więc często spieramy się co do tempa danego utworu, czy niektórych aranży. Więc, tak, panuje u nas demokracja.


To czwarty album nad którym pracowaliście z Benem Shigelem. Jak oceniasz pracę z nim? Czego inne zespoły mogą po nim oczekiwać?


Ben to naprawdę fantastyczny człowiek. Przez te wszystkie lata nauczył się z nami pracować, a my z nim. Wszystko cokolwiek z nim robimy przebiega gładko i szybko. Nie ma żadnych zgrzytów. Poza tym, pracuje dość intuicyjnie co jest bardzo ważne. Ben oczekuje doskonałej znajomości instrumentu, ale kiedy coś idzie nie tak, nie spina się. Woli pracować powoli, a dobrze. I za to go kochamy. Ben niezależnie od dnia zawsze jest pełen spokoju i pomysłów. Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć.


Jakiego sprzętu używaliście do nagrań "Hammer of the Witch"?


Bas: Rickenbacker 4003, głowa Mark 800, wzmacniacz: Sans, gitara: Gibson Les Paul Standard z pickupami Di Marzio D-Activator oraz 50 watowy Marshall JCM 800 z 1985 roku.


Jesteście zespołem z pogranicza hardcore i metalu. Dla niektórych możecie być jednak za ciężcy, a dla innych - zbyt punkowi. Czy istnieje według Ciebie złoty środek? Co tak naprawdę reprezentuje Ringworm?


Sądzę że w naszej muzyce znajdziesz wszystkiego po trochu. Wiem za to, że często zostajemy pominięci przez hardcore’owe środowisko. Wszystkie thrashowe elementy, grindowe kanonady czy po prostu melodie zazwyczaj są pomijane przez fanów hardcore’a. Nie wiem z czego to wynika. Zazwyczaj wygląda to tak, że ludzie stoją i czekają aż pojawi się breakdown. No kurwa, dlaczego? (śmiech). Znowu, metale doceniają kompletnie inny stuff. Jesteśmy tworem, który powstał w środowisku hc i kocham tą scenę najbardziej na świecie. Niestety, teraz hardcore przypomina operę mydlaną, w dodatku pełną modowych trendów, konkursów popularności i innego gówna. Ta scena jest pełna pieprzonych pozerów. Serio. Mam 42 lata i ćwierć wieku temu wszystko wyglądało inaczej. Czy lepiej? Może, ale na pewno docenialiśmy klasyczny metal czy rock i dopiero potem staraliśmy się być punkami, skejtami czy kimkolwiek. Liczyło się to, że w pewnym momencie mogliśmy tworzyć muzykę. Dziś wszystko uległo komercjalizacji. Ma to swoje plusy, ale w głównej mierze przynosi to więcej szkód niż korzyści. Dziś młodzi hardcore’owcy wyrośli na muzyce, która jest produktem, częścią popkultury. Kiedyś jeździło się na desce, aby lawirować na granicy prawa. Dziś kiedy jeździsz możesz być gwiazdą telewizji i mieć swój program. Co więcej, skateboarding jest dyscyplina olimpijską. Szok! To samo dotyczy tatuażu. Kiedy byłem młody, chodziło o to, aby być innym, wyróżnić się z tłumu. Co więcej, wtedy żaden z zespołów grających hardcore nie wyprzedawał sal czy klubów. Dziś jest inaczej, ludzie przychodzą na koncerty żeby się pokazać. Bo bycie tam jest modne, albo paradowanie w koszulce danej kapeli jest modne. Pieprzę to. Moja definicja hardcore’a jest inna, i nie liczę na to, że ktokolwiek ją zrozumie.


Okładka waszego nowego albumu to doskonały tribute dla okultyzmu i czarnej magii. To obraz?


Dzięki! Właśnie taki był zamysł. Nie, nie jest to obraz, a bardzo szczegółowy rysunek malowany długopisem i atramentem. Jego tytuł to Biała Wiedźma.


Od ćwierć wieku jesteś tatuatorem z licznymi sukcesami i własnym studio. Kiedyś tatuaż, jak sam mówiłeś, miał o czymś świadczyć. Miał pokazywać indywidualność. Dziś jest to element popkultury. Każdy może mieć tatuaż. Uważasz, że w tatuażu powinny być jakieś granice?


Masz stuprocentową rację, ale pamiętaj, że tatuaż nie powinien mieć granic - skoro jest formą wolnościowej ekspresji. Tatuaż ma dwie strony medalu. Jedna, to popularność, która jest dobra dla biznesu, ale druga spłyca jego przekaz, na którym się wychowałem.


Czy kiedykolwiek zrezygnowałeś z sesji?


Tak. Głównie dlatego, że dana osoba nie mogła wytrzymać bólu. Ponadto, nie zliczę sytuacji, w których chciałem przekonać klienta do zrobienia czegoś inaczej - moim zdaniem po prostu lepiej. Ale z czasem, mając na uwadze popularność telewizyjnych programów i trendów, wybiłem to sobie z głowy. Nie da się z tym walczyć.


Na koniec, powiedz proszę, który wasz album powinniśmy sprawdzić? Oczywiście poza najnowszym?


Wszystkie! (śmiech). Oczywiście mówię to dlatego, że jestem członkiem tego zespołu, ale kiedy byłem młodszy - a w zasadzie to robię tak po dziś dzień - kiedy podobała mi się jakaś kapela, pierwszą rzeczą jaką robiłem było sprawdzenie jej poprzednich dokonań. Stąd wiedziałem jak ewoluowała, co się zmieniło na lepsze czy gorsze. Dziś ludzie nie mają na to czasu. Muzyki słucha się wybiórczo.


Dzięki za rozmowę. Do zobaczenia na czeskim Brutal Assault!


Oby! Cieszę się, że tam zagramy. Do zobaczenia!


Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie