Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andrzej Nowak

Andrzej Nowak

Gitarzysta, który z zespołem TSA wstrząsnął polską sceną rockową, nie zamierza spocząć na laurach. Niezmiennie cechuje go bezkompromisowe podejście do życia i muzyki.

Przy niedzielnym śniadaniu rozmawiamy o Złych Psach i dobrych gitarach, o maksimum brzmienia wynikającym z braku jakichkolwiek efektów, o pasjach kolekcjonerskich i bluesowych korzeniach.

Kto lub co spowodowało, że grasz na gitarze?


Granie na gitarze zaszczepił we mnie Anthimos Apostolis, który jest nie tylko cudownym muzykiem, ale i człowiekiem, do tego nieprawdopodobnie skromnym. Poznaliśmy się w 1979 r. w Opolu, gdzie nagrywał z SBB. Obaj mieliśmy włosy po pas. Ja wtedy grałem na klawiszach, na gitarze coś tam próbowałem. Kiedyś na imprezie Lakis powiedział: "Nowak, przecież ty nigdy nie będziesz organistą. Weź gitarę i ćwicz na niej. Masz dobry, długi dźwięk. Chłopie, będziesz gitarzystą!" i dał mi kostkę Gibsona. Ja tę kostkę potraktowałem jako talizman. Nawet na starych zdjęciach TSA z Jarocina mam na szyi wisiorek, w którym jest ta kostka. Za to chcę Mu podziękować: Lakis, kocham Cię! Myślę, że się nie zarumieni (śmiech).


Jak to się stało, że grałeś na klawiszach?


No wiesz, wbrew pozorom, jestem wykształconym człowiekiem - szkoła muzyczna I i II stopnia - skrzypce, kontrabas, przy okazji fortepian. Miałem w domu piękne pianino. Grałem w zespole rockowym na klawiszach, a jako kontrowersyjny już w tamtym czasie, grałem na stojąco z klawiszami ustawionymi pionowo a nie poziomo. To był nieprawdopodobny szok do momentu, kiedy kierownik domu kultury podszedł z tyłu i wyciągnął wtyczkę z kontaktu mówiąc "Takich zespołów tutaj tolerować nie będę!". Skończyła się kariera klawiszowca.


Na swój sposób Ci pomógł…


Poprowadził mnie do dobrej drogi.


Bierzesz czasem skrzypce do ręki?


Nie, bo mam złe wspomnienia ze szkoły muzycznej. Cały czas byłem pod presją. Do dziś pamiętam minę nauczycielki, która patrzyła na mnie i chciała mnie opierdzielić, a ja taki biedny grałem ze łzami w oczach - łiii, łiii, łiii. Ona: Prosto! Ręka tu! Ręka drętwieje, a ona chlasta smyczkiem - wyprostuj się! Stary, miałem dosyć - 45 minut z tymi skrzypcami to do dziś trauma. Rzygać mi się chce, jak sobie to przypominam. Za to jak byłem trochę starszy, zacząłem się oglądać za skrzypaczkami w szkole muzycznej i za wiolonczelistkami, które seksownie siadały ze swoimi instrumentami. Zająłem się kontrabasem, żeby być bliżej nich i stać się bardziej mężczyzną. Pamiętam jak w sali prób zacząłem ćwiczyć walkingi bluesowe. Nagle drzwi się otwierają i słyszę za plecami wrzask pana profesora, że burdel ze szkoły muzycznej robię. Zawisłem z tym kontrabasem - patrzę na tego biednego człowieka i myślę sobie, co ja tu robię?


Jednak zrobiłeś dyplom szkoły muzycznej II stopnia.


Z przekory i bez pomocy psychologa (śmiech).


Twoim mistrzem był Tadeusz Nalepa.


Nalepa nauczył mnie w życiu paru rzeczy. Czerpałem z niego wzór - czym człowiek bardziej złośliwy, ale z umiarem, tym bardziej inteligentny, przystojny i bogaty (śmiech). Tadeusz kiedyś pyta: Jak to leci? - Co? - Kiedy byłem małym chłopcem… Co dalej?! - Chciałem być żołnierzem! I tak zaśpiewał. Afera, że hej - tydzień się do mnie nie odzywał, wypłaty nie dostałem, ale warto było (śmiech)!


O zespole TSA wiadomo dużo, pod naszym patronatem wyszła nawet książka o nim. Chciałbym Cię zapytać o Złe Psy - kiedy datujesz powstanie zespołu?


To się zaczęło pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Stanach. Skład zmieniał się kilkukrotnie. Obecnie grają: Jacek Kasprzyk - gitara i wokal, Paweł Nafus - gitara basowa, Michał Bereźnicki - perkusja, ja gram i śpiewam. Pracuje z nami mój kuzyn Wojtek Nowak, jako mój menedżer biznesowy, żeby mi już nikt więcej krzywdy nie robił. W 2014 r. wchodzimy z pełnym uśmiechem i - jak to mówili kiedyś - z pełną dozą optymizmu. Cieszę się, że 2013 r. już minął. Jak wybiła 24:00 stanąłem przy moich motocyklach, z moją ukochaną kobietą, z ukochanymi zwierzątkami i dwie minuty po północy byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że mamy 2014 r.


Czyli zapewne masz jakieś ciekawe plany na ten rok.


Planów nigdy nie mam, natomiast zawsze mam dużo energii i chęci. Plany same się tworzą. Na przykład 2 maja 2014 r. zagramy w Budapeszcie duży koncert plenerowy z Hungaricą. Jeżeli masz troszeczkę wyobraźni w sobie, zadowolenia z życia i chęci, to plany same są i od ciebie tylko zależy, czy one będą dobre, czy złe. Planować może inżynier lotnictwa i wtedy można spaść z dużej wysokości. Tak jak niektóre gwiazdy w Polsce, które wspinają się w karierze telewizyjnej, radiowej, medialnej nieprawdopodobnie wysoko. Zapominają o tym, że im szybciej wejdą na górę, tym boleśniejszy będzie upadek.


Jesteś śpiewającym gitarzystą, więc muszę Cię zapytać o to, jak piszesz piosenki.


Nie piszę tak, jak robią to zawodowi tekściarze, co mi bardzo nie pasuje - obstawiają się komputerami, książeczkami, wierszykami różnych poetów, wybierają z tego różne smaczki, robią z tego zlepki, potem podpisują się pod tym. Ludzie nie dojdą do tego, zachwycając się znakomitymi tekstami. Dla mnie to jest kłamstwo i moim skromnym zdaniem, tak się nie robi. Wszystkie piosenki, które zrobiłem, wszystkie teksty powstały pod wpływem impulsu, czyli nagle - jest, albo nie ma. Jest kompozycja, albo nie ma. Mam temat i jest. Za chwilę mogę zapomnieć. Jeżeli ktoś to zarejestrował na próbie, bo chłopaki z reguły rejestrują próby, jest z tego nowa piosenka, a nie na zasadzie, że się siedzi, zrzyna, wyciąga dźwięki i robi kompozycję, która ludziom bardzo się podoba, bo im się wydaje, że już gdzieś to słyszeli. Tak samo z tekstami. Piosenkę "Po drugiej stronie" napisałem w studio, bo do końca nie mieliśmy całego tekstu. Wstałem się o 5:00 rano i o 6:00 obudziłem wszystkich: Panowie! Mamy piosenkę! Partia zaśpiewana na płycie to pierwsze podejście i nikt tego tekstu nie znał. Pamiętam ciszę jaka zaległa po jej zaśpiewaniu i tylko ktoś powiedział "Nowak zwariował…". Tak samo z nagrywaniem solówek - pierwsze podejście zawsze jest najlepsze. Dlatego płytę rejestrujemy w 7 czy 11 dni. Wchodzimy do studia i nagrywamy na żywo. Nienawidzę nakładek i sztuczności, bo ta muzyka jest nieprawdziwa. A to, że coś tam przyspieszy, tylko dodaje energii. Fakt, że piosenka jest troszeczkę przyspieszona lub zwolniona świadczy o tym, że jest prawdziwa - ciągnie się za solówką, za zwrotką.


Wy nie potrzebujecie metronomu ani tym bardziej synchronizacji w MIDI.


To jest dla innej muzyki, nie dla mojej. Dla mnie metronomem jest życie - to, co było i to, co będzie, czyli marzenia. Tak, jak Ci powiedziałem - nie planuję, żyję marzeniami.


O czym marzysz muzycznie?


O karierze (śmiech).


To jest motywujące - nie odpuszczasz.


Cały czas do przodu. Teraz sobie gadamy a ja już myślę o gitarach, które zaraz zobaczymy w Warszawie - przyjechały Hagstromy z serii Northen, czyli z najwyższej półki. Robione w Europie na starodawnych recepturach. Szwedzi wrócili do prawdy, tak jak Adaś Laboga, który zatrudnia w swoim warsztacie od kilkudziesięciu lat tych samych ludzi skrupulatnie lutujących i składających wzmacniacze.


No właśnie - to ważny fakt: zostałeś endorserem Hagstroma.


To brzydko brzmi, nie mogę się do tego przyzwyczaić, ale fajnie się poczułem, jak zobaczyłem na międzynarodowej stronie Hagstroma Andrzeja Nowaka. Popatrzyłem… znam tego gościa? To bardzo sympatyczne, że Hagstrom docenił mnie po tylu latach. Na razie jestem jedynym w Polsce, który propagował tę markę od lat. Pierwszego Hastroma kupiłem od Marka Raduli w 1981 r. To był czerwony Viking z 1967 r. Gitara z historią, bo jeszcze wcześniej należała do Piotra Iskrowicza, znakomitego gitarzysty zespołu Bank. Drugiego Vikinga z 1968 r. kupiłem w Stanach cztery lata temu. Dałem za nią duże pieniądze, ale nie mogłem się oprzeć, bo na tym samym modelu, w tym samym kolorze grał Frank Zappa. Numery seryjne nieznacznie się mijają, więc te gitary zostały zrobione przez te same ręce. Jeżeli gitary są związane z historią, pomaga mi to w graniu. Lubię mieć Hagstroma i myśleć, że na tych gitarach grali np.: Elvis Presley, David Bowie, Cat Stevens, Kurt Cobain, czy Noel Redding - basista Jimi Hendrixa. Widziałem nawet zdjęcie Roya Orbisona z Hagstromem. Bierzesz do ręki Vikinga i myślisz, że był pierwszy jeśli chodzi o kształt, a potem go wygryzł Gibson (śmiech). Tak samo z motocyklami - Indian był robiony w Springfield, Harley w Milwaukee. W tej drugiej firmie byli zatrudnieni ludzie, którzy nie tylko pracowali nad konstrukcją motocykla, ale też nad tym, jak wygryźć konkurencję. Najlepsza firma na świecie przestała istnieć. Ja, Polak z krwi i kości gram na polskim wzmacniaczu, polskich kablach i szwedzkiej gitarze, którą własnoręcznie przerobiłem. Cała Polska wie, że ma numer 001 i nazywa się Pinia, jak mój ukochany pies, który odszedł, ale wciąż jest ze mną w tej gitarze. Niedawno rozpoczęliśmy rozmowy z Hagstromem o instrumencie, który będzie taki, jak wymyślił Nowak, obowiązkowo z dziurą w korpusie.


Jaka jest historia tej dziury?


Może Jacek Ci opowie.


Gramy próbę, wybija 22:00, Andrzej patrzy na gitarę, od której odpadła gałka potencjometru. Gdzieś uderzył - pękło, odpadło. My zwinęliśmy kable i wyszliśmy a Andrzej siedział z gitarą na kolanach i drapał się w głowę. Na drugi dzień rano mieliśmy wyjeżdżać na koncert. Wychodzimy na podwórko i słyszymy potężny ryk - dźwięk wiertła czy frezarki. Okazało się, że Andrzej pracował nad wzornictwem instrumentu tak, że leciały wióry i dym się unosił.


Hagstromy są zrobione z tak znakomitego drewna, że spaliłem parę wierteł na tym mahoniu. W środku zainstalowałem polskie przewody z motocykla WSK Mielec. Co ciekawe, kiedyś polskie gitary Defil też były robione ze świetnych materiałów. Drewno pochodziło ze znakomitych przedwojennych zapasów, z magazynów fortepianów i pianin - Calisia i Legnica. Niestety widać było, że jeden miał talent, jeśli chodzi o robotę, a inny tego talentu nie miał. Brakowało weny twórczej, bo zamiast lutników zatrudniano stolarzy i panów z aktówkami.


Pan z aktówką mówił, że trzeba szybciej produkować, bo jak drewno za długo leży, to gotówka jest zamrożona.


Jeżeli było zamówienie na pół miliona, czy milion gitar na Kubę, to wiadomo, że musieli to zamówienie przyjąć. Podobnie było kiedyś z koncertami w ZSRR. W jednej sali grało się 20 koncertów w tygodniu. Przywożono całe fabryki babć w gumiakach i kufajkach, które siedziały i nie wiedziały, o co chodzi, ale musiały siedzieć, ponieważ dostały taki nakaz.


Zgodnie z hasłem "Ludziom dobrej roboty".


Tak, ludziom dobrej roboty, nie wiadomo po co.


Czy jest jakaś gitara, której pozbyłeś się bez konkretnego powodu i żałujesz tego?


Nie mogę odżałować Les Paula, na którym nagrałem pierwszą płytę TSA, zresztą chyba najlepszą - cały żywioł, cała prawda kipiała i wypływała z tej płyty. Zostawiłem go gdzieś w Rosji w pijanym widzie… Tragedia! Niektórzy twierdzą, że w Twoich wzmacniaczach Mr. Hector jest coś pozmieniane w stosunku do zwykłej produkcji? Ja już słyszałem legendy, że Nowak ma platynowe luty. Mam normalny, fabryczny sprzęt Labogi, tylko, że mam lampy z ruskiego odrzutowca z lat pięćdziesiątych - dlatego tak to brzmi! Ale szpileczka, nie? Gram na polskich wzmacniaczach i nareszcie nie mam żadnych problemów - wszystko działa i mam święty spokój. Nawet jeśli coś się zepsuje, mam zawodowy serwis Adama. Poza tym w moich zbiorach znalazły się Marshalle - głowy z TSA, z Breakoutu - te, które widać na okładce płyty "Nol". Widziałeś je wczoraj na koncercie -zestaw basowy. Mam też piękny wzmacniacz od Bodka Kowalewskiego z Maanamu, pozostałości po Skaldach przywiezione z Ameryki i jedną kolumnę z Testu. Justynka kupiła mi w prezencie stary case do Gibsona z lat sześćdziesiątych. Są na nim naklejki z całego świata. Jakbym powiedział nalepki, to by mnie Nalepa op… Nie ma nalepek - są tylko naklejki! Na górze jest stara, wyświechtana naklejka "Scorpions" - ciekawe, czy ten futerał nie był jakoś związany ze Scorpionsami…? Zbieram takie rodzynki.


Może otworzysz muzeum?


To jest moje marzenie - mam miejsce, by to trzymać i wyeksponować, ale jeszcze trochę. W miarę możliwości staram się powiększać zbiory, czyli choroba się rozwija.


Ośmielam się stwierdzić, że jednak Ci to służy.


Dobrze mi z tym. Jak nie motocykle, to stare samochody. Jak nie samochody, to transportery opancerzone… Jak podchodzę do tego złomu to jestem szczęśliwy - patrzę, dotykam, śmieję się, rozmawiam, zastanawiam się kto tym jeździł. Jak ludzie pytają "Po co ci to?", to się obrażam. Kiedyś ktoś mądry powiedział, jaki jest ratunek dla człowieka, który ma dużą kolekcję samochodów i motocykli: powiększyć tę kolekcję!


Czołgu jeszcze nie masz?


Nie mam, ale od futerału do czołgu jest niedaleko (śmiech).


Jeździłeś już…?


Jeździłem futerałem jak na sankach - bardzo dobre do tego są te plastikowe, tylko nie należy ich otwierać do jazdy, bo można urwać zamki, ale na śniegu to jest błękitna strzała!


Jak duża jest Twoja kolekcja gitar?


Hagstromów mam około 20, wszystkich gitar około 40- 50, wliczając pierwsze Defile i Gibsony LP Standard i Custom, na których zaczynałem karierę. Teraz one sobie odpoczywają - to zacne gitary, które mi pomogły i zrobiły ze mnie Andrzeja Nowaka. O dziwo, ludzie wciąż mnie kojarzą z Gibsonem, mimo, że od ładnych paru lat gram na Hagstromach. Do tej pory nawet znajomi widząc mnie na koncertach myślą, że nadal gram na Gibsonach, a to nieprawda. Używam tylko strun i dużych trójkątnych kostek Gibsona.


Jakich grubości strun używasz?


Różnych, w zależności od specyfiki gitary. Na jedną założę dziesiątki i kompletnie nie da się grać, na drugiej jest miękko.


Na podłodze masz tylko tuner.


To pomaga, chociaż Hagstroma nie trzeba stroić - z nowymi strunami spokojnie wytrzymuje cały koncert. W gitarze elektrycznej gra przede wszystkim deska a ja staram się używać przetworników robionych na starą modłę - AlNiCo z małym sygnałem, natomiast mocno rozkręcam wzmacniacz.


Brzmienie kontrolujesz dynamiką, artykulacją i potencjometrem w gitarze.


Tak. I w odróżnieniu od Nalepy zmieniam struny.


Tadeusz nie zmieniał?


Wiesz, co się działo…? Ryszard Matusiak, mój świętej pamięci wielki przyjaciel, razem z Waldkiem Czapkiewiczem, późniejszym akustykiem TSA, w latach osiemdziesiątych namówili mnie, by grać z Tadeuszem. Chlorek, bo tak nazywaliśmy Ryśka, który wówczas był królem polskiej techniki estradowej, na jakiejś trasie zmienił Nalepie struny. Była taka awantura, że Tadeusz gitary przez tydzień nie wziął do ręki a koncerty zostały odwołane. Miał te struny przez sześć lat! Doprowadził to do swojego nieprawdopodobnego brzmienia, a Chlorek chciał dobrze i zmienił je na nowe. W tym czasie był zatwardziały komunizm. Ja żeby zmienić struny na zawodowe, musiałem zagrać pięć czy dziesięć koncertów, a i tak tych strun nie było w sklepach. Pierwsze Marshalle Tadeusz przywiózł z Holandii i to było wydarzenie, o którym się do dzisiaj mówi w Polsce.


Mówi się też o palcu, który coś Ci urwało.


Nie urwało, tylko kiedyś sobie przewierciłem na wylot. Przyjeżdża samochód TSA i mówią: "Jedziemy do Rosji!". Ja robiłem coś przy samochodzie i mówię: poczekajcie chwilę. Koledzy czekają, denerwują się. Jeszcze ostatni nit, jeszcze tylko przewiercę i… Nie jadę! Pogotowie, szpital, trasa odwołana. Takie rzeczy się zdarzają. Ostatnio wymieniałem McPhersona w Dodge-u, ściskałem sprężynę i miałem wizję, że zaraz coś się stanie. No i za chwilę jak strzeliło, to ja wylądowałem na ścianie, a sprężyna u sąsiada (śmiech).


Naprawy gitar wydają się bezpieczniejsze.


Każdemu gitarzyście doradzam, by drobne naprawy przeprowadzał sam, bo jeżeli nie rozbierze swojego instrumentu, nie pozmienia, nie poskręca, to nigdy go nie pozna. Jeżeli poznasz instrument, to dopiero wtedy on będzie Twój. Tak samo jest z motocyklem. Są tacy gitarzyści, którzy przy najmniejszej drobnostce idą do lutnika i to mi przypomina harleyowca, którzy jedzie do serwisu Harley-Davidson, żeby uzupełnić ciśnienie w oponach.


Czyli nie warto iść na łatwiznę.


Moje motto życiowe to słowa z piosenki, którą graliśmy z Tadziem tysiące razy: "Trzeba walczyć, żeby przeżyć".


Nie tak dawno widziałem, jak młodzi gitarzyści na warsztatach muzycznych byli w Ciebie wpatrzeni jak w obrazek. Co chciałbyś im przekazać?


Muzycznie - wierzyć w siebie, wierzyć w przyszłość i to wystarczy. A nie muzycznie, to szkoda, że nie są dziewczynami (śmiech).


Gitary: Pinia 001 Hagstrom, Hagstrom Northen Super Swede, Hagstrom Northen Swede, Hagstrom Swede, Hagstrom Viking, Gibson Les Paul
Wzmacniacze: Laboga Mr. Hector
Kolumny: Laboga 4×12"

Rozmawiał: Wojtek Wytrążek
Fotografie - Leszek Adam Nowak

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie