Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Of Mice & Men

Of Mice & Men

W przeciągu ostatniej dekady metalcore stał się bardzo popularnym nurtem w heavy metalu. Większość z najszybciej rozwijających się w tym okresie kapel - od Bullet For My Valentine po Avenged Sevenfold i Bring Me The Horizon - ma bardzo solidne korzenie oparte na klasycznym metalu.

Wywodzący się z Hrabstwa Orange, pięcioosobowy Of Mice & Men, narodził się w 2009 r., i sprawił wielu osobom sporą niespodziankę, kiedy ich siejący zniszczenie, ostatni album The Flood, znalazł się w czołowej trzydziestce Billboardu. Teraz, podążając wytyczoną ścieżką, nowy krążek Restoring Force (wydany pod koniec stycznia) ukazuje niezwykle szybki rozwój i dojrzałość zespołu. Dzięki wsparciu producenta Davida Bendetha (Paramore, Asking Alexandria), długo pielęgnowane, ale mniej słyszalne wcześniej wpływy rockowe i nu-metalowe zostały wydobyte na plan pierwszy. Rozmawiamy z gitarzystami, Philem Manansala i Alanem Ashby, o ich walce sprzętowej, stojącym za tym brzmieniu Restoring Force, pracy z 'szalonym naukowcem' Bendethem oraz staniu się "pieprzonym, rock 'n' rollowym bandem".

Jak sukces The Flood wpłynął na wasze podejście do nowego albumu?


Ciężko było myśleć o napisaniu czegoś, co mogłoby pobić The Flood, więc kiedy zabraliśmy się za robienie nowego albumu czuliśmy, że musimy wyjść poza nasze komfortowe schematy.


Na The Flood zagraliśmy nieco ciężej, trochę bardziej nu-metalowo i podeszliśmy bardziej rock 'n' rollowo przy tworzeniu riffów, co dało nam więcej pewności siebie i pozwoliło myśleć, że możemy zrobić coś więcej. Możemy komponować konkretne riffy i całkiem niezłe numery, więc dało nam to też zaufanie do naszych zdolności kompozytorskich.


Które z wcześniejszych nagrań Davida Bendetha przekonało was, że będzie on dobrym wyborem na producenta waszego albumu?


Jestem wielkim fanem Breaking Benjamin. Wyprodukował on ich albumy [We Are Not Alone, Phobia i Dear Agony] i myślałem już wcześniej, że musimy zrobić płytę z tym gościem. Jeśli nie pracowalibyśmy z nim, ten album wyglądałby zupełnie inaczej; byłoby to coś bezpiecznego i prostego. Zmusił nas do wydobycia pełni naszych możliwości.


Ten gość to przykład szalonego naukowca geniusza! Mógłbym wymienić długą listę rzeczy, które zrobił, ale dla mnie najważniejsze to Breaking Benjamin, Papa Roach [Time For Annihilation] i Riot Paramore.


Czy wasz sprzęt zmienił się przy nagrywaniu tego albumu?


To pierwszy album, w którym wykorzystaliśmy prawdziwe wzmacniacze i kolumny. Na ostatnich dwóch zrobiliśmy wstępne nagrania również na wzmacniaczach, ale końcowe tracki zarejestrowaliśmy w większości przy pomocy POD Farm i pluginów programowych. David dysponuje konsoletą SSL i jest typem faceta stawiającego na feeling i naturalne brzmienie. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak wiele różnych gitar sprawdziliśmy przy każdym utworze, zanim nie znaleźliśmy właściwego brzmienia - grałem na sześciu lub siedmiu różnych głowach i ośmiu czy dziewięciu gitarach.


Wasze ulubione wzmacniacze i gitary?


Był tam head Naylor, który miał podcięty środek i bardzo dobrze brzmiał przy ciężkich riffach, oraz modyfikowany przez Friedmana, niesamowicie brzmiący Marshall JCM900. Używałem też barytonowego Gibsona Les Paul Studio, na którym Breaking Benjamin nagrał całą płytę, więc dla mnie był to dodatkowy bonus. I jeszcze kilka moich ESP Eclipse, kilka modeli Horizon...


Gramy na wielu gitarach z aktywnymi pickupami, ale David chciał, żebyśmy wykorzystali jego sprzęt, więc używaliśmy też sporo jego Gibsonów. O niemal każdej z gitar, które przynieśliśmy do studia mówił, że jest kiepska. Miałem szczęście w przypadku kilku moich instrumentów: grałem na dwóch ESP - siedmiostrunówce oraz modelu ESP Kirk Hammett, ale włożyłem do nich nowe pickupy EMG James Hetfield. Byłem szczęśliwy bo wiedziałem, że David nienawidzi aktywnych przetworników, ale kiedy przyniosłem te gitary, w końcu spodobały mu się!


Nurt metalcore ma dosyć ograniczoną paletę technik i środków brzmieniowych. Co was, jako gitarzystów, zachęciło do eksplorowania nowych obszarów muzycznych?


Czułem, że zrobiliśmy tu już wystarczająco dużo. Uwielbiam to - te agresywne zwolnienia i całą resztę - ale jesteśmy zespołem, który chce iść do przodu. Zawsze myśleliśmy o czymś więcej, chcemy być lepsi niż inni na tej scenie, więc zdecydowanie musieliśmy spróbować też utworów w rockowym stylu.


Dla mnie fajną rzeczą w naszym zespole jest to, że jesteśmy w stanie zrobić coś w różnych stylach - nie szufladkować siebie jako 'metalcore'owy' band. Jesteśmy pieprzonym zespołem rock 'n' rollowym. Lubimy rockową muzykę. Jest tu też trochę metalcore'u, trochę nu-metalu, i innych gatunków, nie chcieliśmy po prostu nagrać całego albumu, który brzmiałby jak ta sama piosenka.


Phil, jak rozwijałeś swoją grę solową?


Zaczynałem od podstaw: uczyłem się starszych utworów i różnych skal. Zobaczyłem, że wiele pomysłów rodzi się ze słuchania starszych rzeczy, które uwielbiam. Would You Still Be There nie był tradycyjnym numerem Of Mice & Men. Kiedy tego słuchasz, możesz pomyśleć, 'Cholera, to w stylu Papa Roach i Breaking Benjamin.' Albo utwór Identity Disorder, gdzie na zwrotce prawie nie ma gitar, jest tylko bas z gitarowymi flażoletami i tremolem w tle. Nie brzmią one jak starsze utwory Of Mice & Men, ale z pewnością słyszalny jest w nich charakter zespołu. Na początku oba wywoływały podobne reakcje, 'Jezu, co stało się z tymi numerami?' Ale dwa dni przed skończeniem albumu dograliśmy nowe, powalające wokale i zanim się zorientowaliśmy, mieliśmy nasze dwa najlepsze hity.


Z których partii gitarowych na Restoring Force jesteście najbardziej dumni?


Miałem jeden, szczególny moment. Dave był na mnie wkurzony - zawsze mnie irytował i robił wszystko, by wykrzesać ze mnie jak najwięcej - był to utwór Another You, który udało mi się nagrać przy pierwszym podejściu. Więc zdecydowanie poklepałem się sam za to po plecach, ponieważ był to dosyć trudny numer do zagrania. To mój najlepszy moment na płycie, głównie dlatego, że zyskałem przydomek 'Za-Pierwszym- Podejściem' Phil!


Dla mnie było to solo na Cry Baby Dunlopa w Bones Exposede. Kiedy dorastałem uwielbiałem Slasha, zawsze więc marzyłem o nagraniu zajebistego sola gitarowego na tej kaczce. Wszyscy mówili coś w stylu 'Tak, no nie wiem, może...' Powiedziałem, 'To patrzcie na to!' Miałem kilka piw, wszedłem do studia na dwie godziny i nagrałem solo. Każdemu się podobało. Mi także. Jest jeszcze fajny moment w Public Service Announcement, gdzie jest sporo sprzężeń oraz brzmień, jakby rzucano gitarą po pokoju - i dokładnie tak było. Dave Bendeth wpadł do pomieszczenia, zabrał mi gitarę z rąk i walnął nią o kolumnę! Pod koniec jest taka część, która brzmi jak kompletny chaos - i to właśnie był ten moment.


Po wydaniu tego albumu prawdopodobnie zyskacie mocno na popularności. Myślicie, że jesteście na to gotowi?


Nie weszliśmy do studia z zamiarem nagrania takich utworów. To pojawiło się samo. Pisaliśmy muzykę, którą lubimy i przy okazji powstały też hitowe numery. Nigdy nie myśleliśmy, że będziemy takim zespołem jak Linkin Park, Slipknot czy Blink-182. Chcesz być oczywiście na ich miejscu, ale zależy to od ludzi oraz muzyki, którą tworzysz.


Szczerze? Nie uważam, żebym był kiedykolwiek przygotowany na to, co się wydarzy. Przyjmuję po prostu to, co się dzieje. Czuję, że zespół jest gotowy jako całość. Uwielbiamy występować, gramy coraz większe koncerty z bardziej znanymi zespołami, mamy więc nadzieję, że rozwinie się to jeszcze mocniej. Żaden zespół nie chce nagrać kolejnego albumu i mieć mniej słuchaczy niż poprzednio. Więc można powiedzieć, że jesteśmy gotowi. Indywidualnie też.

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie