Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Zakk Wylde (Black Label Society)

Zakk Wylde (Black Label Society)

Wielu fanów muzyki gitarowej kojarzy Zakka Wylde’a przede wszystkim z jego współpracy z Ozzym. Co bardziej wtajemniczeni wiedzą jednak, że Zakk razem ze swoimi kumplami od przeszło 15 lat tworzy zespół Black Lable Society. Ci z was, którzy nie mieli okazji ich zobaczyć w 2012 roku na festiwalu Sonisphere, mają szczęście, bo Zakk jest u nas w tej chwili na dwóch koncertach we Wrocławiu i Warszawie. Nie jesteście jeszcze przekonani? Zapraszamy zatem do lektury jednego z najbardziej uśmiechniętych wywiadów w historii Magazynu Gitarzysta, który dość nietypowo zaczął sam Zakk…

Co tam u ciebie słychać Mike?


Całkiem nieźle (śmiech). Jest 10 rano, przeprowadzam z Zakkiem Wyldem i popijam małą czarną. A jak mija twój dzień?


Dokładnie tak samo. Wczoraj graliśmy świetny koncert i teraz zmierzamy do Włoch na kolejny. Innymi słowy lenimy się w autokarze i zbieramy siły (śmiech).


Pozwól zatem, że cię trochę pomęczę kilkoma pytaniami w ten twój wolny dzień (śmiech). Pewnie słyszałeś już każde możliwe pytanie dotyczące twojej osoby i zespołu. Które z nich zaliczyłbyś do najdziwniejszych?


Było tego trochę. Kiedyś pamiętam ktoś zapytał mnie jak mi się gra z naszym nowym basistą JD (John DeServino przyp. red.). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z JD znam się od 17 roku życia (śmiech). Co prawda nie grał z nami jakieś 6 lat, ale to on pomógł stworzyć ten zespół. Zawsze śmieszą mnie też pytania o to kiedy zamierzam przejść na emeryturę i odłożyć gitarę (śmiech). Od czasu do czasu pojawiają się też akcenty z Ozzym. Ostatnio ktoś zapytał czy jest szansa przekonać Ozzy’ego, aby przyjął mnie z powrotem do zespołu, żebym przestał grać już te swoje pierdoły z Black Label Society (śmiech). Koleś się jednak przygotował i dopytał czy jeśli ten plan nie wypali to czy będę mógł chociaż zostać jego ogrodnikiem (śmiech). Pewnie sprzątaczka i gość od cateringu też by wchodziły w grę.


Kiedy dzisiaj rozmawiamy oboje dobrze się bawimy i ta zasada tyczy się niemal każdego twojego wywiadu na jaki się natknąłem. Powiedz mi czy kiedy kończysz taką rozmowę to ten pozytywny klimat utrzymuje się między wami?


Z reguły tak. Odpowiadanie ciągle na te same pytania staje się po jakimś czasie dość nudne. Czemu zatem mamy oboje nie czerpać z takiej rozmowy odrobinę przyjemności? Na co dzień czerpiemy sporo radości z tego co robimy, więc czemu nie dzielić się tymi emocjami z innymi. Dla was to często nudny obowiązek, więc wyszedłem z założenia, że lepiej się trochę pośmiać i porobić sobie jaja zamiast siedzieć tu i udawać boga metalu. Oczywiście tęgie głowy w wytwórniach chciałyby, żebym mówił trochę więcej o samym albumie, ale tak się składa, że to ja prowadzę te rozmowy i nikt mi nie będzie narzucał co mam mówić.

Bycie w trasie to nie zawsze jedna wielka impreza. Czasami każdy z nas zaszywa się w swoim kącie i zajmuje swoimi sprawami, ale kiedy już przyjeżdżamy na miejsce zawsze witamy wszystkich z uśmiechem na twarzy. Odkąd pamiętam łamaliśmy zasady tej branży i nic się w tym temacie w sumie nie zmieniło. Ciekawe w tym biznesie jest to, że aby w nim być nie potrzebujesz żadnego wykształcenia. Jeśli chcesz być lekarzem, musisz ukończyć studia. Jeśli chcesz być spawaczem, musisz zaliczyć określone kursy. Tutaj to wolna amerykanka. Pierwszy lepszy koleś z ulicy może zostać menadżerem zespołu, więc z jakiej racji ja mam się podporządkowywać jego wizji? To brutalny kawałek chleba i jeśli od początku dasz sobie wchodzić na głowę to już tak zostanie.



Nagranie nowego krążka zajęło wam cztery lata. Macie jakąś niewyjaśnioną awersję do pracy w studio czy po prostu brakowało czasu?


Raczej to drugie (śmiech). Możesz być pewny, że nie spoczywaliśmy na laurach. Cały czas dawaliśmy jakieś koncerty. Kilka tygodni tu, kilka tygodni tam, cztery dni w domu i kolejna trasa. Co ciekawe, nawet kiedy jestem te cztery dni w domu to wcale nie znaczy, że mam wakacje. Telefon się urywa i każdy cały czas coś ode mnie chce. Każdego dnia wstaję rano i zabieram się do roboty, bo lista zadań jest długa i rośnie z każdą godziną. Nie zrozum mnie źle, kocham ten stan rzeczy i na nic innego bym tego nie zamienił. To jest trochę tak jakbyśmy byli właścicielami drużyny, która właśnie zdobyłaby tytuł mistrza świata. Tylko, że zamiast upajać się zwycięstwem siadamy do stołu i wspólnie zastanawiamy jak powtórzyć ten sukces za rok. Gene Simmons powiedział kiedyś, że wakacje są dla ludzi, którzy nie lubią tego co robią i ja się pod tym podpisuję.

Przy Black Label Society zawsze jest coś do roboty, z tą różnicą, że ja nie patrzę na to jak na pracę. To, że nowa płyta trafia do sprzedaży cztery lata po poprzedniej nie znaczy, że siedzieliśmy i pierdzieliśmy w stołek. Z drugiej strony nie będę robił z siebie idioty jak Axl, który przez ponad 15 lat nagrywał "Chinese Democracy", twierdząc, że ciągle pracuje nad nowym materiałem. Kiedy się nad tym dłużej zastanowić to przecież cała kariera Led Zeppelin trwała 12 lat. W tym czasie wydali jakieś osiem płyt i na stałe zapisali się w historii muzyki. Idąc tym tropem zawsze staramy się być na czasie ze swoimi projektami i nie oglądamy się wstecz. Jeśli mamy koncerty to je gramy, jeśli przychodzi czas nagrać nowy materiał to właśnie to robimy. Dlatego zupełnie nie rozumiem czasami jak niektóre zespoły cofają się w czasie i nagrywają te same rzeczy, które robili 20 lat temu. Kogo to obchodzi? Nagraj coś nowego!

Czy Salvador Dali po namalowaniu cieknących zegarów malował cieknący stół czy miękki kibel? Nie! Tworzył nowe rzeczy i tak powinien postępować każdy artysta. W przypadku naszej nowej płyty wiedziałem, że mam 25 dni zanim chłopaki zwalą mi się do studia i w tym czasie muszę napisać świeży materiał. Każdego kolejnego dnia wstawałem, jak ty teraz piłem swoją kawę, szedłem do garażu, odpalałem Marshalla i składałem do kupy kolejne kawałki. Trzeba być kreatywnym. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wymyślić hit na poziomie "Whole Lotta Love" w drodze do cukierni (śmiech).



Jest wielu muzyków ze świata metalu, którzy mają tendencją do brania siebie trochę za bardzo na poważnie. Jak reagujesz na teksty ludzi, którzy nazywają cię "ikoną rocka"?


Oczywiście bardzo się wtedy przejmuję (śmiech). Kiedy zdobyłem nagrodę na gali Golden Gods pochwaliłem się tym osiągnięciem JD, który stwierdził, że musiałem chyba wygrać w kategorii "Największy kretyn" (śmiech). Ostatnią nagrodą jaką dostałem był gong z tytułem "Metal Guru" na gali Classic Rock Awards i wierz mi, że do dzisiaj nie mam pojęcia co to znaczy (śmiech). Po prostu zbieram sobie te statuetki za "Największego kretyna" i, jak wnoszę, najzajebistszego "Guru", a potem idę przystrzyc trawnik Ozzy’ego (śmiech). 


Skoro już jesteśmy przy Ozzym, to co sądzisz o ostatnim krążku Black Sabbath? "Trzynastka" dała radę?


Zdecydowanie tak. To naprawdę świetny materiał. Rick Rubin był wniebowzięty kiedy się dowiedział, że będzie miał okazję popracować z chłopakami i odwalił naprawdę kawał dobrej roboty na tej płycie. Zresztą między bogiem a prawdą nawet gdyby nagrali gówniany materiał, to i tak by mi się podobał. Jeśli taki zespół jak Black Sabbath wchodzi do studia nagrywać nowy materiał, to nie ważne co z tego wyjdzie. Cudowne jest już to, że nadal mają energią i ochotę to robić. Podobała mi się kiedyś wypowiedź Keitha Richardsa, którego zapytano kiedyś o plany emerytalne. Facet zrobił wtedy wielkie oczy i słusznie zauważył, że nie ma z czego przechodzić na tę emeryturę. Ci goście nie grają w koszykówkę i nie skaczą o tyczce. To muzycy i jeśli będą chcieli to umrą z gitarą w dłoni stojąc na scenie.


Kiedy ostatni raz byliście w Polsce graliście na dużym festiwalu. Tym razem wpadacie na dwa koncerty klubowe. Ma dla ciebie znaczenie dla jak dużej publiki grasz?


Tak długo jak jest dla kogo grać, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Jakiś czas temu graliśmy na festiwalu Download w towarzystwie naprawdę wielkich kapel. Tydzień temu był to mały klub, w którym ledwo dało się oddychać. Tak tu, jak i tam byli ludzie, którzy przyszli nas posłuchać i tylko to się liczy.


Kiedy człowiek cię słucha odnosi wrażenie, że nie ma chyba na świecie rzeczy, która byłaby cię w stanie wyprowadzić z równowagi. Miewasz takie momenty czasami?


Pewnie, że tak. Jeśli na przykład ktoś mi nie zrobi pianki z mleka do kawy to jestem w stanie odwołać cały koncert. Kiedy byłem tylko gitarzystą grającym u Ozzy’ego, takie rzeczy po mnie spływały, ale teraz kiedy śpiewam stałem się bardzo delikatnym artystą, który nie może sobie pozwolić na takie gówna (śmiech). Bez tej zasranej pianki jestem jak ryba bez wody (śmiech). Nie zdziw się jak któregoś dnia odwołam całą trasę, bo ktoś zapomniał mi w ogóle zrobić kawy przed koncertem (śmiech). Wiesz kim ja jestem? Jestem Zakk "Golden Guru" Wylde frajerze i bez pianki z mleka w mojej kawie możesz iść puścić ludziom taśmę z magnetofonu! Trzeba mieć jakieś standardy (śmiech).


Co prawda dowiedziałem się dzisiaj, że jest szansa iż zostaniesz w niedługim czasie ogrodnikiem Ozzy’ego, ale gdybyś naprawdę miał nie być muzykiem, to widzisz siebie w jakiejkolwiek innej roli?


Myślę, że jakbym się nie starał, to i tak w końcu założyłbym jakiś zespół. Nie ważne, czy udałoby się nam wyjść z garażu. Ważne żeby móc grać to co kochamy. Pewnie fajnie byłoby wtedy zagrać na jakimś dużym festiwalu, dla tysięcy ludzi, ale wydaje mi się, że bez rozpoznawalności jaką zdobyłem grając z Ozzym nigdy bym tak daleko nie zaszedł. Miałem mnóstwo szczęścia mogąc stać się częścią jego zespołu i zawsze będę to podkreślał. Niemniej jednak, tak długo jakbym był w stanie utrzymać rodzinę z grania muzyki to właśnie to bym robił.

Jeśli z jakichś powodów by to nie wypaliło, to pewnie otworzyłbym sklep z gitarami, uczył grania na gitarze albo jeździł z chłopakami i grał na weselach. Wszystko w ten czy inny sposób kręciłoby się dokoła muzyki. Jeździłbym nawet po klubach i grał covery Led Zeppelin, Black Sabbath i wszystkich innych zespołów, które mnie inspirują. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem i klepiącego na komputerze przez osiem godzin. Taka robota by mnie wykończyła. Każdy powinien robić to, do czego jest stworzony, a ja zostałem stworzony do grania i bycia metalowym "Guru" (śmiech).

rozmawiał Michał Lis

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie