Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Irek Pac (Molly Malone’s)

Irek Pac (Molly Malone’s)

Giżycka formacja Molly Malone’s to zespół znany głównie fanom celtyckich brzmień osadzonych w punk rocku. W skali kraju bezkonkurencyjni, w skali gatunku? Na pewno ciekawi, nie tylko ze względu na teksty w ojczystym języku.

Tuż po koncertach w roli supportu Dropkick Murphy’s rozmawiamy z Irkiem Pacem - basistą zespołu.

Jesteście świeżo po koncertach z jednym z najważniejszych zespołów folk hc/punk. Obok The Real McKenzies, to właśnie Dropkick Murphys, którym towarzyszyliście, odcisnęli piętno na takim graniu. Jak doszło do waszego udziału w tych koncertach?


W poprzednich latach graliśmy na jednej scenie z The Real McKenzies czy Street Dogs i były to koncerty organizowane przez naszych przyjaciół z No One Likes Us z Warszawy, dla których Molly Malone's było naturalnym polskim supportem przed takimi kapelami. Tym razem nie było tak łatwo i inicjatywa wyszła od nas. Parę miesięcy różnymi kanałami oraz pomocą naszego wydawcy Melona z Lou&Rocked Boys udało się uzgodnić warunki z organizatorami koncertów Dropkick Murphys w Polsce i po prostu się udało


Innymi słowy, obyło się bez rujnującego każdą scenę pay to play?


Niestety, nie było tak łatwo jak to ma zazwyczaj miejsce na scenie niezależnej, stąd tak długie negocjacje. Pewnym jest, że do żadnych transakcji gotówkowych nie doszło, a co już Melon naobiecywał organizatorom koncertów DKM tego nie wiemy i może niech tak zostanie


Kwestie finansowe to zawsze kontrowersyjny temat. Zostawmy go za nami. Obiektywnie - daliście radę? Gwiazda wieczoru obserwowała support czy niemała gromadka ze Stanów zajmowała się wyłącznie sobą?


Trudno samych siebie oceniać. Na scenie staraliśmy się dać z siebie wszystko by nie dać plamy. Na podstawie rozmów z ludźmi po koncertach oraz reakcji w sieci możemy domniemywać, że daliśmy radę. Zbieramy same pozytywne recenzje. Cała załoga DKM to profesjonaliści i przede wszystkim zajmowali się przygotowaniem dobrego koncertu. W wolnych chwilach podsłuchiwali nas na próbach lub podglądali zza sceny. Miło jest widzieć, że gdy gramy próbę, to "chodzi nóżka" akustyka DKM, który siedzi sobie pod sceną. Chłopaki w Krakowie zagrali "Rose Tattoo" z dedykacją dla fanów i Molly Malone's, więc zakładamy, że podobał im się nasz występ.


Przed koncertami w wypowiedziach na portalach społecznościowych i poza nimi przypominaliście swoim fanom o swoich bardziej hardcore/punkowych korzeniach oraz czym ta muzyka dla Was jest. Dziś Molly Malone’s jest hc bardziej duchem niż muzycznie. Przejścia na łagodniejsze, ale nie mniej interesujące rejony folku to naturalna kolej rzeczy, czy może próba weryfikacji własnego doświadczenia i pomysłów na nowym gruncie?


Pomysł na zespół w klimatach punk/folk przy równocześnie innej działalności muzycznej wyszedł od Kwiatka i Konia. To oni zaczęli go realizować dobierając sobie pozostałych muzyków. Ze składu z pierwszego koncertu w 2010 roku zostali tylko oni. Giżycko to małe miasteczko i trudno skompletować sobie zawodowy skład zespołu obracający się w konkretnym gatunku, w tym przypadku folk/punk rocku. By zespół mógł poważnie funkcjonować, a nie być pobocznym projektem, chłopaki zaprosili do współpracy sprawdzonych przyjaciół z różnych rejonów sceny muzycznej. Nie mniej jednak rdzeń Molly Malone's to osoby z muzyczna przeszłością hc/punk. Ja i Kwiatek zaczynaliśmy wspólne granie kilkanaście lat temu od punk rocka do poważnego hardcore'a w zespole KLON. Teraz, koło się zatoczyło i ponownie gramy w jednym składzie. Na początku dla chłopaków Molly Malone's był projektem dodatkowym, który jednak przerodził się w najważniejszy i najbardziej absorbujący zespół. W tej chwili jedyny dla większości chłopaków z zespołu. Dzięki temu w zespole jestem i ja. Estetyka sceny niezależnej w dużym procencie kształtuje Molly Malone's, szczerość tej sceny działanie na zasadzie D.I.Y czyli własne opracowywanie grafiki, plakatów, koszulek, to jest to co nam pasuje i powoduje też, że jesteśmy szczerym zespołem, a nie sztucznym tworem zrobionym dla kasy.


Macie doskonały kontakt z fanami, oparty na zrozumieniu, zaufaniu, a przede wszystkim na kumpelstwie. Doskonale wiecie czego od Was oczekują. To odróżnia Was od wielu polskich zespołów.


To taki spadek mentalny z aktywnej działalności na scenie hc/punk jaki ma kilku z nas oraz wpływ muzyki jaką gramy. Muzyka jest zabawą, czasem z tekstem dającym do myślenia. Główne motto to jednak zabawa. Nie stawiamy sobie też żadnych ram, jeśli chodzi o kontakt z publicznością. Jeżeli ktoś chce byśmy podpisali się na płycie nie robimy z tego problemu, zdarzyło nam się także nagrać specjalny prywatny klip na urodziny dla siostry dobrego znajomego. Dobry kontakt z publicznością to podstawa prawidłowego funkcjonowania zespołu. Wszystko też tak dobrze wygląda pewnie dlatego, że z każdej strony otrzymujemy wsparcie od starych przyjaciół jak i od nowych znajomych, i tą pozytywną energię zwracamy na koncertach, czy zwykłym spotkaniu przy barze po koncercie.


Lubicie wypić? (śmiech)


Jesteśmy imprezowi i tu nie ma co zaprzeczać, jednak im większa częstotliwość grania tym większa abstynencja. Lubimy się bawić ale bardziej lubimy grać na profesjonalnym poziomie, więc imprezki tak ale po koncertach (śmiech)


Po sztukach z Dropkick były solidne aftery?


Niestety nie było czasu na taki luz. W nocy po koncercie w Krakowie jechaliśmy do Warszawy i choć nad ranem ulokowaliśmy się u przyjaciela zespołu Kurczaka (tu przesyłamy pozdrowienia) to skończyło się na symbolicznym browarku by być w formie na drugim koncercie. Po koncercie w Stodole wracaliśmy do domu więc z imprezy także nici. Wszędzie mamy daleko, a imprezy w busie nie są komfortowe dla kierowcy, więc zaprzestaliśmy procederu imprezowego podczas jazdy i staramy się tego trzymać


Czy kiedykolwiek spotkaliście się z rażącą krytyką? Nie macie wielkiej konkurencji w Polsce, ale jak mniemam, pewnie nieżyczliwych, psioczących na to co gracie nie brakuje? Czy może się mylę?


Z rażącą chyba nigdy. Czasem zdarza się krytyka po koncercie w stylu "grają fajnie ale jakby ciągle jeden kawałek i tylko tekst się zmienia", ale taka krytykę słyszałem też po koncertach Dropkick Murphys więc nie ma co wnikać. No i jest to raczej krytyka po koncertach plenerowych, gdzie zjawiają się przypadkowi ludzie. Więc nie wnikamy w takie opinie


Plenerów, a raczej koncertów nie odbywających się w profesjonalnych klubach gracie więcej, a z całą pewnością w okresie letnim przeważają nad koncertami w zamkniętej przestrzeni. Tutaj dochodzimy do tego, gdzie czujecie się lepiej. Z tego co zauważyłem nie boicie się zarówno imprez sprofilowanych, jak i koncertów, gdzie niejako musicie "kupić" słuchacza.


Na każdej scenie czujemy się dobrze. Jak można przeczytać w naszym bio nie ma dla nas różnicy, czy są to małe sceny w irish pubach czy duże sceny plenerowych festiwali. Ważny jest odbiór publiczności i jak dla każdego trudniej się gra, gdy pada deszcz i pod sceną stoi kilkanaście najtwardszych osób. Gdy jest zabawa nie ma dla nas różnicy, czy jest to koncert w pubie z okazji St. Patrick's Day czy plenerowa impreza z okazji Święta Śliwki. Chyba jesteśmy dobrym "towarem", bo punki nas nie skreśliły, a publiczność nie mająca na co dzień kontaktu z muzyką ze sceny alternatywnej, przeważnie nas kupuje


Gracie głównie w nadmorskich miejscowościach. Okazjonalnie uderzacie na centrum i południe. Na nieszczęście, jesteście z Giżycka, co z pewnością niektórych promotorów odstrasza. Gdzie zajechaliście najdalej?


Nie, nie jest tak, że gramy głównie na północy. Raczej coraz częściej gościmy w centralnej Polsce. Faktem jest, że wszędzie mamy daleko a stan dróg szczególnie w północno - wschodniej Polsce jest tragiczny. Staramy się jednak grać gdzie się da. W ramach trasy Folk Punk Tour 2013, na której promowaliśmy płytę "Obłęd", w miarę możliwości zjeździliśmy Polskę od Oleśnicy do Gdańska i od Piły po Lublin więc nie jest źle. Najdalej to chyba jechaliśmy do Żar, potem pewnie był Przystanek Woodstock czyli Kostrzyn. Gdy mamy daleko próbujemy bukować kilka koncertów razem w jednej okolicy wtedy koszta są mniejsze i czas podróży nie jest tragiczny


Możecie pochwalić się dwójką menedżerów dbających o Molly Malone’s. Nieco to przeczy operowaniu w estetyce DIY, choć z całą pewnością wiele spraw ułatwia. Kim tak naprawdę Wojtek i Aneta, jak oceniasz ich wkład w rozwój swojego zespołu? Nazwałbyś ich menedżerami z prawdziwego zdarzenia?


Wojtek po którymś koncercie wyszedł do nas z propozycją, na którą przystaliśmy. W "stajni" pojawił mu się kolejny zespół a my mamy możliwość zaprezentowania się szerszej publiczności bez zamykania się na scenie alternatywnej. Czy jest to sprzeczne z estetyką D.I.Y.? Raczej nie. Nie wiążą nas żadne umowy na piśmie i żadne zobowiązania. Wszystko odbywa się na zasadach przyjacielskich. Tak jak już wcześniej mówiłem, staramy się grać wszędzie gdzie się da, a w niektórych sytuacjach niestety nie wystarczą stare znajomości ze sceny hc/punk. Chcemy grać dużo w miarę możliwości i Aneta z Wojtkiem w tym nas wspierają. Często bywało tak, że załatwiali nam imprezy, a w tym samym czasie my umawialiśmy się na koncert z kimś innym, więc żeby nie robić zamieszania, nawet jak ktoś się zwróci bezpośrednio do nas i się umówimy, to prosimy organizatora by skontaktował się dodatkowo z Wojtkiem, który odhacza termin. Takie raczej techniczne tematy, by nie komplikować sobie życia (śmiech)


Młodzi artyści bez wsparcia poważnych wytwórni nie mogą liczyć na management z prawdziwego zdarzenia. Mimo to, od jakiegoś czasu funkcjonuje akademia menedżerów muzycznych, która ma na celu zadbanie o profesjonalne zaplecze dla artystów. Gdybyś miał możliwość współpracy z kimś po takiej szkole - skorzystałbyś?


Wszystko zależy od tego na jakich zasadach. Jeśli nie byłaby to umowa, zgodnie z którą taki menadżer ma decydujące zdanie o tym, co robi zespół, taka współpraca mogła by być z korzyścią dla nas. Wszystko musiałoby funkcjonować na zasadach dobrowolności w każdej dziedzinie działalności zespołu. Molly Malone's ma takie szczęście, że pomysł na zespół jest kompletny. Wiemy co chcemy grać, znamy swoje możliwości techniczne; estetyka związana z wizerunkiem też jest określona, więc współpraca menadżerska polega głównie na bukowaniu koncertów ewentualnie wsparciu promocyjnym. Nie jesteśmy materiałem dla menadżerów czy producentów ze swoja wizją, to raczej musi być osoba, która realizowałaby naszą wizję i po prostu wyręczała nas w takich technicznych tematach związanych z działalnością zespołu, a nie związanych z twórczością i graniem


Swoich sił spróbowaliście nawet w Must Be The Music. Wiele młodych zespołów próbuje zaistnieć na srebrnym ekranie wiedząc, że w dzisiejszych czasach to jedyne medium, które rzeczywiście jest w stanie pomóc. Pytanie tylko, czy rzeczywiście warto "sprzedać się", grając 2 covery na castingach, a potem egzystować w programie wyłącznie na zasadach producenta…


Czy warto, to każdy musi sobie sam odpowiedzieć. My startowaliśmy do programu z konkretnym założeniem i osiągnęliśmy to co sobie założyliśmy. Plan był taki by zagrać w TV swój autorski numer i nie zebrać totalnego ochrzanu od jury. To się udało, zagraliśmy swój kawałek, dostaliśmy 4 razy 'Tak', krytyka była, ale konstruktywna. Dotarliśmy do szerszej publiczności. Tak jak mówiłem, mamy kompletny pomysł na siebie i nie byliśmy dobrym materiałem na gwiazdę do ulepienia przez jakiegoś producenta, więc nie przeszliśmy dalej w programie i skończyło się na pozytywnym występie na castingu głównym. Pojawiły się nieliczne głosy, że się w taki sposób sprzedaliśmy. Możemy odpowiedzieć, że tak! Każdy z nas dzięki wsparciu fanów w głosowaniu internetowym po programie otrzymał zawrotna sumę w wysokości 300 zł za zajęcie drugiego miejsca w tym głosowaniu (śmiech)


Starczyło na zestaw strun dla wszystkich? (śmiech)


To były pierwsze pieniądze, który każdy z nas dostał indywidualnie na konto po graniu, więc nie wiem co każdy z nimi zrobił. Ogólnie wszystkie pieniądze, jakie do tej pory zarabiamy na graniu, inwestowane są w zespół, a raczej spłacamy nimi długi. Nagranie płyty kosztowało, bus kosztował itd. Nie jest lekko ale punk rock to przecież nie rurki z kremem (śmiech)


Czym jest dla Ciebie sukces w polskich realiach?


Jeżeli chodzi o zespół Molly Malone's, to co chwilę to się zmienia. Na początku to było wydanie profesjonalnej płyty w konkretnej wytwórni i to się udało, następnie miarą sukcesu miało być zagranie na dużym festiwalu i wtedy zagraliśmy w Kostrzynie na scenie Folk. Potem był profesjonalny teledysk i pyk nagrywamy w Mania Studio. Dalej suppoprtowanie Flogging Molly lub Dropkick Murphys i pyk jest i to podwójnie przed DKM. Jeszcze wrażenia nie opadły, więc kolejnego stopnia miary sukcesu nie wymyśliłem. Może jakaś trasa koncertowa po pubach w Irlandii? Jak widać sukces można osiągnąć, ważne by nie osiadać na laurach i brnąć coraz wyżej nie zapominając o miejscu, z którego się wyruszyło.


Oby tak dalej. Życzę powodzenia podczas letnich wojaży, w trakcie których zapewne towarzyszyć wam będą dobre nastroje i… szanty. Lubisz te pieśni?


Nie trawię zupełnie. Pierwszy kontakt z Molly Malone's to było określenie punk szanty, ale nie znałem wtedy zupełnie kapel takich jak Dropkick Murphys czy Flogging Moly nie wiedziałem czym jest folk celtycki, z którego wywodzą się polskie szanty. Folk mnie interesował, ale raczej taki wywodzący się z punk rocka jak np. R.U.T.A. czy Kapela Ze Wsi Warszawa. Szant nie będę grał za żadne pieniądze (śmiech)


Rozmawiał: Grzegorz Pindor

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie