Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Marty Friedman

Marty Friedman

Muzyk z trzydziestoletnim stażem, gwiazda stajni Shrapnel Records na przełomie lat '80 i '90. Przez 10 lat gitarzysta prowadzący Megadeth. Autor 11 solowych albumów, gościnnie występujący na dziesiątkach innych wydawnictw.

Gwiazda japońskich telewizyjnych show, na stałe mieszkająca w Kraju Kwitnącej Wiśni, powraca z najcięższym i najbardziej metalowym albumem: "Inferno".

Od naszego ostatniego spotkania minęło już sporo czasu. Co porabiałeś w swoim muzycznym wymiarze przez ostatnie 12 miesięcy?


Ten rok był dla mnie bardzo długi, naznaczony ciężką pracą nad moim najnowszym albumem "Inferno". Ograniczyłem dość mocno moją aktywność w japońskich telewizyjnych programach, by w pełni skupić się na zrobieniu najlepszego CD w całej mojej karierze. Było dość ciężko. Chciałbym bardzo powiedzieć, że było fajnie, lekko i przyjemnie, ale w rzeczywistości była to mordercza, okupiona wielką ilością potu, sfokusowana na efekcie końcowym praca. Nagrałem wszystkie dema w około 6 miesięcy, a potem kolejne 8 miesięcy pochłonęło zarejestrowanie w studio wszystkich ścieżek.


Wiem, że jesteś mocno zajęty w Japonii, ale wciąż wracasz do USA, by nagrywać kolejne płyty. Nie tęsknisz trochę za amerykańskimi fanami? Pamiętam tę ekscytację tłumu w San Francisco, podczas benefisu na rzecz Jasona Beckera w 2011r., kiedy wchodziłeś na scenę.


Oczywiście, bardzo tęsknię za moją ojczyzną. W styczniu na NAMM bardzo mocno czułem, że ludzie czekają, bym zagrał dla nich i z niecierpliwością wyczekują wiadomości, co w tej chwili przygotowuję. Każdego dnia w LA miałem poczucie, że jestem tutaj bardzo mile widziany i im dłużej tutaj jestem, tym bardziej znów jestem rozpoznawalny (śmiech).


Pomimo nawału pracy w Japonii i corocznych sesji nagraniowych w USA wydaje się, że bardzo zależy Ci na graniu na żywo w Europie - zawsze tutaj wracasz, niemal co rok. Dlaczego europejscy fani są dla ciebie tak ważni?


Lubię trochę odmiany i oddechu od moich japońskich zajęć, ale nie mogę sobie pozwolić na dłuższą przerwę w związku z moimi muzycznymi i telewizyjnymi zobowiązaniami. Dużo łatwiej jest poskładać trasę po Europie, niż po całych Stanach. Ale w tym roku chcę włożyć dużo wysiłku w zorganizowanie także koncertów w Ameryce. Po raz pierwszy od dziesięciu lat, czyli od czasu mojej przeprowadzki do Japonii, będę chciał się skoncentrować na graniu dla moich fanów na całym świecie. Granie poza Japonią jest dla mnie sporym ryzykiem finansowym, jako że moja japońska kariera jest, jak do tej pory, najlepszą w historii. Ale uważam, że moi fani, którzy wspierali mnie nawet wtedy, kiedy ich dłuższy czas nie odwiedzałem ze swoimi koncertami, zasługują w pełni, żebym takie ryzyko podjął i zadbał także o regiony, w których do tej pory nie grałem.


A'propos zaniedbanych i zapomnianych przez ciebie regionów - w Polsce grałeś ostatnio z Megadeth w 1997 r. To już prawie 20 lat temu. Czy spotykasz się nadal z wyrazami wsparcia ze strony swoich polskich fanów? Na te kilka tygodni przed twoimi koncertami (wywiad został przeprowadony przed koncertami w ramach Guitar Universe European Tour 2014 - przyp. red.), na forach internetowych widać mocną ekscytację Twoich wielbicieli.


Bardzo się cieszę, że to mówisz i także jestem niezmiernie podekscytowany, że w końcu będę mógł zaprezentować solowy materiał moim polskim przyjaciołom. Wiem także, że Polska ma niezwykle istotny wkład w muzykę metalową i że pochodzą z niej ważne zespoły, takie jak Decapitated, czy Behemoth.


Porozmawiajmy teraz nieco o twoim nadchodzącym albumie. Powiedz, czego możemy się spodziewać, bo trailer pokazuje niezwykle mocną, metalową zawartość.


Trailer jest bardzo dobrym wyznacznikiem tego, co znajduje się na płycie, ale każdy kawałek będzie na swój sposób unikalny. Nad demami do "Inferno" siedziałem zdecydowanie dłużej, niż do któregokolwiek z poprzednich albumów, więc komponowanie i aspekty aranżacyjne są zdecydowanie bardziej rozwinięte i zaawansowane niż poprzednio. Jestem z tego faktu bardzo dumny. Znacznie łatwiej gra się interesujące zagrywki, kiedy kawałki są solidnie dopracowane i mocne. Ponadto, goście, których zaprosiłem do nagrań, jak Dave Davidson (Revocation), Alexi Laiho (Children of Bodom), czy Rodrigo i Gabriela, podsunęli mi wiele doskonałych pomysłów związanych z moim brzmieniem. Jest więc na tym CD wiele "kolaboracji marzeń". Całość zarejestrował Rakestraw, który pracował m.in. z Danzigiem i Children of Bodom, a zmiksował Jens Bogner, wcześniej znany ze współpracy z Opeth i Amon Amarth. Poza wymienionymi wyżej gośćmi, na płycie pojawili się także Keshav Dhar ze Skyharbor oraz Jurgen Munkeby z The Shining. Jest to więc grupa wspaniałych artystów, którzy mają swój wielki wkład w końcowy kształt tego albumu. Nie bez kozery więc nazywam go swoim najlepszym CD w całej karierze.


Muszę Cię zapytać o szczególną kolaborację, mianowicie o udział Jasona Beckera. O ile dobrze pamiętam, jest to pierwszy przypadek Waszej współpracy od czasów ostatniego albumu Cacophony.


Zapytałem Jasona, czy nie podjąłby się pracy nad jednym z kawałków, zatytułowanym "Horrors". Wysłał mi więc masę swoich pomysłów i jeden z nich był kawałkiem, który pojawia się w dokumencie o Jasonie "...Not Dead Yet". Napisałem więc fragment i wkomponowałem pomysł Jasona, jak za dawnych czasów w Cacophony. Ja nagrałem wszystkie elektryczne tracki, ale jest też tam bardzo jasonowska część akustyczna, którą on napisał. Więc ja dokomponowałem egzotyczny kontrapunkt do tego dość ortodoksyjnego, klasycznego pomysłu - właśnie jak w Cacophony. Akustyczną cześć nagrał znakomity, fantastyczny Ewan Dobson. Zrobił kawał dobrej roboty, która bardzo wiernie oddaje styl Jasona i dawała mi poczucie, jakby on sam był ze mną w studio. To wszystko bardzo przypomina "Air" z pierwszej solowej płyty Jasona "Perpetual Burn". Jest też odzwierciedleniem naszego braterstwa z Jasonem. Zawsze wysyłam mu swoje pomysły i słucham jego uwag - wciąż jesteśmy jak jedna rodzina.


Wróćmy do zbliżającej się trasy. Jak wpadłeś na pomysł współpracy i połączonego tournee z Gusem G? Czy kiedykolwiek wcześniej graliście razem?


Jesteśmy przyjaciółmi od dawna. Prawdę mówiąc zarekomendowałem go do Megadeth w połowie lat 2000. Uważałem, że byłby doskonałym elementem tego zespołu. Gus i ja jammowaliśmy w Grecji, Japonii i chyba także w Stanach, ale nigdy razem nie byliśmy w trasie. Parę razy mówiliśmy już, że byłoby fajnie razem zrobić tour po Europie no i w końcu słowa obróciliśmy w fakty.


Zawsze trudno jest grać w trasie z innym wybitnym gitarzystą, jako że publiczność ma tendencję do ciągłego porównywania i licytowania, kto jest lepszy, szybszy, czy kto gra bardziej wirtuozersko. Jaki jest twój stosunek do grania ze światowej klasy gitarzystami?


Nie mam z tym żadnego problemu. Tak naprawdę uwielbiam być otoczony wspaniałymi muzykami, na czymkolwiek by oni nie grali. Taki kontekst powoduje, że ja sam lepiej gram. Poza tym, pozwala mi dzielić się moją wiedzą i samemu też się czegoś od nich nauczyć. A ciągłe porównywanie przez publiczność niespecjalnie mnie martwi. Gram na swój własny sposób, czy to się wam podoba, czy nie.


Jakiej setlisty możemy się spodziewać na koncertach? Czy to będzie przekrój przez całą twoją dotychczasową twórczość?


"Inferno", które ukaże się pod koniec maja (wydawca: Prosthetic Records) jest, jak dotąd, moim najcięższym albumem, więc fundamentem mojego show będzie z pewnością cięższa strona mojej muzyki. Zagram materiał z większości moich solowych wydawnictw, ale ponieważ będzie to mój pierwszy raz w Polsce, to możecie oczekiwać także kilku niespodzianek, których nie grałem dotąd jeszcze nigdzie.


Cudownie - fani z pewnością będą zachwyceni. Porozmawiajmy teraz trochę o twoim sprzęcie. Widzieliśmy na NAMM Twoją sygnaturę PRS. Opowiedz nam o procesie dochodzenia do wersji produkcyjnej.


PRS przysłał mi 5, czy 6 gitar do studio podczas sesji nagraniowej "Inferno". Jedna z tych gitar bardzo mi podpasowała i poprosiłem, żeby przygotowali dokładnie taką samą w kilku egzemplarzach. Nie znam się na budowaniu gitar, technologii i tym wszystkim. Pozmieniałem tylko nieco układ potencjometrów i w ten sposób mamy moją sygnaturę, która na rynku pojawi się w okolicach maja.


SPRZĘTOLOGIA
• Gitary: PRS SE Marty Friedman, PRS Tremonti, PRS Singlecut
• Przetworniki: PRS SE Treble Humbucker, PRS SE Bass Humbucker
• Struny: D`Addario 10-46
• Kable: Planet WavesAnalysis Plus
• System bezprzewodowy: japoński Hi-Pro
• Wzmacniacz: ENGL Powerball II, ENGL Special Edition E 670 100W
• Kolumny: ENGL Pro Slanted E412VS 4x12
• Efekty: Maxon Autofilter, Boss Super Chorus

Michał Kubicki
Zdjęcie: Romana Makówka

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie