Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Adam Otręba (Dżem)

Adam Otręba (Dżem)

"Tego wioślarza z zerowym ryzykiem błędu można nazwać mistrzem gitarowych podkładów (co nie znaczy, że unika stylowych solówek)" - tak w książce "Dżem. Ballada o dziwnym zespole" napisał Jan Skaradziński. Trudno temu zaprzeczyć znając precyzję riffów i melodykę solówek Adama - współzałożyciela i jednego z dwóch gitarowych filarów Dżemu.

Zacznijmy tradycyjnie - pierwsze zagrane dźwięki.


Zaczęło się od tego, że było pudło w domu. Mieliśmy po 16-17 lat jak zaczęliśmy grać na tym pudle na zmianę z Benkiem. Zacząłem ćwiczyć i bardzo mi się to spodobało. Słuchałem dużo Johna Mayalla - płyty "Blues Breakers with Eric Clapton". Później słuchaliśmy Petera Greena, Cream, Hendrixa, Johnny Wintera, czarnych bluesmanów: Leadbelly - Ołowiany Brzuch, John Lee Hooker, B.B. King, Albert King, Albert Collins. Słuchałem też gitarzystów jazzowych, jak chociażby: Joe Pass, Wes Montgomery czy Jim Hall. Graliśmy z Benem w zespole Pick Up, razem z Krzyśkiem Popkiem i Krzyśkiem Głuchem. Na bębnach grał Jurek Węglewski. Z tym składem wystąpiliśmy na festiwalu "Jazz nad Odrą". Dzień wcześniej w klubie zagraliśmy świetny koncert i z tej radości wypiliśmy za dużo piwa, więc następnego dnia w konkursie nie poszło już tak dobrze. To było bodajże w 1980 r.


Jak to jest grać z bratem w jednym zespole?


Przyjemnie, choć też zdarzają się różnice zdań, ale w większości wszystko się zgadza. Jesteśmy razem od dziecka a każdy z nas jest już po sześćdziesiątce. Nawet jak jesteśmy w domu, to dzielą nas zaledwie 3 kilometry - Ochojec - Piotrowice. Paweł Berger też był z Piotrowic, więc mówiliśmy, że to taki Trójkąt Bermudzki - Paweł, Beno i ja.


Geometrię mocno zmienił Rysiek. Czy to naprawdę było tak, jak na filmie "Skazany na bluesa", że wpadł do sali i zaczął śpiewać?


Zgadza się. Wtedy na bębnach grał Olek Wojtasiak i oni razem pracowali w jakimś zakładzie. W trakcie roboty grał na harmonijce, coś podśpiewywał i go wyczaili, że bardzo dobrze to robi. Olek przyprowadził Ryśka na próbę i od razu to ruszyło z kopyta. Wcześniej Paweł śpiewał i grał na klawiszach. Z początku sprawiało mu to trudność, potem się wdrożył i mógł robić to jednocześnie. Kiedy śpiewał to mniej grał a my dokładaliśmy więcej na gitarze i basie, bo wtedy grało się jeszcze na jednej gitarze. Paweł wtedy też grał więcej solówek, niż później - był w bardzo dobrej formie. Jest taki koncert z 1982 r. z Krakowa ze zmarłym niedawno perkusistą Grzegorzem Schneiderem. Zachowały się trzy numery: "Niewinni", "Słodka" i "Aleja róż". Dobrze, że ktoś to zarejestrował, przewidując, że z tej kapeli coś się może wykluć. Jakiś czas temu ukazała się też płyta ze starymi nagraniami Ryśkowymi - od 1981 r., przez 1982 r., do ostatniej Rawa Blues z Ryśkiem.


Jak już tak grzebiemy w historii, to muszę Cię zapytać o pierwszą gitarę elektryczną.


To była Jolana Grazioso pożyczona od Józefa Adamca, który obecnie mieszka w Niemczech. Na tej gitarze zagrał w Spodku Rory Gallagher. Byliśmy na tym koncercie, to było jeszcze przed koncertem Claptona w 1979 r., który też zaliczyliśmy. Miały być dwa, ale milicja zaczęła pałować ludzi a Clapton powiedział, że będzie grać dalej, jak przestaną i w końcu odwołał drugi koncert. Potem kupiłem gitarę od Andrzeja Bartoszka, który grał w zespole Wiślanie ze Stefanem Płazą - to był bardzo fajny skład. Odsprzedał mi własnoręcznie zrobionego SG z zagranicznymi przystawkami, bodajże z Höfnera - świetnie grał jak na tamte czasy.


Do tego pewnie piecyk z NRD - jakaś MV-ka, czy coś takiego?


Oczywiście! MV-3. Paweł podłączał piano Fendera do MV-2 a wcześniej grał na Vermonie, na którą mówiło się "zemsta Ulbrichta". Regent 30 i Regent 60 to wtedy była najwyższa półka. Grało się też na polskich wzmacniaczach: Solo 1, Solo 2, Telos. Nie było łatwo. Na strunach z państwowej fabryki nie dało się grać - pamiętam, jak krwawiły mi palce. Jeszcze w latach osiemdziesiątych jeździliśmy do Gdańska po struny Presto - jak na tamte czasy mieli ogromy wybór różnych rodzajów.


Przesiadka na Gibsona po tym wszystkim musiała być wspaniała.


Teraz mam trzy Gibsony Les Paul - biały Custom, złoty Standard i Studio, którego ostatnio kupiłem - gram na nim w domu. Ma inny gryf i struny dziesiątki więc jest trochę twardszy i gra się na nim nieco trudniej, ale za to później na koncercie jest łatwiej, bo w tamtych dwóch mam dziewiątki. To taki mój patent, żeby ćwiczyć na twardszej a potem grać oczko niżej. Na koncertach ostatnio najczęściej używam LP Standard, wcześniej najwięcej grałem na Customie. Mam też cztery Fendery Stratocastery. Jeden nowy, drugi to egzemplarz kupiony od Andrzeja Nowaka - oba amerykańskie. Jest jeszcze meksykański i japoński model rocznicowy.


Do tego obowiązkowo stary Marshall JCM 800.


Wciąż ten sam. Razem z Jurkiem sprowadziliśmy Marshalle. Przyjechały w jednym dniu, rozpakowaliśmy je, a Jurek - pozytywnie zakręcony na punkcie sprzętu - stwierdził, że w moim zestawie była głowa, która bardziej pasowała do jego kolumny, więc się zamieniliśmy wzmacniaczami (śmiech). Jurek w międzyczasie zmienił sprzęt ileś razy - gitary, wzmacniacze, przetworniki. Po tym wszystkim ostatnio znów wrócił do Marshalla. Mam jeszcze zestaw Orange, który kiedyś był skrosowany z Marshallem, ale tego było za dużo. Ostatni raz grałem na nim na 30-leciu w Spodku. Cztery lata go nie widziałem i nawet dobrze nie pamiętam, jaki to model, bo leży gdzieś w kartonie (śmiech). Sam Marshall wystarcza.


Na podłodze widziałem też zaledwie kilka sprawdzonych urządzeń.


Używam tylko podstawowych efektów: Tube Screamer, chorus, delay, no i kaczka, na której ostatnio gram rzadko, choć najpierw ja ją kupiłem a dopiero później Jurek. Jednak kiedy zafascynowani możliwościami zaczęliśmy razem kwakać, to w końcu jeden musiał zrezygnować. Drugą solówkę w "Strachu" gram na kaczce i często to jest jedyne jej wykorzystanie w całym naszym programie koncertowym. Czasem też używam jej w "Człowieku, co się z tobą dzieje?". Może w przyszłości będę grał na kaczce trochę więcej. Planuję też w najbliższym czasie dołożyć parę efektów do pedalboardu.


Po tylu latach wciąż nie rozstajecie się z instrumentami.


Dzieci podrosły, więc mam więcej czasu i wziąłem się trochę za ćwiczenie. Póki synowie byli mali, trzeba było zawiesić gitary na kołkach. Niebawem skończą 12 i 14 lat, więc teraz, kiedy już się trochę odchowali, mogę się bardziej poświęcić muzyce. Zresztą oni również chwycili za instrumenty - młodszy uczy się grać na klawiszach. Ostatnio buszuję w Internecie, puszczam sobie jakąś muzykę i gram do niej. Sporo też słucham. Młodzi gitarzyści mają niesamowitą technikę i serce się raduje, że tak lgną do instrumentów. Wracam też do czarnych bluesmanów a z białych gitarzystów na nowo odkrywam Jeffa Becka, który zawsze był bardzo dobry.


Jakiś czas temu wykorzystał temat "Nessum dorma" z opery "Turandot" Giaccomo Pucciniego. Wy wcześniej nagraliście płytę "W Operze" i regularnie koncertujecie z orkiestrą symfoniczną.


To jest nobilitujące. Przecież my jesteśmy bluesowo-rockandrollowi. Z orkiestrą jest pewna podniosłość i człowiek jest zadowolony, że mógł zagrać z ludźmi, którzy wiele lat studiowali muzykę. Bardzo dobrze gra nam się z orkiestrami. Emocje są wywindowane do bardzo wysokiego pułapu, a przynajmniej ja przeżywam te koncerty z aranżacjami Andrzeja Marko bardzo emocjonalnie.


To też zwrot historii po dawnych absurdach weryfikacji, gdzie liczyło się czytanie nut a nie faktyczne umiejętności muzyczne.


Dawno temu oblali nas, mimo że przygotowaliśmy parę standardów jazzowych i graliśmy na Jazzie nad Odrą. Nie czytaliśmy nut a vista, chociaż nie było tak, że w ogóle nie czytaliśmy. Jeździłem na kontrakty do Kuwejtu, do Bagdadu - ze Zbyszkiem Jaremko na saksofonie i Pawłem Dąbrowskim z Bemibek na basie. Jarek Dobrzyński grał z nami na klawiszach i na saksofonie. Wszyscy czytali blaty a vista, więc i ja musiałem sobie jakoś dawać radę i przynajmniej trochę tego czytania nauczyć. Zresztą do dziś nie czytam a vista (śmiech). Jak się czegoś nie używa, to wylatuje z głowy.


Za to tematy z piosenek Dżemu zostają w pamięci na długo. Mnie zawsze fascynowała wasza melodyka.


Okazuje się, że melodia to najważniejsza rzecz w utworze, ale zwracam też uwagę na artykulację i podziały rytmiczne.


Masz jakiś szczególny sentyment do którejś z płyt Dżemu?


Trudno powiedzieć. Na pewno jest coś, co można wyróżnić, ale wydaje mi się, że nie na tyle, żeby o tym mówić. Wszystkie nagrywaliśmy w miarę szybko. Większość nagrywamy na setkę, czasem później coś dogrywamy albo minimalnie zmieniamy. Tak też nagrywał Bob Dylan, mimo że pojawiały się nieczystości, zostawiał je bez zmian. To jest prawdziwe i ludzie to czują.


Co byś poradził młodym gitarzystom, którzy uczą się biorąc na warsztat piosenki Dżemu a niekiedy nawet chcą grać tak, jak Wy?


Radzę, żeby nie grali tak, jak my, tylko tak jak sami czują. My też słuchaliśmy mnóstwo gitarzystów - białych i czarnych bluesmanów, jazzmanów, jazz-rocka. Warto słuchać innych, ale każdy musi grać po swojemu! Druga sprawa to, by nie przejmowali się bzdurnymi sprawami. W kapeli zawsze zdarzają się jakieś spięcia, ale to przecież nie powód, żeby natychmiast odchodzić i na drugi dzień zakładać nowy zespół. U nas praktycznie wszystkie zmiany składu były spowodowane naprawdę poważnymi powodami. Gramy dalej, mimo, że Rysiek i Paweł odeszli bezpowrotnie. W tym roku obchodzimy 35-lecie, chociaż jakby liczyć od 1974 r. to pod szyldem Dżemu mogłoby być już 40-lecie.


Wojtek Wytrążek

GALERIA
To The Bone Steven Wilson

Oho, Steven Wilson tym razem chce być Peterem Gabrielem. Tak można sobie pomyśleć słuchając "To The Bone". Czasami włącza mu się Talk Talk,...Gramy dalej

7 /10
Rough Times Kadavar

"Nie chcemy być po prostu kolejnym rockowym zespołem, chcemy być najlepsi" - zapowiadali przed premierą nowego albumu berlińczycy z Kadavar....Gramy dalej

8 /10
Cold Like War
Gatunek: Metalcore
Kasabian ocena 8
For Crying Out Loud
Gatunek: Indie rock
Hurts ocena 7
Desire
Gatunek: Pop
Zobacz wszystkie