Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Piotr Świąder-Kruszyński (B Festival)

Piotr Świąder-Kruszyński (B Festival)

Jedna z czołowych imprez na południu kraju, brzeski B Festival zbliża się wielkimi krokami. Od kilku lat nasz magazyn współpracuje z organizatorami niegdyś reggae’owego festiwalu, dziś imprezy słynącej z zamiłowania do alternatywy.

Z Piotrem Świądrem-Kruszyńskim rozmawiamy o trudnościach związanych z organizacją takiego przedsięwzięcia, stylistycznej różnorodności artystów, a przede wszystkim o tym, jak festiwal się rozwijał i czy ma przed sobą przyszłość.

Kiedy kilka miesięcy temu prywatnie rozmawialiśmy o przyszłości festiwalu, impreza stała pod znakiem zapytania. Jak dobrze wiemy, B Festival ma swój ciąg dalszy i tradycyjnie pod koniec sierpnia odbędzie się na terenie stadionu w Brzeszczach. Co ostatecznie zadecydowało o dalszym działaniu pod tym szyldem? Wasza wiara w imprezę, czy może dobre zdolności dyplomatyczne w rozmowach z włodarzami gminy?


(Chwila namysłu). Na pewno nasza wiara w imprezę, bo to napędza festiwal od samego początku jego istnienia. Niemniej borykamy się z problemami finansowymi, a gmina pozostaje w trudnej sytuacji i szukamy oszczędności na każdym froncie. Festiwal jest łatwym miejscem, tak naprawdę nie musi się odbyć i nic się mieszkańcom nie stanie. Władze jednak chyba chcą, by coś takiego odbywało się w Brzeszczach, w końcu to przez te 10 lat nabrało to znaczenia. Stąd 10 festiwal odbędzie się z nie mniejszym rozmachem niż dotychczas. Ale pewne jest, że trudne czasy dopadną i tę imprezę i pewnie formuła będzie musieć ulec zmianie. Miejmy nadzieję, że nie radykalnie. Na razie skupiamy się na tej edycji i dopinamy wszystko na ostatni guzik. O tym co będzie dalej, porozmawiamy w przyszłości.


Dobrze, że mówisz o rozmachu imprezy. Wielu obawiało się, że już wraz z zaprzestaniem dwudniowej formuły impreza straci zainteresowanie. A tutaj, choć festiwal jest jednodniowy, gościcie podobną ilość artystów jak wcześniej. Do tego, wciąż poszukujecie złotego środka między rockiem, metalem a alternatywą, co dobitnie pokazuje tegoroczny lineup.


Tak, staramy się utrzymywać poziom i liczbę wykonawców nawet przy jednodniowej formule. To się chyba udaje, zainteresowanie festiwalem jest ok i nie maleje i tak jak mówisz - staramy się pokazać różne gatunki muzyczne, to co według nas jest wartościowe na polskim rynku, nieważne czy pod etykieta rock, reggae, punk czy post.


Inna kwestia, przynajmniej moim zdaniem, to fakt, że wciąż próbujecie wymyślić festiwal na nowo. Kiedyś impreza oparta była na przeglądzie młodych zespołów i koncertach kilku gwiazd, z czasem do głosu doszły soundsystemy i niezależni artyści spoza gitarowego podwórka. Dziś Wasza impreza to - czego proszę nie odbieraj za obelgę - taki gotowy produkt.


Gotowy produkt? W jakimś sensie tak. Staramy się, jak na nasze warunki, zrobić wszystko profesjonalnie i atrakcyjnie, a goście festiwalu wiedzą mniej więcej, czego się można u nas spodziewać. W tym sensie jest to produkt.


Mówię o festiwalu w ten sposób z racji na jego dekadę egzystencji. Impreza nie może pozwolić sobie na niedociągnięcia i musi prezentować pewien poziom. Największą bolączką tego typu wydarzeń jest nie samo danie główne w postaci koncertów, a to, co dzieje się poza nimi. Czy uczestnicy będą mieli zapewnione dodatkowe atrakcje? Czy stawiacie wyłącznie na koncerty?


}Stawiamy głównie na koncerty - na różnorodność muzyczną i jakość samej muzyki. Niemniej zawsze pojawiają się jakieś dodatkowe atrakcje, czy to festiwal sztuk wizualnych, czy różnego rodzaju warsztaty. W tym roku na festiwalu będzie można obejrzeć wystawę prac projektu Underground Factory, czyli opracowań graficznych (okładki CD, winyli, plakaty, koszulki) wykonanych dla przedstawicieli sceny niezależnej. Underground Factory to projekt autorstwa Petra wokalisty hardcore/noisowej formacji IŁ-62, powstały na potrzeby realizacji własnych wydawnictw muzycznych zgodnie z ideą D.I.Y. (Do It Yourself), przy okazji wydawnictw kasetowych jeszcze na początku lat 90 XX wieku.


Zrezygnowaliście ze sceny skupiającej kapele z nurtu hardcore i metal na rzecz punkowych. To kolejny eksperyment czy odpowiedź na oczekiwania fanów imprezy?


Tamten rok to był eksperyment, niemniej zauważyliśmy, że jest duże zainteresowanie sceną punkową i w tym roku postanowiliśmy kontynuować ten kierunek. Marek "Zima" z wydawnictwa Zima Śląsk zajmujący się przygotowywaniem tej sceny ma fajne kontakty i bardzo ciekawie obsadził tegoroczny line up - sam z chęcią posłucham kilku kapel.


Znajdziesz na to czas, jako jedna z głównych osób odpowiedzialnych za imprezę? Czy wszystko przebiega na tyle płynnie, że możesz sobie na to pozwolić? Chociaż, z drugiej strony, na festiwalu zagrasz nawet koncert (śmiech).


O dziwo, z roku na rok w sam dzień imprezy mam coraz mniej pracy (śmiech). Dzięki tym dziewięciu edycjom, dużo się nauczyliśmy, stąd coraz sprawniej idą nam pewne kwestie. Sam dzień festiwalu to już bardziej stres, czy wszystko wyjdzie, odpowiedzialność, bo z każdym problemem biją do Ciebie i kupa kilometrów - chodzenie tam i z powrotem od jednego do drugiego problemu. Mamy dużo fajnych wolontariuszy, ludzi zaangażowanych, pracowników Ośrodka Kultury, którzy też każdego roku nabierają doświadczenia. To już w pewnym sensie taki samograj kontrolowany jeżeli chodzi o sam dzień imprezy (śmiech). Kilka razy zdarzyło mi się zagrać koncert, co za prywata! (śmiech) (Piotr jest gitarzystą formacji Besides - przyp. red.).


Pomówmy przez chwilę o artystach. Booking kapel na tego typu imprezy zazwyczaj odbywa się pół roku do przodu. Jak wyglądało to w Waszym przypadku? Kiedy dostaliście zielone światło na kompletowanie składu?


Na początku 2014 roku nie mieliśmy pewności co do festiwalu, ani zielonego światła na organizację. Niemniej wstępne rozmowy już prowadziliśmy. W chwili uzyskania zgody przystąpiliśmy do podpisywania umów. Szczerze powiedziawszy trudny jest dla mnie ten rok, chyba najtrudniejszy pod względem komfortu pracy, pewności. Zauważam duży poziom lęku u siebie z tym związany - zastanawiam się, czy nie przejść już na festiwalową emeryturę. Dodatkowo pojawia się dużo wątpliwości, co do zasadności finansowania tego festiwalu z kasy Ośrodka Kultury. Z jednej strony tym ma zajmować się ta instytucja, z drugiej strony można by było tę kasę spożytkować na inne kulturalne cele, niekonieczne takie. A w świetle braku finansów na wiele obszarów w naszej gminie tym bardziej budzi to wątpliwości. Taki klimat nie sprzyja imprezie, a już tym bardziej myśleniu o jej rozwoju. W sumie tam gdzie kasa publiczna tam zawsze będzie taki problem - nie wiem, czy mam chęć ciągle się z nim mierzyć.


Kwestie finansowania kapel to kolejne wyzwanie. Kilka nazw w tegorocznej edycji to nie byle jakie zespoły o konkretnej renomie. Staracie się negocjować stawki, czy finansujecie kapele do ostatniej złotówki?


Negocjacje to nieodłączna część tego przedsięwzięcia (śmiech). Nie tylko kapele, ale każdy aspekt organizacyjny. Co prawda pewien poziom trzeba zachować, co wiąże się z granicami co do negocjowania cen.


Jest zespół/artysta, o którego regularnie się staracie a nie jesteście w stanie sprostać wymaganiom?


Nie aż tak, żeby regularnie się starać, kilka razy zderzyliśmy się ze stawkami kosmicznymi, ale to w wypadku zapytań o zagraniczne bandy. Kiedyś dosyć mocno zabiegaliśmy o Kult, niemniej menago za każdym razem tłumaczył, że Kazik nie koncertuje w wakacje, nie była to jednak kwestia kasy a terminu. Choć raz się tak zdarzyło, że niedaleko nas Kult zagrał w wakacje na dniach Pszczyny. Od tego czasu nie pytamy, może po prostu nie chcą zagrać u nas.


Jesteś w pełni zadowolony z tegorocznego składu? Jest Hunter, Mesajah, nawet Arek Jakubik z zespołem.


Tak, jestem zadowolony, kilka koncertów w miarę możliwości z przyjemnością zobaczę - Hunter, Tides From Nebula (choć ostatnio miałem okazje widzieć ich wiele razy - ale w sumie za każdym razem dają kopa), Coffinfish, Dr Misio, Budzego, Zdunka, Psy Wojny. Ja jestem z tych mniej reggae'owych i pochodnych, Jacek i Dominik bardziej w tych klimatach siedzą. Chyba każdy coś znajdzie dla siebie.


W przyszłości metal będzie tylko dodatkiem? Tak jak teraz Hunter?


Trudno mi mówić cokolwiek o przyszłości… Ale ja bym nie traktował tego jako dodatku, a raczej różnorodności. W ramach wcześniejszych edycji pojawiały się już ciężkie uderzenia. Zainteresowanie festiwalem pokazuje, że nie trzeba się bać łączenia różnych stylów, zdawało by się odległych od siebie. Gdyby skupić się na jednym rodzaju muzyki, stalibyśmy się mniej widoczni, gdyż z naszym małym budżetem nie przebilibyśmy się szerzej wśród znanych festiwali np. reggae. Dzięki mieszaniu muzyki, mamy swój klimat, za każdym razem ktoś nowy dowiaduje się o istnieniu tej imprezy, bo śledzi losy swojej ulubionej kapeli i trafia na Brzeszcze. I pewnie część wraca. Bo gramy różnie.


A konkurencja nie śpi. W terminie waszej imprezy ma miejsce kilka innych eventów, jak np. dzień wcześniej w Żywcu odbędzie się Męskie Granie, a w Straszęcinie k. Dębicy, w ciągu całego weekendu Śnieżka Czad Festiwal z gwiazdami takimi jak Gooral, Dżem, Sabaton i inni. Czym według Ciebie wygrywacie z tymi imprezami? Co jest waszym największym atutem?


Nie wiem czy wygrywamy, do tej pory udawało nam się utrzymywać minimum 3000 festiwalowiczów, zobaczymy co przyniesie ta edycja. Tak się dzieje, że rynek festiwalowy jest coraz bardziej różnorodny, jedne imprezy powstają, inne odpadają, jeszcze inne trzymają poziom i nic im na razie nie jest w stanie zagrozić. To chyba naturalne. Jakoś tak się składa, że w każdym roku termin nam się z czymś pokrywa, a to Bielawa, a to Cieszanów, dni pobliskich miast, itp. A jednak ludzie do nas przyjeżdżają - więc coś w tym musi być. Może klimat małego bezpretensjonalnego festiwalu, może repertuar - trudno mi to określić. Swoją droga, Męskie Granie jest specyficznym festiwalem - taki festynowy klimat z bardzo profesjonalną produkcją (śmiech) Raz się wybrałem i chyba to mi wystarczy (śmiech). Wolę artystów tam występujących słuchać w innych miejscach.


Mam podobnie. To jak, widzimy się na imprezie?


Spróbuj tym razem nie przyjechać (śmiech). Do zobaczenia!


Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor


GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie