Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Filip Wyrwa (Xposure)

Filip Wyrwa (Xposure)

Z gitarzystą i liderem zespołu Xposure rozmawiamy o debiutanckim albumie "The Tides The Waves" i o skutkach cichej rewolucji, którą wywołał Robert Fripp.

Jak rozwijała się Twoja muzyczna pasja?


Moja droga muzyczna zaczęła się od słuchania Beatlesów, Zeppelinów i Purpli, później zainteresowałem się muzyką progresywną, choć nie przepadam za jej pompatyczną odmianą, skąpaną w klawiszach i sztucznie rozbudowanych kompozycjach. Dla mnie najbardziej specyficznym przedstawicielem gatunku był i jest King Crimson. Przychylam się do tego, co mówi Fripp, że albo to nie jest rock progresywny, albo jest to jedyny zespół progresywny, a cała reszta to rock symfoniczny. Później zachwyciłem się jazzem i przez dwa lata chodziłem do Grzegorza Motyki do Małej Akademii Jazzu w Krakowie. W 1997 r. wystąpiłem nawet z zespołem na festiwalu Jazz nad Odrą, co prawda bez sukcesu, ale przeżycie było duże. Przez pewien okres grałem elektryczny jazz i fusion, brałem udział w nagraniach różnych płyt demo. Podszkoliłem się od strony teoretycznej, ale czułem, że to nie jest moja muzyka, choć wciąż uwielbiam słuchać jazz. Przez pięć lat grałem w zespole Hipgnosis na syntezatorze gitarowym Roland GR-300 utwory klasyfikowane jako rock progresywny. Później grałem w Twelve Moons - cover bandzie grającym utwory King Crimson. Myślę, że nie było najgorzej - dwa razy napisali o nas nawet na oficjalnej stronie zespołu. Zagraliśmy trochę koncertów i dużo się nauczyliśmy, a był to najtrudniejszy repertuar jaki w życiu grałem. Później kupiłem nowy instrument, odświeżyłem kontakt z zaprzyjaźnionym perkusistą i przygotowałem kilkanaście utworów. Skompletowaliśmy pierwszy skład i zaczęliśmy próby. Na czwartej próbie nagraliśmy utwór, który następnie wysłaliśmy na Hard Rock Rising 2013, gdzie zajęliśmy 10 czy 11 miejsce. Potem dołączył basista Filip Kuźmiński (polecony przez mojego przyjaciela), a naszą wokalistkę - Agnieszkę Mazurek - znalazłem przez internet przedzierając się przez dziesiątki nagrań krakowskich zespołów. W lipcu 2013 r. zagraliśmy pierwszy koncert, a u mnie, w dużym pokoju nagraliśmy prezentowane w radiostacjach demo. Następnie przygotowaliśmy 11 piosenek na płytę.


Trzymasz zespół żelazną ręką czy pozwalasz na swobodę?


Ode mnie wychodzi pomysł, ale cała reszta dzieje się między muzykami. Nie lubię formuły gdzie jeden człowiek przychodzi i mówi - ty grasz to, ty grasz tamto. Oczywiście można tak robić, ale odbiera to ludziom możliwość wejścia w to, co się robi, eliminuje interakcje i możliwość zaistnienia składu jako pewnego organizmu. Muzyk jest wtedy sidemanem i nie jest w pełni zaangażowany. Na przykład Agnieszka ma duży wkład w tworzenie linii wokalu, zresztą wokaliście lepiej się śpiewa jeśli sam tworzy swoje partie. Płytę "The Tides The Waves" nagraliśmy z Kubą Pałką na perkusji, który te utwory także z nami współtworzył. Teraz na perkusji gra z nami Kamil Połoncarz, a na basie Filip Kuźmiński - obaj młoda krew, świetni instrumentaliści.


Co najbardziej wpłynęło na Twój rozwój muzyczny?


W głowie, pod względem muzycznym, poukładało mi się na tygodniowych warsztatach Guitar Craft z Robertem Frippem w Barcelonie. Wszystko co wiedziałem wcześniej ułożyło się w jedną układankę, a były to oderwane od siebie elementy, np. lubiłem grać z ludźmi, a nie bardzo miałem motywację żeby ćwiczyć. Dostrzegłem, że pozytywnie rozumiana wewnętrzna dyscyplina powoduje ogromną różnicę. Człowiek czuje się pewniej i wszystko się układa. Na warsztatach stroiliśmy gitary zupełnie inaczej - w kwintach, podobnie jak skrzypce, od C do G, używając specjalnych kompletów strun, bo zwykłe by się urwały (G3, B2 i E1 stroi się wyżej - do A, E, G). Po 18 latach grania w standardowym stroju nic nie mogłem zagrać. Na kursie było 20 osób i okazało się, że wystarczy być obecnym żeby pojawiła się Muzyka - nawet ci, którzy wcześniej nie grali na gitarze uczestniczyli w tym aktywnie, było to nieprawdopodobne doświadczenie. Wszystko, co wydarzyło się później, było owocem tych warsztatów. Przez kilka lat grałem z Twelve Moons utwory King Crimson na gitarze strojonej w kwintach. To poważne wyzwanie - z początku nic się nie zgadza, ale bardzo rozwija, bo nie można korzystać z patternów, które w gruncie rzeczy są przekleństwem gitarzystów. Większość gra wyuczone frazy w różnych kombinacjach, a tu jedynym sposobem byłaby gra na jednej strunie. Kiedy na warsztatach udało nam się zagrać "La Bambę", Fripp wskoczył na krzesło i wymachiwał marynarką. Potem powiedział tylko, że żałuje, że nie zagraliśmy tego w metrum 5/4. (śmiech)


Płytą "The Times The Waves" wróciłeś do zwyczajnego grania rocka.


Tak, to taki powrót do korzeni. W zeszłym roku odezwałem się do zespołu Riverside, którego koncert otwierałem kilka lat temu z Hipgnosis. Zaprosili Xposure na trasę i stwierdziłem, że w takiej sytuacji musimy mieć w ręce płytę. Zrobiliśmy projekt finansowania społecznego, a w lutym zaczęliśmy nagrania korzystając z pomieszczeń nowo wybudowanego domu kultury. Trwało to z przerwami miesiąc - w sumie 90 godzin pracy. Myślę, że jak na 11 utworów i 53 minuty muzyki to całkiem niezły wynik. Z Riverside zagraliśmy 4 koncerty dla 4500 ludzi, fantastyczne przeżycie i ważne doświadczenie dla każdego z nas.


Nagrania brzmią żywo i naturalnie, nie są przesadzone pod względem produkcyjnym.


Energia żywego grania jest dla nas bardzo ważna. Nie lubię oszukiwania przez nagrywanie kilku dźwięków i montaż. Niestety musieliśmy najpierw nagrać bębny, a potem osobno resztę instrumentów.


Dlaczego wszystkie teksty są po angielsku?


Wiele osób zadaje to pytanie. Najprościej: piszę po angielsku, bo tak słyszę. Może dlatego, że pracuję w anglojęzycznym środowisku branży IT i używam angielskiego na co dzień? Cały czas zastanawiam się jak to jest, że Norwegowie śpiewają po angielsku i nikt w Norwegii nie podnosi larum z tego powodu, a w Polsce jest z tym problem. Przeciętny Polak ze starszego pokolenia może nie rozumieć, ale 90% młodych ludzi posługuje się angielskim w stopniu wystarczającym do zrozumienia tekstu piosenki. Oczywiście kiedy słucham Niemena to jest to zupełnie nieprawdopodobny poziom tego, co zrobił - potrafił niesamowicie interpretować polskie teksty, choć sam ich nie pisał. Poza tym polski język jest trudny do śpiewania. Pisząc po angielsku mam zwykle gotową linię melodyczną w głowie. Np. "Either" powstał od razu - tekst dostałem od żony, wziąłem gitarę akustyczną i po prostu zagrałem - od razu miałem to w głowie, tak jakby tekst miał w sobie zapisaną muzykę.


Twoje zaplecze sprzętowe jest dość tradycyjne i na swój sposób ascetyczne.


Podstawą jest Gibson Les Paul Traditional z 2011 r. - jestem zakochany w tej gitarze, gram na niej od kwietnia ubiegłego roku, a progi już nadają się do szlifu, więc można sobie wyobrazić ile godzin z nią spędziłem. Chyba będę ćwiczył na innej, a na tej będę tylko grał koncerty, bo nie dam rady wymieniać progów co dwa lata (śmiech). Gibsona podłączam do Marshalla JCM800 z 1988 r. z paczką 4×12 cali z tego samego rocznika - sklejka z oryginalnymi, brytyjskimi głośnikami G12-75. Głowę nieco zmodyfikowałem, żeby zestaw odzywał się prawidłowo także na mniejszej głośności. Do tego mam mały pedalboard z kaczką Cry Baby i efektami, które przełączam looperem mojej dawnej firmy WOBO Guitar Electronics, którą prowadziłem z przyjacielem przez 7 lat. Stosuję minimalną ilość delaya, bo nie lubię sztucznie uzyskiwanego "przestrzennego" dźwięku. Wbrew pozorom z takiego zestawu można wyciągnąć naprawdę dużo, chociażby używając kaczki i potencjometrów w gitarze.


SPRZĘTOLOGIA
• gitary: Gibson Les Paul Traditional, Gibson Studio 60’s Tribute, lutniczy Les Paul Custom, elektroakustyk Ovation
• pedalboard: Jim Dunlop Cry Baby, Mad Professor Sweet Honey Overdrive, Mad Professor Mellow Yellow Tremolo, klon Deep Blue Delay, WOBO Buffer/Booster oraz analogowy, programowalny WOBO ProgLooper.
• wzmacniacz: Marshall JCM800 + kolumna Marshall 1960B

Wojtek Wytrążek
Zdjęcia: Grzegorz Chorus i Robert Grablewski

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie