Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Oskar Dronjak (Hammerfall)

Oskar Dronjak (Hammerfall)

Oskar Dronjak - akordeonista, puzonista, a przede wszystkim gitarzysta zespołu Hammerfall. Tak jak już was informowaliśmy, mieliśmy przyjemność porozmawiać z nim na festiwalu Wacken Open Air. Wywiad dla Magazynu Gitarzysta przeprowadził gościnie Michał Choiński, szef Iron Realm Productions.

Bardzo cieszę się, że udało się nam umówić na krótki wywiad. Dzięki, że znalazłeś czas w trakcie Wacken Open Air. Atmosfera jest gorąca, dużo się dzieje.


Nie ma problemu. Cieszę się, że możemy chwilę pogadać.


Byliśmy wczoraj na waszym koncercie. Jak dla mnie świetny show. Jak ty je oceniasz?


Dzięki. To był dla nas szczególny koncert. Nie graliśmy na żywo od dwóch lat - jest to nasz pierwszy show na żywo od sierpnia 2012 roku. Dlatego był dla nas ważny - był też szczególny, bo zagraliśmy set analogiczny do tego z 1997 roku, gdy po raz pierwszy odwiedziliśmy Wacken. Mamy teraz 25 edycję festiwalu, dlatego chcieliśmy zagrać coś specjalnego - no i zdecydowaliśmy się na taki a nie inny układ utworów. Nie spodziewałem się natomiast aż takiego tłumu. Ze sceny dosłownie nie było widać ziemi, widziałem tylko morze, morze głów i gdzieś daleko na horyzoncie stoiska z merchem. Taki widok zapada ci w pamięć.


No właśnie, graliście tu siedemnaście lat temu. To kawał czasu. Jak zmieniło się Wacken przez te wszystkie lata?


Wacken jest teraz największym festiwalem metalowym na świecie, gdy graliśmy tutaj w 1997 roku tak nie było. Właściwie nasz występ wtedy to był pierwszy koncert Hammerfall za granicą. Graliśmy wcześniej zawsze dla publiczności średniej wielkości, a przed samym festiwalem dwa Wacken warm-up shows w pubach dla 100 osób. A tu przyjeżdżamy pod scenę i mamy przed sobą dziesięć tysięcy ludzi. I jakby tego wszystkiego było mało, każdy zna teksty i śpiewa do naszych kawałków. Nigdy tego nie zapomnę. Z samego koncertu aż tak wiele nie pamiętam. Drobne szczegóły. Wiem, że byłem bardzo zdenerwowany, ale też że świetnie się bawiłem.


Jakiś konkretny "drobny szczegół" który zapadł ci w pamięć?


Moja mama była wśród publiczności.


Skakała w pogo?


Zdecydowanie nie [śmiech]. Ale też świetnie się bawiła. Była na prawie każdym koncercie, który zagraliśmy w Niemczech. Właściwie to mieszka w Niemczech. Jej facet jest z Hamburga, i często zostają tam na wakacje. No, a Hamburg jest stąd rzut kamieniem. Na tamtym koncercie była zresztą moja cała rodzina: moich dwóch braci, moja ówczesna dziewczyna i jej brat. Miałem sporo osób z którymi mogłem dzielić się tą niezwykłą chwilą.


Przyjeżdżałeś na Wacken jako widz?


Tak, kilka razy. Pamiętam jak byliśmy tu ze znajomymi w 2003 roku. Nie przypomnę sobie kto wtedy grał, ale pamiętam to, że jak w końcu tutaj dotarliśmy, rozłożyliśmy namioty i zaczęliśmy mocno pić. Widziałem tu mnóstwo zespołów, które bardzo lubię i zawsze jest świetnie. Byłem na Wacken jako widz chyba ze siedem razy.


Na co się nastawiasz na tegorocznym festiwalu?


Dziś mam jeden cel koncertowy - to King Diamond. Uwielbiam go. I nie mówię tylko o jego charakterze, ale o tym jak postępował przez całą swoją karierę. Bardzo cenię to, że zawsze był spójny. Dla każdego artysty jest to bardzo ważne, musi w siebie wierzyć i bez wahania prezentować to w co wierzy. No i jeszcze jedno: Kind Diamond jest po prostu fajnym i wyluzowanym gościem.


Wacken ma swoją 25 rocznicę - wy też byliście na scenie kupę lat. Wasza najnowsza płyta ma znaczący tytuł "(R)evolution". Czy to wydawnictwo to wynik rewolucji w waszych głowach czy powolnej ewolucji?


Nasze najnowsze wydawnictwo jest zarówno wynikiem ewolucji, jak i rewolucji. Na tym polega gra słów w tytule płyty. Gdy masz piętnaście czy dwadzieścia pięć lat, robisz różne rzeczy szybko, brakuje ci dystansu. Ta świeżość, potrzeba rewolucji, jest dobra i staramy się jej nie zatracić. Z drugiej strony, gdy grało się muzykę przez te wszystkie lata, gdy po raz kolejny zatrudnia się tego samego producenta, powoli i systematycznie muzyka przechodzi przez szereg zmian. Wydaje mi się, że nasza ostatnia płyta to zdrowy kompromis między jednym a drugim.


No właśnie, miałem zapytać o producenta "(R)evolution" - ponownie został nim Fredrik Nordström. Jak się wam z nim pracowało?


Znam go od lat. Nagrywaliśmy płyty jeszcze przed erą Hammerfalla, więc znamy się naprawdę bardzo długo. Fred gra też w Dream Evil - wspólnie koncertowaliśmy, byliśmy na trasie kilka razy. Nie jest z nim tak, że gdybym go zobaczył, zacząłbym: "Cześć, co tam? Nie widziałem cię dwadzieścia lat!" Mieliśmy i mamy stały kontakt i dużo wspólnych tematów. Jest znakomity w tym co robi - potrafi motywować ludzi, by grali dokładnie tak jak powinni zagrać. Sprawia, że tworzą najlepszą jakość muzyczną. No i fantastycznie miksuje.


Wie o co chodzi w muzyce Hammerfall?


Bezwzględnie tak. Rozmawiałem z nim o tym wiele razy. Przez te wszystkie lata nagrywaliśmy przecież płyty, które są od siebie bardzo różne. Różne nie tylko pod względem muzycznym, ale też produkcyjnym. To, co chcieliśmy osiągnąć tym razem i to co Freddy chciał osiągnąć, to powrót do "Legacy of Kings", nagranej w 1998 roku - na nowo odszukać to potężne brzmienie perkusji, gitar i tą przestrzeń między nimi.


Czy uważasz, że Hammerfall to zespół, który opowiada sobą "historię"? Zawsze wydawało mi się, że są zespoły, które przez lata reprezentują sobą, swoją muzyką, swoimi działaniami, pewną narrację. Czy Hammerfall to taki właśnie zespół?


W dużym stopniu tak. Nie jest to tak przemyślane w każdym szczególe jak mówisz, nie zaplanowaliśmy wszystkiego w każdym szczególe, ale często tak właśnie kreujemy nasz przekaz. Spójrz na okładki naszych płyt, one najbardziej jaskrawo opowiadają naszą historię. Pierwsza płyta ma na okładce wojownika stojącego frontem do słuchacza, w tle widnieje ciemny zamek. W kolejnych wydawnictwach jest on w zamku, a jeszcze potem Hektor - bo tak nazywa się nasz wojownik z okładki - rozbija w mak swoim młotem mur by wydostać się na wolność. Na okładce płyty "Renegate" widzimy go na koniu, a w tle zamek w płomieniach. To jest nasza narracja.


Tak, na pewno jest ona widoczna na okładkach płyt. Gdzie jeszcze Hammerfall bazuje na aspekcie wizualnym? Czy ważna jest dla was wizualna część show na scenie?


Tak, na pewno jesteśmy takim zespołem. Ale też musisz zwróć uwagę na kontekst. Metal z połowy lat dziewięćdziesiątych to nie to samo co metal w obecnych czasach. Heavy metal był wtedy mniej popularny. Dziś to się zmieniło, ale wtedy nikt nie grał tak jak my - no i właśnie taki jest powód, że jako Hammerfall tworzyliśmy to, co tworzyliśmy. Chcieliśmy grać właśnie taką muzykę, pełną wizualnej werwy, i dać ją ludziom, żeby się z niej cieszyli. Przez lata to, jak masz wyglądać na scenie w metalu uległo drastycznej zmianie. Muzyka grunge'owa bardzo dużo zmieniła i zniszczyła to co było charakterystyczne dla heavy metalowego image'u. W grange'u wychodziłeś na scenę jakbyś właśnie wstał z łóżka, w dziurawych ciuchach, wyciągniętym swetrze i robiłeś swoje. Ja na coś takiego reaguję alergicznie. Zawsze uważałem, że gdy wychodzisz na scenę i grasz muzykę robisz coś niezwykłego, więc powinno to też mieć niezwykłą oprawę. Jeśli wgapiasz się w podłogę i patrzysz na swoje stopy wygląda to tak jakbyś wcale nie chciał być na scenie. A w latach 90tych wielu muzyków tak właśnie robiło. Ta oprawa wizualna od zawsze była dla mnie ważna, była też ważna dla heavy metalu. Bardzo wiele od niej zależało. Mieliśmy skórzane kurtki, łańcuchy i wszystko co podpadało pod estetykę naszej muzyki. Ludzie śmiali się z nas na początku, bo nie rozumieli naszego przekazu. Często spotykałem się z głosami, że podobny image jest już mocno przestarzały, że nie może zyskać popularności. Do dziś mam po prostu gdzieś podobne głosy - dla mnie najważniejsze jest czy to co proponujemy podoba się naszym fanom. A skoro się podoba, jest OK. Robimy to, co uważamy za słuszne. W latach 90-tych panowało błędne przekonanie, że muzyka i oprawa wizualna były w jakiejś opozycji. Jeśli zespół miał wypracowany wygląd sceniczny, to znaczyło, że nie dbał o jakość muzyki i vice versa. Hammerfall chciał pokazać, że to tak nie działa, że możesz dbać o jedno i o drugie. Muzyka nie stanie się dla ciebie mniej ważna, bo masz takie a nie inne ciuchy, bo nosisz takie a nie inne buty, czy masz takie a nie inne włosy. Wydaje mi się, że właśnie to Hammerfall dał radę uwodnić.


A jak zapatrujesz się teraz na scenę metalową wokół ciebie?


Uważam, że metal jest teraz silniejszy niż kiedykolwiek przedtem. Widać to doskonale po festiwalach. Spójrz na przykład na Wacken. Festiwal wyprzedał się zaraz po tym jak bilety trafiły do sprzedaży. Ludzie kupują je bo wiedzą, że doświadczą tutaj muzyki metalowej na najwyższym poziomie. Na Wacken przyjechało w tym roku osiemdziesiąt tysięcy ludzi, a gdy graliśmy tu po raz pierwszy na festiwalu było może piętnaście. Wszystko bardzo się rozwinęło. Organizacja takiego festiwalu wymaga gigantycznej ilości pracy, sztabu ludzi, zaplecza. Fani ciężkiej muzyki zjeżdżają się tutaj z całej Europy. A dużych festiwali mamy mnóstwo: czy to Summer Breeze czy Bang Your Head. To najlepszy dowód tego jak silna jest obecnie scena metalowa.


Pamiętasz swoją pierwszą gitarę?


O kurczę. Muszę sobie przypomnieć. Nie pamiętam dokładnie nazwy... kupiłem ją za grosze tylko po to, żeby uczyć się grać. Pierwsza gitara, którą chciałem w sposób świadomy to Randy Rhoads. Nie znałem się wtedy na markach i nie wiedziałem, że wypuścił je Jackson. W mieście gdzie mieszkałem, w lokalnym sklepie muzycznym mieli wystawkę Ibanez Randy Rhoads. Zapłaciłem za nią mniej więcej 150 euro na obecną walutę i nadal ją mam. Grałem na niej przez wiele lat. Pod koniec wczorajszego koncertu miałem też nową gitarę, zrobioną specjalnie dla mnie. Inspiracją była gitara w kształcie siekiery Simmonsa [basisty Kiss - red.]. Wydawało mi się, że jest to najbardziej odjazdowy instrument na świecie. Ja zawsze chciałem mieć gitarę w kształcie młota, takiego jaki ma nasz wojownik z okładki płyty. Przez lata pytałem różnych producentów czy mogliby zrobić dla mnie taki instrument. Zawsze spotykałem się raczej ze sceptycznym odzewem. Znaleźliśmy w końcu niemieckiego producenta Sandberg - zgodzili się przygotować dla mnie taką gitarę. Terminy były napięte. Przywieźli mi ją na dzień przed Wacken. Jechali bite dwanaście godzin, żeby mi ją dostarczyć. W ostatniej chwili, no ale zawsze wiedzą jak dotrzymać terminu. Było to spełnienie moich marzeń, zawsze chciałem mieć coś takiego. Ma niebieskie diody i świeci, gdy się ją podłączy. Ma też EverTune Bridge system. Wiesz co to takiego?


Nie trzeba jej stroić?


Dokładnie. Niedawno to odkryłem. Tak jak mówi nazwa, jest zawsze nastrojona, bo sama się stroi. Nie wiem dokładnie jak to działa...


Magia?


No chyba tak [śmiech]. Jak się odpowiednio ją ustawi, można łatwo ustawić czułość, jeśli ustawisz ją na całego, możesz bawić się z gitarą jak chcesz, wymachiwać na prawo i lewo, a ona się nie rozstraja. Dla mnie bomba.


To kiedy przyjeżdżacie do Polski?


Tego ci nie powiem. Polska pojawiała się w naszych planach trasowych, ale koniec końców nic z tego nie wyszło. Nie graliśmy u was już sporo czasu - chyba ostatni nasz koncert był jakieś trzy albo cztery lata temu w Warszawie.


Mam nadzieję, że szybko zobaczymy was w Polsce i dacie u nas czadu tak jak tutaj na Wacken.


Też mam taką nadzieję i pozdrawiam czytelników Gitarzysty.

rozmawiał Michał Choiński

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie