Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Przemek "Sesyl" Cikacz (Empatic)

Przemek "Sesyl" Cikacz (Empatic)

Zespół Empatic niejednokrotnie gościł już na łamach Gitarzysty. Za każdym rozmawialiśmy z mózgiem zespołu, basistą Włodzimierzem Małaszkiem. Tym razem, czas na pogawędkę z gitarzysta formacji, Przemkiem "Sesylem" Cikaczem.

Jak dotąd rok upływa wam pod znakiem koncertów, przychylnych recenzji nowego albumu i promocji zespołu na wszystkich możliwych platformach. Duża w tym zasługa Włodka - waszego basisty, który szerzy zarazę w sieci i w realu, w czasie eskapad z innymi zespołami, jak i zapracowanego perkusisty, który cieszy się coraz większą estymą w undergroundzie. Innymi słowy, Empatic działa jak na metalowy zespół przystało. Czy może o czymś zapomniałem?


Co do koncertów, to nie było ich aż tyle (śmiech). Na początku roku kończyliśmy prace nad "Ruined Landscape". Później nastąpiła chwila oddechu i oczekiwanie na końcowe miksy materiału, nad którymi pracował Tomek "Zed" Zalewski. W kwietniu zagraliśmy premierowy koncert w naszym mieście i Włodas rozpoczął promowanie materiału, gdzie tylko się dało. To bardzo wygodna opcja dla kapeli, kiedy członek zespołu jest jednocześnie osobą odpowiedzialną za promocję. Jesteśmy bardzo zadowoleni z recenzji jakie zbiera nasza najnowsza płyta, zarówno w kraju jak i za granicą. Co do Krzyśka, naszego garowego to fakt, że jest zapracowaną osobą. Ale to chyba świadczy tylko o tym, że w każdym projekcie ma coś ciekawego do zaoferowania. Wystarczy posłuchać go na płytach a tym bardziej na żywo. Nie chcę robić tu jakieś usilnej reklamy naszemu garowemu, ale Krzysiek to nie tylko świetny perkusista. Dobrze posługuje się także gitarą i wokalem co można usłyszeć na płycie jego kapeli Manipulation i kilku innych projektach m.in. Disloyal.


Z roku na rok coraz śmielej działacie na krajowym rynku. Choć wasze "miasto rodzinne", tj. Ostrołęką nie słynie z metalu, ani tym bardziej tego typu imprez w okolicy, gracie w miarę regularnie. Mimo wsparcia miasta w rozwój Empatic, nic się u was nie dzieje. W waszym regionie ludzie… wierzą w metal?


Myślę, że możemy sobie pozwolić na trochę więcej niż kilka lat temu. A to za sprawą kolejnego wydawnictwa. Dzięki drugiej płycie możemy zapukać do drzwi, które kiedyś wydawały się nie do otwarcia. Zespół powinien obronić się grając na żywo. Słuchacz ma porównanie z krążkiem słysząc i widząc kapelę na koncercie. W studio można zrobić cuda, ale czy band odegra to na scenie? Ostrołęka od kilku lat jest wymazana z metalowej mapy Polski, tak samo jak imprezy z tego gatunku w naszej okolicy. Kilka lat temu Włodas organizował Ostfest, ale impreza padała z powodu niskiej frekwencji. Pierwsze edycje pozwalały pokryć koszta organizacji. Nic nie zostawało, więc jak na nasze lokalne warunki to i tak było nieźle. Czwarta edycja zapowiadała się nieciekawie. Nie chcieliśmy dokładać z własnej kieszeni do imprezy. Nie wiem, czy ten gatunek muzyki ma w okolicy tak mało fanów czy publiczność jest tak wybredna co do zespołów? Tak czy inaczej, mini festiwal Ostfest organizowany przez Empatic zakończył swój żywot przed czwartą edycją.


Bieżące koncerty to doskonała okazja aby promować wasz najnowszy album "Ruined Landscape". Krążek obfituje w bardzo treściwy, momentami piekielnie wściekły death thrash wymieszany ze skandynawską szkołą. Ponadto, zawiera "featuring" Aumana z sosnowieckiego Frontside, który ze swoim zespołem zaskoczył zmianą stylu. W świetle tej zmiany, jego obecność to spore zaskoczenie. Dlaczego padło na niego? (śmiech)


Cieszę się, że tak opisujesz ten materiał. To prawda, że nasz album ma spore wpływy skandynawskiej szkoły. To za sprawą wokalisty, który jest fanem tego typu rzeczy. Maciek jest ponadto autorem wielu riffów. Co do death metalu, to każdy z nas ma swoich faworytów. Odnośnie gościnnego udziału Aumana powiedziane było już chyba wszystko przez innych członków zespołu. Pierwszy raz z Frontside zagraliśmy w Gołdapii w 2007 roku. To były moje początki w Empatic. Jakiś czas później Frontside zagrali koncert podczas pierwszej edycji wspomnianego wcześniej Ostfest. To była okazja, żeby bliżej się poznać. Minął jakiś czas i zagraliśmy z nimi kilka koncertów na terenie kraju. Z Aumanem dobrze się dogadywaliśmy. To nie tylko dobry wokalista, ale również świetny kompan do zabawy (śmiech). W którymś momencie Maciek rzucił pytanie: A może byś u nas kiedyś zaryczał? Auman się zgodził. I tak w marcu tego roku spotkaliśmy się w "Zed" Studio. 


Lwia część materiału nie daje się precyzyjnie zaszufladkować. Mimo iż jest to ekstrema, o której wspomniałem wcześniej, całkiem zmyślnie wtrącacie elementy nowoczesnego metalu. Na całe szczęście, ciągot w stronę metalcore’a nie słychać, ale w waszej muzyce dzieje się coraz więcej. "Ruined Landscape" jest tego najlepszym dowodem. Jeśli miałbyś wskazać inspiracje, co by to było? A może, to po prostu Empatic? Ale nowy, lepszy?


Miło mi słyszeć, że nie można tego zaszufladkować. "Ruined Landscape" to zbiór pomysłów całej kapeli. Każdy dołożył coś od siebie. Największy wkład w pisanie materiału miał wokalista. Myślę, że duży wpływ na to miała też zmiana gitarzysty. Piotrka "Kaina" Kołakowskiego, obecnego basistę Hate, zastąpił Kuba "Lebiedź" Bednarski. Kilka pomysłów Piotrka zostało na płycie. Co do gry "Lebiedzia", jego styl gry na gitarze różni się mocno od gry Piotrka. Nie mówię, że jest lepszy czy gorszy. Jest zupełnie inny i to podczas nagrywania zaskakuje. Każdy z nas w jakimś stopniu lubi nowoczesne granie. Są zespoły, które nam się podobają, ale na pewno nie widzielibyśmy takiego stylu w Empatic. Nie staramy się na siłę włożyć do numeru nutkę nowoczesności. To wychodzi jakoś naturalnie, podświadomie. Ale jak najbardziej podoba nam się ten efekt. Jeden z numerów na płycie (nie powiem który), był napisany w stu procentach przez naszego perkusistę. Mało tego, na "Ruined Landscape" Krzysiek chwycił za instrument strunowy.


Przejdźmy na moment do kwestii sprzętowych. Jakich gratów użyliście do nagrań?


Myślę, że śmiało mogę się tu pochwalić. Cały materiał nagraliśmy w naszej sali prób, która została przystosowana do nagrywania materiału. Stworzyliśmy małe studio. Na płycie widnieje logo "Słabe Brzmienie Studio", to właśnie to miejsce, o którym mówię. Zaczęliśmy klasycznie od bębnów. Gdy je nagraliśmy wysłaliśmy do "Zeda". Tomek posłuchał i zatwierdził. Następnie zabraliśmy się za gitary. Nagrywaliśmy czysty kanał. To obecnie normalny zabieg przy instrumentach strunowych. Gdy partie gitar były skończone, Tomek poddał je reampingowi, czyli przepuścił przez wzmacniacze. Użyliśmy klasycznych pieców do ciężkiego grania. Włodas nagrywał bas w podobny sposób. Włodek do nagrania użył Spectora, natomiast Kuba i ja posłużyliśmy się jedną gitarą. Obie partie były nagrywane na Gibsonie Flying V. Z tego co pamiętam tylko niektóre solówki były rejestrowane na innej gitarze. Podczas nagrywania używaliśmy do odsłuchu znanych darmowych wtyczek VST. Jestem bardzo zadowolony, że cały materiał na płytę nagraliśmy sami, tak jak tego chcieliśmy.


Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność na rynku… sprzętowym. Gitary Mayones, Ran, czy od niedawna w pełni customowe Skervesen, cieszące się estymą wśród prog metalowych i jazzowych muzyków, rozsławiają nasz kraj wśród fanów hałasu na całym świecie. Jestem ciekaw, czy miałeś, a może masz przyjemność mieć "namacalny" kontakt z produktami tych firm. Szczególnie ciekawi mnie ta ostatnia.


Co do tej ostatniej nazwy to niewiele mogę powiedzieć. Z tego co wiem, to gitarzysta Materii gra na tym instrumencie. Moją pierwszą "poważną" gitarą był Zak, z czasem ta firma przekształciła się właśnie w Mayones. Obecnie to polska czołówka, jeśli chodzi o gitary. Kilka lat temu miałem przyjemność grać koncert na gitarze tej firmy. Moja gitara była u lutnika i kolega pożyczył mi swojego  customowego Mayonesa. Świetnie się na nim  grało, chociaż obawiałem się trochę strojenia, bo on używa cienkich strun i klasycznego stroju. Okazało się, że wszystko zagrało jak trzeba. Mayones to firma na światowym poziomie. Przed zakupem Gibsona, długo zastanawiałem się, czy nie wybrać olsztyńskiego Rana. Miałem możliwość odwiedzić fabrykę tej firmy. To było coś niesamowitego. Ręczna robota, wszędzie ludzie z pasją dłubiący przy instrumentach. Fajne przeżycie. Posiedziałem z szefem firmy, trochę pogadaliśmy. Dowiedziałem się sporo ciekawych rzeczy. Ostatecznie wybrałem jednak klasycznego Gibsona Flying V. To, że tacy gitarzyści jak Peter z Vader czy Jeff Waters z Annihilator wybierają polski sprzęt o czymś świadczy. Zresztą nie tylko oni wybrali polską markę.


Nie doczekaliśmy się własnych wzmacniaczy, ale w dobie korzystania z procesorów gitarowych, standardowy zestaw kolumna i głowa odchodzą do lamusa. Jesteś zwolennikiem takiego rozwiązania? Prawdę mówiąc, jest to chyba najwygodniejsza opcja.


To nie do końca prawda. Doczekaliśmy się kilku małych manufaktur robiących wysokiej jakości wzmacniacze i kolumny. I tu należy wspomnieć, że w naszym kraju produkuje się też procesory studyjne, które cieszą się dużym uznaniem wśród producentów i speców od masteringu. Ale to chyba nie jest miejsce na reklamowanie firm. Prawdą natomiast jest to, że coraz więcej słychać o cyfrowych procesorach. Nasz były gitarzysta "Kain" dużo o tym opowiadał. On jest fanem Axe-Fx od Fractal Audio. To profesjonalny i drogi sprzęt, ale jego brzmienie nie ustępuje lampom. Wystarczy posłuchać próbek. Z tego co wiem gitarzysta Made of Hate gra na czymś takim, chyba że się mylę? Nie dźwigasz ciężkich paczek tylko case z procesorem, to największy plus tego typu sprzętu. Ja jestem zdecydowanie zwolennikiem cyfry. Od zawsze mnie to kręciło, chociaż wiem, że cyfra ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Na pierwszej płycie Empatic gitary były całkowicie cyfrowe. Brzmienie gitar na "Gods of Thousand Souls" było uzyskane ze znanego procesora GT-10 firmy Boss, którego używamy na próbach i koncertach do dziś.


Istotnym aspektem waszej twórczości jest technika. Wyraźnie słychać, że z niejednego pieca chleb jedliście. Masz swoje ulubione ćwiczenia, albo zupełnie indywidualne podejście, czy też warsztat rozwija się w Twoim przypadku zupełnie naturalnie?


Hahaha! Gitarzyści i nie tylko oni w Empatic to kompletni lenie. Gdy szykowaliśmy materiał na "R L" spotykaliśmy się systematycznie i ćwiczyliśmy. Teraz troszkę się zaniedbaliśmy. Musieliśmy odsapnąć od nagrywania i od siebie. Solidnie ćwiczymy, gdy zbliża się jakiś koncert, ale to jest naturalne granie, a nie jakiś konkretny zestaw ćwiczeń itp. Uczciwie muszę powiedzieć, że ostatnio zamiast ćwiczyć zająłem się swoją druga pasją, jaką jest nagrywanie. W wolnych chwilach nagrywam zespoły, wokalistów w naszym "SB Studio".


W celach promocji krążka nakręciliście również klip. Za obrazek utrzymany w dość apokaliptycznym klimacie, odpowiedzialny jest zespół Creartive z Katowic, znany z m.in. współpracy z Dust N Brush czy dolnośląską Materią. Co zadecydowało o wyborze akurat tej firmy, i dlaczego nie jest to Mania Studio (śmiech). A tak zupełnie poważnie, czego możemy się spodziewać po tym klipie? Zajawka jest dość obiecująca, i nie wiedzieć czemu, kojarzy się z klimatem Mad Max.


Absolutnie się zgadzam. Mnie też klimat przypomina film "Mad Max", albo teledysk "California Love" 2Paca (śmiech). Klip będzie, a właściwie już jest, utrzymany w takim klimacie. Większość obrazu to człowiek, który idzie swoją ścieżką przeznaczenia, tak jak w tytule utworu. My w teledysku będziemy pojawiali się jako tzw. przecinak. Co jakiś czas nasze mordki są wmontowane w obraz. Creartive wybraliśmy po obejrzeniu teledysku zespołu Neyra. Neyra to kapela wspominanego już Piotrka. Bardzo podobały nam się produkcje tej katowickiej grupy. Kiedy dowiedziałem się, że robią najnowszy klip Gosi Andrzejewicz byłem pewien, że to jest to. (śmiech). Grupa Creartive nie ogranicza się tylko do metalu, oni robią teledyski do skrajnych gatunków muzyki. Świetnie się z chłopakami pracowało. Są otwarci na nasze sugestie. Kiedy przysłali scenariusz, wprowadziliśmy kilka zmian, a oni powiedzieli: Okej, tak zrobimy. Czego chcieć więcej?


Obecnie możecie pochwalić się całkiem przyzwoitym dorobkiem. Nie spieszycie się w kwestii płodzenia kolejnych albumów. Stawiacie na jakość, co widać po odbiorze w mediach, ale czy z racji na kilka krzyżyków na karku, nie czujecie, że ta metalowa zabawa wkrótce zacznie was męczyć? Czy może jest odwrotnie, im starsi jesteście, tym death metal bardziej się was trzyma?


To, że nie spieszymy się z robieniem materiału do kolejnych wydawnictw wynika z braku presji. Naszym wydawcą jest Terrasound Records z Austrii. Szef firmy Reinchard nie naciska mocno, to dla nas wieli komfort. Było już "kilka" produkcji, gdzie wydawca cisnął, zespół nagrywał i powiedzmy, tak sobie to wychodziło. Kiedy stwierdzimy, że już czas wtedy nagrywamy. Mamy tę możliwość. Trafnie zauważyłeś, że ma się swoje lata. Trzy piąte zespołu to panowie po trzydziestce. Mamy rodziny, dzieci, pracę. Granie w Empatic to coś więcej niż tylko zabawa, ale z tego nie utrzymamy rodziny. Cytując pewną znaną kapelę z San Francisco: "Smutne, ale prawdziwe". Jeśli poczujemy zmęczenie wtedy na pewno podejmiemy jakieś decyzje. Na ten moment przemy przed siebie, mając obrane konkretne cele.


Miejmy nadzieję, że jeszcze nie raz uda się wam pohałasować. Wbrew obiegowym opiniom, miejsca na krajowym poletku wciąż dużo.


Też mamy taką nadzieję. Myślę, że na jesieni będzie można nas usłyszeć w kilku klubach na terenie kraju i jeśli wszystko się uda za granicą. Zapraszamy. Tymczasem zachęcam do śledzenia naszych stron, gdzie już we wrześniu premierę będzie miał teledysk do "Oblivion Path". Dzięki za wywiad. Pozdrawiam.


Rozmawiał Grzegorz "Chain" Pindor

GALERIA
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie