Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Leonardo Guzman

Leonardo Guzman

Gitarzysta z Bogoty, muzyk sesyjny, aranżer i nauczyciel muzyki, który ukończył studia muzyczne na uniwersytecie El Bosque w Bogocie.

Wszechstronny i obiecujący kolumbijski muzyk, znany z udziału w kilku między narodowych konkursach internetowych, głównie na YouTube, w których zawsze znajdował się w pierwszej piątce, a niejednokrotnie je wygrywał. Wielu słynnych gitarzystów, takich jak, między innymi Jason Becker, Rob Chapman, Danielle Gottardo, Guthrie Govan i Martin Taylor, rozpoznało w nim prawdziwy talent. Stylistykę Guzmana najłatwiej zaklasyfikować jako fusion i shred, jednak w jego grze słychać bogactwo różnych technik, melodyjne i harmoniczne elementy jazzowe, a wszystkie użyte w cudownie twórczy sposób. To chyba najważniejsza cecha tego gitarzysty - niezależnie od tego z jakiego muzycznego źródła korzysta lub jaką techniką się posługuje, wszystko to jest podporządkowane potrzebie twórczej ekspresji. Poprosiliśmy Leonarda o rozmowę na temat jego ostatniego albumu, procesu nagrywania a także sposobu promocji jego twórczości.

Jak długo zajęło Ci nagranie tego albumu?


Cały proces nagrywania i miksowania trwał około trzech miesięcy. Mieliśmy kilka przerw, ale nie trwały one dłużej niż dwa czy trzy dni między nagrywaniem różnych instrumentów.


Kiedy poczułeś, że płyta jest gotowa?


Cóż, bardzo dużo od siebie wymagam i chyba, jak każdy muzyk nigdy nie jestem usatysfakcjonowany w 100% z wyniku pracy, ale wiedziałem, że taki krok zakończenia wszystkiego jest bardzo ważny, że muszę go uczynić. Nie byłem w tym sam - pomagał mi i wspierał mnie mój dobry przyjaciel i menadżer, Kris Claerhout z Jellybeard Records. Wybraliśmy kilka melodii, które najbardziej nam się podobały z tego, co miałem nagrane tu i tam. Kris zasugerował wprowadzenie kilku drobnych zmian, a potem, w czasie samego procesu nagrywania, każda piosenka zaczynała nabierać nowego kształtu. Planowaliśmy zabrać EP-kę na wystawę NAMM w 2014 roku więc mieliśmy ściśle określoną ilość czasu na zrobienie wszystkiego. Generalnie jesteśmy dość zadowoleni i szczęśliwi z tego, co osiągnęliśmy. Jeśli chodzi o to, kiedy czuję, że dana piosenka jest skończona to odbywa się to prawie zawsze w ten sam sposób. Najpierw, wszystkie ścieżki i warstwy utworu mam w głowie. Kiedy kończy się ich nagrywanie słucham piosenki w kółko, wiele razy. Jeśli czuję, że potrzebuje kolejnej ścieżki, albo więcej detali - po prostu się tym zajmuję; jeśli czuję, że jest coś, co tę piosenkę zabija, rezygnuję z jakiejś ścieżki, ale zawsze słysząc wszystko w głowie - tym się kieruję. Przy nagrywaniu wolę mieć więcej ścieżek, niż potrzebuję - wtedy zawsze mogę coś wyciągnąć z rękawa, jeśli czuję, że czegoś brak. Podobnie jest w przypadku, gdy popełnię jakiś błąd, chociaż często zostawiam rzeczy takimi, jakie po prostu są.


Ciekawi nas, w jaki sposób decydujesz o tym, z czego będzie się składać dany utwór i jak wybierasz tytuły?


Zazwyczaj wszystko zaczyna się od niewielkiego pomysłu - to może być jakaś melodia, może być kilka akordów, albo nawet jakiś perkusyjny groove. Potem zaczynam wyobrażać sobie w jaki sposób mógłbym ten pomysł wykorzystać w piosence, jak go rozwinąć i wtedy próbuję go urzeczywistnić pisząc partie dla każdego instrumentu. Może się to wydawać śmieszne, możecie nawet pomyśleć, że jestem jakimś wariatem, ale mam tendencję do myślenia kolorami, kiedy przychodzi do znalezienia tytułu. Nie wiem dlaczego, ale tak ze mną jest. Próbuję znaleźć słowo lub cały tytuł, który nie tylko pasowałby do idei piosenki, ale również do tego koloru, który mam w głowie (właśnie pomyśleliście sobie - "co za dziwak!"). Zdarza się też, że wymyślam jakiś roboczy tytuł tylko do studia, a potem okazuje się, że on świetnie pasuje. Tak było na przykład w przypadku Cookieland. Akurat jadłem wtedy ciasteczka i musiałem podać jakiś tytuł - może nie brzmi to zbyt inteligentnie, ale mi się podoba. (śmiech)


Z jakiego sprzętu korzystałeś w studio?


Właściwie prawie we wszystkich numerach grałem na swojej gitarze Suhr Modern, ale też wykorzystałem MusicMan Petrucci Signature do niektórych fragmentów, 7-strunowego Ibaneza do cięższych partii, a Ibaneza Archtop do jazzowych zagrywek. Ze wzmacniaczy używaliśmy Orange 4x12, Orange TH30 oraz Tinny Terror #4. Jeśli chodzi o mikrofony, to były to Cascade Ribbon i SM57. Z efektów mieliśmy Xotic EP Booster, Fulltone OCD, TC Electronic Flashback x4 - i z tego, co pamiętam to już wszystko. Nagrywaliśmy w profesjonalnym studio domowym w Medellin w Kolumbii. Ponieważ ja mieszkam w dość odległym miejscu, musiałem się tam zatrzymać i zamieszkać przez prawie dwa tygodnie nagrań.


A w jaki sposób nagrywaliście perkusję?


Perkusję nagrał niesamowity Sebastiaan Cornelissen w jednym ze swoich studiów nagraniowych - chyba w Niemczech. Nauczył się piosenek w kilka dni i, według mnie, zagrał fantastycznie. Z całą pewnością też czuć w nagraniach jego specyficzny wkład.


Czy nagrywając album myślisz, że musi to być prawdziwe dzieło?


Cóż, staram się robić to co robię jak najlepiej, ale na pewno nie nazwałbym mojej EP-ki "dziełem" (śmiech). To bardziej kompilacja melodii, które mam w głowie, które wymyśliłem i którymi chciałbym i umiem się podzielić. Jeśli chcesz to jakoś określić, to bardziej, jako prezentacja, wizytówka. Nagranie tej płyty pomogło mi z całą pewnością zacząć urzeczywistnianie tego, co we mnie gra. Jestem więc super naładowany energią i gotowy do pisania kolejnego materiału, który może zasłuży na miano dzieła!


Teraz, kiedy płyta jest gotowa - jak się z tym czujesz?


Jestem z siebie niezwykle dumny, może nie usatysfakcjonowany w 100%... Tak jak już wspominałem, jestem dla siebie bardzo surowy - chcę przekraczać granice, chcę wymagać od siebie naprawdę wiele. Najważniejsze jest jednak to, że jestem dumny, ponieważ w tych warunkach czasowych i sprzętowych dałem z siebie wszystko. A co z budżetem na nagrania? Koszty podzieliliśmy między Jellybeard i mnie, jednak Kris bardzo mi pomógł nie tylko finansowo. Zajął się perkusją, nagrywaniem bębnów, miksowaniem, masteringiem, tłoczeniem, a nawet częściowo projektem okładki. Moją działką było zadbanie o bas, gitary i... Sztukę.


Czy masz już opracowaną strategię promocyjną?


Cały czas nad tym pracujemy jednak dzięki temu, że firma Jellybeard zajęła się promocją w internecie i dystrybucją ja mam więcej czasu, żeby zająć się swoimi planami, na przykład nagrywaniem clipów i innymi rzeczami, o których usłyszycie w najbliższej przyszłości! Tym razem nie myślałem o zbieraniu funduszy przez Kick Starter, ale - kto wie - może następnym razem wykorzystam tę możliwość.


Projekt okładki i tytuł płyty - jak się na nie zdecydowałeś?


Już na samym początku miałem pomysł na to, jak wszystko będzie wyglądać - to, co dzieje się na okładce to narodziny, trochę pokręcone narodziny, ale o to chodzi. Grafika może nie jest związana z muzyką wprost, ale odnosi się do tego, co muzyka reprezentuje. Tytuł Now! również się z tym wiąże - nadszedł czas spełnienia, czas urzeczywistnienia marzeń.


Na koniec powiedz coś o muzycznych inspiracjach Twojego albumu.


Bardzo podoba mi się właściwie wszystko, co robi Hiromi Uehara - ona wpływa na mnie mocno od strony melodycznej. Z kolei Joel Hoekstra to gość, którego albumów mógłbym słuchać całymi dniami. Uwielbiam formy jego utworów. Puya to z kolei mój ulubiony zespół od wielu lat. Ogólnie mówiąc, zawsze pociągała mnie mieszanka muzyki latynoamerykańskiej i ciężkiego rocka, albo heavy metalu.

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie