Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andrzej Hejmej (Thy Disease)

Andrzej Hejmej (Thy Disease)

Thy Disease to jeden z najbardziej zapracowanych zespołów krajowego undergroundu. Między kolejnymi koncertami na terenie wschodniej Europy, krakowski band sprokurował nowe, ciepło przyjęte przez media wydawnictwo "Costumes of Technocracy".

O nim, a także o tym, co tak naprawdę słychać w obozie krakowskiej formacji opowiadał Andrzej Hejmej - basista grupy.

Obecnie Thy Disease funkcjonuje w nowym składzie, co odcisnęło swoje piętno na twórczości założonego przez Yanuarego zespołu. Wraz z przyjściem reszty załogi, pojawiły się nowe pomysły i próby wstrzelenia w kilka bieżących trendów w ekstremie. Mimo to, wciąż zarzekacie się, że Thy Disease jest ściśle powiązane z industrialem. Prawda to, czy nieprawda? (śmiech)


Prawda! Nowy skład zawsze oznacza nowe pomysły i nowe podejście do tematu. Thy Disease od zawsze funkcjonowało z dość mocnymi naleciałościami elektronicznych dźwięków. Z biegiem czasu forma ewoluuje, czego efektem są djentowe czy trance’owe brzmienia na ostatnim albumie. Industrialne smaczki naszym zdaniem bardzo pasują do tego typu muzyki, zarówno brzmieniowo jak i merytorycznie, tworzą specyficzną ‘duszną’ atmosferę, poczucie osaczenia przez technologię i zagrożeń jakie z tego wynikają. Co do wstrzeliwania się w trendy, nie do końca tak jest. Pewne rzeczy pojawiają się całkowicie naturalnie, w tym wypadku było to odejście od black / death metalowej stylistyki na rzecz nowocześniejszych brzmień. Uważam, że bardzo słusznie. Osobiście nie jestem zwolennikiem szufladkowania muzyki i nadawania im wieloczłonowych nazw. My sami naszą twórczość określamy jako industrial/groove - sporo elektroniki i bujające, bardzo koncertowe rytmy


Najnowszy krążek jest syntezą całego dorobku Thy Disease, jak i przejawem okazyjnych wycieczek w stronę np. mniej pięknego w swej formie, ale jednak - djentu oraz udowadnia, że macie słuchaczowi sporo do zaoferowania. W takim razie, czy młodsi adepci metalowej sztuki, dla których ostatnio gracie częściej, winni mieć w poważaniu wszystkie łatki, i najprościej rzecz ujmując powinni was posłuchać - najlepiej na żywo - aby zobaczyć "z czym to się je"? Czy lepiej do Thy Disease podejść z konkretnym nastawieniem?


To chyba zależy od indywidualnego podejścia uczestnika koncertu. Jak idę na koncert wolę nie wiedzieć w 100% czego się spodziewać, lubię element zaskoczenia. Faktycznie, młodzież jest teraz dużo mocniej ukierunkowana na nowsze brzmienia niż na dość mocno już wyeksploatowany śmierć metal, ale to dla nas dobrze, bo oferujemy coś innego niż ‘klasycy gatunku’. Dodatkowo, łącząc metal z elektronicznymi brzmieniami znajdujemy słuchaczy zarówno wśród metalowców, miłośników dubstepów, może nawet disco (śmiech) Na żywo takie mieszanki bardzo dobrze się sprawdzają, bo materiał w zasadzie był napisany pod kątem koncertowo - tanecznym i widzimy, że to się sprawdza. Przed wybraniem się na koncert polecam obejrzeć klipy, które wyprodukowaliśmy przy okazji premiery płyty - Slave State i Holographic Reality, dają one dość dobry pogląd na to, co się u nas teraz dzieje.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Przez lata kariery zespół dorobił się statusu, jeśli nie jednego z najciężej pracujących w krajowym undergroundzie, to z pewnością mocno przekonanego o jakości tego, co ma do zaoferowania słuchaczom ze środkowej części Europy. Kraków, do niedawna jeszcze kolebka krajowego metalu, wypuściła na świat niejeden taki band i nie wiedzieć czemu, większość nie pokusiła się postawić wszystkiego na jedną kartę. Nim dołączyłeś do zespołu, poprzednie inkarnacje Thy Disease również próbowały, ale zawsze czegoś brakowało. Jak myślisz, czy z nowym materiałem, jest szansa na to, aby wyrwać się z Polski? Wycieczki na wschód jak na razie muszą zostać z wiadomych przyczyn wstrzymane. Nadszedł czas ekspansji na zachód?


Zgadza się, w podziemiu nie ma lekko i żeby ugruntować swoją pozycję trzeba się sporo napracować - w 99% samemu. Najważniejsze to grać tyle koncertów ile tylko się da i pod tym względem to było bardzo udane 12 miesięcy, zespół nigdy nie zagrał w ciągu jednego roku tylu gigów, co w 2014. Udało się pokazać na kilku naprawdę fajnych festiwalach i jeszcze sporo grania przed nami, m.in. na trasie z Decapitated plus piętnaste urodziny w grudniu. Jeżeli chodzi o kapele z Krakowa, to owszem - jest dużo dobrych składów, ale wydaje mi się, że brakuje determinacji, podobnie jak we wcześniejszych wcieleniach TD. A może to kwestia klimatu - krakowski spleen (śmiech). Nowy materiał jak najbardziej zasługuje na zaprezentowanie go szerszemu gronu odbiorców i cały czas staramy się to robić. Wspomniane wycieczki na wschód są bardzo fajne, ludzie tam są głodni muzyki i występy zespołów zza Buga są zawsze gorąco przyjmowane, ale nie chcielibyśmy być kojarzeni wyłącznie z wyjazdami do byłych republik radzieckich. Ciągle czekamy na uspokojenie się sytuacji na Ukrainie i w Rosji, żeby móc tam pojechać z trasą, ale równocześnie pracujemy nad wyprawami na zachód w 2015 roku. Żeby nie zapeszać, nie będę zdradzać szczegółów.


Koncertujecie regularnie, choć ostatnio w coraz mniej ekstremalnym towarzystwie. Wszystko po to za sprawą dość zróżnicowanych składów mniejszych festiwali, jak i koncertów charytatywnych. Ta ostatnia forma od jakiegoś czasu przyświeca Thy Disease. Spytam krótko - warto? Metalowa brać wspiera nie tylko metal, ale także potrzebujących?


Pewnie że warto! Metalowcy wbrew pozorom lubią i przede wszystkim chcą pomagać innym! Do tej pory udało nam się zorganizować trasę Covan Wake The Fuck Up wspierając rehabilitację Adriana z Decapitated po wypadku samochodowym oraz serię gigów dla Artiego - mojego poprzednika w zespole, który zmaga się z WZW typu C. Koncerty charytatywne to zupełnie inna sprawa niż gigi czysto promocyjne czy festiwale i bardzo się cieszymy mogąc komuś faktycznie w ten sposób pomóc. Ostatnio przy okazji eventów dobroczynnych poznaliśmy się z ekipą Enclose i zagraliśmy wspólnie parę imprez. Towarzystwo faktycznie mniej ekstremalne od nas, ale współpracowało się nam bardzo dobrze, miło by było jeszcze kiedyś spotkać się na jednej scenie.


W sumie to nieistotne, czy to metalowa brać, czy "zwykli ludzie". Te koncerty pokazują, że ludziom (nie wiem jak z frekwencją) czasem zależy na kimś poza własną osobą. Czy te ideowo chwalebne wydarzenia i kontakt z ludźmi, którzy się na nich pojawiają choć trochę poprawiają twoją wiarę w społeczeństwo, czy rzeczywiście, odnosząc się do tekstów na płycie, zmierzamy do zagłady?


Trochę poprawiają wiarę w społeczeństwo, ale wystarczy przeczytać dowolne wiadomości, żeby chwilę potem ją stracić. Osobiście uważam, że ludzie nie są z natury źli, tylko wpływ otoczenia, środowiska, czasu w jakim żyją i okoliczności ich zmieniają. Niestety negatywnie. Dlatego z całego serca bezinteresownie nienawidzę polityków, bankierów i wszystkich ‘kierowników’ tego zamieszania. Dzisiejsze społeczeństwa są zmanipulowane, pędzą za kasą zmieniając ludzi w trybiki, które - jeżeli kręcą się nie w tę stronę co trzeba - są eliminowane. Wszystko dzieje się bardzo szybko, bo przecież ‘czas to pieniądz’, więc nie ma czasu, żeby się zatrzymać, zastanowić, spróbować coś zmienić. Przy okazji człowiek ma tendencję do zmieniania najpierw innych, a potem siebie i wszystkie te elementy jednocześnie tworzą dość ponury obraz dzisiejszej rzeczywistości. Myślę, że jakaś globalna apokalipsa byłaby bardzo na miejscu, zresztą wydaje mi się, że taki cykl się co jakiś czas powtarza i to nastąpi już stosunkowo niedługo.


Swoją drogą, koncept spajający "Costumes of Technocracy" - co raczej nie powinno dziwić - nie należy do pozytywnych.  Powiem więcej, tematyka inwigilacji społeczeństw, manipulacji faktami, wszechobecnego wpływu korporacji i nie mniej dobijającej znieczulicy mimo swoistego "oklepania", nadal budzi skrajne emocje. Czy Tim Zambra, który napisał teksty, dostał odgórny prikaz, aby ująć to wszystko w tak niemal nihilistycznej formie? Rzeczywiście, jest aż tak źle? Cholera, metal nie może być czasem pozytywny? (śmiech)


Jak najbardziej może, najlepszym przykładem jest Devin Townsend i album Epicloud, który jest pogodny, optymistyczny i w ogóle genialny. Metal jak każda sztuka powinien zmuszać do myślenia, a ciężko to osiągnąć z powodu infantylności albo powierzchowności, której jest pełno np. w radiowym popie. Z Timem Zambrą współpraca trwa już od kilku lat i zawsze możemy na niego liczyć. Nie dostał od nas żadnych wytycznych, całość to wyłącznie jego dzieło wynikające z jego przemyśleń. Zwróć uwagę, że liryki w większości napisane są z postawy obserwatora, więc nie wciskamy odbiorcy niczego, bardziej stwierdzamy fakty, o których wspominałem wcześniej. Globalizacja, korporacje, systemy polityczno finansowe, marginalizacja roli jednostki to ciężkie tematy, ale jakie życie taki rap.


Album ma jednak moment katharsis, a mianowicie "MK Ultra" z "gościnnym" udziałem Adriana Kowanka. Nie jest to żadna nowość, bo wcześniej - choć świadomie - występował już na waszych albumach. Myślisz, że tym razem, gdyby wiedział, byłby zadowolony? To dość nietypowy, bo pozbawiony gitar utwór.


Zgadza się, wcześniej Covan był już gościem na płytach Thy Disease. Tym razem inicjatywa wyszła od naszego Wielkiego Elektronika zwanego potocznie klawiszowcem czyli VX’a. Był to też swego rodzaju hołd dla Adriana. W "MK Ultra" zostały zastosowane nagrywki i sample, które były przeznaczone na kolejny album projektu Atrophia Red Sun, w którym obaj brali udział. Niezorientowanym polecam przesłuchać album "Twisted Logic" - naprawdę warto. Pomysł na zrobienie utworu bez gitar bardzo mi się podoba, niewykluczone, że pociągniemy ten temat nieco dalej na następnym albumie. 


Jak myślisz, czy gdyby Covan był w pełni świadom tego, jakie zmiany zaszły na scenie, jak wygląda teraz death metal (a w sumie, jak nie wygląda bo w pełni wyparł go deathcore), chciałby coś z tym zrobić?


Nie chciałbym się wypowiadać w niczyim imieniu, za to mam nadzieję, że kiedyś odpowie ci na to pytanie osobiście. Z mojego punktu widzenia uważam, że należy mieć otwartą głowę i nie zamykać się na żadną stylistykę, bo w każdej da się wynaleźć coś dobrego i wartościowego. No może oprócz disco polo, ale to już dla mnie intelektualna ekstrema. Nie powiedziałbym też, że death metal został wyparty przez deathcore, raczej uzupełniony. Nie jestem wielkim fanem tego gatunku, ale wynalazki w stylu Carnifex czy Infant Annihilator są świetne i trzymam kciuki za dalszą ewolucję.


A wy? Walczycie o dobry death metal? (śmiech). Ale zupełnie poważnie, ten gatunek mocno skostniał i stał się mało atrakcyjny. Jak myślisz, z czego to wynika? 


Walczymy o dobrą muzę, ale jesteśmy biegunowo odlegli od ortodoksów i traktowania wszystkiego kategoriami ‘true’ albo ‘nie true’ - głupota. Death metal ma się dobrze, cały czas wychodzą kapitalne albumy - ostatnie dokonania Aborted, Origin, Hour of Penance, Suffocation i wielu wielu innych pokazują, że w śmierć metalu jeszcze można sporo namieszać. Nie uważam, żeby był mało atrakcyjny, może przez te wszystkie lata trochę się oklepał w swojej formie, głównie przez powrót mody na granie w stylu ‘retro’, ale fanów blastów wciąż nie brakuje. I dobrze.

Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor

NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie