Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Charles Griffiths (Haken)

Charles Griffiths (Haken)

Przy okazji pierwszego występu brytyjskiej prog-metalowej formacji Haken w Polsce, porozmawialiśmy z Charlesem Griffithsem. Świetnym gitarzystą, zwolennikiem niekonwencjonalnych rozwiązań sprzętowych, wielbicielem szkółki "Rock Discipline" oraz entuzjastą filmów science fiction.

Porozmawiajmy o Waszym trzecim albumie. Czy praca nad "The Mountain", który okazał się jeszcze lepszy, niż dwa poprzednie była dla Was wyzwaniem?


Zdecydowanie tak. Powiedziałbym nawet, że był to trudny i dość czasochłonny proces. Staraliśmy się uzyskać brzmienie możliwie najlepszej jakości, spędziliśmy dużo czasu na próbach, nagraniach, miksowaniu materiału. Pracę nad "The Mountain" porównałbym do wtaczania głazu na szczyt stromej góry. Zresztą zarówno tytuł płyty, jak i jej okładka w pewnym sensie do owej sytuacji nawiązuje.


Zauważyłem, że z albumu na album Twój wkład w proces twórczy jest coraz większy.


Muszę przyznać ci rację. "The Mountain" to pierwszy album, na którego efekt końcowy miałem największy wpływ i mogę powiedzieć, że w stu procentach zrealizowałem swoje pomysły. W przypadku pracy nad "Aquarius" było zupełnie odwrotnie, akurat wtedy dołączyłem do zespołu i miałem niewiele do powiedzenia w kwestii tworzenia materiału. Na drugim albumie mój wkład był zdecydowanie najmniejszy, ze względów osobistych. Nie pojawiałem się zbyt często na próbach, a tym bardziej na sesjach nagraniowych.


Gdybyś mógł, to czy byś cokolwiek zmienił w Waszych dotychczasowych albumach?


Aktualnie, podczas trasy słucham naszych płyt i dochodzę do wniosku, że nic bym nie zmienił na "The Mountain". Natomiast na dwóch poprzednich krążkach niektóre rzeczy inaczej bym nagrał, czy zaaranżował.


Czy wg Ciebie określenie "progresywny" pasuje do twórczości Haken?


Zdecydowanie. Uważam, że jesteśmy zespołem progresywnym. Gramy dość skomplikowane, długie utwory, o nieparzystym metrum. Jakoś specjalnie nie silimy się na wprowadzanie nowości do gatunku, nie przeprowadzamy żadnych rewolucji. Zresztą w dzisiejszych czasach trudno jest zaskoczyć jakąś innowacją. Po prostu gramy muzykę, która nam się podoba, której sami chcielibyśmy słuchać.


Wszystkie swoje partie nagrałeś przy użyciu Fractala Axe-FX II. Który z modeli wzmacniaczy jest Twoim ulubionym?


Gdybym miał wybrać jeden model, który lubię najbardziej i używam najczęściej, byłby to Friedman HBE 100. Preset ten daje tłuste, masywne, klasyczne brzmienie. Sprawdza się również w partiach z palm mutingiem. Do solówek również używam Friedmana, w połączeniu z delayem. Kanał czysty uzyskuję przy pomocy CA3+ CLEAN, czyli przedwzmacniacza bazującego na  Custom Audio Amplifiers.


Korzystasz z gitar Strandberg, a konkretnie customowego modelu #53. To dość nietypowe instrumenty. Dlaczego akurat ta firma zwróciła Twoją uwagę?


Zanim pojawił się ośmiostrunowy Strandberg, korzystałem ze Steinbergerga GM 4 T, którego konstrukcja jest zbliżona do gitar, jakich obecnie używam. Po prostu spodobał mi się sposób ich wykonania, ten techniczno-metalowy vibe, a jedyną rzeczą, jakiej mi brakowało w Steinbergerze to większa ilość strun. Strandbergi może nie są zbyt ładne, ale za to wspaniale brzmią. Moja sygnatura posiada mostek tremolo, który jest niespotykaną rzeczą w gitarach tej marki.


Do jakich dźwięków stroisz swojego Strandberga?


Stroję go standardowo, jak gitary ośmiostrunowe, czyli do F#BEADGBE.


Co wg. Ciebie jest głównym czynnikiem składającym się na brzmienie gitarzysty?


Przede wszystkim dłonie, brzmienie z palców. Gdy weźmiesz inną gitarę, czy skorzystasz z innego wzmacniacza, ważne jest to, żeby w tym, co grasz, było słychać ciebie. Jestem zwolennikiem prostych rozwiązań brzmieniowych i ustawień, bo przekonałem się, że brzmienie w dużej mierze pochodzi z dłoni.


Mike Portnoy bardzo pozytywnie wyraża się na temat Waszej trzeciej płyty, ale nie tylko on. Również Jordan Rudess. Obydwaj uważają, że jest to jeden z najlepszych progresywnych albumów 2013 roku. Czy spodziewaliście się, że "The Mountain" aż tak namiesza w progresywnym świecie?


Nie zdawałem sobie sprawy, że "The Mountain" spotka się z takim odzewem, w szczególności ze strony gwiazd progresywnego metalu. Rekomendacje muzyków, którzy są moimi idolami to bardzo pozytywne zaskoczenie. Jestem fanem Dream Theater od początku istnienia zespołu. Słuchałem ich muzyki dniami i nocami. To jeden z moich ulubionych zespołów.


Które zespoły poza Dream Theater wpłynęły na Ciebie jako muzyka?


Queen i Gentle Giant. Każde solo, jakie napisał Brian May, można zaśpiewać. To ważny aspekt, jeżeli chodzi o komponowanie, bo wtedy solówka jest integralną częścią utworu, a nie popisem. Brian jest przykładem gitarzysty, który wie, jakie faktycznie powinno być przeznaczenie solówek. Natomiast John Petrucci to gitarzysta, który nauczył gitarzystów progresywnych, jak jednocześnie być zrelaksowanym i grać zaawansowane technicznie rzeczy. Chyba każdy jego fan, który jest gitarzystą przerobił jego szkółkę "Rock Discipline".


Czy wg Ciebie "The Mountain" otworzył Wam furtkę do - nazwijmy to - mainstreamu muzyki progresywnej?


Sądzę, że tak. Wspomniałeś o Portnoyu, czy Rudessie. To są bardzo opiniotwórczy muzycy. Z ich zdaniem liczą się nie tylko słuchacze. Takie osoby mają duży wpływ na promocję zespołu. Ponadto opinie takich gigantów motywują nas do dalszej pracy, a zarazem zobowiązują. Duży wpływ na wieści o naszym zespole oraz opinii na jego temat ma Facebook. Mike Portnoy ma ponad milion polubień swojego profilu. Gdy wspomniał o "The Mountain", można powiedzieć, że dowiedziało się o nas i naszym albumie ponad milion osób.


Czy mógłbyś udzielić rad młodym, początkującym gitarzystom?


Szkółka Johna Petrucciego, "Rock Discipline" to jeden z lepszych materiałów instruktażowych dla gitarzystów. Zarówno dla tych początkujących, jak i zaawansowanych, którzy mogą traktować ćwiczenia Johna jako rozgrzewki. Poza tym nie jestem w stanie nic więcej polecić, czy udzielić jakichś rad. No, może poza tym, że jeżeli ktoś kocha grę na instrumencie, niech to robi i nigdy się nie poddaje. Czasem by osiągnąć cel, czy sukces, potrzeba czasu i wielu wyrzeczeń. Na swoim przykładzie wiem, że było warto.


Rozmawiał: Wojciech Margula

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie