Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Przemek Łucyan (Lostbone)

Przemek Łucyan (Lostbone)

Zespół Lostbone wielokrotnie dał się poznać polskiej publiczności jako koncertowa maszyna doskonale radząca sobie zarówno w roli supportu dla uznanych marek, takich jak Gojira czy Cavalera Conspiracy, a także jako doskonałe uzupełnienie plenerowych imprez.

Stołeczni metalowcy promują obecnie na koncertach swój najnowszy album, zatytułowany "Not Your Kind". Z Przemkiem, gitarzystą, menedżerem a także tekściarzem kapeli rozmawiamy tuż po ostatnich wojażach zespołu po wschodniej części Europy.

Dopiero co wróciłeś z małej trasy. Podboje, tym razem zagraniczne, udane? Tym bardziej jestem ciekaw, bo jeśli się nie mylę, bukowane całkowicie na własną rękę?


W tym roku w ogóle po raz pierwszy z Lostbone przedarliśmy się poza Polskę. W marcu byliśmy z kilkoma koncertami na Łotwie i bez ściemniania muszę przyznać, że wyszło zajebiście i dużo lepiej niż oczekiwaliśmy. Natomiast tydzień temu skończyliśmy 9 koncertowy przelot po Rumunii, Czechach i Węgrzech. Początkowo miała być również Słowacja, jednak dwa tygodnie przed trasą zostaliśmy zarówno my jak i inne zespoły wystawione przez klub w Bratysławie, który odwołał wszystkie nadchodzące imprezy. Trasę współorganizowaliśmy z małą agencją z Chorwacji. A na całość pojechał z nami zespół Loko z Gdańska. Powiem tak - 5 koncertów zaliczam do udanych, 3 były mocno słabe frekwencyjnie, ale granie w robocze dni tygodnia - wiadome ryzyko. Natomiast całościowo udało się zrobić to, co sobie założyliśmy - przetrzeć szlaki, pokazać się tam ludziom i kilku organizatorom, na wszystkich koncertach odzew był zajebiście pozytywny, zostało tam trochę płyt i koszulek i pojawiły się pierwsze propozycje, żeby ściągnąć nas tam ponownie


Gdyby to było możliwe, udalibyście się też na Ukrainę?


Były takie plany. Przez dość długi czas rozmawialiśmy z agencją z Ukrainy, która miała przygotować nam kilka koncertów właśnie na Ukrainie ale również w Rosji. Problematyczne były koszty, ponieważ tam jesteśmy anonimowym zespołem, a ilość kilometrów do przejechania było pokaźna. Chcieliśmy to wziąć na klatę z drugim polskim zespołem i jechać podobnie jak na ostatnią trasę w 2 kapele, jednak opornie szło dogadywanie tego tematu, a potem na Ukrainie wydarzyło się to co się wydarzyło. Natomiast mam nadzieję, że wrócimy do tematu za jakiś czas.


Rosja, Białoruś i Ukraina to podobno całkiem dobry rynek dla Polskich zespołów. Pomijając kwestię, o której wspomniałeś, czyli aspekt wycieczkowy i robienie setek kilometrów z dnia na dzień, polskie zespoły są tam traktowane bardzo dobrze. Wydaje mi się, że dla mieszkańców tych państw, które w zasadzie nie dorobiły się znaczących metalowych zespołów, jesteśmy takim powiewem zachodu. Klasy i jakości, która nie jest przypisana tylko Vader, Hate, Decapitated czy Behemoth, ale wielu innym kapelom. 


Jasne, poza tym w tych krajach chyba cały czas jest większy głód takiej muzyki i nie ma takiego przesytu koncertami jaki występuje u nas czy na zachodzie już od kilku lat. Tam metalowy koncert - nawet mniejszego zespołu to nadal wydarzenie.


Niebawem udacie się w kolejną traskę z metalcore’owcami ze Scarlet Skies. Trasa zatytułowana jest "15 pln za bilet Tour" i dołącza do równie fantazyjnych nazw jak "Wyjść na Zero Tour" czy "Przyjdź na koncert Tour" innych kapel. O ile sama nazwa jeszcze o niczym nie przesądza, tak ilość koncertów, w dodatku w największych ośrodkach miejskich, już tak. Listopad jest miesiącem, kiedy praktycznie w każdym tygodniu odbywają się podobne imprezy, często znacznie większego kalibru. Zapytam wprost, nie martwisz się o frekwencję? 


Martwię, jak zawsze. Tak jak wcześniej wspomniałem, w Polsce od jakiegoś czasu można zaobserwować lekki przesyt - jest masa koncertów, masa imprez, co chwila grają gwiazdy ze światowej czołówki. Poza tym jest kilka miesięcy w roku, dobrych na klubowe koncerty - czyli luty-kwiecień i wrzesień - listopad więc nic dziwnego, że robi się zagęszczenie. Planując koncerty na pół roku do przodu, albo nawet dalej, nie da się uniknąć tego, że coś gdzieś się zbiegnie z planami innych zespołów. To taka trochę ruletka, ale cóż - bez ryzyka nie ma zabawy (śmiech).


Czasami stajecie się częścią planów innych zespołów, jak choćby rok temu w trakcie trasy Acid Drinkers. Jesteście muzykami ze stażem i mniejszymi lub większymi osiągnięciami, ale ciekawi mnie czy wciąż uczycie się pewnych rzeczy od kapel z którymi gracie? Nie mam tutaj na myśli samych Kwasożłopów bo koncertów u boku prawdziwych gwiazd tez było kilka…


Człowiek się uczy całe życie, wystarczy mieć oczy, uszy i głowę otwarte na to, co się dzieje dookoła. Grając z profesjonalnymi zespołami, obserwując zarówno muzyków, ale też ekipy techniczne, zawsze można coś ciekawego podpatrzeć. Mnie zdarza się też pracować jako technik przy różnych koncertach zarówno polskich jak i zagranicznych artystów, i to też daje często ciekawe doświadczenia - szczególnie jeśli można uczestniczyć w tak zwanej "amerykańskiej produkcji" koncertów. Ale zasadniczo zawsze jest tak, że obcowanie z lepszymi, czy też bardziej doświadczonymi od siebie zawsze plusuje, jeśli tylko samemu chce się z tego korzystać. To trochę jak ze sprzętem, ja już kilka razy zapierałem się, że mam zestaw, który mi wystarcza i koniec, Ale po jakimś czasie zaczyna się kombinowanie, że może jednak można coś ulepszyć, żeby lepiej brzmiało, albo było wygodniejsze w użytkowaniu itd.


Jesteś wierny zestawowi paczka + head + pedalboard?


Zasadniczo tak. Przy czym, ponieważ gramy na jedną gitarę, od kilku lat poszerzyłem nieco zestaw. Gram na 2 heady i 2 paczki jako oddzielne tory. Czyli niejako kupiłem sobie drugiego gitarzystę (śmiech). Oprócz tego jestem minimalistą, nie używam żadnych dodatkowych efektów oprócz tego co niezbędne, czyli bramka szumów, splitter, tuner i od niedawna bezprzewód.


Nie kuszą cię procesory? Lubisz targać te wszystkie graty na koncerty? (śmiech)


Targanie gratów od zawsze było częścią tej zabawy (śmiech). To dość złożony temat. W Polsce grając takąmuzykę, gra się po takich a nie innych klubach. Często zdarza się grać w miejscach, gdzie gitary lecą praktycznie tylko z backline’u, zazwyczaj nie ma dobrych odsłuchów itd itp. Dlatego postawienie za plecami porządnego analogowego backlinu gwarantuje, że nawet w skrajnych warunkach uda się wycisnąć w miarę satysfakcjonujące brzmienie. Jestem tez trochę old schoolowcem, ale gdyby tylko o to chodziło, to ilość schodów w polskich klubach już dawno by mnie z tego wyleczyła. Zespoły, które opierają się na procesorach zazwyczaj grają w odpowiednich klubach, mają własnych akustyków i monitorowców itd itp. Natomiast pod koniec zeszłego roku poczyniłem pewne zmiany odciążające plecy, a mianowicie wymieniłem jeden z full lampowych headów na hybrydę - Taurusa Stomp Heada Hi-Gain. Bardzo fajnie uzupełnia mi się brzmieniowo z drugim, pełnolampowym headem, a dodatkowo jest bardzo konturowy i punktowy, co dobrze pasuje do mojego rytmicznego grania. A dodatkową zaletą jest to, że Taurus jest niewiele większy od multiefektu i tyle też waży - tym sposobem jeden head mam w pedalboardzie, ubyło mi kilkadziesiąt kilo i mam o jedną skrzynkę mniej.


Sam szukasz takich rozwiązań, czy aktywnie śledzisz różnego rodzaju fora i wypowiedzi innych muzyków?


Nie śledzę forów. Czasem wynajduję wypowiedzi muzyków, których lubię na tematy sprzętowe, ale przede wszystkim zwracam uwagę jak spotykam gdzieś jakiś sprzęt na żywo. To co sprawdza się u kogoś, wcale nie musi sprawdzać się u mnie, dlatego tak czy inaczej zawsze najpierw staram się sam przetestować, na ile to możliwe.


W trakcie prac nad "Not Your Kind" mimo tylko gościnnych udziałów, wymieniałeś się uwagami z Kosą (Made of Hate) i Daronem (Frontside) odnośnie sprzętu lub nawet tego, co mają nagrać? Dlaczego akurat wybraliście tę dwójkę?


Nie było żadnych dyskusji o sprzęcie w tych przypadkach. Z Daronem i Demonem sporo rozmawialiśmy o tym na czym nagrywali "Zniszczyć Wszystko", bo bardzo mi ten album podchodzi brzmieniowo, ale to było dużo wcześniej. Z Made Of Hate zagraliśmy przez ostatnie dwa lata razem ponad 30 koncertów więc miałem wiele okazji do poznania zestawu Kosy, on właśnie opiera swoje brzmienie na Fractalu, którego ja używałem przy nagrywaniu "Ominous" jako dopalacz. Natomiast w przypadku "Not Your Kind" polegałem tylko i wyłącznie na uchu Tomka Zalewskiego. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, co mogę przywieźć do studia i na tym bazowaliśmy. A dlaczego Kosa i Daron? Po prostu pracując nad tymi numerami czuliśmy, że każdy z nich będzie idealny właśnie do tego konkretnego fragmentu - tylko tyle i aż tyle.


Inni goście to… jeden z idoli wielu polskich muzyków i słuchaczy, Tomek Lipiński, Titus z Acidów a także znany tu i ówdzie grafik i krzykacz Łukasz Pach. Bielski wodzirej Pachu pojawił się po koleżeńsku, ale Lipa... spora sprawa.


Lipa też pojawił się po koleżeńsku. I to zajebiście mnie cieszy we wszystkich kooperacjach na tej płycie. Ani przez sekundę nie było żadnych biznesowych tematów. Lipa zna naszą twórczość od dawna, a ja zawsze chciałem go zaprosić, ale wcześniej miałem poczucie, że jesteśmy za ciency w uszach i nie chciałem spalić tematu. Tym razem, pracując nad muzyką do "Monolita" od razu pojawiło mi się w głowie, że Lipa idealnie by tu pasował i stwierdziłem, że raz kozie śmierć. Nagraliśmy demo, wysłałem mu numer i zamiast zjebów usłyszałem, że numer mu się podoba i że w to wchodzi. Podobnie było z Titusem. Dla mnie osobiście możliwość współpracy z nimi dwoma, czyli muzykami, na których twórczości się wychowywałem, ale których mam też przyjemność znać już wiele lat, była bez ściemy spełnieniem kolejnych marzeń z listy tego, co chciałbym w życiu zrobić. Usłyszeć z ich ust, że zrobiliśmy kawał fajnej muzy i ogólnie sama współpraca - która poszła bardzo sprawnie - czysta zajebistość. Natomiast co do udziału Pacha - to coś o czym myśleliśmy i rozmawialiśmy z nim odczasów "Severance". Już przy okazji dwóch poprzednich płyt chodziło nam po głowach, żeby zrobić numer wspólnie z nim, ale jakoś żaden kawałek nam do tego w 100% nie pasował. Gdy zaczęliśmy pracować nam muzyką do "Not As Others" Pachu od razu stanął nam przed oczami. To chyba najbardziej rzeźnicki numer jaki stworzyliśmy, a jego powalający growl nadał temu jeszcze brutalniejszego charakteru!


Jest coś o czym poniekąd sam już powiedziałeś. "Not Your Kind" to bardzo zróżnicowany materiał. Już sam udział gości, gdzie każdy jest z innej bajki, dowodzi tego, jak zróżnicowany jest ten krążek. Ten tytuł też odnosi się do zawartości.


Jak najbardziej. Szukaliśmy tytułu, który spinałby całość zarówno w aspekcie muzycznym jak i tekstowym. W moim odczuciu dobrze podkreśla to fakt, że nasza muzyka jest wypadkową wielu stylistyk, które sprawiają nam największa radochę. Nie wpisujemy się bezpośrednio do żadnej szufladki. Jeśli zaś chodzi o warstwę tekstową, to już długi temat (śmiech).


Dystrybucją albumu zajmuje się Fonografika, dzięki czemu album znaleźć można choćby w Empiku. Niestety reszta PR’u i walczenie o przebicie się nazwy Lostbone do szerokiej świadomości, leży na waszych barkach. Ty pilnujesz tego biznesu, czy dzielicie się zadaniami?
 

Generalnie od początku zespołu ja zajmuję się kwestiami organizacyjno promocyjnymi, ale każdy z nas dorzuca coś od siebie i działa gdy pojawia się okazja i potrzeba. Wydaje mi się, że to naturalne, iż generalnie ogarnia to jedna osoba - bo dzięki temu nie ma bałaganu. Ale wszyscy w zespole - jeśli maja jakieś pomysły, kontakty, lub akurat oni dowiedzą się o jakiejś ciekawej opcji - wrzucają to na stół i potem to ogarniam. Wiesz, zawsze wychodziłem z założenia, że jak chcesz żeby coś było zrobione, a szczególnie jeśli chcesz, żeby to było zrobione dobrze, zrób to sam. Mam nadzieję, że wsparcie Fonografiki pozwoli nam trochę poszerzyć pole działania, ale tak czy inaczej podstawą promocji były, są i będą koncerty, a to głownie moja działka. Nie zmienia to faktu, że każdy w zespole ma swoje miejsce i swoja rolę. Na przykład tylko dwóch z nas czuje się na siłach, aby kierować busem, a od kiedy mamy własnego busa to zajebiście ważna sprawa. Wiesz, każdy dorzuca coś od siebie, po to aby całościowo pchać to wszystko do przodu najlepiej jak potrafimy.


Koncerty na dużych plenerowych imprezach to też Twoja sprawka?


Owszem. Zdarzają się przypadki, że ktoś nas po prostu zaprasza, zarówno w przypadku takich imprez jak i klubowych koncertów, co jest zawsze bardzo miłe, jednak oprócz takich sytuacji to ja się tym zajmuję. Oczywiście część kontaktów i pomysłów, jak wcześniej wspomniałem podrzucają koledzy z zespołu, ale finalnie realizacja to moja działka.


Z "wpisowym" na koncerty też miałeś do czynienia?


Miałem, ale unikamy takich sytuacji. Wiem, że to przyszło z Zachodu, ale bez przesady. Wystarczy, że od wielu lat supportom w ogóle się nie płaci, czyli cieszysz się, że grasz i jedziesz z tematem na własny koszt - co najwyżej odbijesz sobie w sprzedanym merchu. Natomiast wykładanie kasy na stół na pewno pomogłoby otworzyć wiele drzwi, ale jak do tej pory - jak powiedziałem - unikamy takich sytuacji. Natomiast to nie tak, że mam coś przeciwko - każdy działa tak jak uważa, choć całościowo jest to zjawisko psujące rynek. Pierwotnie wywodzi się ono z tego, że wytwórnie opłacały swoim nowym zespołom koncerty przed gwiazdami, aby je wypromować, w tej chwili jednak mało która wytwórnia godzi się na takie inwestycje, bo sprzedaż płyt leci w dół. Dlatego spada to na same zespoły. Oczywiście jest to kwestia możliwości finansowych, ale samo pokrywanie kosztów bywa już mocno obciążające. Jak do tej pory udaje nam się funkcjonować - chyba nie najgorzej - bez takich wspomagaczy, ale gdyby była jakaś super zajebista oferta, to nie mówię, że byśmy tego nie rozważyli. Takie są realia i mogą ci się podobać lub nie, ale trzeba nauczyć się w nich funkcjonować. Poza tym, gramy przede wszystkim dla własnej przyjemności, nie robimy tego dla pieniędzy, więc dokładanie do tego kasy to trochę jak kupowanie sobie prezentów. Z drugiej strony, od kilku lat na własnych koncertach wychodzimy na plus, co bardzo cieszy i pozwala też od czasu do czasu pojechać jako support.


Twój koncert marzenie?


Zagrać przed Metallicą. Tyle w temacie.


Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor

GALERIA
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie