Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andreas Kisser (Sepultura)

Andreas Kisser (Sepultura)

Na przekór wszystkim brazylijska grupa gra nadal i właśnie wydała swój nowy concept album dla miłośników groove i thrash metalu. Z Andreasem Kisserem, który od ponad 20 lat jest gitarzystą Sepultury, rozmawiamy o "A-Lex", braciach Cavalera, miłości do muzyki i... o Polsce.

Czy nie uważasz, że bez braci Cavalera jest to już zupełnie inna grupa? Czy nie powinniście na przykład pomyśleć choćby o zmianie nazwy zespołu? Myślisz, że wasi fani przy was pozostaną?


Oczywiście, że tak nie myślę. Nasza praca polega na ciągłym tworzeniu. Ja sam jestem w zespole ponad 20 lat, Derrick jest już 12, a Paulo nawet dłużej niż ja. Bracia Cavalera natomiast zrobili to, co chcieli. To była ich decyzja i to oni nie chcieli być już dłużej częścią Sepultury. Obaj w pewnym momencie przestali już wspierać nas i nasze pomysły. Natomiast jeśli chodzi o fanów, to tak naprawdę ciężko powiedzieć, co zrobią. Ich opinie są zawsze strasznie rozbieżne. Tak było zawsze, nawet wtedy, gdy pracowaliśmy jeszcze z Igorem. Nasze płyty różniły się od siebie już od samego początku istnienia zespołu. Wtedy też zyskiwaliśmy i traciliśmy fanów. Jeśli porównasz sobie choćby płyty "Schizophrenia" i "Roots", to zauważysz, że były to zupełnie odmienne wydawnictwa, a przecież skład zespołu i konwencja były takie same. Dla nas w Sepulturze to właśnie te różnice są najważniejsze. Zawsze szukamy czegoś nowego i wyjątkowego. Nie jesteśmy niewolnikami swojego własnego wizerunku, panujących obecnie tendencji czy tego, co jest w danym momencie najbardziej opłacalne. Każdego dnia tworzymy coś nowego i Sepultura jest tym, czym my jesteśmy dzisiaj. Cała reszta to tylko opinie i oceny. Szanuję je wszystkie, ale nie muszę się z nimi koniecznie zgadzać. Ludzie mogą sobie myśleć, co tylko im się podoba, i doszukiwać się w tym różnych rzeczy - mają w tym pełną swobodę. Jeśli ktoś uważa, że Sepultura się skończyła, to nic nam do tego. Na dobrą sprawę każdy bez większego trudu może sięgnąć po to, co teraz robi przynajmniej jeden z braci Cavalera, lub po cokolwiek innego. Jeśli ludzie nie akceptują naszej muzyki, to niech przestaną jej słuchać, kupować płyty i chodzić na koncerty - w końcu nikogo do niczego nie zmuszamy. My po prostu robimy cały czas swoje i zawsze zaczynamy tam, gdzie ostatnio skończyliśmy. Już wcześniej odchodzili od nas różni ludzie i pomimo tego nadal tu jesteśmy i wciąż mamy coś do powiedzenia. W tej chwili bardzo się cieszymy z efektów naszej pracy i skupiamy się na tym, co się dzieje wokół nas. Sepultura zawsze była i zawsze będzie niczym wolny duch, który wciąż szuka czegoś nowego.


Czy mógłbyś w takim razie powiedzieć coś więcej o procesie tworzenia waszej nowej płyty?


Prace nad nią zaczęliśmy mniej więcej w połowie stycznia zeszłego roku. Już na samym początku mieliśmy parę pomysłów i wiedzieliśmy, że w centrum naszych inspiracji znajdzie się na pewno "Mechaniczna pomarańcza". Ekranizacja tej powieści jest niewątpliwie bardzo popularna i znana wielu osobom. Razem z zespołem oglądaliśmy ten film już wcześniej mnóstwo razy. Sięgnęliśmy również do książki, która jest oczywiście dużo bardziej szczegółowa, wyraźniejsza i pełniejsza niż adaptacja Kubricka. Można powiedzieć, że w zasadzie styczeń poświęciliśmy na tworzenie materiału, zbieranie pomysłów, szukanie odpowiedniego nastroju i oprawy muzycznej. Po dwóch tygodniach ustaleń zaczęliśmy wspólnie słuchać tego, co stworzyliśmy, i nadawać temu formę, która by współgrała z powieścią. Musieliśmy dopasować swoje oczekiwania i pomysły do całej reszty - było to ważne zwłaszcza w chwili, kiedy zaczęliśmy pisać teksty i decydować, w jakim kierunku chcemy pójść. W końcu udało nam się zbudować jedną spójną historię, z którą mogliśmy wejść już do studia nagraniowego. Cały ten proces był bardzo przyjemny. Jean Dolabella, nasz nowy perkusista, okazał się dla nas wspaniałym nabytkiem. Jest niesamowitym muzykiem i szalenie dobrym perkusistą, który potrafi się odnaleźć w każdym gatunku muzycznym. Sam był zawsze wielkim fanem Sepultury, więc znał cały nasz dorobek. To wspaniałe z jego strony, że tyle wniósł do naszej twórczości i miał pomysł na to, jak grać. Dał nam strasznie dużo motywacji, podobnie jak książka, która jest bardzo wyrazista i inspirująca.


Jak to się stało, że postanowiliście nagrać swoją własną wersję IX Symfonii Ludwiga van Beethovena? Jak ważnym elementem waszego albumu jest ten utwór?


Nasz album jest tak naprawdę muzyczną interpretacją "Mechanicznej pomarańczy", więc bez Beethovena byłby on niepełny. Beethoven musiał się znaleźć na tej płycie. Już podczas przygotowywania materiału wiedzieliśmy, że będzie on dla nas swego rodzaju wyzwaniem, które na pewno podejmiemy. W tym celu skontaktowałem się z moim przyjacielem, który kiedyś - będąc członkiem deathmetalowego zespołu - poszedł na studia i został dyrektorem muzycznym w orkiestrze. Skontaktowałem się z nim właśnie z powodu tego wachlarza artystycznego, którym dysponował, i różnorodności stylów, jakie prezentował - od metalcore po grindcore. Na szczęście zgodził się nam pomóc uporać się z tym wyjątkowym kawałkiem muzycznej historii. Oryginału słuchaliśmy nuta po nucie, opierając się na nagraniu, jakie posiadałem dzięki filharmonii w Wiedniu. Po wielokrotnym przesłuchaniu tego utworu stworzyłem parę pierwszych surowych szkiców, z których potem powstała nasza wersja. Aleksey, bo tak ma na imię ten mój przyjaciel od orkiestry, zna również wielu muzyków. Pomógł nam więc stworzyć własną orkiestrę, z którą nagraliśmy na wielu sesjach różne części utworu. Potem je tylko zmiksowaliśmy i posklejaliśmy w jeden kawałek. Było z tym wszystkim bardzo dużo pracy i muszę powiedzieć, że stało się to jedną z najtrudniejszych rzeczy do wykonania na tym albumie, ale jednocześnie dało nam też wiele przyjemności związanych ze współpracą z muzykami z orkiestry. Razem pracowaliśmy przecież nad bardzo wyrazistą i ciężką w oryginale symfonią. Myślę, że jest to użyteczny i bardzo metalowy kawałek, z którego można czerpać garściami. Posiada tę siłę i intensywność, która bardzo dobrze wpisała się w to, co tworzy Sepultura. Ostatecznie włożyliśmy w niego dużo pracy, ale też wiele się przy tym nauczyliśmy. Było to dla nas bardzo dobre doświadczenie, z którego jesteśmy szalenie zadowoleni.


Okładka waszej nowej płyty jest naprawdę imponująca. Kto ją wykonał i co ona dokładnie przedstawia?


Przede wszystkim bardzo zależało nam na tym, aby dopasować ją tematycznie do naszej muzyki. Postanowiliśmy poszukać jakiegoś artysty, który miałby coś takiego w swoich zbiorach, co by odnosiło się do naszej historii. Udało nam się zgromadzić całkiem pokaźną kolekcję różnych dzieł, których autorzy korzystali z przeróżnych technik i materiałów. Jeden z tych gości szczególnie przykuł naszą uwagę. Nazywał się jakoś... Chenkuski czy coś takiego. Mieszka obecnie w Stanach i stworzył już bardzo dużo ciekawych rzeźb. Jedna z nich idealnie nadawała się na naszą okładkę i w oryginale wygląda niemal identycznie jak to, co możecie zobaczyć na naszym wydawnictwie. Rzeźba przedstawia różne sceny z życia. Jeśli się uważnie przyjrzymy, możemy tam dostrzec przemoc, wściekłość, ludzką tragedię - znajdziemy tam prawie wszystko. To jest tak, jakby tym małym światem był właśnie nasz "A-Lex". Wzięliśmy więc od niego tę rzeźbę i oryginalny wizerunek "Mechanicznej pomarańczy", aby go trochę odświeżyć. Potem tylko połączyliśmy te dwa pomysły, tak aby pasowały do siebie i do całej reszty historii.


Często wspominasz, że jednym z twoich ulubionych zespołów jest Metallica. Jak czułeś się podczas przesłuchania na tymczasowego zastępcę Hetfielda po jego wypadku na koncercie?


To było jak sen na jawie, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Udałem się na to przesłuchanie od razu, gdy tylko dowiedziałem się, że podczas koncertu James poparzył sobie rękę. Zawsze było to moim marzeniem, żeby stanąć przed nimi, spróbować swoich sił i dostać się do zespołu. Samo przesłuchanie poszło mi bardzo dobrze, gdyż świetnie znałem ich wszystkie utwory. Byli wtedy bardzo zadowoleni z mojego występu i chęci uczestnictwa w ich przedsięwzięciu. Mimo to, niestety, to nie ja otrzymałem tę robotę. Ostatecznie Jamesa Hetfielda zastąpił na koncertach John Marshall. Robił to już wcześniej, kiedy podczas trasy promującej płytę "Master Of Puppets" James przewrócił się na deskorolce i złamał rękę. Tak więc to jego mogliśmy usłyszeć grającego po tym wypadku i poniekąd rozumiem, co zaważyło na ich decyzji... Chodziło tu między innymi o materiał, jaki wtedy grała Metallica, i w jakim stylu był on utrzymany - a był to wtedy czas "czarnego albumu". Pomimo wszystko poznanie chłopaków z zespołu było dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Wtedy też właśnie rozpoczęła się moja wielka przyjaźń z Jasonem Newstedem. Wspaniale było spotkać ich wszystkich osobiście i nawiązać z nimi bliższy kontakt.


Co poradziłbyś tym wszystkim młodym gitarzystom, którzy próbują poskromić taki instrument jak gitara?


Cóż, według mnie najważniejsze dla każdego muzyka jest grać taką muzykę, którą się samemu lubi. Nie jest ważne, jakiego gatunku się trzymasz: metal, polka, blues, reggae - wszystko jedno. Jeśli naprawdę chcesz wyrazić to, co czujesz, to zrób to poprzez muzykę w najlepszy dla siebie sposób. Później to zgłębiaj, ale zawsze bądź otwarty na nowe techniki gry i style różniące się od tych, w których czujesz się najlepiej. Zawsze dobrze jest posłuchać czegoś innego i nauczyć się nowych rzeczy. W muzyce nie ma granic czy limitów, więc bez jakichkolwiek przeszkód możesz spróbować wszystkiego, co ma ona do zaoferowania. Jednak zawsze należy przede wszystkim pamiętać o tym, żeby grać to, co daje nam największą przyjemność, i nie zamykać się na nowe brzmienia. Muzyką trzeba się cieszyć i nie można stać się więźniem swojego instrumentu czy zawodu. Trzeba lubić to, co się robi, bo tylko tak można dojść do perfekcji.


Byliście już w Polsce kilka razy i niedługo znowu nas odwiedzicie w ramach waszej trasy koncertowej po Europie. Co myślisz o naszym kraju?


To wspaniałe miejsce. Polska publiczność zawsze bardzo żywiołowo reaguje na muzykę, zwłaszcza metalową. Macie też dobrą drużynę piłkarską i świetne piwo (śmiech). Zawsze dobrze się bawimy w Polsce. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do was w 1991 albo w 1992 roku i bardzo nam się podobało. Pojechaliśmy do Katowic, a potem do Warszawy, gdzie już graliśmy wiele razy i było świetnie. Wspaniale jest móc obserwować zmiany, jakie zachodzą w waszym kraju przez te wszystkie lata. Teraz jest to dużo lepszy i bardziej poukładany kraj od tego, który pamiętamy z naszej pierwszej wizyty. Cieszymy się więc, że znowu zawitamy do Polski, i to już w lutym...


Dziękuję ci bardzo za ten wywiad. To była czysta przyjemność móc z tobą porozmawiać, no i do zobaczenia na koncercie.


Również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich fanów Sepultury w Polsce. Widzimy się lada moment. Trzymajcie się!