Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Ruben Block (Triggerfinger)

Ruben Block (Triggerfinger)

Triggerfinger zawitał do Polski na trzy koncerty. Z tej okazji rozmawiamy z frontmanem formacji, Rubenem Blockiem.

Ruben opowiedział nam m.in. o życiu w trasie, ulubionych formach realizacji materiału w studio, najnowszym albumie oraz największym sukcesie zespołu.

Co u Was słychać?


Wszystko w porządku. Aktualnie koncertujemy w Niemczech. Po krótkiej przerwie, ponownie wyruszyliśmy w trasę, rozpoczynając wczorajszym koncertem w Hannoverze. Dziś Erfurt. W Polsce będziemy już niedługo, w przyszłym tygodniu.


Czy miesiące spędzone poza domem są trudne dla Was i Waszych rodzin?


Czasami tak. Powiedzmy, że nasze rodziny przywykły do naszego trybu życia. Bywały lata, że w naszych domach byliśmy gośćmi, spędzając większość roku na wyjeździe. Jednak kiedy wracamy, w odróżnieniu od ludzi pracujących osiem godzin dziennie, mamy więcej czasu dla naszych dzieci, rodzin oraz nas samych. Zawód muzyka, ale również każdy inny zawód ma swoje plusy i minusy. W moim przypadku pasja przerodziła się w sposób na życie. Jestem szczęściarzem (śmiech).


Dwa ostatnie albumy nagraliście w USA.


Przede wszystkim ze względu na Grega Gordona (producent - przyp. red.), który mieszka w Los Angeles. Zdecydowaliśmy się na ponowną współpracę z Gregiem, ponieważ byliśmy najzwyczajniej zadowoleni z efektów "All This Dancin’ Around". Greg to producent o ogromnych możliwościach, ma w sobie wewnętrzną siłę. Nigdy nie gubi po drodze głównego celu związanego z realizacją albumu, mianowicie zrobienia dobrej płyty.


Jaką formę nagrań wolicie? Analogową, czy cyfrową z wykorzystaniem np. Pro Toolsa?


Nie mamy sprecyzowanych gustów co do formy nagrywania. Każdy z nas preferuje inne podejście do rejestracji materiału. Mamy sentyment do urządzeń analogowych, które brzmią naprawdę dobrze, jednak nie zamykamy się tylko i wyłącznie w epoce vintage. Idziemy również z postępem, wykorzystując nowoczesną technologię, m.in. Pro Tools, ale też zdarza się, że nagrywamy na taśmę - zarówno na 2-ścieżkowe, jak i 24-ścieżkowe rejestratory. Zazwyczaj mamy możliwość nagrywania danego utworu, czy motywu w obydwu technikach. Wtedy Greg pyta, która wersja nam bardziej odpowiada, nie mówiąc przy tym, która z nich jest cyfrowa, a która analogowa. My wybieramy tę, która brzmi lepiej.


Nowy album jest dość różnorodny brzmieniowo, jednak nie zgubiliście po drodze Waszego stylu.


To prawda. Od zawsze łączymy różne style. Wciąż poszukujemy, próbujemy eksperymentować. Nie opieramy się na starych sprawdzonych, wyjątkowych dla takich zespołów, jak np. Motörhead patentach. Na "By Absence of the Sun" mamy do czynienia z innym podejściem do komponowania utworów, niż w przypadku poprzedniej płyty. To dobrze, ponieważ nie nagraliśmy kolejnego, podobnie brzmiącego albumu. Wyzwaniem dla nas jest zrealizować album inny, niż poprzedni, jednocześnie nie tracący charakteru brzmieniowego Triggerfinger. Dla nas ważna jest tożsamość, czyli coś więcej, niż trzy instrumenty i wokal.


Wasza interpretacja "I Follow Rivers", utworu Lykke Li otworzyła Wam drogę do mainstreamu i zdecydowanie stanowi najbardziej przełomowy punkt w karierze.


Dzięki "I Follow Rivers" tak naprawdę usłyszał o nas świat. Zaczęto nas słuchać na całym świecie, trafiliśmy do rozgłośni radiowych i mediów w ogóle. Muzyka, jaką wykonujemy nie za bardzo pasuje do radia, nie znajdziesz naszych utworów na listach przebojów. Cover "I Follow Rivers" nagraliśmy w 3FM, duńskim radiu przy okazji występu w jednej z audycji, której tradycją jest wykonanie jakiegoś utworu z aktualnej listy przebojów przez goszczący w radio zespół. Jako, że mieliśmy wtedy ze sobą jedynie instrumenty akustyczne, postanowiliśmy wykonać ten utwór w takiej wersji.


Wersja ta brzmi bardzo spontanicznie. Czy proces twórczy był również spontaniczny?


Zanim trafiliśmy na antenę, mieliśmy zaledwie kilka godzin na skomponowanie i zaaranżowanie naszej wersji. Faktycznie utwór powstał w 15 minut, przećwiczyliśmy go parę razy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że wydamy ten go jako singiel, który zupełnie zmieni losy Triggerfinger. Miało to być niepozorne wykonanie coveru jakiegoś tam utworu na żywo…


Co jest najtrudniejsze w coverowaniu?


Dobre pytanie. Powiem ci, co jest najłatwiejsze w coverowaniu. Najłatwiej jest zepsuć dany utwór. Niektórych piosenek nie powinno się w ogóle ruszać, ale w przypadku niektórych aż się prosi o cover w nieco innej aranżacji. Do najtrudniejszych rzeczy należy zdecydowanie dobór utworu. Musi to być przemyślana decyzja. Zdarza się, że zespół nie podchodzi krytycznie do wyboru i cover może okazać się klapą.


Jesteś bardzo energicznym muzykiem, pełnym werwy, zdarza Ci się crowd-surfować podczas własnych koncertów. Jesteś wiecznie młody (śmiech).


(śmiech) To zależy. Granie w takim zespole, jak Triggerfinger wiąże się z ogromną dawką emocji, energii i zabawy. Jeżeli jest ku temu okazja, po prostu celebruję występ najbardziej jak się da. Każdy koncert jest inny, często atmosfera i wyjątkowo żywiołowa publika sprzyja naszym popisom na scenie, a nawet czasem, jednak mimo wszystko rzadko crowd-surfingowi.


Czy zechciałbyś przekazać parę słów Waszym fanom przed koncertami w Polsce?


Witajcie! Zagraliśmy u Was nie raz, miło wspominamy występy sprzed roku. Bardzo chcieliśmy do Was wrócić i… wracamy. Tym razem na trzy koncerty. Do zobaczenia!


Rozmawiał Wojciech Margula

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie