Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Kuba Kawalec (happysad)

Kuba Kawalec (happysad)

Z okazji premiery płyty "Jakby nie było jutra" rozmawiamy z liderem happysad, Kubą Kawalcem.

Głównym tematem wywiadu jest szósty album formacji, ale Kuba opowiedział nam również co sądzi o streamingu muzyki oraz czy możemy spodziewać się jego płyty solowej.

Dziś (w końcu) premiera "Jakby nie było jutra" (wywiad miał miejsce 22 października - przyp. red.). Czujecie ulgę?


Przede wszystkim ulgę. Kończy się czas, który był jednocześnie pożarem, powodzią, pustynią, wszystkim na raz… Wydarzyło się dużo złych rzeczy, ale generalnie jest pozytywnie.


Tymi złymi rzeczami były zapewne problemy związane z utratą części zarejestrowanego materiału.


Problemy zaczęły się w momencie, gdy skończyliśmy rejestrację płyty. Pracę zaczęliśmy w lutym, kiedy spotkaliśmy się na próbach z Marcinem Borsem we Wrocławiu. Tam spędziliśmy owocny tydzień na doaranżowywaniu, przearanżowywaniu oraz dobrym zgraniem materiału. Potem mieliśmy przerwę do maja, ze względu na koncerty. W maju, na dziesięć dni wyjechaliśmy do Gdańska, do studia Custom 34, by nagrać materiał na "setkę". Okazało się, że po czterech dniach nie mamy już czego nagrywać, byliśmy zadowoleni z całokształtu. Tak naprawdę sesje nagraniowe trwały dwa i pół dnia. Następnie przenieśliśmy się z nagranym materiałem do Wrocławia, do Fonoplastykonu, studia Marcina Borsa. Tam dograliśmy wokale, trochę gitar, sekcje instrumentów dętych. Kończąc pracę studyjną w lipcu, wyjechaliśmy w pełni usatysfakcjonowani na urlopy, oczekując na gotowy, zmiksowany materiał.

Awaria w studiu Marcina była powiązana z jakąś wielką ulewą we Wrocławiu. W momencie, gdy pracował nad naszym materiałem, doszło do awarii instalacji elektrycznej. Okazało się, że prawie ¾ sprzętu jest spalone, a dyski backupowe uszkodzone. Gdy pojechaliśmy do studia po zaistniałej sytuacji, okazało się, że zniknęły tylko trzy utwory, udało się odzyskać sekcję rytmiczną. Zabraliśmy się do pracy nad dogrywaniem brakujących partii.


Jak nagrywało Wam się ponownie?


Ponowne nagrywanie można porównać do ponownego udzielania wywiadu. Załóżmy, że wywiad się nie nagrał i należy go powtórzyć. Musisz odtworzyć emocje, które są niepowtarzalne. Gdy grasz dany motyw na gitarze, to jest chwila, gdzie grasz coś swojego, co aktualnie Ci przyszło do głowy, w tym czuć pierwotną emocję. Całe szczęście materiału do odtworzenia nie było zbyt dużo, bo sześć piosenek zostało odzyskanych w całości. Cały sierpień i połowę września przeznaczyliśmy na dogrywki. Wszystko musiało się przetasować, niewiele pozostało z naszych planowanych wyjazdów rodzinnych. Kiedy skończyliśmy akcję ratunkową, pozostało tylko czekać. Marcin, chcąc być fair względem innych, zajmował się również innymi zleceniami, przy czym nas traktował priorytetowo. Nie jest trudno przesunąć daty premiery. Dla nas nie stanowi to problemu, jednak dla wytwórni już tak. Mystic funkcjonuje na zasadzie umów z Empikami, tłoczniami, drukarniami. Musi to mieć ręce i nogi, by miało swój porządek. Chcieliśmy podawać informacje, jednak nie wiedzieliśmy, czy wywiążemy się z obietnic. Fani bardzo się niecierpliwili. Jako zadośćuczynienie postanowiliśmy udostępnić przedpremierowo dwa utwory.


W każdym razie rozdział powoli się domyka.


Tak, domyka. Czekamy, aż wszyscy otrzymają swoje pre-ordery. Przez etapy popremierowe przechodziliśmy nie raz, ale takiej historii, jak ta z utraconym materiałem jak dotąd nie przeżyliśmy. Traktujemy to z pokorą, jako lekcję.


"Jakby nie było jutra" jest zdecydowanie inną płytą, niż Wasza dotychczasowa twórczość. Ja osobiście lubię, gdy zespół poszukuje, rozwija się i zmienia swoje brzmienie podążając w innym kierunku. Nie obawiacie się, że nowa płyta podzieli fanów?


Każda płyta dzieli fanów. Od trzeciej płyty, wiedząc, że to co tworzysz zostaje na półce, zaczęliśmy traktować naszą twórczość bardzo poważnie. Nie jesteśmy zespołem, który wyznacza sobie dalekosiężne cele. Mamy za to jeden cel nadrzędny, który zawsze się przewija, w momencie, kiedy tworzymy materiał na kolejną płytę. Chodzi o to, żeby każda kolejna płyta była inna od poprzedniej. Czasem to się udawało lepiej, lub gorzej. Na czwartej płycie była sekcja dęta, klawisze. W przypadku piątej zorganizowaliśmy wyjazd gdzieś za miasto, by uzyskać energię innego miejsca. Na najnowszej płycie jest inny realizator, zebraliśmy nowe doświadczenia. Dużą pracę wykonał Marcin Bors. Można uznać, że podczas pracy nad "Jakby nie było jutra" był jak kolejny członek zespołu.

Nie bylibyśmy muzykami, gdybyśmy nie szukali czegoś nowego, nowych środków, inspiracji. Jest w tym trochę wariactwa, jakiejś niegrzeczności. Muzyka jest jak miłość. Musi trochę denerwować, z jednej strony cicha i uległa, z drugiej pazerna i nieznośna. Cieszę się, że płyty budzą emocje. Wydaliśmy rzecz, która miała być z założenia trochę inna, jednak nie powodująca dysonansów artystycznych w środku, że ktoś gra coś na przymus, czy któremuś z nas się coś nie podoba. Od pierwszej płyty naprawdę się rozwinęliśmy. Nie chcę wrzucać sobie innym do głowy, że jesteśmy jakimś profesjonalnym zespołem. Chcę, by jednak ten amatorski sznyt pozostał, bo dodaje nam luzu, nie spina nas.


Tekst niemal zawsze pełnił u Was rolę nadrzędną, natomiast tym razem warstwa muzyczna jest równie ważna co liryczna.


Zagrawszy ponad tysiąc koncertów, stajesz się trochę lepszym muzykiem, łapiesz więcej świadomości, więcej czujesz. Nie chcę się odnosić do warstwy lirycznej. To kwestia gustu i indywidualnego odbioru. Dla mnie tekst w muzyce jest wyjątkowo ważny, powinien być jednorodny z muzyką i kleić się w klimacie. Nie słucham starych płyt, ale mam świadomość, że na żywo czasem tekst odstaje, czy jest zbyt mało muzyki. Cieszę się, że w końcu ludzie zaczynają doceniać zespół również ze względu na muzykę, a nie tylko same teksty.


Jak należy rozumieć okładkę "Jakby nie było jutra", która jest w postaci zdrapki?


Myślę, że to jest zabieg czysto estetyczny. Pomysłodawcą jest Mateusz Holak z Kumka Olik. To są fantastyczni młodzi ludzie, bardzo kreatywni, otwarci. Kiedyś rozmawialiśmy z Mateuszem o jego projektach, grafikach. Ma świetne wyczucie. Tym razem chcieliśmy postawić na minimalizm. Praca grafika projektującego okładkę zazwyczaj opiera się na wrażeniach po odsłuchaniu utworów. Gdy Mateusz projektował okładkę "Jakby nie było jutra", nie mieliśmy jeszcze nagranego materiału. Znał tylko tytuł płyty, zaproponował kilka wersji okładki. Zasugerował też jakiś element, jakiego do tej pory nie było, mianowicie zdrapkę. To było to! Wiadomo, taka opcja generuje większe koszty produkcji, dlatego skonsultowaliśmy się z wytwórnią. Dostaliśmy "zielone światło".


Co sądzisz o streamingu muzyki?


To jest zdecydowanie pytanie do wytwórni. Zespół jest w stanie funkcjonować bez streamingu. Tak jest przynajmniej w naszym przypadku, gdy wrzucamy płytę na jakiś serwer, czy YouTube. Można zrobić też coś w rodzaju umieszczenia płyty na stronę, do pobrania za darmo, z opcją dotacji dowolną kwotą. Wtedy masz poczucie, że jakieś koszty się zwracają, a bezpośrednia weryfikacja odbywa się na koncertach. Jeżeli dana płyta się podoba, to jest tego efekt na koncertach, z których nie ukrywajmy, zespół zarabia najwięcej. Nie żyjemy ze sprzedanych płyt. Musiało być ich sprzedanych jakiś milion, by można było poczuć dobrobyt. Dziś płyta jako nośnik ma wymiar symboliczny, pamiątkowy. To w pewnym sensie element aranżacji wnętrz. Muzyki jest tyle, że sam po sobie widzę, że rzadko wracam do płyt, które nie "zatrybiły" u mnie za pierwszym razem. Na szczęście, ludzie dają szansę naszym płytom. Jak nie wgryzą się za pierwszym razem, to może za drugim, trzecim. Trudno wymagać od ludzi, by kupowali kota w worku. Zresztą i tak masz możliwość posłuchania jej w sklepie przed zakupem. Przy minimalnym nakładzie energii możesz podjąć decyzję, czy płyta ci się podoba, czy nie i zadecydować o zakupie.


Nie ciągnie Cię do jakiegoś solowego projektu i występów pod własnym nazwiskiem?


Ciągnęło i ciągnie nadal. Brakuje mi czasu. Jest to najsłabsza wymówka, ale tak jest. Potrzebuję odpoczynku i zebrania myśli. Mam już kilka pomysłów, których część z pewnością zostanie wydana pod szyldem happysad. Jeśli miałbym wydawać płytę solową, którą będzie skrajnie inna, to zastanawiam się, czy nie chciałbym wciągnąć w jego realizację zespołu. Chciałbym, by zespół miał otwartą formę, jednak nie chcę postrzegać go jako projekt solowy. Byłoby to niesprawiedliwe względem chłopaków, którzy robią naprawdę solidną robotę. Gdybym miał nagrać fajną płytę solową, wolałbym wydać ją pod szyldem happysad.


Serdeczne dzięki za rozmowę. Spełnienia marzeń i jeszcze większych muzycznych sukcesów. Czego jeszcze Wam poza tym życzyć?


Dziękuję. Sukcesy są i tak. Cieszę się, że wciąż w nas są emocje i energia. Beatlesi, Stonesi nagrywali płyty, no i my nagrywamy. Oczywiście nie chcę się do nich porównywać. Chociaż z drugiej strony dobrze jest się porównywać do dużo większych, bo to stymuluje rozwój. Uczysz się pokory, cierpliwości i dostajesz siły.


Rozmawiał: Wojciech Margula
Zdjęcia: Greg Klukowski Photography

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie