Zbyt wiele ich było, żeby je w tym wywiadzie wymienić... Przede wszystkich używaliśmy systemu analogowego do rejestracji bębnów, dzięki czemu płyta zyskała bardzo organiczny sound. Użyłem już kiedyś tego sformułowania, mówiąc, że coś brzmi "korzennie". Nagrywaliśmy z naszym wieloletnim współpracownikiem i przyjacielem Arkiem Malczewskim, który ma bardzo sprawne ucho i dobrą rękę. Można mu zaufać i uważam go za świetnego reżysera. Miksy i master odbyły się w Szwecji, przy czym ten ostatni zrealizowaliśmy z Björnem Engelmannem, który masterował niegdyś rzeczy w stylu Rammstein czy Celine Dion (śmiech). Co do reszty to cóż, użyliśmy kilku wzmacniaczy gitarowych, bo jeden to oczywiście za mało (śmiech). Mamy w Trójmieście takiego doktora od sprzętu gitarowego, Tomka Wójkowskiego, który robi customowe wzmacniacze charakteryzujące się bardzo specyficznym, unikatowym soundem. Staraliśmy się więc używać zabawek, które nadałyby płycie wyjątkowego, bardzo indywidualnego charakteru. Myślę, że cel ten został osiągnięty.