Na gitarze zacząłem brzdąkać jeszcze w szkole podstawowej, chyba w piątej klasie, były to pudła pożyczane od rodziny. Poznałem pierwsze chwyty i tak się zaczęła moja przygoda z gitarą, która trwa do dziś. Któregoś roku tata pożyczył ze szkoły, w której pracował, gitarę elektryczną Jola 2. Katowałem ją od rana do wieczora. Później był Młodzieżowy Dom Kultury, w którym załapałem się do pierwszego zespołu. Tam nauczyłem się pierwszych solówek pod okiem dobrego instruktora i świetnego muzyka Waldemara Pstrzocha. Waldek do dziś jest moim przyjacielem, jak też kompanem w muzykowaniu i łowieniu ryb. Po pewnym czasie w MDK wykrystalizował się skład na dłuższe granie - ABV. Na próbę czekało się z utęsknieniem, bo były to tylko trzy godziny w tygodniu. Co najważniejsze, graliśmy własne kawałki utrzymane w konwencji mocnej muzyki rockowej. Była też możliwość pogrania na wzmacniaczach i nieco lepszych gitarach - po prostu "cudo i pięknota". Przester uzyskiwało się z Eltrona, odkręcając do maksimum kanałowy poziom głośności, a sumą robiło się ciszej - taka eksploatacja starczała średnio na trzy, cztery próby, po czym piec był spalony...