Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Marek Kołakowski

Marek Kołakowski

Po omówieniu zagrywek z płyty "Retrospekcja" ("Gitarzysta" 1/2009) oraz zaprezentowaniu transkrypcji utworu "Śruba" ("Gitarzysta" 1/2009) przyszła pora na rozmowę ze sprawcą całego zamieszania, Markiem Kołakowskim
Przypomnijmy, że krążka "Retrospekcja" nie będzie można nigdzie kupić. Jednak jest szansa, aby go zdobyć - zostanie on dołączony gratis do jednego z kolejnych wydań naszego magazynu "Gitarzysta"! Chociaż utwory zamieszczone na tej płycie w ogólnym zarysie są zamknięte w konwencji rockowej, to można w nich odnaleźć sporą różnorodność stylistyczną. W tym miesiącu rozmawiamy z Markiem Kołakowskim na temat jego muzycznej drogi oraz dowiemy się czegoś więcej o każdym z utworów pochodzących z "Retrospekcji".

Jesteś gitarzystą ze sporym stażem. Jak to się wszystko zaczęło?


Na gitarze zacząłem brzdąkać jeszcze w szkole podstawowej, chyba w piątej klasie, były to pudła pożyczane od rodziny. Poznałem pierwsze chwyty i tak się zaczęła moja przygoda z gitarą, która trwa do dziś. Któregoś roku tata pożyczył ze szkoły, w której pracował, gitarę elektryczną Jola 2. Katowałem ją od rana do wieczora. Później był Młodzieżowy Dom Kultury, w którym załapałem się do pierwszego zespołu. Tam nauczyłem się pierwszych solówek pod okiem dobrego instruktora i świetnego muzyka Waldemara Pstrzocha. Waldek do dziś jest moim przyjacielem, jak też kompanem w muzykowaniu i łowieniu ryb. Po pewnym czasie w MDK wykrystalizował się skład na dłuższe granie - ABV. Na próbę czekało się z utęsknieniem, bo były to tylko trzy godziny w tygodniu. Co najważniejsze, graliśmy własne kawałki utrzymane w konwencji mocnej muzyki rockowej. Była też możliwość pogrania na wzmacniaczach i nieco lepszych gitarach - po prostu "cudo i pięknota". Przester uzyskiwało się z Eltrona, odkręcając do maksimum kanałowy poziom głośności, a sumą robiło się ciszej - taka eksploatacja starczała średnio na trzy, cztery próby, po czym piec był spalony...


Wyszliście z własną muzyką gdzieś poza MDK?


Z własnym programem startowaliśmy we wszelkich organizowanych w latach 80. przeglądach, dzięki którym mogliśmy zdobyć dyplom czy wyróżnienie. Nawet zarejestrowaliśmy trzy kawałki w studiu radiowym. Na tym kończyły się zazwyczaj podboje polskiego rynku muzycznego, jeśli człowiek nie był związany żadnym układzikiem z "górą". W szkole średniej grałem też w zespole Tangram prowadzonym przez Marcina Wawruka, obecnego profesora Katedry Muzyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Z grupą tą dostaliśmy się do finału OMPP w Chorzowie. Był to tygodniowy wyjazd, w czasie którego odbywały się również warsztaty gitarowe prowadzone przez niestety nieżyjącego już Stanisława Zybowskiego. Z tych właśnie warsztatów zapamiętałem Zbyszka Krebsa, który bardzo ciekawie grał tappingiem, a było to rzadkością w tamtych czasach. Kolejny etap to czas indywidualnych poszukiwań i wielogodzinnych ćwiczeń. W latach 90. związałem się z formacją Frank Rubrel, której częściowy dorobek muzyczny został zarejestrowany na płycie wydanej przez MJM Music PL. Wydawnictwo organizowało wtedy trochę koncertów w Polsce.


Jak postrzegasz ten okres z perspektywy czasu?


Z przyjemnością wspominam tamte czasy. Wszystko było nowe, tajemnicze i nieodkryte. Nie było medialnych źródeł pozyskiwania wiedzy gitarowej. Dawniej do wszystkiego dochodziło się metodą prób i błędów, co dawało ogromną satysfakcję w przeciwieństwie do czasów obecnych, gdzie wszystko podane jest na tacy - wystarczy usiąść przed komputerem.


Od początku grałeś tylko na gitarze elektrycznej?


Nie, kiedyś miałem też przygodę z gitarą klasyczną. Uczęszczałem do ogniska muzycznego na ten instrument, bo w szkole muzycznej nie było klasy gitary. Z tego, co pamiętam, pogrywałem nawet kawałki Leo Brouwera. Jednakże po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że nie tędy droga. Nie kręciło mnie to. Chociaż cenię sobie podstawy muzyki, które dzięki temu poznałem.


Słyszałem jednak, że zrobiłeś sobie długą przerwę w graniu...


Tak, z różnych powodów osobistych. Bardzo tego żałuję, bo naprawdę wiele straciłem. Dopiero od dwóch lat powróciłem do intensywnych ćwiczeń i zdziwiłem się, jaki regres nastąpił w czasie mojego muzycznego urlopu. Najpierw musiałem poprzypominać sobie, co grałem kiedyś, i dojść do poziomu, który miałem wcześniej. To jest chyba najgorsze, co może być - nadrabianie zaległości i kiedy nie można zagrać tego, co wcześniej przychodziło z łatwością. Miałem momenty złości i zniechęcenia, ale jednak nie poddałem się. Można nawet powiedzieć, że się zawziąłem. Kiedy zacząłem osiągać poziom sprzed kilku lat, tak się zmotywowałem, że granie stało się wręcz moim nałogiem.


Z pewnością można nazwać cię wirtuozem. Jak dojść do takiej biegłości na instrumencie, jaką osiągnąłeś?


Systematyczność i mozolna praca to moim zdaniem jedyna recepta na sukces na tym polu. Nie ma tu żadnych sztuczek. Każdy ma swoje własne patenty i sposoby odnośnie ćwiczeń. I tego indywidualizmu każdy muzyk powinien być świadomy. Ja ćwiczę tyle, na ile mi czas na to pozwala, chociaż najchętniej grałbym 25 godzin na dobę (śmiech). A tak na poważnie - staram się ćwiczyć minimum trzy lub cztery godziny dziennie, aby utrzymać poziom. Żeby wnieść do gry coś nowego, trzeba dołożyć jeszcze drugie tyle. Cały materiał (zagrywki, solówki) musi być wyćwiczony z zapasem. Jak przychodzi jakieś granie, to zawsze trzeba mieć rezerwę. Dochodzi wtedy stres, spięcie, brak koncentracji, no i w tym momencie zazwyczaj wychodzą wszelkie niedociągnięcia.


Więc jak ćwiczy teraz Marek Kołakowski?


Ćwiczę skale i różnego rodzaju przebiegi chromatyczne, by uzyskać sprawność czysto manualną. Jeżeli od kostkowania zmęczy mi się prawa ręka, to przechodzę do legato lub tappingu, i tak na zmianę. W ten sposób ćwiczę wszystkie techniki na bieżąco, tak aby nie było zaległości. Gram maksymalnie szybko, następnie powoli, tak aby mieć kontrolę nad każdym dźwiękiem. Czasem w ćwiczeniach może się nam zdarzyć moment zastoju. Ćwiczymy, ćwiczymy i... nie widać efektu. Wtedy nie można się załamywać, a wręcz przeciwnie - zwiększyć jeszcze dawkę ćwiczeń, a wtedy na pewno nastąpi przełamanie bariery i zauważy się postęp. To oczywiście tylko moje sposoby na doskonalenie gry.


Co sądzisz o kopiowaniu zagrywek innych gitarzystów?


Na pewno jest to dobra metoda dla początkującego gitarzysty. Po pewnym czasie kopiowanie przestaje już bawić i nie stwarza wyzwania. To znak, że przyszedł czas na własną inwencję. Każdy ma odmienne zdanie na ten temat, ale mnie osobiście uczenie się dźwięk po dźwięku czyjejś solówki po prostu ogranicza. Każdy gitarzysta ma swoją indywidualną artykulację, dlatego ślęczenie nad rozgryzieniem cudzej solówki w całości uważam za stratę czasu. Zawsze starałem się nie kopiować wiernie tego, co grają inni. Zamiast tego, słysząc jakiś interesujący moment, brałem gitarę i próbowałem zagrać go na swój własny sposób. W konsekwencji wychodziła całkiem inna zagrywka.


A skale, gamy i tego typu rzeczy?


Granie skal, pasaży i riffów ma zgoła inny charakter. Są to dźwięki oczywiste, niemające nic wspólnego z powielaniem czyichś pomysłów. To dobre materiały do ćwiczeń, ale nie można przesadzić.


W jaki sposób komponujesz?


Robię to intuicyjnie, bo wtedy odczuwam większą swobodę na gryfie i w wyobraźni. Nacisk kładę przede wszystkim na to, by dźwięk był zagrany z poprawną artykulacją. W budowaniu kawałków nigdy nie kieruję się teorią, nie zastanawiam się, jaką skalę zastosować i czy będzie to zgodne z zasadami. Oczywiście brak opanowanych podstaw teoretycznych byłby dużym utrudnieniem, ale w momencie układania dźwięków nie wnikam w to.


KRZYSZTOF INGLIK


Więcej informacji:

www.magazyngitarzysta.pl/kolakowski (informacje o płycie "Retrospekcja")

www.gitarzysta.tv (lekcje wideo, na których Marek omawia sposoby ćwiczeń)

Marek Kołakowski opowiada o płycie "Retrospekcja"



Płyta będzie nosiła tytuł "Retrospekcja" i znajdzie się na niej dziewięć kawałków, które powstały w różnych okresach mojego życia. Oprócz mnie w projekt ten zaangażowani są: Gerard Kryszpin (bas), Jurek Korzun (perkusja), Krzysiek Filipkowski (klawisze) i Krzysiek Szczerbowski (gitara).

"Śruba"

Teledysk na CD! To utwór oparty w większości na riffach, które ułożyłem w latach 90., kiedy jeszcze grałem z Frankiem Rublem. Poskładałem w całość stare zagrywki, dołożyłem melodyjny refren i powstał całkiem fajny numer.

"Dojechali rowerami"

Pierwsza wersja tego kawałka powstała mniej więcej wtedy co "Śruba". Niestety przerwa w grze, o której wspominałem, spowodowała, że nie mogłem przypomnieć sobie kilku fajnych riffów i zagrywek. Cały czas coś mi w nim nie pasowało, zmieniałem i kombinowałem jak koń pod górkę. W końcu złożyłem rowery do kupy, zwiększyłem tempo i stworzyłem wersję ostateczną. W tym utworze chciałem uzyskać bardzo selektywną barwę gitary. Nagrywałem prawie na półprzesterze, bez efektów, tak aby brzmiało to naturalnie i słychać było każdy szczegół artykulacyjny.

"Retrospekcja"

Tytułowy utwór to świeża kompozycja. Utrzymana jest w metrum 7/8, ale to nie po to, żeby utrudnić sobie granie czy pochwalić się innym podziałem rytmicznym. To wyszło mi bardzo naturalnie. Początkowo nawet nie zwróciłem uwagi na to, że jest to inny podział. Pamiętam, że melodia i główne akordy zrodziły się zupełnie niespodziewanie. Robiłem coś w domu, w głowie zaświtała mi melodia, wziąłem gitarę i nagrałem podkład, do którego później układałem partie solowe. Natchnienie może dopaść nas wszędzie i o dowolnej porze dnia lub nocy.

"W jeden dzień"

To pierwszy utwór instrumentalny, który stworzyłem po długiej przerwie w graniu. Miałem najpierw ułożoną fajną gitarę podkładową w całym utworze. Początkowy riff grałem często jako rozgrzewkę na prawą rękę. Podczas wielu kolejnych rozgrzewek powstawały następne części utworu. Nie robiłem nic na siłę. Jeżeli widziałem, że nic się nie klei, to brałem się za coś innego.

"Apofis"

Ten utwór to kompozycja mojego kolegi, Krzyśka Szczerbowskiego, który jest znakomitym i bardzo sprawnym technicznie gitarzystą. Krzysiek miał zarys całego kawałka, a ja tylko dołożyłem niektóre tematy i partie gitary.

"Kombajnem po Uralu"

To utwór będący zbiorem bardzo zróżnicowanych dynamicznie i melodycznie riffów. Niektóre przykłady pokazywałem wcześniej w warsztatach wideo w "Gitarzyście".

"W powijakach"

Jest to jedna ze starszych kompozycji. Ma około dziesięciu lat. Były czasami takie momenty przebudzenia, że spotykaliśmy się w domu i próbowaliśmy coś spontanicznie tworzyć. Koledzy Gerard i Radek zadzwonili do mnie, żebym przyjechał dograć gitarę, bo mają zrobiony bas z bębnami. Zostało to wtedy na szczęście zarejestrowane i po małych przeróbkach trafi na "Retrospekcję".

"Czarna wdowa"

Ten utwór stworzyłem jakieś 20 lat temu... To jeden z dwóchmoich najstarszych kawałków instrumentalnych. Pierwszy z nich grany był z zespołem ABV i nie ma go na płycie. "Czarna wdowa" to utwór dość rozbudowany harmonicznie. Progresje opierają się na harmonii raczej klasycznej. Są też zmiany metrum wynikające naturalnie z melodii i kolejności granych dźwięków.

"Razem"

To taka spokojna kompozycja, można by rzec - ballada. Kilka zróżnicowanych dynamicznie tematów wprowadza słuchacza w różne nastroje. Trzeba posłuchać, żeby zrozumieć, o czym mówię. Bardzo lubię ten utwór.
GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie