Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Gonzo & The Prezidents

Gonzo & The Prezidents

Chyba każdy, kto miał okazję posłuchać zespołu Gonzo and the Prezidents, zapamiętał go na swój własny sposób, ale nikt nie przeszedł obok jego dźwięków obojętnie.

Chłopaki przypomnieli nam swoją grą, czym jest pierwotna energia, która rodzi się z muzyki, a także dają młodemu pokoleniu poczuć dzikość zespołów z lat 60. i 70.

Jak i gdzie narodził się pomysł założenia Gonzo and the Prezidents?


Nie wiem, wszystko jedno, 2010 albo 2011 (śmiech). Zaczęło się ode mnie, Olsona i Danona. Graliśmy razem tak ad hoc, bez większego zamysłu. To jeszcze nie było Gonzo a zwykłe wspólne granie. Później przerodziło się to w PachaMaamae ale ten projekt za bardzo skakał z jednego toru na inny. Stylistycznie ciągle się rozjeżdżał, od psychodeli po punk rock. Gościliśmy w bardzo dziwnych rejonach, nawet etno.


W zasadzie to od etno zaczęliśmy. Później sporo kombinowaliśmy z gitarami. Powstał wielki bagaż tego wszystkiego.


I tak próba za próbą, aż doszliśmy do wniosku, że te tory się tak rozjeżdżają, że to nie ma większego sensu. Pacza Mama ma teraz naprawdę długą przerwę (śmiech). Zabraliśmy ją do lasu na grzyby i przywiązaliśmy do drzewa.


Czasem ją odwiedzamy (śmiech)


Czyli sam początek nie był wielką eksplozją rocka?


W zasadzie na początku były same bębny. Chcieliśmy dokonać fuzji regge i etno.


To jest jak historia muzyki na tej planecie. Wszystko zaczęło się od bębnów.


Później doszła gitarka Danona, więc stwierdziliśmy, że pójdziemy na salę prób się wypróbować. Kacper śpiewał i pisał teksty, Danon grał na gitarze a ja usiadłem za garami. Jako tako trzymałem rytm (śmiech).


A ogólnie samo Gonzo takie, jakim je znacie powstało jakieś dwa lata temu, a już półtorej zaczęliśmy solidnie koncertować i cały czas się rozkręcamy.


No właśnie. Wiadomo, że dajecie ogromną liczbę koncertów. Długo dochodziliście do takiej perfekcji w graniu scenicznym? Do połączenia matematyki i chaosu? (śmiech)


Tak naprawdę chyba nic nie jest ustalone i to dlatego w naszym chaosie jest jakikolwiek porządek.


Był jakiś czas temu taki moment, że graliśmy więcej koncertów niż prób! Zawsze trzeba próbować, ale dochodziło do sytuacji, gdzie spotykaliśmy się na jednej próbie w miesiącu i to w niepełnym składzie.


Już jakiś czas wydaliście ep-kę o nazwie "Trixter". Jakie tematy są poruszane na tej płycie?


No, ogólnie, wydaje mi się, rzecz biorąc...


Miłość!


I ta trudna, i ta łatwiejsza, i ta w windzie, i ta na golasa i ta do samego siebie (śmiech).


Tak naprawdę odnosimy się do różnych wątków. Bardzo często przewija się temat hipokryzji, negowania świata pieniądza i komercjalizacji całego porządku społecznego. Jeśli wczytasz się w teksty, to to wszystko tam jest (śmiech). Sama nazwa płyty już sporo mówi. Nawiązuje do naszej przewrotności, zaprzeczania konwencjom i konwenansom.


A jak wygląda u was proces twórczy?


Czysta improwizacja!


Właśnie. Improwizujemy i kiedy coś fajnego z tego wychodzi, staramy się coś z tego odtworzyć. Oczywiście dodajemy nowe rzeczy. Czasem też bywa tak, że ktoś przynosi motyw, a my go ogrywamy. Czasem wychodzi też coś zupełnie przez przypadek. Kiedy zagrałem na kompletnym spontanie pewien motyw, wyszedł z tego całkiem przyjemny, krótki, prosty i pojebany kawałek "Pedofilia".


Mamy oczywiście rekorder, włączamy go i jedziemy! Wszystko to, co się nam w danej chwili wydarzy w głowach, przyniesie dana chwila, zostaje uwiecznione. Z tekstami też jest bardzo różnie. Czasem sobie coś nabazgram, a później te rozszarpane fragmenty sklejam do kupy, a czasem słowa biorą się totalnie znikąd. Wiesz, bardzo wiele tekstów powstało w mojej głowie, kiedy akurat znajdowałem się w danym stanie umysłu i kiedy miałem akurat jakieś konkretne przemyślenia na dany temat. Zaczynałem o tym śpiewać, gadać, drzeć się i łapiemy tego konia (śmiech). Carlos też dorzucił kilka tekstów. Ale ogólnie odtwarzamy rzeczywistość. Przekraczamy samych siebie. Zarówno w muzyce jak i w tekstach właśnie. Nigdy nie jest tak, że ostatnie słowo zostało powiedziane. Muzyka musi żyć!


A co kochacie najbardziej w byciu muzykami?


Sex, drugs and rock’n’roll (śmiech)


Mi się wydaję, że chodzi też o tę różnorodność w działaniu. Nie dawać się pochłonąć schematom. Jasne jest, że granie po raz tysięczny tego samego kawałka może być nudne, przewidywalne a ostatecznie i rutynowe. Ale chodzi też o energię. Zajebiście, że możesz komuś zrobić dobrze (śmiech).


To nam daje poczucie normalności. Można wyrzucić z siebie wszystko to, co leży na wątrobie. Myślę, że gdybym nie mógł grać, skończyłoby to się dla mnie bardzo źle. Kiedy widać, że wszystko w magiczny sposób się zgrywa, to jak seksualne przeżycie! Swoisty orgazm, można powiedzieć.


Musieliśmy jakoś ukierunkować ten przepływ energii, który przez nas leci. Tak się akurat stało, że jest to muzyka. Muzyka daje nam możliwość właśnie kompletnego wyrażenia się.


To teraz z warstwy metafizycznej na techniczną. Co macie w ręku i na podłodze?


Los tak chciał, że wszystko, co mam, okazało się zajebistym sprzętem, który bardzo mi pasuje. Zacznę od wzmaka. Po udanym tripie do Berlina i zarobionych pieniążkach wbiliśmy do muzycznego i kupiłem Voxa. Ma wbudowane efekty, ale dają radę. Do tego też kaczucha, ale nie polska więc nie skrzeczy. Również Voxa.


Ja długo szukałem jakiegoś sprzętu dla siebie. Wiedziałem, że chcę znaleźć coś brzmiącego fajnie i oldschoolowo. Brzmienie, które nie jest teraz produkowane we wszystkich zespołach. Natrafiłem w końcu na Epiphone’a Casino z przetwornikami P90. Nie wiedziałem do końca jaki wzmak do tego chcę. Myślałem o jakimś kontraście do Danona. Niskim miłym i cieplutkim (w porównaniu do jego wysokiego, ohydnego i skrzeczącego (śmiech)). Stanęło na Fenderze. Nie lubię dużego efekciarstwa (choć chcemy razem wymyślić piosenkę, która wywołuje raka (śmiech)). Mam tylko efekty delaya i tremolo, tyle mi w zupełności wystarcza. A, i jeszcze Fuzz God. Naprawdę fajnie gada.


A jak to jest z gitarami? Macie swoje konkretne role, czy wymieniacie się partiami?


Kamień, papier, nożyce i tak wychodzi, kto gra solówkę (śmiech). Zależy co chcemy osiągnąć. Ja jestem bardziej techniczny, Danon jest bardziej… spontaniczny.


Już jakiś czas temu na internetowe salony trafił wasz teledysk do kawałka "Trix". Jak wyglądały prace nad nim? Macie dalsze plany?


Klip nakręciliśmy razem z naszym przyjacielem Kubą Tomaszewiczem, który pełnił rolę reżysera i montażysty. Maciej Kukulski zajmował się operowaniem kamerą. A wszystko było bardzo spontaniczne. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy, zapaliliśmy i już. Chcieliśmy zrobić coś bardziej pokręconego i kolażowego. Klip miał opowiadać o rozdwojeniu jaźni, o walce z konwenansami. Teledysk kręciliśmy w 2Kołach, knajpce w stylu tarantinowskim. Tak naprawdę to była jedna wielka impreza, podczas której cały czas graliśmy na żywo. Wszystko, co tam widzicie, jest autentyczne. A co do kolejnych planów, chcemy nagrać klip do kawałka Pedofilia. Akcja będzie rozgrywać się w piaskownicy a my odziejemy się w stringi (śmiech). Kawałek będzie krytyczny, potępia te wszystkie dewiacje.


Nan koniec chciałem poruszyć wątek tej dzikości zespołów z lat sześćdziesiątych. Na scenie jesteście wulkanem, a jak to jest potem? Demolujecie hotele? (śmiech)


Jeszcze nikt nam nie zasponsorował hotelu. Zobaczymy jak to będzie i czy w ogóle do hotelu nas wpuszczą (śmiech). W trakcie kręcenia klipu rozwaliliśmy cały kibel. Została urwana rura i wszystko zalaliśmy.


Niestety to wszystko czasem kosztuje i finanse nas ograniczają.


Dopóki starczy nam sił, będziemy wychodzić z siebie, stawać obok i dawać takie koncerty jakie dajemy do tej pory. Chcemy, żeby to było gwałtowne, mocne, działało na psychikę i wyobraźnię. To trochę jak misterium. Ludzie muszą poczuć się pogwałceni. Chyba oto im chodzi i stąd ta energia. Zawsze z dzikością serca, nie? (śmiech)


Marek Mysłek

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie