Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andrzej "Izi" Izdebski (Zuch Kazik)

Andrzej "Izi" Izdebski (Zuch Kazik)

Krążek "Zakażone Piosenki" projektu Zuch Kazik wywołuje kontrowersje. Materiał dzieli słuchaczy, prowokuje dyskusje i przenosi do czasów minionych.

Przy okazji, album dostarcza też dobrej muzycznej zabawy, którą należy zawdzięczać jego twórcom, czyli Kazikowi Staszewskiemu, Mirosławowi Jędrasowi, Andrzejowi "Iziemiu" Izdebskiemu, Piotrowi Łojkowi i Michałowi Jędrasowi. Warto więc było zapytać jednego z owych twórców - gitarzystę Iziego - o tajemnice projektu Zuch Kazik i płyty "Zakażone Piosenki". Mój rozmówca zechciał zmierzyć się z nie zawsze łatwymi pytaniami, które jednak pojawiają się w głowach słuchaczy albumu. Oto szczera rozmowa na temat muzyki w PRL, kontekstach, PRL w muzyce, jeszcze raz kontekstach, współczesności i przyszłości kazikowych zuchów.

Pierwszy polski film powojenny, czyli "Zakazane Piosenki" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, był dziełem dającym ludziom nadzieję. Film odtykał Polakom zawór z wolnością, na którą w tym samym czasie naklejono grubą taśmę kontroli. W jaki sposób można więc rozumieć tytuł pierwszego albumu kapeli Zuch Kazik?


Tytuł wymyślił Piotrek Łojek jako grę słów nawiązującą z jednej strony do, w niektórych przypadkach, kontrowersyjnego kontekstu historycznego piosenek, a z drugiej do postaci naszego frontmana. "Zakazione piosenki" brzmi pieszczotliwie, nieprawdaż? Ja osobiście byłem zwolennikiem tytułu "Hej Młody Junaku!", jako wariantu mniej stygmatyzującego i koniec końców po prostu ładniej brzmiącego.


Moim zdaniem krążek "Zakażone Piosenki" pod względem zebranych utworów mógłby obnażyć peerelowski etos, gdyby nie fakt, że te kompozycje będą rozpoznawane na poziomie miłych sentymentów wśród starszych słuchaczy. Istnieje więc ryzyko, że album będzie muzycznym odpowiednikiem filmów Barei czy Piwowskiego, który tworzyli absurdalną acz ciepłą wizję Polski Ludowej. Co o tym myślisz?


Myślę, że każdy będzie odbierał album zgodnie ze swoją wrażliwością i doświadczeniem, a o to przecież głównie chodzi w słuchaniu muzyki. To że po drodze nam z poczuciem humoru Barei zaakcentowaliśmy włączając do repertuaru trzy piosenki z filmu "Miś". Dla starszych słuchaczy wiele z tych piosenek to melodie bez kontekstu. Są to po prostu kompozycje, które słyszeli, gdy byli "piękni i młodzi" i jest w nich zapach tamtego czasu i tamtych miejsc. Nie sądzę, żeby dosadne "obnażanie" niezbyt, swoją drogą, finezyjnego etosu PRL w jakiekolwiek sposób to zmieniło. To trochę jak ze wspomnieniami z podstawówki. Chcesz pamiętać to, że byli fajni kumple, sympatyczne koleżanki i barwne przygody na boisku szkolnym, a nie psychopatyczna nauczycielka matematyki czy sprzątaczka ganiająca za niezmienione buty. Jeśli ktoś w dorosłym życiu cały czas ma problem z tym drugim, to powinien rozważyć wizytę u psychoterapeuty...


Tymczasem młodsi słuchacze, znający PRL co najwyżej z telewizji, dojdą do wniosku, że w czasach Bieruta i Gomułki to było fajnie! Pisano zagrzewające piosenki, pełne pięknych wartości i optymizmu, którego tak dziś brakuje… wątpliwości może im nastręczyć dopiero nie zawsze zauważalny sarkazm kapeli…


Nie jest łatwo odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Irracjonalne jest kwestionowanie zbrodniczego charakteru władzy czasów, o których wspominasz. Wydaje mi się jednak, że jest na ten temat wystarczająco dużo opracowań i istnieje tak znakomita reprezentacja historyków zgłębiających tę problematykę, że ja będąc muzykiem mogę sobie pozwolić na branie w nawias ciemnej strony władzy ludowej. Jak już wspomniałem przy okazji poprzedniego pytania, w czasach PRL ludzie żyli również normalnym życiem. Urodziłem się w 1975 roku, więc pamiętam i Gierka i Breżniewa i Teleranek, którego nie wyemitowano, wozy bojowe na rogu Dolnej i Belwederskiej, gdzie mieszkam do dziś i to, że mama bała się iść do pracy do centrum, bo tam strzelali. Jeśli byś jednak mnie zapytał, co pamiętam z dzieciństwa, to żadna z tych rzeczy nie wygra z kumplami pod trzepakiem, pobudzającymi wyobraźnie koleżankami i EP-ką Dezertera (śmiech). Co do poziomu sarkazmu... mam intuicję graniczącą z pewnością, że ani tą, ani żadną inną płytą nie zmienimy poziomu inteligencji społeczeństwa. Jeśli ktoś ma wrażliwość rezonującą z nasza, to bawimy się razem, jeśli nie, to zawsze znajdzie się pretekst do krytyki. Butnie twierdzę, że jako twórca mam prawo być ponad tym. I chyba właśnie między innymi to odróżnia nasze czasy od PRL.


Skoro wywołałem temat zmiany pokoleniowej to chciałbym zapytać w jaki sposób postrzegasz działalność dwóch zuchów Kozioła i Kazika? Czy daje się pomiędzy tymi kapelami znaleźć wspólne mianowniki oprócz części waszych nazwisk?


Wspólnymi mianownikami są jedynie postaci Mirka Jędrasa i Piotrka Łojka. Zuch Kozioł to był projekt, z którego wyrosły Elektryczne Gitary i Zacier. Grali, o ile dobrze mi wiadomo swoje autorskie piosenki, z których część przeszła później do repertuaru ich dzisiejszych formacji m.in. "Człowiek z liściem na głowie" czy "Jawohl, jawohl ich liebe alkohol". Po latach reaktywowali się na potrzeby Zacieraliów z Michałkiem, synem Zaciera, na perkusji. Zuch Kazik powstał natomiast kilka lat temu. Kiedy Kuba nie mógł kontynuować pracy w kolejnym projekcie, Mirek zaproponował współpracę Kazikowi i mi. Wtedy też padła propozycja podjęcia repertuaru piosenek ustrojów totalitarnych.


W sumie można odnieść wrażenie, że gdyby nie komunizm to w Polsce nigdy nie wykształciłaby się kultura punkowa i rockowa, będąca często wyraźną formą protestu przeciwko czerwonym aparatczykom, a jednocześnie najlepszym sposobem na wkurzenie bohaterów z błękitnej formacji. Czy nie masz wrażenia, że doświadczenia Polaków z systemem totalitarnym przyczyniły się do rozwoju znakomitego segmentu muzyki? Trwałego dla pokoleń, choć współcześnie przeżywającego kryzys.


Wydaje mi się, że jak w większości tego typu zjawisk motorem była tęsknota za tym co daleko. Punk powstał jako przeciwwaga dla muzyki pop lat '70 oraz ideologii Flower Power. Do nas też docierały płyty, plakaty, mity o tym jakie to nie jest niesamowite - anarchistyczne. Pamiętam jak dostałem od stryjka EP-kę Dezertera  z "Szarą rzeczywistością", "Ku przyszłości" czy "Spytaj milicjanta". Rozumiałem oczywiście, o czym śpiewali, ale uwierz mi to miało drugorzędne znaczenie. Liczyło się głównie, że to był taki CZAD, jakiego po prostu wcześniej nie słyszałem! W Polsce ten muzyczny testosteron zwrócił się przeciwko władzy ludowej, bo taka tu była. O ironio światowy punk rock był wówczas przecież naznaczony lewicowo-anarchistycznym wydźwiękiem. Chciałbym wierzyć, że został wówczas zbudowany w Polsce i przetrwał jakiś homogeniczny segment muzyki, ale jak miałbym go zdefiniować, to nic nie przychodzi mi do głowy. Przetrwało kilka zespołów, niektóre dlatego, że są dobre i wytrzymały próbę czasu, niektóre działające na bazie sentymentu, ale nie odbieram tego jako przesadnie spójny fenomen.


Dlaczego dziś polska muzyka rockowa nie ma takiej siły jednoczenia, jak bywało to w przeszłości? Polski punk właściwie przestał być potrzebny, a rock na ogół koncentruje się na pierdołach, a jeśli już sięga do spraw społecznych i politycznych to daje się łatwo odczuć afiliację polityczną danego wykonawcy. Czy chodzi o to, że polskie podziemie muzyczne uległo rozdrobnieniu, bo straciło wyraźnego przeciwnika pod postacią czerwonego systemu?


Nie wiem. Pytanie Twoje implikuje zresztą tezę, z którą nie do końca się zgadzam. Moim zdaniem nie jest immanentną cechą muzyki rockowej podejmowanie problematyki społeczno-politycznej. Oczywiście część muzyków stara się wyrazić w swoich tekstach swoje przekonania polityczne, bądź odnieść się do sytuacji społecznej, natomiast brak tego typu konotacji nie odbiera w moich oczach zespołowi znaczenia muzycznego. Mnie zdecydowanie bardziej martwi fakt, że coraz mniej zespołów stara się być w jakikolwiek sposób rozpoznawalna muzycznie. Nawet projekty, które uważałem za niezależne zaczynają brzmieć dokładnie tak samo. Mój kolega nazwał to obrazowo "polską szkołą plagiatu".


Niedługo po 1989 roku modne stało się krytykowanie ostatniego pięćdziesięciolecia w Polsce. Dziś to jest koniecznością balansującą na granicy perwersji, szczególnie wśród aktualnego pokolenia dwudziestolatków. Kapela Zuch Kazik wpisuje się w ten nurt. A może "za komuny" tworzyły się też piękne idee, które próbują rywalizować z waszym sarkazmem? Może wśród tych wszystkich niedostatków ludzie potrafili być po prostu szczęśliwi?


No wiesz, dzieci się rodziły, to pewnie bywali szczęśliwi...  a poważnie to mam wrażenie, że już odpowiedziałem na to pytanie. Nawet w czasie wojny w okupowanej Warszawie ludzie starali się wieść stosunkowo normalne życie, spotykali się, chodzili do kawiarni, gdzie przy odrobinie szczęścia mogli natknąć się na recital Lutosławskiego z Panufnikiem, grali w piłkę, czytali książki, organizowali naukę, pisali wiersze. Często te małe przyjemności pozostawiły tak silne wypomnienia, że pożoga wojenna nie była w stanie ich zatrzeć. Czasem właśnie dzięki tym niedostatkom ludzie czuli, że potrafią być szczęśliwi, być naprawdę razem.


Od początku tej rozmowy krążę wokół patriotyzmu. Wiadomo, że to pojęcie uległo dziś totalnemu spłaszczeniu. Jednak spróbujmy sięgnąć znaczenia patriotyzmu w okresie dwudziestolecia międzywojennego - tego pięknego i szlachetnego wzorca postępowań, wokół którego władze komunistyczne próbowały później w propagandzie szantażować Polaków. A może niektóre "Zakażone Piosenki", zestaw małych hymnów dla co najmniej dwóch pokoleń, zawierają w oryginalne właśnie te nieskażone demokracją przesłanki postaw patriotycznych?


Piosenka "Gdy Naród do boju", jest przecież pieśnią dziewiętnastowieczną! Napisana jest w duchu głęboko patriotycznym. Po upadku Powstania Listopadowego główną winą za jego niepowodzenie obciążano szlachtę z Adamem Czartoryskim na czele. Pieśń ta jest właśnie wyrazem niezadowolenia i braku zaufania społeczeństwa do elit. Poza tym "Zakażone piosenki" są zbiorem utworów "systemów totalitarnych" stąd to nie tylko piosenki PRL-owskie i nie tylko zaangażowane, ale też popularne melodie. Ciężko zarzucić "Lili Marleen" zaangażowanie polityczne, czy "Swieszczennej Wojnie" czysto komunistyczny wyraz. Ja bardziej piosenki te postrzegam jako artefakty osadzane w pewnym szerokim kontekście. Myślę, że dociekliwy słuchacz odkryje wiele interesujących historii kryjących się za tymi utworami, inni zaś będą mogli posłuchać świetnie skomponowanych kawałków.


Tematy społeczne są ważne. Przejdźmy jednak do albumu w sensie muzycznym. Na wstępie chciałbym zapytać jak to się stało, że Zuch Kazik został utworzony w tym składzie?


Jak już wspominałem Mirek Jędras lata temu miał z Piotrkiem Łojkiem i Kubą Sienkiewiczem zespół Zuch Kozioł. Kilka lat temu Mirek zaproponował Kazikowi przystąpienie do mutacji tego projektu pod nazwą Zuch Kazik. Współpracuję z Kazikiem od jedenastu lat, a poza tym od czasu do czasu produkuję płyty Zacieru, a niezależnie od tego jesteśmy po prostu od wielu lat świetnymi kumplami. Kiedy dostałem propozycję dołączenia do składu nie zastanawiałem się ani chwili.


W jaki sposób decydowaliście o doborze utworów na album? Czy osiemnastka tworząca "Zakażone Piosenki" stanowiła pełną pulę numerów przewidzianych do tracklisty, czy niektóre proponowane kompozycje uległy odrzuceniu?


Wiele utworów to były kompozycje, które graliśmy wcześniej na koncertach i to są w większości propozycje Mirka. Kiedy doszło do nagrywania płyty dołożyliśmy jeszcze kilka innych, ja zaproponowałem piosenki z "Misia", Kazik "Lili Marleen", Piotrek też wygrzebał kilka znakomitych rzeczy. Z tracklisty wypadła w ostatniej chwili właściwie tylko "Horst Wessel Lied", za którą optował Kazo. Wspólnie jednak uznaliśmy, że to jednak przegięcie (śmiech). Ja miałem jeszcze ochotę na "Piosenkę Pana Koracza o Zdrowiu" z filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz". A i wcześniej zarzuciliśmy wykonywanie Hymnu ZSRR, który też był w planach. Swoją drogą świetnie skomponowana pieśń.


Sądzę, że cała piątka muzyków kapeli mogłaby nigdy więcej nie wracać do kraju, gdyby zdecydowała się do tracklisty albumu dołączyć jeszcze jeden utwór. Czy zastanawialiście się nad włączeniem "Mazurka Dąbrowskiego"? Hymn naszego kraju z pewnością dodałby kontrastu zaprezentowanym utworom. Kontrowersji byłoby co niemiara!


A tu się mylisz! Kilka lat temu nagraliśmy z Kazikiem "Mazurka Dąbrowskiego" w skocznej aranżacji koślawego country. Miał to być jakiś specjalny projekt, ale coś tam nie wyszło, a piosenka już była, więc wydaliśmy ja na płycie "Los się Musi Odmienić". Przez jakiś czas rzeczywiście było o tym fakcie bardzo głośno, ale nie przysporzyło nam to żadnych kłopotów.


Charakter albumu "Zakażone piosenki" można nazwać folkiem, jedynym w swoim rodzaju, peerelowskim folkiem! Jak Ty postrzegasz gatunek muzyczny tego dzieła?


Alternatywny rock? Nie jestem w tej materii przesadnie dbający. Generalnie przy produkowaniu płyty staram się kierować zasadą, że piosenka rządzi brzmieniem. Nie bardzo rozumiem podejście, że "nagrywamy płytę rockową, więc musi być to, to i to, bo inaczej to nie rock". Produkuję płyty w bardzo szerokim spektrum stylistycznym  i gdzieś te rzeczy się pomiędzy sobą przenikają. Koniec końców nieważne jak się coś nazywa, tylko czy jest ciekawe.
 

Rearanżacja "Międzynarodówki", "Marszu Gwardii Ludowej" albo "Piosenki o Nowej Hucie" musiała być… właśnie! Co czują muzycy wywodzący się z sceny punkowej i rockowej, którzy biorą się za granie tego typu utworów?


Ja się tak naprawdę wywodzę ze sceny alternatywno-awangardowej. Nigdy w dorosłym życiu nie grałem w prawdziwym zespole rockowym. Z drugiej strony pracuję od lat jako kompozytor i producent, więc zmiany w aranżacjach utworów, to część mojej pracy. Wiem, że to może zabrzmieć mało romantycznie, ale taką mam robotę. Część aranży jakie graliśmy na koncertach została na płycie, część została zmieniona, tak by nie było zbyt przaśnie, a część, tak jak np. "Lądy i Morza Przemierzam" czy "Żadnych Kartek w Twoim Paszporcie" to aranże stworzone na potrzeby płyty.


Jaka koncepcja muzyczna towarzyszyły tym rearanżom. Dążyliście do zmian instrumentalnych kompozycji, czy chcieliście zachować ich oryginalne brzmienie?


Tak jak wspomniałem wcześniej, to piosenka dyktuje aranżację. Trudno w większości przypadków by było zachować oryginalne aranżacje, czy nawet ściśle trzymać się struktury harmonicznej, bo to kompozycje przeważnie znane z opracowań orkiestrowych. Kluczem zatem było to, żeby trzymać się instrumentów, na których gramy. Wyjątkiem było zaproszenie Michała Górczyńskiego na klarnecie. Każdy z nas ma trochę inną proweniencję muzyczną i to zderzenie stylów gry spowodowało, że musieliśmy się trochę poukładać między sobą. Generalnie postawiliśmy na kontrolowaną swobodę i tam gdzie dało się pogodzić te rzeczy, które naturalnie wychodziły, tam one zostawały. Czasem tylko prosiłem o minimalne zmiany w instrumentacji lub harmonizacji. Sam od siebie dodałem kilka dodatkowych partii banjo, mandoliny, guitalele i paru innych instrumentów, żeby ożywić brzmienie.


Który z zarejestrowanych utworów jest Twoim ulubionym? Dlaczego wybór padł właśnie na tę kompozycję?


Bardzo lubię piosenki z "Misia". Jestem fanem tego filmu, jak i większości twórczości Barei. Nie słyszałem nigdy, żeby ktoś wykonywał te piosenki, a nawet wyrwane z kontekstu filmu świetnie się bronią. "Hej Młody Junaku" to prawdziwy banger! Doskonale się to wykonuje! Wyzwaniem było zaaranżowanie "Żadnych Kartek", która to piosenka występuje w filmie tylko postaci jednej zwrotki. Poza tym  świetnie się gra "Autobus Czerwony", rewelacyjnie skomponowany przez Władysława Szpilmana i "Chabry z Poligonu". Generalnie każda z tych piosenek po jakimś czasie spędzonym z nią ma swój indywidualny urok. Energia z jaką Kazik śpiewa "Gdy Polska Da Nam Rozkaz", jodłowanie Piotrka czy ironiczny sentymentalizm głosu Zaciera w "Dniu Zwycięstwa" za każdym razem wywołują u mnie uśmiech na twarzy.


W którym kierunku będzie koncentrować się przyszłość kapeli? Pewnie oczekujecie jeszcze na reakcje masowego odbiorcy, ale jak wyglądają sprawy z ewentualnymi koncertami. Co dalej?


Na pewno zagramy 9 stycznia 2015 roku na Zacieraliach. Jeśli pojawią się jakieś propozycje koncertów, to z pewnością weźmiemy je pod uwagę. Jest też trochę tak, że każdy z nas ma sporo pracy: Mirek szpital, uczelnię i Zacier, Piotrek również normalnie pracuje i gra w Elektrycznych Gitarach, Kazik wiadomo, Mrufka właśnie podjął studia i jeśli go nie wyrzucą za chwilę, to też się nie będzie nudził, a ja robię kilka płyt rocznie, do tego dochodzi praca kompozytorska. Ciężko mnie wyciągnąć ze studia..


Może by tak sięgnąć głębiej w okolice barwnego dwudziestolecia międzywojennego nad Wisłą? Nie czujesz tych dreszczy na skórze, gdy jawi się przed Tobą wizja zagrania utworu osadzonego w kulturze biało-czerwonego Lwowa?


Może warto o tym pomyśleć. Póki co staramy się skupić na "Zakażonych piosenkach". Ja poza tym osobiście nie przepadam za graniem coverów. Zdecydowanie większe dreszcze przechodzą mnie, gdy pracuję nad oryginalnymi piosenkami. Jest coś tajemniczego w procesie robienia płyt, kiedy kompozycja rodzi się, zmienia i dojrzewa w Twojej obecności. Robienie coveru to trochę jak odwiedzenie miejsca, które znasz z pocztówki. Może cie zaskoczyć, że ten budynek jest większy, lub mniejszy, lub widzisz to miejsce o innej porze roku, ale generalnie już coś tam o nim wiesz, masz jakieś wyobrażenie, oczekiwania, kontekst. A praca od podstaw nad muzyką, to jak wyjście w góry, w miejsce gdzie nigdy nie byłeś. Jest rodzaj przyjemnego poruszenia, bo niby masz plecak ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami, ale nigdy wiesz co będzie za linią lasu. Jednak przeważnie jak już tam się znajdziesz, to jest to magiczne przeżycie.


Na końcu pozwolę sobie na refleksję z poziomu okładki albumu według projektu Sławka Pietrzaka. Widzę tam etos ludzi pracy, proste chłopstwo, bezrefleksyjnego trepa i… chaos. Teraz zastanawiam się nad współczesną Polską i co widzę? Kombinatorstwo w pracy, nowoczesnych rolników szukających żony, wyszkolone wojsko i… chaos. Czy ta nasza Ojczyzna zostanie kiedyś uporządkowana?


Nie wiem czego oczekujesz, więc trudno mi odpowiedzieć czy kiedyś doczekasz wystarczającego uporządkowania. Poziom absurdu w życiu codziennym, w moim odczuciu, właściwie wpisuje się w średnią europejską. Ludzie rzeczywiście czasem jeszcze nie przegryźli się najwyraźniej z tą sytuacją i fakt, że już nie są pod butem władzy i że w końcu mogą być kowalami własnego losu powoduje, że mogą się czuć zagubieni.


Dziękuję za rozmowę!


Również serdeczne dzięki!


Rozmawiał: Konrad Sebastian Morawski
konrad.morawski@wp.pl

Zdjęcia: SP Records

UWAGA!
Pięć pierwszych osób, które wyślą maila o tytule Zuch Kazik na adres: szymon.kubicki@magazyngitarzysta.pl otrzyma egzemplarz płyty "Zakażone piosenki"

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie