Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Aleksander Milwiw-Baron (Afromental)

Aleksander Milwiw-Baron (Afromental)

Kto by pomyślał, że zespół, który zaczynał od interpretacji "Bananowego songu" w wersji reggae, zdecyduje się na próbę swoich sił w dużo cięższych brzmieniach.

A jednak, na łamach Magazynu Gitarzysta, Afromental przyznaje się do inspiracji takimi kapelami jak Korn, Godsmack czy Sepultura, co słychać także na ich nowym albumie…

Wasza nowa płyta to zaskoczenie i odejście od dotychczasowych wpływów. To nowy kierunek rozwoju czy jednorazowy strzał?


Prowadził nas przez lata konsekwentny plan, by dać się zapamiętać jak najszerszej grupie odbiorców i finalnie wydać bezkompromisową płytę, która powstała podczas pełnych pasji prób siedmiu przyjaciół. Charakter płyty to wypadkowa naszej koncertowej energii i atmosfery, którą cenią sobie w nas nasi fani i która prowadzi nas przez lata. To właśnie chcieliśmy uchwycić na płycie "Mental House".


Trochę Rage Against The Machine, trochę Limp Bizkit i trochę mimo wszystko Afromental. Co zainspirowało was do nagrania takiego krążka?


Każdy z nas wychowywał się na ciężkiej muzie. Ja uwielbiam Korna, Tomson kocha Metallikę, Wozzo jarał się Godsmackiem, a Torres słuchał Sepultury i Cradle Of Filth. W końcu wyłazi z nas to, co nas inspirowało od dzieciaka!


Czy ta płyta była dla ciebie większym wyzwaniem z technicznego punktu widzenia?


Pierwszy raz pracowaliśmy od początku całym zespołem w salce prób i graliśmy przez kilka tygodni, finalnie tworząc materiał na płytę "Mental House". Przy poprzednich nagraniach najczęściej pracowaliśmy na wcześniej przygotowanych przeze mnie lub Śniadego produkcjach i dogrywaliśmy żywe partie. Tu całość materiału powstała podczas wspólnych prób i finalnie została zarejestrowana na "setkę".


Wasz poprzedni krążek ukazał się w 2011 roku. Dlaczego czekaliśmy aż trzy lata na kolejny?


Afromental jest nieustannie aktywny. Oprócz brania udziału w takich programach jak "The Voice", cały czas koncertuję z zespołem. W tym roku obchodzimy dziesięciolecie działalności Afromental. Stąd płyta "Mental House" i klubowa trasa koncertowa. Na początku 2015 roku wydajemy film dokumentalny o nas samych, podsumowujący nasze wspólne 10 lat!


Na jakim sprzęcie grasz obecnie?


Od lat gram na głowie Mesa Boogie Stiletto Deuce i kolumnie Mesy 4x12. W wyżej wspomnianą trasę promującą naszą najnowszą płytę zabrałem ze sobą w sumie 10 gitar firmy Schecter, z którą ostatnio się bardzo zaprzyjaźniliśmy i testowałem ich wiosła w najbardziej ekstremalnych warunkach. Zdały egzamin na 5! Od zawsze w trasie jest za mną także mój Gibson Les Paul.


Czym charakteryzuje się dla ciebie dobra gitara?


Sustainem i komfortem. Na scenie ciężko mi ustać w miejscu, zawsze nabijam sobie siniaki od instrumentu, dlatego cenię sobie wygodne i lekkie gitary. Sustain determinuje moc instrumentu.


Który kawałek z nowej płyty lubisz grać najbardziej i dlaczego?


Najbardziej uwielbiam grać, jak chyba każdy w Afromental, kawałek "Return Of The Cavemen". To jest aktualnie nasza ulubiona piosenka. Jest tam pełna odpinka i jazda bez trzymanki! Polecam przeżycie tego na naszych koncertach. Wytwarza się wtedy bezkompromisowa metalowa energia, która krąży między nami a publicznością.


Jakiej muzyki słuchasz prywatnie?


Absolutnie każdej, byle dobrej i inspirującej. Uwielbiam rock, hip-hop, soul, jazz, elektronikę, dużo by wymieniać… Sam produkuję także muzykę razem z moim przyjacielem Dryskullem pod szyldem Karate Basstards, polecam serdecznie!


Z kim kiedyś chciałbyś zagrać na jednej scenie?


Od zawsze byłem, jestem i na zawsze będę fanem Michaela Jacksona. Marzenia zagrania z nim już nie zrealizuję, ale od kiedy zagrałem wspólny koncert z Hansem Zimmerem, wykonując jego 22-minutową suitę z filmu "Incepcja", ze 100-osobową orkiestrą za moimi plecami, na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie, uwierzyłem, że wszystko jest możliwe, jeśli w to konsekwentnie wierzysz!


Sprzedaż płyt spada, a liczba subskrypcji w serwisach streamingowych rośnie. Jesteś zwolennikiem takiego rozwiązania, czy wolisz mimo wszystko mieć płytę w ręku?


Jestem z pokolenia, które wychowało się na kasetach i płytach CD, ale absolutnie rozumiem kolejne pokolenia, wychowywane przy masowym dostępie do internetu, że w ten właśnie sposób sięgają po muzykę. To najszybsza i najprostsza droga jej poznawania, przy praktycznie nieograniczonym dostępie do bazy danych. Dla obecnych dzieciaków kasety są vintage, tak jak dla mnie winyl. Być może płyty CD tez staną się z czasem towarem bardziej kolekcjonerskim. Co do streamingowych serwisów, sam używam Spotify. Doceniam komfort płatnego dostępu do nieograniczonej bazy utworów. Internet cały czas ewoluuje. Trzeba podążać z duchem czasu, wykorzystując jego możliwości dostępu do sztuki i autopromocji. Moja liczba płyt CD jednak cały czas powiększa się, mimo tego, że mam do nich dostęp korzystając z telefonu z dostępem do internetu.


rozmawiał Michał Lis

GALERIA
For Crying Out Loud Kasabian

Mając słabość do niegrzecznych chłopców urodzonych na Wyspach Brytyjskich, chyba nie sposób ocenić kolejnego albumu Kasabian inaczej jak pozytywnie....Gramy dalej

8 /10
Desire Hurts

Mój ulubiony duet wydał kolejną, wielką płytę. Inną niż do tej pory, utrzymaną w konwencji, która przynajmniej na razie kompletnie mi do Hurts...Gramy dalej

7 /10
Lebowski ocena 7
Plays Lebowski
Gatunek: Art Rock
Fractured
Gatunek: Progressive rock
BCCIV
Gatunek: Hard rock
Zobacz wszystkie