Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Arjen Lucassen

Arjen Lucassen

Multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer, producent, perfekcjonista. Jeden z najsympatyczniejszych muzyków w branży. Arjen Lucassen porozmawiał z nami o The Gentle Storm, projekcie z Anneke Van Giersbergen. Opowiedział, dlaczego nie lubi grać koncertów, udzielił rad co do rozwoju stylu gry oraz wyjaśnił, co wg niego w muzyce jest najważniejsze.

Zdajesz sobie sprawę z tego, że fani czekają na Twój powrót do Polski?


Polscy fani są niesamowici. Z wieloma z nich mam stały kontakt. Zdaję sobie z tego sprawę, jednak trasy i podróże nie są dla mnie.


Czyli wolisz komponować.


Tak, zdecydowanie. Żyję według stałego schematu, a na dodatek jestem "odludkiem" (śmiech). Będąc w trasie, wypadam z rytmu. Wstaję o godzinie szóstej, śniadanie jem o siódmej, godzinę później odpisuję na maile. Około dziesiątej wchodzę do studia, później zakupy i obiad. Pod wieczór czas na seriale, m.in. Breaking Bad, Dexter. Muzyki słucham o 23, następnie około północy kładę się spać.


Trasa musi być dla Ciebie męcząca.


I to bardzo. Dlatego też od 18 lat nie wyjeżdżałem w trasy. Oczywiście granie na żywo, spotkania i rozmowy z fanami sprawiają mi ogromną radość. To chyba jedyne pozytywne aspekty tras. Pozostałe 90% to czekanie, podróże, brak snu. Gdy nie jestem w swoim rytmie, mam problemy ze snem.


Jesteś multiinstrumentalistą, jednak to gitara jest Twoim głównym instrumentem.


Nie do końca. Z mojego punktu widzenia jestem kompozytorem. Najczęściej gram na gitarze, jednak nie mogę powiedzieć, że po pierwsze, gitara jest moim głównym instrumentem, a po drugie, nie jestem dobrym gitarzystą.


Czyli postrzegasz siebie podobnie jak Steven Wilson.


Tak, dokładnie. To bardzo dobre porównanie.


Jak zaczęła się Twoja droga muzyczna?


Zawsze chciałem grać w zespole. Uwielbiałem glam rockowy image wykonawców, którzy mnie fascynowali, czyli m.in. Sweet, Alice Cooper, David Bowie. Chciałem grać na gitarze, jednak byłem zbyt leniwy na naukę gry na instrumencie (śmiech). Przez pewien czas grałem w szkolnym zespole Mother. Któregoś dnia dostałem od kolegi album Deep Purple "Made in Japan", który przesłuchałem i stwierdziłem, że chcę robić to samo, co Ritchie Blackmore. Na gitarze zacząłem grać w wieku 15 lat, a do poważniejszego zespołu (Bodine, przyp. red.) dołączyłem cztery lata później.


The Gentle Storm to Twój kolejny, nie powiązany z science fiction projekt, który jest całkowicie różny od Ayreon. Chciałeś tym razem zerwać z rutyną?


Uwielbiam wyzwania. Może też dlatego aktualnie jestem w trasie. Nie lubię się powtarzać i wpadać w rutynę, komponując w kółko muzykę o tej samej tematyce. Zrobiłem sobie przerwę od science fiction…


…by później wrócić do science fiction (śmiech). Który z filmów sci-fi zapoczątkował Twoją fascynację tym gatunkiem?


Dokładnie tak! Na pewno wkrótce wrócę do science fiction. Zacząłem od Star Treka z lat ‘60. Wtedy byłem dzieckiem, miałem jakieś osiem lat. Wszedłem w świat tej dziwnej planety, a jeszcze bardziej dziwnych postaci i zostałem w nim do dziś (śmiech).


Podejrzewam, że nie odnajdujesz się w nowszych odsłonach Star Treka.


Skąd wiedziałeś? (śmiech). Nie lubię nadmiernego efekciarstwa. Może również dlatego jestem większym fanem Star Treka, aniżeli Gwiezdnych Wojen.


"The Diary" to dwupłytowy koncept album. Pierwsza część, "Gentle" to delikatne, akustyczne aranżacje, natomiast "Storm" to heavy metalowe odpowiedniki tych samych utworów. Chciałeś osiągnąć balans pomiędzy łagodną, a ciężką muzyką?


Nie balans, a kontrast. Zawsze dążę do tego, by kontrast był największy jak to możliwe. Dwupłytowe wydawnictwo "The Diary" to kontrastujące ze sobą dwa światy oparte na utworach o tych samych tytułach. Zrealizowanie takiego materiału było dla mnie kolejnym wyzwaniem.


Czy do partii solowych i rytmicznych używasz innych instrumentów?


Do solówek używam Fendera Stratocastera z mostkiem Shift 2001, który jest obłędny. Partie rytmiczne nagrywam na siedmiostrunowym Ibanezie RG. To moje dwie główne gitary, z jakich korzystam w studio. Z akustycznych sięgam po Martina i Ovation. Oczywiście mam jeszcze w swojej kolekcji rozmaite instrumenty strunowe, m.in. mandoliny, banjo, ukulele.


Przy pomocy jakich efektów uzyskujesz przestery?


Przestery uzyskuję przy pomocy głowy Marshalla oraz kolumny z głośnikami Celestion w połączeniu z SansAmpem.


Używasz SansAmp w formie racka, czy stompboxa?


Korzystam z racka, który podłączony jest do pętli efektów we wzmacniaczu.


Dlaczego akurat SansAmp?


Ponieważ sam Marshall nie daje mi tego, czego chcę osiągnąć, czyli ataku. Za to Marshall charakteryzuje się ciepłą barwą i zakresem częstotliwości typowych dla muzyki w stylu Eddiego Van Halena, który moim zdaniem wypracował najlepsze brzmienie, jakie kiedykolwiek słyszałem. Również gitarzyści Rammstein potrafią ukręcić naprawdę dobre brzmienie, które jest zdecydowanie inne, niż sound Van Halena.


Podobno tylko dobry gitarzysta nigdy nie będzie zadowolony z własnego brzmienia.


Nigdy nie jestem zadowolony z własnego brzmienia. Ciągle kręcę gałkami, modyfikując pasmo. Niezależnie jak bym kombinował, to i tak nie uzyskam tego, co sobie wymarzyłem. Jako producent staram się wykonywać swoją rolę najlepiej jak tylko się da. Bardzo często nie jestem zadowolony z brzmienia werbla, jednak gdy dołączę go do miksu, nie jest wcale tak źle. Punkt widzenia jest wtedy zupełnie inny, niż w przypadku pojedynczej ścieżki.


Czego zazwyczaj uczysz się od ludzi, z którymi współpracujesz?


W studio siedzę od jakichś… 40 lat (śmiech). Na swojej drodze spotkałem wielu wspaniałych muzyków. Najczęściej współpracuję z wokalistami. Gdy rozpocząłem pracę nad pierwszym albumem Ayreon, proces twórczy prowadziłem dość despotycznie, wokaliści zmieniali melodie, które skomponowałem i nie zgadzałem się na zmiany i ich wersje utworów. Okazało się, że bardzo często mieli rację. Otworzyłem się na ich sugestie i zacząłem słuchać. Dziś praca nad moimi projektami wygląda w ten sposób, że wokalistę traktuję jako instrumentalistę, którego głos jest jak instrument. Jako że są profesjonalistami, ufam im i wiem, że mają rację i zrobią to lepiej, niż ja.


W Twoim studio nie ma demokracji.


Nie, ponieważ nie znoszę kompromisów. Grając z innymi muzykami, nigdy nie spotykamy się w połowie drogi. W zespole musiałem godzić się na kompromisy, ponieważ każdy muzyk to inna osobowość o różnej percepcji muzycznej. Próbując spotkać się gdzieś w połowie ze swoimi pomysłami, tak naprawdę niczego konkretnego nie osiągamy.


Co wg Ciebie jest najważniejsze w muzyce?


Emocje i osobowość. Szybkie granie do niczego nie prowadzi. Kogo to interesuje, że potrafisz szybko grać? Gra na instrumencie to nie cyrkowe popisy. Z grą na gitarze jest jak z opowiadaniem historii. By poruszyć słuchacza, wystarczy kilka dźwięków. Przykładem może być David Gilmour, który jednym bendem potrafi wywołać ciarki na ciele. Tym, którzy chcą grać najszybciej jak tylko się da, traktując muzykę jako sport, zalecam do zestawu nos klauna. Chyba wiesz, co mam na myśli (śmiech). Owszem, są odbiorcy szybkich popisów na gryfie, jednak ja preferuję emocje, feeling.


Rozmawiał: Wojciech Margula


GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie