Kup Magazyn Gitarzysta

Trivium

Rok 2005 na długo zapadnie w pamięć członkom grupy Trivium. Jeszcze niedawno ten metalowy zespół z Florydy grał koncerty w pubach i nikomu nieznanych klubach. Dziś zapełnia stadiony w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Wszystko wydarzyło się w ciągu ośmiu miesięcy, a lider grupy i autor tekstów jest jeszcze nastolatkiem
Na całym świecie krytycy i fani muzyki metalowej z entuzjazmem przyjęli drugi album zespołu, "Ascendancy", który ukazał się w marcu 2005 roku. Z Mattem Heafym oraz Coreyem Beaulieu rozmawiamy o "Ascendancy" i o planowanej na drugą połowę 2006 roku płycie "The Crusade". Muzycy, pełni entuzjazmu i wiary w siebie, wyjawiają nam swoje wielkie plany na przyszłość.

Rok 2005 był dla was przełomowy...


Ten rok był dla nas jak tornado. Tyle rzeczy się wydarzyło. Mieliśmy wiele okazji do pokazania światu, co potrafimy. Myślę, że to dopiero początek.


Mam wrażenie, że nasz album ukazał się ze dwa lata temu. Nie wierzę, że stało się to w marcu! Pamiętam, jak w styczniu, kiedy rozpoczynaliśmy tournee po Stanach Zjednoczonych, nikt nie zwrócił na nas uwagi. Graliśmy swoje, jak umieliśmy najlepiej. Dopiero w okolicach marca ludzie się nami zainteresowali, zaczęli nas wreszcie zauważać. Potem pojechaliśmy na nasz pierwszy koncert do Anglii. Graliśmy jako pierwszy zespół w Wolverhampton i tam usłyszeliśmy, jak ludzie śpiewają nasze utwory na koncertach. To było niesamowite.


Przyjęcie, z jakim spotkaliśmy się w Anglii, było dla nas szokiem. Publiczność zachowywała się tak, jakbyśmy byli na scenie od dawna i jakby świetnie nas znano. Musimy więcej koncertować w innych miejscach, żeby ludzie zaczęli nas kojarzyć. Pozyskanie fanów wymaga dużo pracy i jest czasochłonne. W przyszłości marzy nam się tournee dookoła świata.


Które wydarzenie z zeszłego roku możecie określić jako punkt zwrotny w waszej karierze?


To było na festiwalu Download. Mieliśmy grać na mniejszej scenie, ale organizatorzy zdecydowali, że wystąpimy na scenie głównej, jako zespół otwierający festiwal. Było tam około 40 000 osób i wszyscy znali nasze utwory. To było wspaniałe. Okazało się, że w Anglii mamy naprawdę dużo fanów. Po tym koncercie wszystko się dla nas zmieniło. Bilety na kolejny koncert rozeszły się jak świeże bułeczki i sprzedaż naszego albumu gwałtownie wzrosła.


Czy myślicie, że możliwe jest powtórzenie tego sukcesu w 2006 roku?


Zeszły rok był fantastyczny. Wierzę, że rok 2006 będzie dla nas jeszcze lepszy i że staniemy się gwiazdami muzyki metalowej na skalę światową. Kiedy wydamy naszą nową płytę, świat przekona się, że jesteśmy najlepsi!


Macie gotową receptę na sukces?


Nie mamy żadnej recepty. Po prostu dużo koncertujemy, jak zresztą wiele innych zespołów. To jedyny sposób, aby dotrzeć do dużej ilości odbiorców. Ludzie zaczynają nas kojarzyć, to najważniejsze. Stajemy się rozpoznawalni. Nasza muzyka przypomina klasyczne zespoły metalowe, takie jak Metallica czy Iron Maiden. Wielu ich fanów zostaje teraz naszymi. Wnosimy dużo nowego do muzyki metalowej, dzięki czemu możemy trafić do młodszej publiczności. Myślę, że to jest pewien pomysł na sukces. Czy się sprawdzi, przekonamy się wkrótce.


Mało osób wie, że w roku 2003 nagraliście album "Ember To Inferno". Jak porównacie go z zeszłorocznym "Ascendancy"?


To był album eksperymentalny, ponieważ wtedy byliśmy na etapie poszukiwań własnego brzmienia. Ja komponowałem muzykę, pisałem teksty, grałem wszystkie partie gitarowe i śpiewałem. Byłem wtedy bardzo młody i po raz pierwszy zabrałem się do pisania utworów. Przede wszystkim chciałem grać szybko, moją ambicją było zagranie jak największej ilości dźwięków w jak najkrótszym czasie. Nie okazało się to, niestety, najlepszym pomysłem. Teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że nasza pierwsza płyta ma, owszem, swoje charakterystyczne brzmienie, ale nie jest tak oryginalna, jak "Ascendancy". Przy okazji drugiego albumu wziąłem na siebie odpowiednio mniej pracy. Lepiej się czuję jako kompozytor i gitarzysta, resztę zostawiam chłopakom. Na płycie "Ascendancy" znajduje się więcej lepszych melodii, a utwory bardziej wpadają w ucho.


Jaki będzie wasz nowy album w porównaniu z ostatnim?


Każdy z nas jest coraz lepszym muzykiem, poza tym zgraliśmy się jako zespół. Myślę, że na nowym albumie będzie to widoczne. Mam nadzieję, że uzyskamy jeszcze lepsze brzmienie, niż na "Ascendancy". Zamierzamy skupić się przede wszystkim na technicznej grze, aby pokazać ludziom, co potrafimy. Jeździliśmy w trasę z takimi zespołami, jak Arch Enemy oraz Children Of Bodom i jesteśmy pod dużym wrażeniem ich warsztatu muzycznego. Oglądanie ich na żywo zainspirowało nas do doskonalenia technik gry.


Podobno już zaczęliście pracować nad nową płytą. Możecie zdradzić nam kilka szczegółów?


Myślę, że tak. Album będzie zatytułowany "The Crusade". Kilka utworów mamy już gotowych, w kwietniu lub maju zaczniemy nagrywać.


Muszę zdradzić, że napisaliśmy trochę świetnych riffów. Będzie sporo naszych klasycznych riffów, ale zagramy też znacznie bardziej skomplikowane rzeczy.


Muszę zdradzić, że napisaliśmy trochę świetnych riffów. Będzie sporo naszych klasycznych riffów, ale zagramy też znacznie bardziej skomplikowane rzeczy.


Nie jest oparty na historii prawdziwych średniowiecznych krucjat. Wszystkie tytuły naszych poprzednich płyt odzwierciedlają w pewnym stopniu etapy, na jakich się wówczas znajdowaliśmy. Tytuł "Ember To Inferno" oznaczał, że przechodzimy od nicości do czegoś konkretnego. "Ascendancy" sugeruje stopniowy wzrost, realizację marzeń o większej potędze i wpływach. "The Crusade" jest o tym, co robimy bez przerwy od półtora roku, czyli o podróżowaniu po świecie!


Władza nad wszystkim jest naszym ostatecznym celem. Chcemy zostać najlepszym zespołem na świecie!


Stawiacie sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Ile kawałków macie gotowych na nową płytę?


Mamy około sześciu utworów, kilka jest gotowych w osiemdziesięciu procentach. Właśnie skończyłem pracę nad utworem "Entrance Of The Conflagration". Charakteryzuje się on ostrym gitarowym wstępem i ma nietypowe podziały rytmiczne. O ile dobrze pamiętam, te podziały znajdują się w takcie trzecim, piątym i siódmym. Znajdziecie tam sekstole, które stały się niemalże moim znakiem rozpoznawczym.


Pierwszy utwór zatytułowany jest "Ignition" i również ma nietypowe metrum. Nagraliśmy do niego naprawdę świetne
riffy!


Nasz nowy album przypomina mi pierwszą płytę zespołu Testament, "The New Order". Jest tam wiele udanych riffów, ale refren jest niezwykle epicki. Można tam też znaleźć dość mocne fragmenty w stylu Slayera. Trudno to opisać, ale to bardzo dynamiczne granie.


Widzę, że jesteście bardzo zadowoleni z tego, co napisaliście do tej pory.


Wiesz co? Słuchałem ostatnio naszych riffów z płyty "Ascendancy". Brzmią bardzo amatorsko w porównaniu z riffami z nowej płyty. Nowe kawałki są o niebo lepsze. Dwa pierwsze utwory, "Ignition" i "Detonation", przechodzą jeden w drugi. "Detonation" jest konceptualną kontynuacją "Ignition". W pierwszym utworze śpiewamy o tym, że świat przygotowuje się na samozniszczenie, natomiast w drugim - o kompletnym zniszczeniu i pogrążeniu się w chaosie. Tytułowy kawałek, "The Crusade", będzie trwał około piętnastu minut. Jest to utwór instrumentalny. Przypomina brzmieniem Dream Theater. No, może nie do końca, bo nie jestem jeszcze tak dobry, jak John Petrucci.


To robi wrażenie! Zdradzisz nam więcej szczegółów?


Jeszcze nikomu nie mówiliśmy tyle o naszej nowej płycie! Będzie tam dużo więcej ciekawych rzeczy. Użyjemy dwóch strojów, m in. standardowego stroju E, co powinno być interesujące, ponieważ nikt go już nie stosuje. Zamierzamy również nagrywać na gitarze siedmiostrunowej.


Z jakiej gitary skorzystacie przy nagrywaniu nowej płyty?


Kupiłem sobie gitarę sygnowaną przez Johna Petrucciego, ponieważ jest on jednym z moich idoli. Zamierzam na niej nagrywać bardziej techniczne utwory, takie jak "The Crusade". Myślę też, że będę używał głowy Marshalla. Jeszcze nie wiem, jak się dokładnie nazywa, nie wprowadzali nowego modelu od dłuższego czasu. Podłączałem się już do niej, ma naprawdę rewelacyjne brzmienie.


Kto jest producentem waszego nowego krążka?


Jason Suecof, który był również producentem płyty "Ascendancy", i oczywiście ja. Jasona traktujemy właściwie jako piątego członka zespołu. Są producenci, którym nie zależy na jakości dźwięku, biorą tylko czek i mówią: "No to ja spadam". Jason daje z siebie wszystko. Dąży do tego, aby brzmienie było tak dobre, jak to tylko możliwe. To ważne, że jest ktoś taki. Jason jest czymś w rodzaju naszego ucha zewnętrznego. Podam przykład: siedzimy w studiu i nagrywamy kawałki, aż dopracujemy każdy szczegół. Przychodzi Jason i mówi: "Co to ma być?". Wściekamy się, ale słuchamy jego rad i bierzemy pod uwagę większość jego sugestii. On podchodzi do materiału bardziej obiektywnie. Potrafi zmienić jakiś fragment albo całkowicie usunąć inny. Często okazuje się, że utwór jest dużo lepszy niż na początku.


Jason jest też świetnym gitarzystą, prawda?


Całkowicie się z tobą zgadzam. To on grał solówkę w kawałku "Pull Harder On The String Of Your Martyr". Jego styl gry na gitarze jest wyjątkowy. Powiedziałbym, że to jest styl neo-shred. Słyszałeś o zespole Capharnaum? Ja tam śpiewam, a Jason komponuje utwory. Nadaje on całości niestandardowe, jazzowe brzmienie, co jest niesłychanie oryginalne. Gra w stylu Marty’ego Friedmana. Kiedy słyszę coś takiego, zawsze wiem, że to Jason.


Więcej czasu spędzasz teraz pisząc solówki, czy improwizując?


Za każdym razem jest inaczej. Solówka w utworze "Rain" była napisana od początku do końca, tak było też z solówką w "Ascendancy". Niektóre z naszych najlepszych solówek są jednak efektem improwizacji.


Solówki w utworach "Drowned And Torn Asunder" były w całości improwizowane. Siedzieliśmy w studiu i puszczaliśmy taśmę kilka razy, zanim zdecydowaliśmy, co chcemy uzyskać. Tak naprawdę chodzi o to, jak czujemy dany utwór, no i, oczywiście, co w nim spodoba się Jasonowi!


Jesteście jeszcze bardzo młodzi. Jak myślicie, co będziecie robić za dwadzieścia lat?


Będziemy jeździć w trasy i grać koncerty w jednym mieście trzy noce z rzędu!


Chciałbym, żebyśmy odnieśli taki sukces, jak Metallica i żebyśmy mieli miliony fanów na całym świecie. Całe życie marzyliśmy o tym, by tworzyć muzykę w zespole. Mam nadzieję, że już zawsze będziemy grać.


Inspiracje Trivium

Największy wpływ na mnie jako na gitarzystę miał zdecydowanie John Petrucci z Dream Theater. Wszystko robiło na mnie zawsze duże wrażenie: jego gitara prowadząca i partie rytmiczne. Drugim ważnym dla mnie gitarzystą jest Kirk Hammett. Cały czas słucham jego solówek.


Gość, który sprawił, że zapragnąłem grać na gitarze, to Slash. Kiedy już zacząłem grać, duży wpływ na mnie miał Marty Friedman z grupy Megadeath. Podziwiałem jego riffy i solówki. Mój nauczyciel sugerował, żebym wzorował się na takich gitarzystach, jak Yngwie Malmsteen czy George Lynch oraz na innych muzykach z lat 80-tych. To wprowadziło mnie w duże epickie solówki i technikę shred. Zaadaptowałem to do swojego stylu.



A TO CI KAWALARZE!

We wrześniu 2005 roku w Cardiff odbył się koncert muzyki metalowej. Wystąpił między innymi zespół z Oklahomy, którego członkowie byli ubrani w fantazyjne spodnie i mieli długie brody. Muzycy zagrali covery grup Blink-182, Nirvana, Metallica oraz... Trivium. Dopiero po jakimś czasie widownia zorientowała się, że zespół na scenie to nikt inny, jak właśnie Trivium. "Podczas trasy koncertowej w Wielkiej Brytanii graliśmy dla dużej publiczności. Postanowiliśmy zagrać mniejszy koncert bez zapowiedzi i zrobić niespodziankę naszym fanom. Myślę, że się udało." - mówi Matt.


TRIVIUM W ROKU 2005

10 STYCZNIA- Trivium zaczyna rok nowojorskim koncertem z All That Remains, krótko po zakończeniu pracy nad płytą "Ascendancy".

1 LUTEGO- Zespół nagrywa teledysk do utworu "Pull Harder On The Strings Of Your Martyr" z uznanym reżyserem, Dalem Resteghini.

3 MARCA- Trivium zapowiada swoją pierwszą trasę koncertową po Wielkiej Brytanii, "Road Rage". Podczas trasy zespół gra z grupami Still Remains oraz 3 Inches Of Blood.

14 MARCA- Na rynku pojawia się druga płyta Trivium, "Ascendancy", wydana przez Roadrunner Records. Płyta dochodzi do ósmego miejsca na liście przebojów w Wielkiej Brytanii.

6 KWIETNIA- Zespół pojawia się na okładce magazynu Total Guitar i ogłoszony jest "nową Metalliką".

5 MAJA- Koncert zaplanowany na mniejszą halę koncertową zostaje przeniesiony do Mean Fiddler, z powodu dużego zainteresowania biletami.

11 CZERWCA- Na festiwalu Download występ zespołu Trivium otwiera koncert na scenie głównej.

14 CZERWCA- Wytwórnia Roadrunner Records proponuje Mattowi udział w nagraniu utworów na specjalny krążek, zatytułowany "All Stars", wydany z okazji dwudziestopięciolecia firmy.
7 LIPCA- Trivium oznajmia, że wszystkie bilety na wrześniowe koncerty w Anglii zostały wyprzedane.

19 WRZEŚNIA- Trivium występuje w przebraniu. Koncert odbywa się w Cardiff, a zespół gra pod nazwą "Ember And The Infernos".

17 PAŹDZIERNIKA- Grupa wyznacza kolejną trasę koncertową na marzec 2006 roku. Planowane jest szesnaście koncertów, w tym dwa w Londynie, z supportem God Forbid.

22 LISTOPADA- Zespół nagrywa teledysk do utworu "Dying In Your Arms". Jest to czwarty singiel z płyty "Ascendancy", który sprzedał się w ilości 200 000 egzemplarzy.

10 GRUDNIA- Trivium zostaje uznany za zespół roku przez brytyjskie czasopismo, Total Guitar.

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie