Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Marcin 'Joseph' Bracichowicz (IRA)

Marcin 'Joseph' Bracichowicz (IRA)

Rozmawiamy z Marcinem Bracichowiczem, gitarzystą IRA.

Od kiedy grasz na gitarze i co lub kto Cię do tego "zmusił"?


W moim domu zawsze były instrumenty muzyczne - stało pianino, była gitara, a od szóstego roku życia byłem zmuszany do lekcji na tymże pianinie. I grałem na nim regularnie przez kolejne osiem lat. Mój ojciec grał hobbystycznie na gitarze, miał akustyka i ta gitara zawsze mnie korciła, podczas gdy mój starszy brat wolał bardziej klawisza. I tak mniej więcej od dziesiątego roku życia pogrywałem sobie na niej na wszelkich wyjazdach, w działalności harcerskiej, wszędzie mi towarzyszyła, grałem te wszystkie hity przy ogniskach. Tym sposobem zacząłem grać.


Nie wszyscy pewnie wiedzą, że Twój starszy brat, Tomek, przez chwilę także klawiszowiec IRY, jest liderem Mafii. Czy jego kolekcja płyt miała na Ciebie znaczący wpływ?


Zdecydowanie, wpływ Tomka, ale też jego kolegów, na przykład Tomka Banasia (ex-Mafia, De Mono), z którym do dziś się przyjaźnię, a którzy byli ode mnie 4-5 lat starsi odcisnęli na mnie swoje piętno. Podpatrywałem ich, kiedy grali. Nie było wtedy YouTube, czy szkółek gitarowych na DVD. Jedyną możliwością nauki było słuchanie radiowej Trójki i podpatrywanie innych artystów.


Twoje podejście do riffów i solówek ma mocno bluesowy charakter. Czy właśnie w klasycznym rocku i bluesie zakorzeniony jest Twój gust muzyczny? Czego dzisiaj słuchasz?


Słucham bardzo różnej muzyki. Znajdziesz u mnie płyty Deep Purple, Rainbow i inne, jeszcze starsze klasyki, ale także Madonnę, Coldplay, czy U2. Generalnie nie zamykam się na żadne dźwięki i staram się słuchać wszystkiego, co dobrze brzmi.


Poznaliśmy się jakieś 25 lat temu, kiedy grałeś w nieco zapomnianym już dzisiaj zespole Kramer. W 1991 zajęliście w Jarocinie drugie miejsce, po Hey. Opowiedz naszym czytelnikom, jak wyglądały początku Kramera.


Najpierw, pod koniec lat 80. był to Kramer Blues. Potem, na początku lat 90., po zmianach w składzie pozostała nazwa Kramer. Koledzy chodzili wtedy do Szkoły Muzycznej - Andrzej Rajski, czy Mariusz Matysek, albo jak z resztą, znaliśmy się z jamów w klubach, czy wspólnych występów. Nie mieliśmy żadnych większych planów, poza dobrą zabawą muzyką. A to, że zaczęło nam wychodzić, że zaczęliśmy komponować własne rzeczy, co jest podstawą dla każdego artysty muzyka, to spowodowało, że w którymś momencie nagraliśmy pytę i zostaliśmy dostrzeżeni.


Bardzo dobrą, do dziś dobrze brzmiącą płytę...


Też tak uważam. Jak na ludzi wtedy bardzo młodych, skoczyliśmy na dość głęboką wodę. Leszek Kamiński jako realizator, sławne Studio S4 przez dwa miesiące, to było coś wyjątkowego. Chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co się dzieje i jakie mieliśmy szczęście.


Za chwilę zatoczymy dość dużą czasową pętlę, ale uwaga konieczna w tym miejscu: jak pamiętam w produkcji brał udział Kuba Płucisz, a w chórkach śpiewał Artur Gadowski. Było to w czasie, kiedy IRA była na absolutnym topie.


Generalnie wszystko, od strony managerskiej zorganizował Kuba Płucisz. To on odpowiadał za znalezienie finansowania i poprowadzenie całości, jako projektu. Artur zaśpiewał w chórkach w kilku kawałkach, a utwór "Noc" zaśpiewaliśmy we dwóch.


Z chłopakami z IRY znaliście się w zasadzie od zawsze, wielokrotnie dzieliliście z nimi scenę. Jak doszło do rozpoczęcia współpracy?


Gadzia znam jeszcze z czasów pierwszej płyty, w której powstaniu brał udział, jako klawiszowiec, mój brat. Artur przyjeżdżał do nas do domu i ja, już jako czternastolatek mogłem go poznać. A z rozpoczęciem współpracy jest dość ciekawa sprawa. Otóż wyjechałem na jakiś czas z Polski do Stanów i chciałem sobie tam coś poukładać, po prostu zostać. Podczas z jednej z wizyt w kraju zadzwoniłem do Gadzia, jak to do przyjaciela, co tam słychać, jak się sprawy mają, a on na to, że mają jakieś kilka koncertów do zagrania i że może bym z nimi miał ochotę pojechać w trasę. Okazało się, że lista koncertów zawierała ponad 60 pozycji w dość krótkim czasie i w ten sposób zostałem.


Gracie razem już ponad 10 lat, a od płyty "Londyn 8:15" widniejesz jako kompozytor kilku utworów. Jak obecnie wygląda Twój wkład w komponowanie materiału?


Jeżeli chodzi o komponowanie, to nie ma na to reguły. Były płyty, gdzie miałem cztery własne kompozycje, a były też takie, gdzie była jedna. Nie ma zasady, że ktoś musi skomponować określoną liczbę kawałków. Po prostu przynosimy pomysły i jeśli zespół je akceptuje, to dalej nad nimi pracujemy i to dotyczy wszystkich.


Patrząc po frekwencji na koncertach IRY trzeba powiedzieć, że macie stałe miejsce pośród najlepiej sprzedających się kapel rockowych. Jak sądzisz, co dzisiaj przyciąga ludzi na wasze sztuki?


Myślę, że jest to jakiś fenomen i że jesteśmy jednym z nielicznych zespołów, które bardzo dużo grają i sprzedają tyle biletów. Wydaje mi się, że zawdzięczamy to pewnej konsekwencji w utrzymywaniu wysokiej jakości produkcji, brzmienia na scenie i ciągle zaskakujemy tym naszych fanów, a oni dokładnie tego oczekują. Stąd też zapewne ich chęć do przychodzenia na nasze koncerty. No bo jaki miałby być inny powód, coraz piękniejsi nie jesteśmy (śmiech).


Tradycyjnie, w składzie jest Was dwóch. Jak wygląda podział waszych gitarowych ról z Piotrem?


Przy nowych piosenkach jest tak, że każdy gra to, co nagrywał w studiu, albo w czym się dobrze czuje. Ja ostatnio lepiej się czuję i bardziej gustuję w brzmieniach przestrzennych, modulacyjnych, delayach, więc o tę stronę brzmienia staram się dbać. W starszych kawałkach, gdzie grałem ja na stałe, a dochodzili Maciek Gładysz i Sebastian Piekarek lub kiedy w składzie była tylko jedna gitara, albo też były jakieś główne partie i intra do utworów, to gram je raczej ja.


W jaki sposób szukasz pomysłów, inspiracji do utworów i jak je rejestrujesz?


Inspiracja, to generalnie muzyka, której dużo słucham. Staram się też rozwijać technologicznie i spędzam sporo czasu na poszukiwaniu brzmień przestrzennych, różnego rodzaju modulacji, które sporo dodają do formy ekspresji. Inspirują mnie więc tacy goście, jak The Edge. To jest nieustający wyścig, bo wszystko się wciąż zmienia. Nie zawsze to widać na koncertach, bo to się raczej dzieje w zaciszu domowego studia, ale wciąż przybywa nowych efektów, procesorów, wzmacniaczy i to brzmienie można nieustająco zmieniać. A ja staram się cały czasy w tej gonitwie brać czynny udział.


Czy w kwestii brzmienia jesteś zwolennikiem starej, lampowej szkoły, czy także poszukujesz nowości i widzisz przestrzeń w swoim racku dla zaprogramowanych multiampów?


Staram się to łączyć. Generalnie gram na klasycznych lampowych wzmacniaczach Mesa Boogie Mark V, czy Rectifier, czasami także na innych, głównie w studio. Jednak usilnie staram się spajać to wszystko w jedno, poprzez łączenie z efektami cyfrowymi poprzez sterowniki MIDI i dopasowywać do tempa utworu, aby nasycenie efektami i ich dynamika nie było przypadkowe, a jak najbardziej zbieżne ze strukturą kompozycyjną danego kawałka.


Pogadajmy chwilę o gitarach. Używasz wyłącznie elektrycznych PRS-ów. Skąd taki wybór? Czy, jako gitarzysta, interesujesz się technikaliami, czy masz do tego raczej luźne podejście?


Po prostu fajnie brzmią. Niezbyt dużo kombinuję ze zmianami w samych gitarach, nie mam w tym zbyt wielkiego doświadczenia. Swego czasu, w jednym z wioseł wymieniłem przetworniki na zupełnie inne i doszedłem do wniosku, że wszystko brzmi tak samo, jak przed wymianą. Dlatego wybieram raczej gitary, które mi od początku pasują, dobrze leżą w dłoni, grają w sposób, który mi odpowiada. PRS-y po prostu dobrze brzmią, perfekcyjnie trzymają strój - a stroimy się różnie i nie wszystkie gitary dobrze to znoszą. Miewałem instrumenty, które po obniżeniu nie nadawały się po prostu do grania. Poza tym PRS-y bardzo dobrze sprawdzają się na koncertach i są odporne na zmiany temperatury, czy wilgotności.


Ale nie masz jakichś ulubionych rodzajów drewna, żeby korpus był z tego, czy innego gatunku?


Nie, zupełnie mnie to nie zajmuje. Raczej staram się wybierać z najwyższych modeli i zawsze z kilku, np. pięciu sztuk udaje mi się wybrać tę, która brzmi dokładnie tak, jak tego oczekuję. To sobie właśnie cenię w PRS-ach i wiem, że niektórych z nich nigdy się nie pozbędę.


W jaki sposób dochodziłeś do swojego brzmienia? Czy Twój obecny rig jest już w miarę ukształtowany?


Chyba nigdy nie przestanę modyfikować mojego zestawu. Dzisiejsza technologia daje nam nieograniczone możliwości do zmian, programowania wielu funkcji naraz i różnych ustawień scenicznych. Za pomocą jednego przycisku w sterowniku MIDI możemy zmieniać kanały, z pętlą efektów lub bez niej, podbicia na solo. W zaciszu domowym eksperymentuję, rozrysowuję sobie to wszystko na schematy i potem zbieram poszczególne elementy.


Pytałem o gitarę, więc czas na wzmacniacz - skąd wybór Mesy?


Obecnie mam Mark V i Rectifier, którego mam od lat, a który ma bardzo klasyczne brzmienie. Mesa Boogie mają takie nu-metalowe brzmienie, który mi niezwykle odpowiada. Są bezawaryjne i bezszumowe, co jest bardzo ważne na scenie. Poza tym kombinacja PRS-ów z Mesa Boogie jest brzmieniowo wyjątkowa, nie wiem, z czego to wynika, ale tylko ten zestaw brzmi w sposób najbardziej dla mnie przekonywujący.


Jakie masz najbliższe plany muzyczne i czy wszystkie są związane wyłącznie z IRĄ?


Na razie tak, tylko IRA, bo na nic innego nie mam aktualnie czasu. Niebawem wydajemy nowe CD Live, akustycznie, poszerzone o orkiestrę, przeszkadzajki perkusyjne, będzie to bardzo fajnie brzmieć.


Czyli nic z solowych rzeczy?


Trochę solowych rzeczy piszę do szuflady, bo w zespole, wiadomo, nie wszystko jest tak, jakby się chciało zagrać. Potrzeba więc kompromisów, ale przyjdzie pewnie kiedyś taki czas, że wyciągnę to i zmontuję jakiś skład, żeby pograć trochę koncertów. Czasami mam też ochotę pokazać przestrzenne brzmienia, które nie kojarzą się wprost z gitarowym brzmieniem. Zobaczymy.


A jakieś plany na zagraniczne koncerty?


Mamy z tym problem. Sporo fanów chciałoby nas zobaczyć w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii, ale z uwagi na nazwę nie dostajemy zgody tamtejszych władz. Do tej pory się to nie udało. Nawet próbowaliśmy jako Artur Gadowski, ale nic się nie da ukryć w dzisiejszych czasach, więc nic z tego nie wyszło. Bardzo żałujemy.


To powiedz na koniec, czy masz marzenie, żeby w jakimś składzie lub z jakimś ulubionym artystą zagrać na jednej scenie?


Nie wiem… To trudne pytanie. Fajnie byłoby zagrać z Johnem Mayerem, uwielbiam też U2, ale czy od razu zagrać? Nie wiem, to chyba pozostanie raczej w sferze marzeń.


SPRZĘTOLOGIA
• Gitary elektryczne: PRS Custom 24 10 TOP 2001, PRS Singlecut Trem 10 TOP 2007, PRS Singlecut 10 Top Chris Henderson Signature, 2007 Epiphone Les Paul Baritone (wszystkie strojone pół tonu niżej D#-D# lub D#-C#)
• Gitary el-akustyczne: Taylor 914 CE (strojony D#-D# ), Seagull S12 12-string (D#-D#), Line 6 Variax Acoustic 700
• Wzmacniacze: Mesa Boogie Mark V Head, Mesa Boogie Dual Rectifier 3 Channel Head, kolumna Mesa Boogie Rectifier Horizontal 2x12 Vintage 30
• Efekty: Strymon Timeline Delay, Strymon Mobius Modulation, Eventide H9, Eventide Timefactor, Line 6 Echo Pro Rack, Palmer PDI-03 Speaker Simulator, Chandler Tube Driver Rack, Dunlop Zakk Wylde Cry Baby Wah, TC Electronic Polytune. Sterowanie MIDI
• Sterowanie itp.: Voodoo Lab Ground Control Pro Midi Foot Controller, Voodoo Lab GCX Audio Switcher, EM Custom, Mesa Mark V MIDI Interface, WOBO Electronics Router/ Looper, Yankee PS-M2 (zasilacz)
• Akcesoria: kable Monster Rock; struny Ernie Ball 10-52 (gitary elektryczne), Ernie Ball 12-64 (Epiphone), Elixir 10-10 - 47- 27 (Seagull), Elixir 12-53 (Taylor), Elixir 11-52 (Variax); kostki Dunlop Tortex .88 lub 1.0 (git.elektryczne), Dunlop Tortex .60 lub .73 (git.akustyczne); system bezprzewodowego odsłuchu scenicznego Senheiser EW 300 IEM G3; słuchawki Shure SE 535; statywy gitarowe/pedalboard/case Paweł Laska Cases

Michał Kubicki

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie