Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Buddy Guy

Buddy Guy

Z Buddym Guyem, legendarnym gitarzystą bluesowym, spotykamy się w przeddzień trasy po Wielkiej Brytanii. Rozmawiamy z nim o początkach kariery, gitarach i... dziewczynach.

W lipcu 2007 roku Buddy Guy wystąpił na festiwalu gitarowym Crossroads, organizowanym przez Erica Claptona. To właśnie nasz rozmówca wykonał na zakończenie festiwalu utwór "Sweet Home Chicago" z udziałem największych gwiazd bluesa, takich jak: Eric Clapton, Robert Cray, Hubert Sumlin & Jimmie Vaughan.

Ale zacznijmy od początku... Buddy Guy stosunkowo późno - biorąc pod uwagę jego wiek - zaprezentował światu swój talent. Choć już w latach 60. był prawdziwą gwiazdą bluesa i Hendrix nagrywał nielegalnie jego koncerty, wielkie wytwórnie nie poznały się na nim i na pewien czas słuch o nim zaginął. Zdawało się, że jest skazany na grę w cieniu swojego przyjaciela, mistrza gry na harmonijce ustnej, Juniora Wellsa.

Niespodziewanie w roku 1991 Guy nagrał znakomitą płytę "Damn Right I Got The Blues". Krążek ten przyniósł mu w pełni zasłużoną nagrodę Grammy, i to dzięki niemu znowu stał się sławny. Od tego czasu muzyk dużo nagrywa, a jego twórczość jest bardzo różnorodna - ma w swoim dorobku płyty akustyczne w stylu countryblues ("Blues Singer") czy nawet lekko grungowe ("Sweet Tea"). Ostatnio Buddy Guy wydał płytę, na której gościnnie wystąpił Eric Clapton i Derek Trucks. Choć skończył siedemdziesiąt lat, wciąż ma wielki apetyt na granie.

Podczas swojej długoletniej kariery albo oglądałeś występy muzyków na żywo, albo grałeś ze wszystkimi legendami bluesa, które pojawiły się na przestrzeni lat. Kto jednak wywarł na tobie największe wrażenie?


Wielu muzyków miało na mnie wpływ. Urodziłem się i wychowałem na wsi, ale miałem tam gramofon. Tata kolekcjonował płyty, a w jego kolekcji można było znaleźć między innymi płyty T-Bone Walkera, Lightnin’ Hopkinsa czy B.B. Kinga. Od dziecka miałem do nich dostęp. Później do kolekcji dołączyła płyta Guitar Slima "The Things I Used To Do", która mnie zaintrygowała. Miała bardzo oryginalne brzmienie gitary, które - szczerze mówiąc - na początku nie za bardzo mi się podobało. Kiedy B.B. King podciągał struny, ten gość po prostu grał proste dźwięki. Wybrałem się nawet na koncert Slima w Temple Roof Gardens w Baton Rouge. Choć zespół grał na scenie i słychać było gitarę, nie było wiadomo, skąd pochodziło brzmienie. Zacząłem się więc zastanawiać, czy aby nie jestem nabijany w butelkę. Nagle tłum porwał Guitar Slima i uniósł go na rękach jak jakieś dziecko. On wyglądał wprost niesamowicie - miał na sobie czerwony garnitur, a jego włosy ufarbowane były na taki sam kolor. Od tego momentu wiedziałem dokładnie, czego chcę: chciałem zostać takim showmanem jak ten gość!
Buddy Guy


A jeśli chodzi o brzmienie - czy największy wpływ wywarł na ciebie B.B. King?


Cóż, pierwszym utworem, którego nauczyłem się grać, był "Boogie Chillen" Johna Lee Hookera. Uwielbiałem też piosenki Lightnin’ Hopkinsa. Na nich się wychowałem. Jednak rzeczywiście B.B. King był dla mnie zawsze najważniejszy. Jak się słyszy jego grę, od razu wiadomo, że to B.B. King - jego muzyki nie można pomylić z żadną inną.
Buddy Guy


Grałeś z nim wiele razy. Ostatnio wystąpiliście razem na koncercie "Crossroads Guitar Festival" w 2007 roku. Czy pamiętasz moment, kiedy poznałeś go osobiście?


Nigdy nie zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni. Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy w Chicago, grał tylko z klawiszowcem i perkusistą w małym prywatnym klubie. Pamiętam, że gdy nagle zaprosił mnie na scenę, byłem strasznie zdenerwowany. Ale on poklepał mnie po ramieniu i powiedział, żebym się nie przejmował i po prostu grał. Zapewnił mnie, że wszystko będzie dobrze.
Buddy Guy


Na scenie zazwyczaj można cię oglądać ze Stratocasterem w duże grochy. Która z twoich gitar jest ci najbliższa?


W 1967 roku dostałem gitarę marki Guild, której byłem endorserem. Nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie, że ktoś może dać mi gitarę! Ale zawsze byłem wielkim fanem Stratocasterów. Byłem młody i szalony, nic więc dziwnego, że zdarzało mi się rzucać gitarami o podłogę, choć oczywiście nie mogłem tego zrobić z Guildem (śmiech). Pewnego razu, a było to w 1969 roku w Afryce, moja gitara spadła z dachu samochodu podczas jazdy na koncert. Bałem się nawet wysiąść i podnieść ją z ziemi, ponieważ myślałem, że nic z niej nie zostało. Okazało się jednak, że poza kilkoma zadrapaniami gitara była całkowicie w porządku! Zagrałem na niej wszystkie koncerty do końca trasy.
Buddy Guy


Na koncertach zawsze śpiewasz piosenki Muddy’ego Watersa i Johna Lee Hookera. Masz jakiś ulubiony utwór?


Nie, nie mam. Trudno jest wybrać jeden z nich, ponieważ wszystkie są doskonałe. Zresztą nie przyzwyczaiłem się do jakichś konkretnych utworów także dlatego, że zawsze lubiłem grać muzykę, w której jest wszystkiego po trochu, wybierając z bogatego dorobku moich idoli. Powiem więcej, kiedy zacząłem grywać w Chicago, to musiałem grać dosłownie wszystko i znać całą masę kawałków, bo gdy szedłem do knajpy, żeby załatwić sobie koncert, właściciel podchodził do szafy grającej, wybierał jakiś kawałek i pytał, czy potrafię go zagrać. Dlatego byłem przygotowany na wszystko. Potrafiłem zagrać "Blueberry Hill" Fatsa Domino, "What’d I Say" Raya Charlesa, "I Just Want To Make Love To You" Muddy’ego Watersa itd. Nie miałem własnych płyt, więc kopiowałem innych. Jak miałem szczęście, to mówiono mi, że mogę wystąpić.
Buddy Guy


Czy jest coś, czego przez te wszystkie lata nie udało ci się zagrać?


Zawsze chciałem grać techniką slide, ale jakoś nie zdobyłem się na odwagę, aby się za to zabrać. Widziałem, jak robił to Earl Hooker (kuzyn Johna Lee Hookera - przyp. red.) i muszę przyznać, że nigdy nie spotkałem kogoś, kto tak genialnie grał z użyciem tej techniki. Grał gładko i płynnie, a całość brzmiała dosłownie jak swobodna, luźna rozmowa. Miałem tulejkę do gry slide, ale dałem ją Earlowi - był tak dobry, że było mi wstyd w ogóle próbować. Muddy zaprosił go nawet, żeby zagrał na jego płycie.
Buddy Guy


Czy angielscy gitarzyści wywarli na ciebie jakiś wpływ?


Kiedy Muddy po raz pierwszy pojechał do Anglii i zagrał techniką slide podłączony do wzmacniacza, to go tam wygwizdali. Więc jak pojechał do Anglii po raz drugi, to zabrał gitarę akustyczną. Lecz wtedy już blues elektryczny stał się tam popularny i wszyscy chcieli usłyszeć bluesa na gitarze elektrycznej - dlatego znowu go wygwizdali. Cokolwiek robił, nie podobało się. Podobnie było ze mną. Kiedy zacząłem nagrywać dla wytwórni Chess, Willie Dixon ciągle mówił, żebym ściszył, bo jego zdaniem grałem za głośno. Później wszyscy usłyszeli Cream czy Hendriksa i zobaczyli, ile oni sprzedali albumów, więc nagle zmienili swe podejście. No cóż, w efekcie się okazało, że to, co robiłem, nie było takie złe! (śmiech)
Buddy Guy


Czy możesz udzielić kilku cennych rad adeptom gry na gitarze?


Nikt nigdy nie udzielał mi żadnych lekcji gry. Dopiero B.B. King poradził mi, żebym kupił sobie kostkę - wcześniej grałem palcami. Szczerze mówiąc, cały czas gram na przemian palcami i kostką. Często chowam kostkę w ręce i gram palcami, potem nagle przechodzę na grę kostką. Sam nie wiem, jak to robię! Szkoda, że w moich czasach nie było szkół gry na wideo, bo tego typu materiały są niebywale przydatne. Kiedy byłem młody, nauka gry na gitarze mogła polegać tylko na obserwowaniu muzyków na scenie albo słuchaniu ich płyt. Co mogę więc powiedzieć młodym chłopakom? Chyba tylko tyle: Spędzajcie więcej czasu z gitarą niż z dziewczynami (śmiech). Jeśli naprawdę kochacie grę na tym instrumencie, to dziewczyny będą musiały niestety poczekać. Wcześniej czy później i tak się pojawią, szczególnie jeśli gracie na gitarze. A jak już odniesiecie prawdziwy sukces, to nie będziecie mogli się od nich opędzić.
Buddy Guy


Julian Piper

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie