Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Radosław Sołek (Malchus)

Radosław Sołek (Malchus)

Zlokalizowany na Podkarpaciu Malchus głosi chrześcijaństwo w metalowej muzyce. Gatunku, który przecież wzbudza skojarzenia z trzema szóstkami, mrocznymi rytuałami w opuszczonych lochach i uwielbieniem spod znaku zaklęć capra ibex ibex.

Ile warte są tego typu skojarzenia, w jakiej kondycji znajdują się współczesne stereotypy o metalu oraz jaki sens ma granie tej muzyki pod chrześcijańskim wezwaniem opowiedział gitarzysta i wokalista zespołu Malchus Radosław Sołek.

Cześć! Jak Twoje samopoczucie?


Dzięki, ma się dobrze.


Twórczość zespołu Malchus wydaje się być definiowana przez dogmaty chrześcijaństwa. Skąd wzięło się u Ciebie przywiązanie do tej religii?


Twórczość Malchusa składa się z dwóch składników. Pierwszy to muzyka, którą kocham. Drugi to teksty, które inspirowane są życiem. Moja egzystencja z kolei napędzana jest wiarą, która nadaje smak życiu.


W przeszłości kilka międzynarodowych zespołów grających metal próbowało zaszczepić chrześcijaństwo wśród swoich słuchaczy (np. Stryper, którego muzycy podczas koncertów w latach '80 ubiegłego wieku rozrzucali ze sceny Pismo Święte), a jak to jest w przypadku Malchusa? Czy poprzez muzykę chcesz głosić chrześcijaństwo i wzywać do nawrócenia?


Dobra Nowina i jej owoc powinny być widoczne w życiu codziennym chrześcijanina, to jest najlepszy sposób głoszenia Słowa. Muzyka jest po prostu pasją. Każdy z nas w zespole w jakimś momencie swojego życia zaczął interesować się grą na instrumencie i w dalszym ciągu rozwija swój talent. Nie mam zamiaru nikogo "nawracać", mówić jak ma żyć. Za dużo brudów mam u siebie do posprzątania, żeby jeszcze podglądać czyjeś "podwórko", a co dopiero wzywać do jego ogarnięcia. Jeżeli dźwięki Malchusa były dla kogoś inspiracją do rozpoczęcia poszukiwań Boga tzn. że to On sam zapukał do drzwi serca, my jedynie robiliśmy to co lubimy.


Może w planach Malchusa szykuje się wprowadzenie podobnych "urozmaiceń" koncertowych jak w przypadku Strypera?


Myślę, że takie show jest przerostem formy nad treścią. Póki co staramy się doprowadzić pod względem muzycznym nasz set koncertowy do perfekcji. Nie zamierzamy rzucać niczym ze sceny (śmiech).


A czy mógłbyś wymienić konkretne zespoły, które zainspirowały Ciebie do tworzenia muzyki?


Ciężko mi wymienić konkretne zespoły ze względu na to, że moje inspiracje i gust muzyczny są bardzo szerokie. Na pewno ogromnym odkryciem był dla mnie Opeth. Nie znałem wcześniej zespołów metalowych, które w swoich kompozycjach łączyły death metal z poezją śpiewaną. W Malchusie również staram się łączyć mocne uderzenie z subtelnymi melodiami, klawiszowymi przerywnikami itd.


Metal, szczególnie w wydaniu ekstremalnym, u przeciętnego człowieka często wzbudza skojarzenia z satanizmem. Ludzie nie znając nawet sensu tego pojęcia na wszelki wypadek odcinają się od metalu, traktując cały gatunek jako zło wcielone. Czy nie obawiasz się zaszufladkowania? W oczach ignorantów łatwo możecie stać się satanistami…


Mam świadomość, że chodzą po świecie różni ludzie. Są i tacy, którzy lubią szufladkować, mają do tego pełne prawo. Nie czuję powołania do walki z wiatrakami i przekonywania, że jest tak czy inaczej. Powiem Ci szczerze, że spotkaliśmy już różne skrajności. Przykładowo: pierwsza pochodzi ze strony opolczyk.pl, na której można przeczytać, że jesteśmy "sponsorowani przez kościół", a naszym zadaniem jest przenikać w struktury metalowe i nawracać. Druga natomiast pochodzi ze strony osób, które uważają muzykę rockową za coś złego z natury, że mamy ukryty przekaz, że gdzieś pomiędzy riffami kryje się Zły. Jak widzisz, nie mamy łatwo (śmiech).


W jaki sposób postrzegasz działalność Behemoth? To dobry przykład metalowej ekstremy, zespół nieco zaszufladkowany w Polsce, ale też niepozbawiony grzechów. Niszczenie symboli religijnych jako forma artystycznego wyrazu jest dla mnie tyle samo warta, co swego czasu głośna wystawa przedstawiająca cierpienie psa, głodzonego, przywiązanego do słupa… a jak to wygląda u Ciebie? Jakie są granice akceptacji, których Malchus nigdy nie przekroczy?


Przez jakiś czas lider tego zespołu "był w lodówce każdego Polaka", nawet zachęcał do zakupów będąc twarzą Empiku na Boże Narodzenie. "Satanista" reklamą z okazji jednego z największych, rodzinnych świąt chrześcijańskich… taka tam polska niedorzeczność. Natomiast uważam, iż bluźnierstwo w każdej formie jest sztuką niskich lotów o ile można nazwać to sztuką. Na pewno jest to sposób zwrócenia na siebie uwagi. W wywiadach artyści usprawiedliwiają się, że to, co zrobili na scenie było jedynie spektaklem. Przynajmniej wiemy, że taki człowiek na scenie jest jedynie aktorem, wciela się w jakąś postać, po koncercie zmywa makijaż bierze pieniążki i wraca do domu. W dzisiejszych czasach coraz trudniej stać się znaną twarzą medialną dzięki swojemu "artystycznemu zachowaniu". Media mają ogromny wybór, jeśli chodzi o "dziwaków", którzy większą uwagę zwracają na siebie właśnie zachowaniem aniżeli muzyką.


Tymczasem Black Sabbath, nieustannie oceniany jako zespół satanistyczny, nigdy nie miał z tym nic wspólnego. Angielska kapela raczej opisywała procesy zachodzące w społeczeństwie, aniżeli propagowała wartości antychrześcijańskie. Co o tym myślisz?


Osobiście uwielbiam Black Sabbath, posiadam prawie wszystkie ich płyty. Przeczytałem również książkę Tommy’ego Iommiego chcąc zgłębić historię prekursora ciężkiej muzy. Faktycznie zespół był i jest postrzegany, jako ten, który kuma się ze Złym, ale trochę na własne życzenie. Zresztą Geezer Butler w młodości interesował się jakąś formą okultyzmu, jednak w chwili, kiedy jego zabawa zakończyła się wywołaniem "czegoś" ze strachu przestał ją praktykować. Warto również przytoczyć historie samego Tommy'ego, który również miał doświadczenia "nadprzyrodzone" tj. z eksterioryzacją czy uratowaniem go przez anioły, gdy miał wypadek samochodowy. Polecam tę książkę.


Czemu dotąd zasięg popularności Malchusa nie był zbyt duży? Jakie czynniki zadecydowały o tym, że kapela jeszcze się nie przebiła do masowej popularności?


Wydaje mi się, że brak Malchusa w mass mediach, jak również w szerszej świadomości miłośników mocnego grania jest dosyć prosta. Na pewno można to powiązać z moimi wcześniejszymi wypowiedziami na temat bycia kontrowersyjnym. Nie mamy nic ciekawego do zaoferowania dla mediów szukających sensacji, kontrowersji. To, co posiadamy to muzyka i swoje filozofie życiowe zawarte w tekstach. Jesteśmy zwykłymi obywatelami tego biednego kraju, którzy poza obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi spotykają się raz na tydzień, aby realizować swoje muzyczne pasje. Drugą rzeczą są pieniądze. Gdybyśmy dużo zarabiali, tak, że nie wiadomo byłoby co zrobić z pieniędzmi, na pewno zainwestowalibyśmy je w promocję Malchusa czy organizację własnych koncertów. Aktualnie reklama w większej gazecie muzycznej, portalu internetowym kosztuje średnio ok. 1000 zł, chcesz zagrać przed "gwiazdą" musisz również podobną kwotę wyłożyć na stół.
  

Przejdźmy do ostatniego albumu zespołu. Moim zdaniem "Dom zły" to krążek, który opiera się na klasycznym metalowym rdzeniu, ale zarazem wyróżnia się szeregiem urozmaiceń, szczególnie jeśli chodzi o progresywne struktury niektórych kompozycji. W jaki sposób zdefiniowałbyś tę płytę w sensie instrumentalnym?


Za każdym razem opisuje naszą płytę, jako "muzyczna książka". Album jest bardzo spójny, choć dużo się na nim dzieje. Usłyszysz szybkie tempa, nagłe zwolnienia, podniosłe melodie obok muzycznego chaosu. Wszystkie dźwięki wydają się przemyślane i tworzą Malchusową "historię". Gdybym mógł porównać naszą muzykę do filmów z pewnością porównałbym ją do twórczości Davida Lyncha, na pierwszy rzut oka historia zagmatwana, zaskakująca, chaotyczna a jednak ma swój sens i jest spójna.


Który utwór mógłby być Twoim zdaniem najlepszą wizytówką "Domu Złego" i dlaczego?


Nie można wyłonić utworu, który w pełni odzwierciedlałby charakter całej płyty. W sieci udostępniliśmy trzy z dziewięciu numerów, które są najbardziej przyswajalne dla osób poszukujących "czegoś nowego".
   

A w jaki sposób oceniłbyś brzmienie albumu? Moim zdaniem w sensie jakościowym sound "Domu złego" mógłby być potężniejszy, bardziej dosadny, lepiej eksponujący instrumenty i wokal…

Jeżeli chodzi o brzmienie płyty każdy ma swoje gusta. Realizator ze Studia Roslyn ma specyficzne podejście do nagrań. Nie zapożycza pomysłów od innych, jest kreatywny, nie lubi produkcji europejskich, co też ma wpływ na naszą współpracę. Dlatego nagrody, które zdobywa w konkursach "najlepszy mastering" etc. pochodzą głównie ze Stanów Zjednoczonych, a nie z Europy. Nam to brzmienie odpowiada i podoba się to, co uzyskujemy w Roslyn.


Natomiast w sensie lirycznym "Dom zły" powiedział mi, że chrześcijaństwo w Polsce i na świecie znajduje się w złej kondycji. Czy na krążku bijecie w ostatni dzwon do nawrócenia?


"Dom zły" jest moim uzewnętrznieniem, głosem zirytowanego młodego Polaka. Nie chce moralizować kogokolwiek, gdyż sam, na co dzień bije w dzwon do nawrócenia samego siebie. To nie chrześcijaństwo, lecz ludzkość ma się w złej kondycji duchowej, a Zły w bardzo dobrej. Dlatego w tekstach odszukasz przeżycia duchowe przykładowo: "77" jest wołaniem o przebaczenie, mówi o tym jak ciężko jest w sercu przebaczyć bliźniemu; "ale nas zbaw" to modlitwa człowieka, który chce wierzyć, ale bardzo często jego wiara sprowadza się do "religii naturalnej" tzn. "Panie Boże daj mi dobre, wygodne życie", sam "Dom Zły" zwraca uwagę na podstępne działanie "Gospodarza" tego "Domu" i "uciekaniu od jego wpływów".
 

Jaka jest Twoim zdaniem przyszłość chrześcijaństwa? Czy religii bardziej nie uzdrowiłoby sięgnięcie po fundamentalne prawa, niż jej nieustanne liberalizowanie, jak to się dzieje w ostatnich dekadach?


Nie lubię filozofować czy gdybać, co będzie w przyszłości, staram się skupiać nad, tym, co jest teraz. To my ludzie tworzący Kościół powinniśmy dążyć do Prawdy, która wyzwala. Słowa Chrystusa się nie zmieniły i są zawsze aktualne, nie trzeba ich "uzdrawiać".


Przed wywiadem okazało się, że mieszkamy na jednej ziemi, na Podkarpaciu. W jaki sposób oceniasz tutejszą kondycję metalu?


Życie bardzo mnie pochłonęło i już coraz rzadziej bywam na lokalnych koncertach w związku z tym ciężko jest mi ocenić ową kondycję. Jak już się pojawiam na jakiejś muzycznej imprezie z mocną muzyką klub jest pełny, więc chyba źle nie jest. Zespołów na Podkarpaciu również jest dosyć sporo.


Opowiedz mi coś jeszcze o przyszłości kapeli. Koncerty? Nowy album?


W najbliższym czasie nagramy "Dom zły" w wersji angielskiej. Mamy już wstępnie zabukowanego wydawcę w Stanach Zjednoczonych. Kolejną rzeczą jest teledysk do utworu "Matka", do którego napisałem scenariusz; standardowo koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty.


Może chciałbyś przekazać coś czytelnikom Magazynu Gitarzysta?


Pozdrawiam wszystkich czytelników Magazynu Gitarzysta i zachęcam do zapoznania się z "Domem złym"


Rozmawiał: Konrad Sebastian Morawski
konrad.morawski@wp.pl


GALERIA
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie