Życie nie zawsze jest usłane różami. Gdyby tak było, pisalibyśmy wyłącznie utwory zatytułowane "Bed Of Roses". Zresztą, Bon Jovi już zaklepał ten tytuł. Nam zostały piosenki o prawdziwym życiu. Coś w tym jest, że aby napisać dobry utwór, trzeba być w dołku. Z punktu widzenia zdrowia psychicznego to nie najlepszy sposób na życie, a ciągła zmiana nastrojów jest męcząca. Mimo wszystko, nie jest to w tej chwili dla mnie takie trudne, ponieważ w tym momencie jestem w dość burzliwym związku. Utwór "Is It Just Me?" mówi o związkach na odległość, na które, niestety, często skazani są muzycy w trasie. W utworze "Seemed Like A Good Idea" występuje zdanie: "Odżywasz, kiedy mnie nie ma.". Chodziło mi o to, że kiedy nie przebywamy z kimś, to wydaje nam się, że ta druga osoba jest szczęśliwsza od nas. To jest pewnego rodzaju paranoja.
"Dinner Lady Arms" to z kolei utwór o związku między dwojgiem starszych ludzi. Po latach bycia ze sobą wciąż się kochają. Choć zmienili się fizycznie, nadal wydają się sobie atrakcyjni. To niesamowite, że istnieją pary, które do później starości tak bardzo się kochają. Nie jest to może gorąca namiętność, ale to mimo wszystko zażyłość i intymność. Dan: Powiem coś przewrotnego: myślę, że ten album jest zabawniejszy od poprzedniego, a jednocześnie bardziej poważny. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Na pewno rozwijamy się jako muzycy, ale też zmieniamy się i dojrzewamy jako ludzie. Interesują nas zupełnie inne tematy, a do tego staliśmy się bardziej bezkompromisowi. Przywiązujemy dużo większą wagę do jakości nagrań, zarówno od strony muzycznej, jak i tekstowej. Na tej płycie mogło znaleźć się czternaście utworów, ale zdecydowaliśmy się z kilku zrezygnować. Dla nas liczy się jakość, a nie ilość.