Jak byłem młodszy, rząd sponsorował lekcje gry na instrumencie muzycznym dla dzieci. Każdy miał obowiązek uczyć się gry na jednym instrumencie: na gitarze, flecie, pianinie czy skrzypcach. Mieliśmy świetne zaplecze. Teraz, z perspektywy czasu, doceniam to. Jak ktoś chciał założyć kapelę i znaleźć miejsce na próby, nie było z tym najmniejszego problemu. Dostawaliśmy nawet dotacje na sprzęt. Nie wiem, kto był inicjatorem tego przedsięwzięcia, ale to był bardzo dobry pomysł. Dzieciaki miały jakieś ciekawe zajęcie, nie szlajały się po ulicach bez celu. Niestety, rząd wycofał się z dotacji i dzisiaj już się tego nie praktykuje. Ja skorzystałem z darmowych zajęć i do dwunastego roku życia uczyłem się grać na skrzypcach. Potem przyszła fascynacja grupą Metallica i dziewczynami (wiadomo, że granie na skrzypcach nie robi takiego wrażenia na płci przeciwnej), przerzuciłem się więc na gitarę. Było mi łatwiej, ponieważ grając na skrzypcach, wyrobiłem sobie palce.