Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Marty Friedman / Michael Amott / Jeff Loomis

Marty Friedman / Michael Amott / Jeff Loomis

Trzech najznakomitszych gitarzystów metalowych naszych czasów spotkało się pewnego dnia, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami na temat kondycji solówek metalowych w 2015 roku. Co z tego spotkania wynikło? Przeczytajcie sami...

Shred. To swego rodzaju miecz obosieczny. Z jednej strony myślisz o najsłynniejszych muzykach, którzy przekraczali wszelkie możliwe granice w muzyce, dzięki czemu potrafili pchnąć ją do przodu, a z drugiej strony przed oczyma pojawiają się filmy video z YouTube obnażające tych, którzy ośmielili się potraktować sprawę śmiertelnie poważnie. Trzech muzyków. Trzech gitarzystów, którzy już dawno udowodnili, że naprawdę potrafią to robić dobrze. Oto przed Państwem były uzbrojony bandyta Megadeth, Marty Friedman, legenda Arch Enemy, Michael Amott oraz były wioślarz Nevermore, Jeff Loomis, który ostatnio dołączył do występów na żywo Arch Enemy. Dane jest nam usiąść wraz z mistrzami metalu i posłuchać ich opowieści o tym dlaczego w muzyce nie zawsze chodzi o to, jak szybko potrafisz grać…

Czy możecie opowiedzieć coś o waszej wspólnej historii, o tym, co was połączyło - jak długo się znacie?


Mówiąc dosłownie, po prostu się spotkaliśmy! Kilka lat temu pracowałem z Michaelem nad pewnym projektem i wtedy po raz pierwszy zaczęliśmy prowadzić interesujące rozmowy. Oczywiście słyszałem Arch Enemy i nie raz o nich czytałem.


Jeśli dobrze pamiętam było to tak, że ja napisałem piosenkę, ty zająłeś się produkcją i zagrałeś solo, a całość wykonał jakiś japoński zespół!


Z Michaelem spotkałem się jakieś 15 lat temu na festiwalu, gdzie grał zarówno Arch Enemy, jak i Nevermore. Wygląda na to, że to już długa historia! A Marty'ego poznałem w 1988 roku kiedy grał w Chicago w The Thirsty Whale…


Byłeś wtedy na tym koncercie w Chicago?


Tak. Przywitałem się z tobą, ale długo nie rozmawialiśmy. Poza tym to było tak dawno temu. Wracałem właśnie z przesłuchań do Megadeth…


Byłeś na przesłuchaniu w Megadeth? Nie żartuj! Kiedy to było?


Tak, byłem. Ale po dwóch tygodniach okazało się, że ty dostałeś się do zespołu.


To czyste wariactwo! Nie sądzę, żebym wtedy w ogóle coś wiedział na ten temat.


Przesłałem im kasetę, która bardzo im się spodobała. Ale kiedy przyjechałem na przesłuchanie okazało się, że nie spodziewali się, że jestem tak młody - miałem wtedy 16 lat. Usłyszałem tylko: "Dzięki, że przyjechałeś, ale jesteś za młody i zbyt zielony, żeby grać w tym zespole".


Co za wtopa, człowieku!


Jakie elementy stylu i techniki gry podziwiacie u siebie nawzajem?


Słuchałem niedawno War Eternal Arch Enemy. To, co mnie porusza to zdecydowanie szlif i to prawdziwe metalowe brzmienie. Jeśli szukasz przykładu współczesnej gitary metalowej posłuchaj tego! To jest coś, czego nie da się podrobić. Michael emanuje metalem.


Jestem fanem Arch Enemy od samego początku, więc gra w tym zespole jest dla mnie czymś wspaniałym. Uwielbiam muzykę Michaela - ma niesamowity feeling i jest doskonałym twórcą riffów. Jestem naprawdę szczęśliwy będąc w tym miejscu i z takimi ludźmi. Jeśli chodzi o Marty'ego - mógłbym bez końca opowiadać o jego grze…


Michael, jakie są szanse, że Jeff dołączy do Arch Enemy na stałe?


Próbuję go zmusić do podpisania 20-letniego kontraktu [śmiech]! Właściwie to rozmawiałem z nim o tym już wcześniej, ale odmówił mi z powodu swoich zobowiązań. Uwielbiam Nevermore, więc wiem, jaki talent ma w sobie ten chłopak. Ale nie chodzi tylko o to. To człowiek o wielkiej osobowości. Poszedłem do jego domu, pograliśmy razem, wypiliśmy litry kawy i zdecydowaliśmy natychmiast. Do trzech razy sztuka! Myślę, że obu nam zależy na tym, żeby kontynuować współpracę, byłoby super. Chcę, żeby tak się stało, naprawdę.


Jakie są wasze przemyślenia na temat shredu w 2015 roku? Czy znajduje się na właściwym miejscu?


Niniejszym chcę złożyć oświadczenie. Otóż ja, k… nie znoszę tego słowa [śmiech]! Jesteście świadkami, chłopaki.


Tak. Ten cały halucynogenny shred to jakaś pomyłka. Ludzie zdecydowanie nadużywają tego określenia. Czy w takim kierunku zmierza gra na gitarze? Co to w ogóle jest "współczynnik shredu"? Ja zdecydowanie staram się pozostać otwarty na wszystko, czego słucham.


Wydaje się, że zainteresowanie gitarą i grą na tym instrumencie rośnie; że jest większe, niż jakieś osiem lat temu. Jeżeli to zainteresowanie skieruje uwagę na nas, na muzykę gitarową lub rockową - nazwij to, jak chcesz - to dobrze. Jednak, kiedy ja dorastałem shred oznaczał "facetów do dupy". Zawsze byłem zdania, że jeśli grasz jak najszybciej się da, to znaczy, że nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Mogę to nawet powiedzieć o sobie samym - jeśli jestem zdenerwowany, albo nie do końca wiem, co robię, po prostu zaczynam grać szybko. Nie ma to jednak nic wspólnego z muzyką, to jakaś poszatkowana miazga, człowieku! Wiele osób czytających magazyny dla gitarzystów może się wkurzać, że nie potrafią grać tak szybko, jak ich bohaterowie, ale prawda jest taka, że po kilku latach każdy może grać szybko. Kiedy opanujesz już umiejętności motoryczne, musisz jeszcze odnaleźć coś, co chcesz w muzyce przekazać, a to jest dużo trudniejsze.


Czyli w zasadzie rzecz sprowadza się raczej do tego w jaki sposób używać techniki, a nie do tego, jak zagrać gamę w tempie 400bpm


W muzyce metalowej moimi dwoma ulubionymi zespołami są Iron Maiden i Judas Priest. Tak się składa, że gitarzyści w obu tych zespołach nie powalają na kolana, nie można też powiedzieć, że grają shred. Natomiast ci dwaj goście grają fantastyczne piosenki ze wspaniałymi solówkami i pięknymi melodiami. W takim miejscu stawiam Arch Enemy, to mój cel - zamiast ustawiać się w kolejce do cyrku, albo gabinetu osobliwości, przyjdź posłuchać piosenek. Kiedy byłem młodszy kupowałem albumy takie, jak Cacophony Marty'ego, Perpetual Burn Jasona Beckera, czy Racer X… Czynnik czegoś ekstremalnego rzeczywiście do mnie przemawiał. Jednak to przede wszystkim riffy w Cacophony były odjazdowe!


Słysząc to od razu lepiej się czuję. Myślę, że powodem, dla którego tamta muzyka pociągała słuchaczy, była jej treść - jeśli mogę to tak nazwać. Treść była naprawdę ciekawa, chociaż na pozór wydawało się, że to jakaś masturbacja - a było tam tego sporo - jednak treść muzyki sprawiała, że ludzie potrafili odnaleźć w niej coś poza szybkością. Nie chodziło przecież o odgrywanie szybkich ćwiczeń. W sumie niewielu ludzi tego słuchało… i dlatego właśnie ubieraliśmy się jak ci z Poison!


Muzyka jest fundamentalnym sposobem wyrażenia samego siebie. Każdy gitarzysta, którego cenię i lubię posiada narzędzia, dzięki którym potrafi zagrać, co tylko zechce. Istota leży w tym, w jaki sposób tych narzędzi się używa.


Jak na przestrzeni lat zmieniał się wasz sprzęt i podejście do brzmienia?


Lubię proste ustawienia. Na większość tras zabieram po prostu swój preamp i gitary. Zależy mi na tym, żeby wydobywać brzmienie z czegoś nieskomplikowanego, zwłaszcza wtedy, kiedy mam do dyspozycji wynajęty backline. Jeździmy w trasy po wszystkich kontynentach i nie zawsze chcemy zabierać własny sprzęt. W niektórych miejscach na świecie, na przykład w Ameryce Łacińskiej nigdy nie wiadomo, jaki sprzęt na ciebie czeka. Lubię być konsekwentny i używam cyfrowego przedwzmacniacza. Nie mam cierpliwości, żeby programować 99 różnych rzeczy. Mam po prostu 5 różnych brzmień, a reszta zależy od tego, jak gram. Czasem się zdarza, że słysząc, jak mój techniczny sprawdza brzmienie gitary, mówię do siebie - "Jasna cholera, to nie brzmi najlepiej" - ale potem zaczynam grać i okazuje się, że jest dobrze!


U mnie jest na odwrót. Mój techniczny gra i wszystko brzmi świetnie. Potem ja zaczynam grać i brzmi, jak gówno [śmiech]!


Dla mnie też ważna jest prostota - czyste, rytmiczne i solowe brzmienie. Używam obecnie sprzętu Kempera: mam w domu kilka głów, które profiluję. Wszystko tam jest - to taki lunchbox różnych smaków. Kiedyś starałem się być taki oldskulowy i podłączałem się do każdej głowy, jaka była pod ręką, ale teraz jednak udoskonaliłem swoje brzmienie. A ponieważ zazwyczaj wpinam się bezpośrednio w wzmacniacz brzmienie jest konsekwentne co wieczór. Nie ma też zakłóceń na kablach.


Czy zaskakuje was tempo zmian i możliwości modelowania dźwięku, jakie daje cyfrowa technologia w ostatnim dziesięcioleciu?


Każdy z nas czci tych, którzy byli przed nami, a którzy mieli klasyczny setup. Jednak kto wie, co taki Hendrix by grał, gdyby żył dzisiaj? Nie sądzę, żeby używał Marshalli, ale kto wie? W tamtych czasach to było najnowsze osiągnięcie. W tej chwili czymś najnowocześniejszym jest pewnie jakiś software. Ludzie są mocno nastawieni na nowe rzeczy i lubią eksperymentować korzystając z nowoczesnych technologii. Ja raczej pozostaję tradycjonalistą w moim podejściu do gry, ale nie zamykam się na nowe rzeczy. Bycie gitarzystą ma to do siebie, że jesteś nieustannie w ruchu, ciągle czegoś poszukujesz. W ostatnim czasie technologia modelowania dźwięku stała się niezwykle zaawansowana. Kiedyś brzmiała jak gówno, a teraz nie słychać różnicy.


Używam wzmacniaczy Engl. Mają sporo modeli, które według mnie brzmią naprawdę dobrze. Cokolwiek mi przyślą, brzmi super - czasem nawet nie wiem co dokładnie mi przysyłają. Nie podobają mi się podrasowane brzmienia - to ostatnia rzecz, którą chciałbym zrobić ze swoim życiem. Wolę raczej resztę życia spędzić na kanapie czytając Viz, albo coś innego, niż automatycznie wybierać sobie brzmienia.


Czy pojawili się jacyś nowi gitarzyści na horyzoncie, którzy zrobili na was wrażenie?


Poznałem takiego gościa. Nazywa się Keshav Dhar, z zespołu Skyharbor - współpracował ze mną przy nagrywaniu dwóch moich albumów. "Ambitny" to dobre słowo na określenie ludzi takich, jak on. To, co robi brzmi naprawdę świeżo i odkrywczo. Kiedy słuchasz gry Keshava rozpoznajesz tak wiele pięknych niuansów i głębokiego przekonania do tego, co robi. Trafia w sedno i dzięki temu sprawia, że to jest całkowicie jego rzecz. Myślę, że będzie wielką gwiazdą.


Bardzo lubię Nicka Johnstona, kanadyjskiego gitarzystę bluesowo-rockowego. Nagrał kilka instrumentalnych albumów, które naprawdę powalają na kolana.


Nie spędzam zbyt wiele czasu na słuchaniu gitary elektrycznej, ponieważ sam gram na niej cały czas. Właściwie to dużo bardziej relaksuje mnie muzyka, w której nie ma żadnej gitary. Niestety w przeciwnym wypadku zawsze włącza mi się myślenie w stylu - "No nie, jego wibrato jest do dupy", albo - "Znowu te nudne solówki!"


Czyli w pewnym sensie, ucieczka do krainy wolnej od gitary?


Wiesz, nie chcesz tego robić, ale i tak łapiesz się na tym, że oceniasz, jak gość gra. Czasem po prostu nie masz ochoty nikogo i nic oceniać!


Od czasu do czasu ja też lubię posłuchać muzyki, w której nie ma gitar, na przykład Public Enemy, czy Daftpunk. Lubię też Goldfrapp - angielską grupę elektroniczną z brzmieniem new-age. No i uwielbiam Olivię Newton John! I nikt mi nie powie, że ABBA nagrała jakiś zły numer…


ABBA to, obok Black Sabbath, jeden z moich ulubionych zespołów wszech czasów!


Kiedy grałem w Megadeth, był taki angielski zespół, który bardzo lubiłem - Republica. Przyznałem się do tego w którymś z wywiadów, a goście z wytwórni zaczęli mi mówić - "Człowieku, ten zespół nie jest już cool, nie opowiadaj więcej takich rzeczy". Niczego się nie boję, jestem największym fanem Britney Spears na świecie, a kiedy jestem w Japonii gram z największymi gwiazdami popu. Guzik mnie to obchodzi, co myślą inni!


Wszyscy gracie na sygnowanych modelach gitar. Czy jest jeszcze coś, co chcielibyście wypuścić na rynek?


Mam swój sygnowany model PRS, który jest cudowny i to wszystko, czego potrzebuję. Więc jeśli o mnie chodzi to byłoby na tyle w kwestii sygnowanego sprzętu.


Gram na mojej sygnowanej gitarze Dean, jak również na własnych sygnowanych strunach Rotosound. Mi też to właściwie wystarcza. Nie interesuje mnie już tak naprawdę lansowanie nowych modeli - to tak, jak dodawanie nowych relacji, które trzeba na siłę utrzymać. Kiedy coś podpiszesz, jesteś automatycznie im coś winny, coś, co musisz zwrócić. To staje się naprawdę trudne, zwłaszcza dla ludzi, którzy jeżdżą w tak wiele tras koncertowych, jak my. Jeśli o mnie chodzi, gram na tym sprzęcie podczas koncertów i w studio. Wydaje mi się, że to najlepsza reklama, jaką muzyk może zapewnić jakiejkolwiek firmie!


Od około ośmiu lat współpracuję z gitarami Schecter. Mam własny siedmiostrunowy model i mamy jeszcze wydać wersję sześciostrunową. To zdumiewająca gitara. Uwielbiam z nimi pracować, mamy świetne układy, a instrumenty są w całkiem dobrej cenie, jak sądzę.


Czy gitarzyści sami są winni temu, że są krytycznie nastawieni do wszystkiego częściej, niż inni muzycy?


W realnym muzycznym świecie nie ma rywalizacji. Ona istnieje w umysłach młodych ludzi, którzy zaczynają uczyć się grać na instrumencie. Gitarzyści powinni podziwiać nawzajem swoje dokonania nawet, jeśli sama muzyka nie do końca im się podoba, dlatego, że wykonujemy tę samą robotę. Ludzie, którzy wypowiadają się w negatywny sposób o innych tracą właściwie swój czas, który mogliby wykorzystać na skupieniu się na własnych zdolnościach. Uważam, że najlepsze, co można zrobić to trzymać się z dala od internetu! Zdałem sobie sprawę, że nie ma żadnego sensu w czytaniu tych bzdur, zwłaszcza, że są pisane przez gości, którzy jedyne, co potrafią to cię porządnie obsmarować.


To samo jest z wywiadami. Nie czytam ich, zwłaszcza teraz, kiedy jest tego tyle w sieci. Jeśli wytwórnia mówi, że jest dobrze, to świetnie. Ale ja nie potrzebuję usłyszeć, że coś jest dobre… Ja wiem, że to jest dobre!


Z tego, co obserwuję w ciągu ostatnich pięciu lat, internet stał się miejscem wyrażania negatywnych opinii. Jest tego dużo więcej obecnie. W środowisku metalowym ludzie zawsze byli oddani i wspierający, a teraz pojawia się rywalizacja i jakiś wielki konkurs zrzędzenia!


Wydaje mi się, że my też tacy byliśmy, kiedy mieliśmy po 14 lat. Wtedy kłóciliśmy się tak - "P…l się! KISS jest lepszy niż Aerosmith!" W pewnym sensie więc nic się nie zmieniło. Jednak różnica polega na tym, że muzycy w tej chwili są na to wręcz wystawieni, a tak nie powinno być. To nie są informacje, które są nam do czegokolwiek potrzebne - nie musimy wiedzieć, o co kłóci się obecnie młodzież. Nie przynosi nam to żadnych korzyści.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie