Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Karl Sanders (Nile)

Karl Sanders (Nile)

Amerykańscy brutale z Nile wkrótce ponownie odwiedzą nasz kraj. Z tej okazji rozmawiamy z liderem zespołu Karlem Sandersem.

Okazja do spotkania z bezwzględnymi siewcami blastów nadarzy się we Wrocławiu, gdzie w niedzielę, 30 sierpnia, wraz z Suffocation wystąpi w klubie Alibi (dzień wcześniej zespoły zagrają w Warszawie). Nie jest to jedyny powód, dla którego warto wybrać się na koncert. Już jutro do sklepów trafi najnowszy album formacji zatytułowany "What Should Not Be Unearthed". Nile już po raz ósmy deklaruje gotowość do pobicia całego świata, a naszym rozmówcą jest głównodowodzący śmiercionośną ekipą Karl Sanders.

Nie sposób nie rozpatrywać waszej twórczości przez pryzmat technicznego death metalu. Mimo to, okazuje się, że nawet tak doświadczeni muzycy, o niebywałych wręcz umiejętnościach, potrafią porzucić swoje ambicje na rzecz tego, czego chcą fani. "What Should Not Be Unearthed" ukazuje pełnię Nile. Słyszymy zespół dojrzały, cechujący się doskonałymi pomysłami i nietuzinkową atmosferą. Co za tym idzie, rezygnując z "pokazówy" na rzecz udowodnienia światu, jak elastycznym tworem może być Nile udało wam się osiągnąć coś, co rzadko można oczekiwać na tym etapie kariery. Więc, jak ważni są dla was fani? Jak silny jest ich wpływ na to co robicie?


Fani są kamieniem węgielnym całej metalowej sceny. Bez nich mielibyśmy niezliczoną ilość garażowych zespołów, tworzących muzykę, dla własnej przyjemności - nic poza tym. Nie ma znaczenia jak dobrym jesteś muzykiem, a tym bardziej, za jak dobrego się uważasz. Jeśli słuchacze cię nie docenią, wszystko co robisz pójdzie na marne, doprowadzając cię ostatecznie do wyczerpania i bezsilności, a w odpowiedzi świat zaoferuje ci jedynie obojętność. Skoro już o tym mowa, należy pamiętać - o czym sam przekonałem się po wielu latach obecności na scenie, że ilu ludzi, tyle opinii, każdy odbiera muzykę w inny sposób. Kiedy znajdziesz się pod gradobiciem opinii, prędzej czy później znajdziesz się na skraju szaleństwa. Nie da się od tego uciec. Najgorsze co można zrobić, to przejmować się opiniami w sieci. Czyste wariactwo. Musisz wierzyć w siebie! Co ważne, a o czym często się zapomina, to rozumienie pojęcia "fana". Fan to ktoś, kto przychodzi na koncert, kupuje płytę, czy koszulkę. Fani to słuchacze, którzy interesują się twoją twórczością, czerpią z niej satysfakcję. Poza tym, gdyby nie ich zainteresowanie, ich świadomość, cały ten metal i wszystko co kochamy, zwyczajnie obróciło by się w proch. I tu, najprościej rzecz ujmując uważam, że to ich opinia jest najważniejsza.


W przeciwieństwie do poprzedniego albumu, premierowy materiał można określić mianem łatwo przystępnego. Możesz to uznać za dziwne, ale słyszę w tych utworach ducha "Annihilation of The Wicked", podobną przebojowość. Jak na tak brutalny death metal, to naprawdę przystępne wydawnictwo, łatwe do zapamiętania. Mam rację?


Z pewnością nie nazwałbym tej płyty prostą, ale zgodzę się, co do swoistej przystępności i przyjemności wynikającej z obcowania z tym materiałem. Niektórzy mogą w to nie wierzyć, ale kiedy pracujemy nad utworami, staramy się aby były jak najbardziej zapamiętywane. Nawet te wybitnie techniczne i brutalne momenty. Chcemy brzmieć ciężko, ale czytelnie. Nasze piosenki mają być pełne metalowego ducha - mają skłaniać do machania dynią i łamania karku (śmiech).

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Od początku istnienia Nile pełnisz w zespole funkcję głównego kompozytora. Jak obecnie dzielicie się pracą?


Zazwyczaj piszę utwory razem z Dallasem (Dallas Toler-Wade - gitara, bas, wokal - przyp. red.), potem rejestrujemy wersje demo i wysyłamy George’owi (George Kollias - perkusja - przyp. red.), dopiero potem ogrywamy materiał w sali prób.


Skoro już rozmawiamy o podziale ról, czy George kiedykolwiek pokazał wam swoje gitarowe pomysły? Mając na uwadze jego ostatnie solowe dokonania, jest bardziej niż zdolny do tego, aby sprawdzać się i na tym polu.


Zaskoczę cię, ale nie. Wielokrotnie go o to prosiliśmy i za każdym razem odmawia.


Jak to wygląda w studio? Obaj z Dallasem zajmujecie się produkcją swoich płyt. Poza tym, macie komfort pracy w domu. Aż dziw, że to nie piramida. (śmiech).


(śmiech) Masz racę, niestety, mój dom to nie piramida. Dallas i ja doskonale się rozumiemy, dlatego zawsze pracujemy we dwójkę. Kiedy ja gram lub śpiewam, bądź odwrotnie, kiedy robi to on, siedzimy za szybą w studio i kontrolujemy siebie nawzajem. Staramy się jak możemy, aby wzajemnie sobie pomagać, ponadto praktycznie cały czas rozmawiamy o tym, co chcemy osiągnąć. Nie może być lepiej.


Jakiego sprzętu używaliście w trakcie sesji do "What Should Not Be Unearthed"?


Gitary - Karl
Dean Karl Sanders Signature model “The Black V"
Dean USA Custom Shop 7 String V
Dean USA Custom Shop 6 string V
Dean USA Custom Shop 6 String Baritone V
Dean 79 Series Cherry Burst V
Dean 12 string Acoustic
Turkish Baglama Saz
Godin Glissentar

Pickupy: Seymour Duncan Invader, Seymour Duncan Nazgul , Seymour Duncan Distortion, Floyd Rose
Struny: S.I.T. Strings  .070  .050  .038  .019  .012  .010
Piórka: Dunlop Tortex Sharp 1.35mm

Wzmacniacze:
ENGL Invader 100 el34
Marshall 4x12 Cab z głośnikami Celestion 65 watt - dla gitary rytmicznej
Marshall 4x12 Cab z głośnikami Celestion Vintage 30 - dla gitary prowadzącej

Dodatkowo:
Kontroler Sound Sculpture Volcano zdalnie sterowany urządzeniem Mission Engineering Expression
Dla zmiany kanałów RJM Mastermind oraz Roland Gp-8 dla zmiany dołów, gaina itd dla gitary rytmicznej.

Dallas:
Customowy Dean V z klonowym gryfem i olchowym korpusem
Floyd Rose
pickupy Seymour Duncan Invader, DMT Hands
Struny D'Addario
Piórka Dunlop tortex 1.35 mm   

Wzmacniacz:
Marshall JCM 900 Master Volume Model 2100
Paczka: Marshall 4/12 300 watt
Efekt: Boss SD1 Super Overdrive.
Kable: Monster Cables


Śmiało można powiedzieć, że bez mitologii, Nile zdecydowanie straciłoby na wyjątkowości. To coś, co odróżnia was spośród tysięcy innych deathmetalowych zespołów. Przez ponad dwadzieścia lat niemal profesorsko zgłębiłeś temat. To część biznesu, element marki Nile, czy dopalacz, coś co nadal cię inspiruje i motywuje do dalszej pracy?


Skontruję to twierdzenie - poza samą mitologią, zdolność i chęć do pisania zapamiętywalnych utworów. Jest mnóstwo zespołów, które wykorzystuję aspekty mitologii dla swoich potrzeb. Sama mitologia to nie wszystko. Zgodzę się, że to część naszej marki, ale z drugiej strony, sposób na nadanie naszym utworom rzeczywistego charakteru.


Wielu muzyków przed koncertami celebruje swoje małe rytuały. Masz jakieś? Jak przygotowujesz się do wyjścia na scenę?


W zasadzie, to jedynie ćwiczę na gitarze na backstage. Staram się to robić jak najczęściej i jak najdłużej się da, a uwierz mi, życie w trasie na to nie pozwala. No i najważniejsze, przed koncertami pieczołowicie myję ręce. Mam obsesję na punkcie czystości rąk, w trakcie występu często dekoncentruję się i myślę o tym, jak bardzo przeszkadza mi to w grze.


Przez wiele lat borykaliście się ze znalezieniem stałego basisty. W czym problem? Braku umiejętności, nie radzenia sobie z bardzo napiętym terminarzem, czy zwyczajnie, chodzi o charaktery poszczególnych osób?


Zdecydowanie ktokolwiek grał w Nile nie mógł narzekać na brak odpowiednich umiejętności czy talentu. Zresztą, gdyby takie braki występowały, nie dostaliby tej roboty. Granie na basie w Nile to naprawdę ciężki kawałek chleba. Chodzi raczej o wybory jakich ludzie dokonują, zarówno w trakcie, jak i poza stażem w zespole.


Wkrótce ponownie przyjedziecie do Polski. Jak wspominasz swoją pierwszą wizytę w naszym kraju?


Na swój sposób każda jest pierwsza. Za każdym razem czuję się tutaj lepiej i bez dwóch zdań wasz kraj jest jednym z najlepiej celebrujących metalową muzykę. Nie ma lepszego miejsca do grania metalu. Nawet nie wiesz jak się cieszę z powrotu do Polski.


Jak sądzisz, w jakiej kondycji znajduje się obecnie metal? Któryś z nowych zespołów zrobił na tobie wystarczająco duże wrażenie, aby stwierdzić, że metal ciągle ma to coś?


Zdecydowanie Lecherous Nocturne. Jasny gwint, to najbrutalniejszy zespół świata! Obecnie to najlepszy czas na granie metalu; nigdy dotąd nie było tylu wspaniałych zespołów, w dodatku grających ekstremę.


Skoro już mowa o tym, jak ma się scena, Trevor Strnad z The Black Dahlia Murder, wierny fan oldschoolowego death metalu, niedawno stwierdził, że właśnie nastał czas dla wielu zespołów, aby mieć swoje 5 minut sławy. Nurt ponoć nigdy nie był tak silny jak teraz. Rzeczywiście death metal zyskał na popularności w Stanach?


Nie. Nie bardzo. Wiesz, chodzi raczej o to, jak można wykorzystać social media i Internet. Ktokolwiek chce być usłyszany, ten osiągnie swój cel. Było kiedyś takie stwierdzenie mówiące o tym, że każdy pragnie swoich 15 minut sławy. Trevor mówi o 5, a to tylko dlatego, że dziś łatwiej być dostrzeżonym, ale konkurencja nie śpi i wszyscy chcą tego samego. Nikt nie dostanie dziś "15 minut".


Na koniec trochę kontrowersyjne pytanie. Uważasz, że można grać death metal nie będąc w żaden sposób związany z tą muzyką? Wystarczy mieć odpowiednio otwartą głowę i umiejętności?


Szczerze? Nie wiem. Wieźmy pod uwagę sam fakt grania w takim zespole. Chcąc nie chcąc, z przymusu będziesz słuchać takiej muzyki. Nie da się od niej uciec. Będziesz stał w sali prób czy na scenie z innymi ludźmi i słuchał ich wizji tej muzyki. Mam nadzieję, że w tym hipotetycznym scenariuszu Bóg dał któremuś z muzyków szansę, aby w owym fikcyjnym zespole osłuchać się z tą muzyką. W przeciwnym razie wątpię, aby w ogóle którakolwiek z zaangażowanych osób była w stanie zagrać cokolwiek metalowego. Tak mocno charakterystyczna muzyka jaką jest death metal nie może powstać w próżni. Nie mówimy o polce czy innych walcach (śmiech). Fakt, że ktoś potrafi obłędnie shredować, czy trzymać pałki, wcale nie czyni z niego metalowca. Sądzę jednak, że istnieje możliwość słuchania innej muzyki i czerpania z niej inspiracji. Sam tak robię, choć wciąż nadal kocham death metal. Mimo wszystko, gram tę muzykę od wielu lat i nie wyobrażam sobie aby się od niej odciąć.

Z innej perspektywy, samego muzyka, jeśli jesteś odpowiednio wykształcony i masz doświadczenie w pracy z jakimkolwiek zespołem, jesteś w stanie w miarę nieźle zagrać jakikolwiek gatunek muzyki, nawet metal, choć polemizowałbym, czy miałoby to jakość.  Problem polega jednak na tym, że przykładowo muzyk taki jak ja, mimo że ma znajomych jazzmanów, raczej nie zagra z nimi koncertu, bo brzmiałoby to po prostu jak Karl metalowy Sanders i, dajmy na to, jazzowa sekcja. Posiadam spore umiejętności, ale wcale nie dają mi one podstaw do tego, aby próbować sił w innym nurcie. Zwyczajnie, nie muszę tego czuć i kochać. Nie sądzę, aby ludziom się to spodobało. W metalu przede wszystkim musisz czuć ten klimat, wsiąknąć w to wszystko. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz tylko grał. Rzemieślniczo, bezcelowo, a co najważniejsze, bez ducha tej muzyki.


Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor
Zdjęcia: Nuclear Blast


Nile / Suffocation /
Bloodtruth / Truth Corroded
30 sierpnia 2015
Alibi / Wrocław

start 19:00

Bilety:
69 zł pwevents.pl
79 zł przedsprzedaż
89 zł w dniu koncertu

Bilety do nabycia: pwevents.pl, ticketpro, eventim, ebilet, biletomat, alibi, rocky shop

Magazyn Gitarzysta jest patronem medialnym koncertu.

 

GALERIA
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie