Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / The Gate

The Gate

Brama została otwarta 3 miesiące przed rzekomym końcem świata. Jednak zamiast rzeczonej apokalipsy jesteśmy świadkami odrodzenia.

Zespół The Gate wraz ze swoją płytą "Faceless" i hipnotycznymi koncertami na pewno dostarczy fanom progresywnego rocka niezapomnianych wrażeń, a każde, nawet najbardziej wymagające ucho dostanie solidną dawkę muzycznej ekstazy.

Czy nazwa zespołu The Gate, nie nawiązuje czasem to The Doors?


Kuba Dąbrowski: Oczywiście, że tak, ale widzisz, Gate jak to brama - jest szersza niż drzwi.


Maciek Hanusek: Nasz poprzedni basista lubił powtarzać hasło - dlaczego The Gate? Bo The Doors było już zajęte!


Jak w takim razie doszło do wybudowania tej Bramy?


Przez długi czas spotykałem się z Maćkiem Dąbrowskim, bratem Kuby. Coś nas do siebie bardzo ciągnęło, muzycznie oczywiście (śmiech). Na początku były to tylko rozmowy, ale któregoś dnia spotkaliśmy się na jam session i okazało się, że mamy bardzo wiele wspólnego w kwestiach muzycznych wibracji. Zaczęliśmy tworzyć muzykę. Reszta historii jest standardowa. Wszystko pięknie zaczęło się rozwijać i należało skompletować pełny skład zespołu. Sekcja rytmiczna w postaci Kuby i Maćka była bardzo dobrze zgrana, ponieważ grali razem od wielu lat. Na samym początku graliśmy jako kwartet, później trio; na trasie znów kwartet, a po niej chcemy wrócić do trio.


Jakiś czas temu wydaliście płytę "Faceless". Możecie uchylić rąbka tajemnicy, jak płyta powstawała?


Wszystko powstawało na próbach zespołu i w domu. Spotykaliśmy się, improwizowaliśmy, później wyłapywaliśmy najlepsze momenty, składaliśmy się w całość. Cała praca nad materiałem trwała mniej więcej rok. Dość spontanicznie zdecydowaliśmy się wejść do studia. Płyta została wydana przez wydawnictwo Lynx Music. Nagraliśmy ją również w Lynx, wydawnictwo ma swoje studio. Płyta została wydana w październiku 2014 roku. Tuż przed wakacjami zakończyliśmy trasę koncertową promującą nasz debiut.


A czy wasz symbol widniejący na płycie oznacza coś konkretnego?


Wiesz, kiedyś ktoś spytał mnie, czy nie jestem jakimś iluminati (śmiech). Rozwiewając wszelkie wątpliwości, to co widnieje na okładce, to zbiór symboli, które podobały się mojej kuzynce i naszej przyjaciółce, projektantce samego logo.


To ja może uchylę rąbka tajemnicy. Pewnie, że bardzo interesujemy się symboliką i różnymi smaczkami wizualnymi. Bardzo chcieliśmy, żeby ten symbol był zapamiętywany i charakterystyczny, żeby kojarzył się z nami. Koło to symboliczne odniesienie do figury doskonałej - wszystko we Wszechświecie zmierza do formy kolistej. Trójkąt generalnie symbolizuje wiele rzeczy, m.in. harmonię i równowagę, dwa łuki to również odniesienie do bramy. A kropka? Bo fajnie wygląda (śmiech). To taka nasza "kropka nad i"!


Czy płyta stanowi pewną historię jako całość?


Nie, tak naprawdę każdy kawałek to oddzielna historia. Nie mieliśmy spójnej koncepcji na cały album.


Przyznacie, że rock progresywny świętuje swoje odrodzenie?


Dokładnie tak. Ciekawe, że właśnie teraz. Pojawia się coraz więcej imprez tematycznych w klimatach progrocka. Mamy kilka festiwali, parę cyklicznych imprez, chociażby w Krakowie. Okazuje się, że polska scena progrockowa jest bardzo szeroka. Co więcej, zaczyna być bardzo na topie!


Mateusz Gola: Wydaje mi się, że przyszedł teraz w muzyce taki okres, w którym słuchacz jest już zwyczajnie zmęczony tymi całymi samplami i prostą muzyką, jaką jest na przykład hip hop. Same syntezatory też zaczynają być w modzie, nie tylko w progresywnych brzmieniach ale też np. w fusion.


Na czym się teraz gra progresywny rock?


Ja gram na kiju hokejowym (śmiech). Parker Nitefly oczywiście z singlami DiMarzio. Ale tęsknię do humbuckerów, więc pewnie nasza wibracja niedługo się zmieni. Wzmacniacz to Mesa Boogie Stiletto z TC Electronic G-Major 2 wpiętym w pętle efektów plus TC Nova Drive w charakterze dopalacza. Obecnie używam dwu głośnikowej kolumny Noisy Box z głośnikami Celetion V30 i Greenback.


Jaka była twoja pierwsza gitara?


To była Jola 2… Z dziesięciocentymetrową akcją strun. Bardziej przypominała łuk niż gitarę. Była bardzo zdezelowana.


A bas na czym daje czadu?


Ja gram na Peavey- ’u T40 z 78’ albo 82’. Specjalnie go wymieniłem, kiedy dołączyłem do zespołu. Wcześniej miałem lutniczego Nexusa od Jacka Kobylskiego, ale był zbyt funkowy, a potrzebowałem czegoś z pazurem. I Peavey się bardzo dobrze sprawdza. Ma sporo brzmień do wykręcenia i bardzo nieschematyczną elektronikę. Mam też paczkę Ampega na piętnastocalowym głośniku i wzmacniacz SWR’a.


Rzadko się zdarza, aby perkusista siedział również na wokalu. Celowy zabieg?


To wyszło całkiem przypadkiem. Półtora miesiąca przed pierwszym koncertem mój brat odszedł z zespołu, więc na szybko trzeba było znaleźć i basistę, i wokalistę. Nie było komu zaśpiewać, to stwierdziłem, że w sumie mogę spróbować… Najtrudniejsze w tym wszystkim było zsynchronizowanie śpiewu z perkusją. Nie należy to do najłatwiejszych rzeczy. Perkusja jest dość wymagającym instrumentem jeśli chodzi o koordynację.


Chciałbym tylko dodać, że wspaniałym momentem było dla nas, kiedy okazało się, że Kuba ma bardzo podobną barwę głosu do naszego poprzedniego wokalisty. Inne charaktery, ale barwa podobna, to najważniejsze. Szacunek za koordynację! Swoją drogą spotkaliśmy się już kilka razy z czymś bardzo fajnym na koncertach. Startujemy z grą, nagle dołącza wokal, a ludzie szukają po scenie kto tu śpiewa. Ale to jest fajna reakcja tylko dla niego, po koncercie to gitarzysta ma najlepiej.


Tak, perkusista, który śpiewa jest już po prostu przegrany…


Jak długo pracowaliście nad tym, aby zgrać ze sobą każdą nutę na scenie?


Mateusz: Powiem tak, Maćkowi, żeby zacząć się tak ruszać na scenie, zajęło jakieś dwadzieścia koncertów. Nagle zaczął być scenicznym zwierzakiem.

To też zależy od koncertu. Są takie, na których rytmicznie jesteśmy jakoś "obok", ale są i takie, na których trafiamy w jeden idealny punkt. Może to jest ta kropka z logo?


Każdy z nas ma doświadczenie muzyczne i myślę, że to zależy od technicznego zaplecza każdego w zespole. Ja na bębnach gram ponad osiem lat, Maciek na gitarze też gra już kilka swoich dekad.


A jak się wam ogólnie koncertuje?


Skończyliśmy wiosenną trasę koncertową. A co każdy szanujący się muzyk robi po trasie? Zaczyna pracę nad kolejnym albumem. Trzeba kuć żelazo póki gorące. No i chcemy też przygotować się do drugiej części trasy, tej jesiennej. Została nam jeszcze północna część Polski.


Bardzo chcielibyśmy też zahaczyć o Czechy. Tak myślę, że w Czechach nadal odbiór progrocka jest lepszy niż w Polsce.


Bierzecie już pod uwagę jakieś większe festiwale?


No pewnie! Ale już chyba nie w tym roku. Skupiliśmy się bardziej na swojej trasie.


Uchylicie rąbka tajemnicy odnośnie kolejnej płyty?


Chcemy wypuścić singla, poza tym mamy sporo szkiców i mnóstwo pomysłów. Wszystko musimy odkurzyć. Bardzo chcielibyśmy też nagrać teledysk. To naprawdę fajne medium, ale to kwestia czasu.


Musicie przyznać, że w waszej muzyce czuć nieco wpływ Pink Floyd. Myśleliście o coverach?


Czuć, wydaje mi się, że to kwestia bardziej inspiracji niż syntezatorów. Zastanawialiśmy się nad coverami, ale póki co uznaliśmy, że wolimy się bronić własną muzyką.


Dokładnie, sami też mamy coś do powiedzenia. Cover, to fajny zabieg, ale chyba wolimy, żeby słuchacz wychodząc z koncertu kojarzył nas z naszą własną muzyką, niż stwierdził "ale fajnie scoverowali Pink Floydów".


A wracając do koncertów, jakie momenty wspominacie póki co najlepiej?


W Głuchołazach bardzo fajnie się nam grało. Tak samo w Warszawie. Naprawdę nie liczyłem, że będzie tak dobry odbiór naszej muzyki, zwłaszcza, że byliśmy nieco padnięci.


Wszystkie przygody, od wpadek na scenie po awarie samochodów w trasie (śmiech)


Rock progresywny jest dość wymagającym gatunkiem. Wolicie pracę w studio czy na scenie?


Wiesz, studio jest strasznie kliniczne, sterylne. Na scenie chłonie się energię od słuchaczy, to coś naprawdę fajnego. Może to też kwestia tego, że nie korzystaliśmy ze studia jako kolejnego instrumentu, a miejsca, gdzie się nagrywa materiał. Wydaje mi się, że nie wykorzystaliśmy jego wszystkich możliwości, jak na przykład The Beatles.


A jesteście może zwolennikami wizualizacji? Ciekawie wyglądałoby to w połączeniu z waszą muzyką.


Był nawet pomysł mappingu, ale stwierdziliśmy, że byłoby tego trochę za dużo by przygotować to na tę trasę. Wiesz, nowy skład, zgranie się razem… Przede wszystkim muzyka. Może coś w przyszłości, mapping to naprawdę zajebista sprawa.


Gdzie widzielibyście się za dziesięć lat?


Zdecydowanie na scenie. I mamy nadzieję, że pod sceną zobaczymy tłum oddanych fanów.


Rozmawiał: Marek Mysłek
Zdjęcie: Alina Luterek Fotografie

Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie