Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mick Hucknall (Simply Red)

Mick Hucknall (Simply Red)

Jeszcze rok temu nikt się nie spodziewał, że Mick Hucknall wraz z ekipą wejdzie jeszcze kiedykolwiek do studia po głośnym rozstaniu w 2010 roku. Jak się jednak okazało nadarzyła się okazja, której charyzmatyczny lider formacji nie mógł przepuścić i tym sposobem na świat przyszedł pierwszy od ośmiu lat krążek Simply Red...

Wasz ostatni album Big Love, to pierwszy krążek Simply Red od ośmiu lat. Jak to wydawnictwo wypada w porównaniu chociażby do Stay z 2007 roku?


Wydaje mi się, że nowy krążek jest wyrazem naszego zamiłowania nie tylko do muzyki, ale również do życia. Traktuje on o miłości do rodziny, samego siebie i moim zdaniem jest trochę bardziej spójny niż Stay. Pracując nad tym materiałem skupialiśmy się na doświadczeniu jakie niesie ze sobą życie w rodzinie. W naturalny sposób stało się to podstawą całego krążka.


To w zakresie tematyki, a jak pod względem muzycznym?


Tutaj nie ma aż tak znaczącej różnicy. Chyba największą różnicą jest w tym wypadku fakt, że Big Love dużo lepiej rozumie czym jest. Wiem, że brzmi to odrobinę enigmatycznie, ale zaraz pojmiesz o co mi chodzi (śmiech). Otóż, latem zeszłego roku mój menadżer wpadł do mnie któregoś dnia do domu i zapytał czy zdaję sobie sprawę z tego, że w 2015 roku będziemy obchodzić 30-lecie istnienia Simply Red. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że może w takim układzie wypadałoby porozmawiać z chłopakami z zespołu, czy mają jakiś pomysł na uczczenie tego wydarzenia. Gdzieś po drodze zacząłem się też zastanawiać, za co ludzie tak naprawdę lubią ten zespół i jakby on brzmiał dzisiaj gdyby jeszcze istniał. Skupiony na tym zagadnieniu napisałem utwór "Big Love" i krótko potem dwa kolejne kawałki. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że może być to całkiem niezłe wyzwanie i zapragnąłem stworzyć album Simply Red na miarę naszych czasów. Chciałem, aby brzmienie nowego krążka było naturalnym rozwinięciem tego czym ten zespół był i czym może być dzisiaj.


Wspomniałeś o 30-leciu istnienia zespołu, ale należy pamiętać, że w 2010 oficjalnie ogłosiliście rozwiązanie Simply Red. Dlaczego 5 lat temu zdecydowaliście się na taki krok?


Ta decyzja nie przyszła łatwo, ale była konieczna. W tamtym czasie chciałem się bez reszty poświecić mojej rodzinie. Nie chciałem, żeby cokolwiek odciągało moją uwagę od mojej córki i żony. Zainspirował mnie do tego niejako mój ojciec, który stawał na głowie, żebym zawsze czuł się numerem jeden w jego życiu. Kiedy dorastałem nie miałem matki ani dziadków, którzy mogliby się mną opiekować. Byłem tylko ja i mój tata. Między innymi dlatego, kiedy urodziła się moja córka zawarłem z samym sobą umowę, że nie będzie ona dorastała w świecie, w którym jej ojciec jest przez większą część roku za granicą. Jedynym sposobem na stworzenie takiej sytuacji była rezygnacja z nagrywania płyt, dawania koncertów i zajmowania się przyszłością zespołu. Tylko taki scenariusz gwarantował mi maksimum spokoju, zero telefonów od mojego menadżera i kolejnych propozycji koncertowych. Co ciekawe, to właśnie ta decyzja zainspirowała mnie do napisania nowych utworów i poza wieloma wspaniałymi chwilami z moją rodziną dała mi fantastyczny album.


Czy teraz skoro reaktywowaliście Simply Red możemy się spodziewać, że zostaniecie z nami na dłużej?


W tym roku wydaliśmy album, więc zanim zdążymy objechać cały świat pewnie minie jeszcze trochę czasu. Dopiero pod koniec tego roku ruszamy z koncertami po Europie. Na początku przyszłego udajemy się do Australii i potem Stanów. W tej chwili ciężko mi jednak przewidzieć, co poczniemy kiedy skończy się trasa promocyjna. Przy okazji pisania tego albumu powstało więcej piosenek niż ostatecznie trafiło na krążek. Mamy w tej chwili około 20 utworów, które są w bardzo wczesnej fazie. Nie jestem w tej chwili pewien czy chciałbym za dwa lata jechać w kolejną dużą trasę koncertową. W najgorszym wypadku wrócimy na 40-lecie zespołu (śmiech).


A jakie masz plany odnośnie swojej solowej kariery? Twoje ostatnie solowe wydawnictwo American Soul z 2012 roku zdążyło się już pokryć kurzem. Usłyszymy coś w najbliższym czasie?


Tak się składa, że część utworów, o których wspomniałem na początku, miała się znaleźć właśnie na moim solowym albumie. Teraz jednak, kiedy nagraliśmy Big Love, nie wiem do końca w jakiej formie i pod jaką marką się nimi podzielić ze światem. To naprawdę fajny materiał, ale jeszcze muszę trochę dojrzeć do tej decyzji.


Wspomniałeś, że Big Love jest albumem współczesnego Simply Red. Słuchając tego materiału nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że było to bardzo bezpieczne zagranie z waszej strony. Jak twoim zdaniem ten materiał odnajduje się na rynku muzycznym w 2015 roku?


Szczerze powiedziawszy nie wiem i mało mnie to obchodzi. Nigdy nie przejmowałem się tym czy dany krążek trafi do szerszej grupy słuchaczy i wpasuje się w panujące trendy. Słusznie zauważyłeś, że jest to poniekąd bezpieczne zagranie z naszej strony, ale tak właśnie miało być. Chciałem dać naszym fanom album na jaki zasługują i na jaki czekali od lat. Na trasie zawsze gramy piosenki ze wszystkich naszych krążków, więc nawet jeśli ktoś nie jest fanem naszego ostatniego wydawnictwa i tak będzie się mógł świetnie bawić przy starszych utworach.


Album miał swoją premierę na początku czerwca. Z kolei trasa rusza dopiero pod koniec roku. Skąd taka dziura czasowa?


Głównie z przyczyn technicznych. Zorganizowanie tak dużej trasy nie jest wbrew pozorom łatwym zadaniem. Wiele stadionów i hal koncertowych jest często porezerwowane na dwa lata do przodu. Musisz w takich sytuacjach dograć wszystkie terminy, zorganizować transport, ekipy techniczne i całe mnóstwo innych rzeczy. Nie bez znaczenia w tym wypadku jest również fakt, że sami nie wiedzieliśmy dokładnie kiedy skończymy prace nad albumem. Musieliśmy zostawić sobie pewien margines błędu i przesunąć wszystko o kilka miesięcy do przodu.


Przez lata w Simply Red grało wielu świetnych muzyków. Czy te częste zmiany składu miały dobry wpływ na rozwój zespołu?


Wydaje mi się, że tak, ale trzeba szczerze powiedzieć, że w większości przypadków nie miałem w tym temacie nic do powiedzenia. Kiedy zaczynaliśmy grać, chcieliśmy tworzyć taki zespół jakim byli Beatlesi. Trzymać się w kupie, wspólnie komponować i grać razem przez resztę naszej kariery, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. W pewnym momencie bliżej nam było do kwartetu jazzowego, gdzie muzycy zmieniają się czasami co kilka tygodni, niż do Beatlesów. Z czasem okazało się jednak, że ten model ma swoje zalety. Nowi muzycy wnoszą nowe pomysły i dają reszcie zespołu energię do pracy. Z drugiej strony wymaga to od lidera wzięcia na siebie obowiązków związanych z pisaniem, aranżowaniem i komponowaniem większości materiału. Nie było to na początku łatwe, ale z czasem przyzwyczailiśmy się do takiego układu. Oczywiście niektóre rozstania z członkami zespołu były ciężkie i pojawiały się znikąd, ale zawsze znajdował się ktoś, kto ratował nas z opresji i popychał całą machinę do przodu.


Chyba nie ma w waszym repertuarze piosenki, która w ten czy inny sposób nie traktowałaby o miłości. Jak ważnym uczuciem jest ona dla ciebie w życiu osobistym?


Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie życia bez miłości. Kiedy jesteś jeszcze dzieckiem nie zdajesz sobie sprawy z tego jak silnie inni ludzie będą kiedyś na ciebie oddziaływać. Nie zastanawiasz się wtedy czym jest to uczucie. Potem kiedy jesteś nastolatkiem zaczynasz uganiać się za dziewczynami, ale do końca nie wiesz jeszcze dlaczego (śmiech). Z czasem jednak, tak jak w przypadku wielu innych rzeczy, dorasta w tobie również definicja tego czym jest miłość i dlaczego zależy ci na jednych ludziach bardziej niż innych. Jak się tak nad tym zastanowić, większość muzyki na świecie traktuje właśnie o miłości. Czasami szczęśliwej, innym razem niespełnionej, ale zawsze obecnej w naszym życiu. Czuję to kiedy widzę moją rodzinę i nie potrafiłbym już bez tego żyć.


30 lat to sporo czasu. Który okres waszej kariery wspominasz dzisiaj najlepiej?


Chyba nie było w mojej karierze takiego okresu, który bym wspominał lepiej niż inny. To co najbardziej mi się podoba w historii Simply Red to równy poziom jaki trzymaliśmy przez te lata. Mniej więcej każdy album jaki nagraliśmy miał około trzech hitów, które trafiały na różne listy przebojów. Nie potrafię wskazać jednego momentu, który by zapadł mi w pamięć bardziej niż inne. Pamiętam nasz pierwszy singiel z 1985 roku, który stał się prawdziwym hitem, ale pamiętam też drugi, który wspiął się na sam szczyt w USA. Trzeci album stał się numerem jeden na świecie, ale czwarty był najlepiej sprzedającym się krążkiem w Wielkiej Brytanii przez dwa lata. Takich chwil było mnóstwo. Każdy kolejny sukces był powodem do radości i tak jest też dzisiaj w przypadku Big Love.


Dzisiaj jesteś wielką gwiazdą muzyki pop, ale swoją przygodę z muzyką zaczynałeś od punk rocka. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na ten przeskok?


Kiedy stworzyliśmy The Frantic Elevators, mój pierwszy prawdziwy zespół, rzeczywiście byliśmy bardzo zainspirowani wzbierającą wtedy falą punk rocka. Niedługo potem zacząłem jednak pisać trochę bardziej skomplikowane piosenki w stylu ówczesnych Beatlesów. Niestety szybko się okazało, że muzycy w moim zespole nie należeli do najlepszych. Byli to moi przyjaciele, ale po prostu nie potrafili grać bardziej skomplikowanych kompozycji. Wtedy zrozumiałem, że pomimo dobrych chęci nic nam z tego grania nie wyjdzie i muszę znaleźć ludzi, którzy będą wiedzieli jak wydobyć odpowiednie dźwięki ze swoich instrumentów. Po kilku przesłuchaniach udało nam się uformować nowy zespół i tak właśnie narodził się Simply Red.


Na pewnym etapie swojej kariery postanowiłeś założyć własną niezależną wytwórnię płytową SimplyRed.com. Czy z perspektywy czasu powtórzyłbyś to posunięcie?


To bardzo dobre pytanie. Myślę, że pomimo wielu problemów i ogromnego nakładu pracy jaki wymagało prowadzenie takiej działalności, nie zawahałbym się powtórzyć tego posunięcia. Dzięki decyzji, którą podjęliśmy lata temu, dzisiaj nadal jesteśmy niezależni i wszystkie kontrakty jakie podpisujemy chociażby z Warner Bros. są umowami pomiędzy dwoma firmami, a nie wydawcą i zespołem. To ma oczywiście przełożenie na warunki, możliwości i prawa jakie obowiązują obie strony. Cały dorobek artystyczny Simply Red jest nadal naszą własnością i możemy nim zarządzać jak tylko chcemy, a w świecie muzyki to naprawdę ogromna wartość. Z drugiej strony kiedy zakładasz wytwórnię płytową musisz zajmować się jej prowadzeniem, co wiąże się chociażby z wyszukiwaniem i podpisywaniem umów z innymi artystami. Niestety wiele zespołów, z którymi chcieliśmy współpracować na początku, odrzucało naszą propozycję z uwagi na nazwę SimplyRed.com. Z tych czy innych powodów nie chcieli być z nami kojarzeni. Wypracowanie sobie marki zajęło nam trochę czasu i wymagało sporo zaangażowania w czasie kiedy chcieliśmy się skupić wyłącznie na robieniu muzyki.


Na jesieni w ramach waszej trasy koncertowej zawitacie również do Polski. Nie jest to jednak twoja pierwsza wizyta w naszym kraju. Lubisz grać w tej części świata?


Bardzo lubię was jako naród. W moim najbliższym otoczeniu znajduje się nawet dwóch Polaków i bardzo sobie chwalę współpracę z nimi. Zawsze kiedy jestem w Polsce doświadczam ciepła jakie od was płynie. Na koncertach fani są zawsze bardzo pozytywnie nastawieni i niezmiernie lubię wracać do waszego kraju. Szczególnie podobają mi się upominki jakie dostaję od fanów w Polsce. Ostatnio kiedy wyjeżdżaliśmy od was w autokarze było chyba z osiem kiełbas salami, kilka butelek wódki i parę torebek pierogów. Kiedy jesteśmy u was nie musimy chodzić na zakupy, bo żywicie nas lepiej niż nasze rodziny (śmiech). Między innymi dlatego wyjeżdżając z Polski zawsze pijemy wódkę i jemy kiełbasę i na to liczymy również tym razem!


rozmawiał Marcin Kubicki

NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie