Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Brian Setzer

Brian Setzer

Przy okazji prezentacji swojej nowej sygnatury Hot Rod, król rockabilly opowiada nam o rywalizacji z perkusistami, problemem z Telecasterami oraz wyjaśnia, że dobre brzmienie leży w krwi, pocie i piwie…

Skalecz Briana Setzera, a z jego żył popłynie Gretsch. Od debiutu nagranego w 1981 roku z The Stray Cats, stanowiącego odrodzenie rockabilly, zreformowanie gatunku było nie do pomyślenia i niepokojące, niczym Slash noszący beret, czy ubrany w prążkowany garnitur Angus Young. "Z inną gitarą nie czuję się komfortowo" - stwierdza 56-latek, potrząsając stylizowaną "na Elvisa" fryzurą. "Po prostu nie. Praktycznie pozbyłem się wszystkich gitar innej marki, niż Gretsch".

Poza byciem największym żyjącym ambasadorem marki Gretsch, Setzer czynnie współpracuje przy wielu sygnaturach gitar, wzorowanych na słynnym modelu 6120 z 1959 roku, dzięki któremu powstały takie hity, jak "Stray Cat Strut", czy "Rock This Town". W tym roku, Brian prezentuje nową sygnaturę, model Hot Rod z ulepszeniami polegającymi na czymś więcej, niż kosmetycznych modyfikacjach. "Gretsch chodzi za mną" - wspomina, dodając: "Chcemy kontynuować linię Hot Rod. Musimy zrobić coś więcej poza chlapnięciem warstwy lakieru na gitarę. Myślę o tym poważnie, ponieważ jest to wielka rzecz. Firma zawsze chciała, by jej gitary były absolutnie perfekcyjne".

Czy potrzeba było wielu prototypów, zanim powstała twoja sygnatura Hot Rod?


Powstało kilka prototypów, ponieważ gitary typu archtop mają bardziej skomplikowaną bryłę, niż instrumenty solid-body. W gitarach tej budowy niezbędne jest wygięcie topu, co w odróżnieniu od gitar solid body, które powstają z szablonu, jest znacznie trudniejszym procesem. Pamiętam, jak jeden z prototypów wrócił do firmy, ponieważ nie byłem zadowolony z geometrii. Aktualnie, Gretsch doskonale sobie z tym radzi i wszystko jest dopracowane. Raz miałem po drodze z firmą, a raz nie, jednak mimo to zawsze mogłem na nich liczyć. W Custom Shopie panuje zabawna atmosfera. Sądzę, że marka ponownie przeżywa swoją "złotą erę".


Na czym polegały zmiany w budowie twojej sygnatury?


Przede wszystkim chciałem, by korpus był odrobinę głębszy, dokładnie o 7 cm. Zależało mi na uzyskaniu większego rezonansu. No i mamy to! Jednak główną zmianą są przetworniki Brian Setzer Signature TV Jones, które powstały specjalnie na moje życzenie. Wiąże się z nimi ciekawa historia. Gdy TV Jones wzięli ode mnie gitarę w celu pracy nad brzmieniem przetworników i przymiarką, wstawili pewien set przetworników. Dowiedziałem się o tym, ogrywając Hot Roda. Pomyślałem: "O co chodzi? Dlaczego ta gitara brzmi lepiej od pozostałych?". Okazało się, że zmienili w niej przetworniki, z którymi zostałem do dziś. TV Jones jest, jak szalony naukowiec. Zrobił kawał dobrej roboty.


Co takiego ujęło cię w tych przetwornikach, że postanowiłeś je wybrać?


Myślę, że chodzi tu o magnesy, tworzone z różnych materiałów. Dla mnie, oryginalne pickupy TV Jones brzmiały wyśmienicie. Te sygnowane moim nazwiskiem, brzmieniem nawiązują do pierwowzoru. Dzięki nim jestem w stanie uzyskać piękny clean, grając palcami. Natomiast, gdy gram kostką, uzyskuję bardziej przesterowane brzmienie. To główna różnica między oryginalnymi TV, a moją wersją. Mogę swobodnie przejść z czystego brzmienia, do przesteru bez zbędnych modyfikacji.


Dlaczego bardziej lubisz przetworniki w stylu Filter’Tron, niż Dynasonic, czy DeArmonds?


Ponieważ zawsze pozwalały mi uzyskać najlepsze brzmienie. To moje ukochane przetworniki. Te nowe, które wykonał dla mnie TV Jones, mają więcej środka. Dzięki nim, bez zmian w ustawieniach wzmacniacza, mogę uzyskać dowolne brzmienie. Ponieważ gram dużo jazzowych akordów, w szczególności palcami, musi to być odpowiednio słyszalne. O dziwo nie wymaga to żadnego przesteru z zewnątrz. Oczywiście do solówek potrzebna jest trochę większa ilość gainu.


Jaka jest różnica w brzmieniu między modelem Hot Rod, a twoją poprzednią sygnaturą ’59 Stray Cats 6120?


Na starego Stray Cats zdarzyło mi się wylać duże ilości piwa. Dziś nie brzmi tak, jak 35 lat temu. To gitara-bar, nieco się zużyła. Jeżeli porównałbyś jej obecne brzmienie z tym na płycie, nie znalazłbyś wiele różnic. Pewnie dlatego, że jest to gitara wyjątkowa, jakiej szukałem.


Wybrałeś mostek, charakteryzujący się większą stabilnością, niż tradycyjne typu "floating".


Kiedyś przyklejałem je taśmą lub przykręcałem, ponieważ podczas koncertów przesuwał się. Teraz problem został rozwiązany dzięki zamocowanym w korpusie trzpieniom, odpowiedzialnym za stabilność mostka. Poruszają się swobodnie, więc możesz zdjąć mostek przy wymianie strun.


Podstrunnica ma 9,5-calowy radius w odróżnieniu do standardowej, 12-calowej.


Wiesz, ja po prostu jestem gitarzystą. Są ludzie bardziej wyedukowani w tej dziedzinie. Zmierzyli mojego Gretscha Stray Cat i wynik pomiarów jest taki, a nie inny. Doszedłem do wniosku, że kiedyś nie byli tacy szczegółowi, jak mogłeś sobie wyobrażać. Grałem zarówno na gitarach z 12-calowym, jak i 9,5 radiusem i okazuje się, że ten drugi jest bardziej subtelny. Z bardziej zaokrąglonym gryfem łatwiej jest łapać akordy, przy czym możesz również całkiem swobodnie podciągać struny. Wg mnie, gitara powinna odwzorowywać skrzypce, czy kontrabas. Chodzi o mocno zaokrąglony gryf. Wolę gryfy takiego typu, aniżeli zbyt płaskie o 12-calowym radiusie.


Jakich kosmetycznych zmian dokonaliście, by Hot Rod wyglądał tak dobrze?


Chciałem, by gitara miała w sobie rock ‘n’ rollowy klimat. Pozbyłem się więc pickguardu, który moim zdaniem pełni bardziej dekoracyjną, aniżeli ochronną funkcję. Ponadto z pickguardem nie mogłem swobodnie kłaść palców na korpusie. Pomysły na kolor wzięły się z katalogu Chevroleta ’57. Uwielbiam kolory z tamtych lat, więc postanowiliśmy ich użyć zamiast zwykłego pomarańczowego. Na samochodach lakier wygląda mimo wszystko inaczej. Świetnie, zamiast klasycznego lakieru, wyglądałby też bejcowany klon, który lekko wyłania się spod kolorowej warstwy.


Czym różni się Hot Rod od modelu Nashville, z którego również korzystasz?


Hot Rod jest gitarą, z którą wchodzisz na scenę, podłączasz i grasz. Po zejściu z linii produkcyjnej, istotne jest jej rozegranie, zanim wydobędziesz z niej dobre brzmienie. Nashville są dla gości, którzy raczej wolą usiąść i pograć fingerstyle.


Wielu gitarzystów rockabilly lubi też Telecastery. Czy wybrałbyś gitarę tego typu?


Uwielbiam wygląd Tele, ale ja po prostu nie potrafię na nich grać. Przede wszystkim stoi za tym klonowy gryf. Mam wrażenie, jakby był "niedokończony". Myślę sobie: "Gdzie jest podstrunnica?!" Z Telecasterem czuję się, jak na lodowisku, niepewnie. Nie czuję też do końca umiejscowienia przełącznika przystawek. Jestem przyzwyczajony do błyskawicznego przełączania z góry w dół.


Czy lubisz inne modele Gretscha? Co sądzisz np. o White Falcon?


Grałem na Gretschu White Falcon na ostatniej trasie w Stanach Zjednoczonych. Konkretnie jest to wersja z Custom Shopu z moimi sygnowanymi przetwornikami. Ludzie nie przestają o niej rozmawiać: "Co to za gitara? Jest wspaniała, to brzmienie…".


Czy są jakieś techniki, które szczególnie sprawdzają się w przypadku Gretscha?


Dla mnie zawsze hollow-body miało to "coś". Gdy stoję na wprost wzmacniacza, wydobywający się z niego dźwięk wnika do instrumentu. Gitary te mają w sobie magię. Sądzę, że Gretsch nadaje się do grania różnych gatunków muzyki. Nawet w heavy metalu, gdzie mamy do czynienia z bardzo przesterowanym sygnałem, gitara hollow dobrze spełniałaby swoją rolę. Nie widzę przeszkód. Lubię, gdy na Gretschu grają bluesmani.


Duane Eddy wypełniał wnętrze swojego 6120, by uniknąć sprzężeń. Czy zdarzało ci się kiedykolwiek dokonywać podobnych zabiegów?


Nigdy tego nie robiłem. Zanim powstała seria ’58, poprzednie wersje nie miały charakterystycznego dla Gretscha wewnętrznego wzmocnienia. Wyobrażam sobie gitarzystów, którzy mieli problem z feedbackiem. Kiedy pojawiły się te wzmocnienia, problem ze sprzężeniami się skończył.


Przy pomocy jakich wzmacniaczy można uzyskać najlepsze brzmienie w stylu rockabilly?


Rockabilly dla każdego może oznaczać co innego. Obecne rockabilly definiuję jako "rockabilly plus". Nie żyję w latach ’50. Co prawda lubię muzykę z tamtych lat i to brzmienie, jednak jest jedno "ale": musisz walczyć z perkusistą, by przebić się przez jego partie. Slim Jim (perkusista Stray Cats, przyp. red.) zawsze wygrywa. Nigdy nie udało mi się zagrać wystarczająco głośno, by go "przekrzyczeć". Ze wzmacniaczy, wystarcza mi Fender Bassman. Mimo że jest to model z wczesnych lat ’60, brzmi dobrze i ma odpowiednią głośność. Seryjnie były w nich montowane głośniki Oxford, które wyjmowałem i zamieniałem na Celestion Vintage 30. Używam ich od zawsze.


Jaką rolę w twoim brzmieniu odgrywa delay?


Moim ulubionym delayem jest Roland Space Echo 301. Lubię go za to, że mimo budowy, niczym czołg, jest to delay taśmowy. Echoplex jest zawodnym delayem. Nigdy nie mogłem nad nim zapanować. Z jednej strony brzmi doskonale, a z drugiej jest awaryjny.


Co podziwiasz w grze innych gitarzystów rockabilly?


Najlepiej jest wnieść do muzyki własny styl. Dobrze jest słyszeć kogoś, kto gra w stylu lat ’50, ale tylko wtedy, gdy włącza w to swoją tożsamość. Lubię JD Macphersona, Imeldę May; fantastycznym gitarzystą rockabilly jest Darrel Higham. Jest też Kanadyjczyk, Paul Pigat. Jest genialny. Jest wielu gitarzystów, których podziwiam. Gdy ja grałem rockabilly w latach ’80, było mało takich ludzi, jacy tworzą dziś.


Kto według ciebie jest "ojcem" rockabilly?


Jeżeli chcesz poznać Rockabilly 101, posłuchaj "The Sun Sessions" Elvisa Presleya. Scotty Moore to jest gość!


Czy byłeś zadowolony z reakcji fanów na wydany w zeszłym roku album "Rockabilly Riot"?


Właśnie zakończyłem trasę w Stanach. Zauważyłem, że utwory z tej płyty, takie, jak "Let’s Shake", czy "Nothing Is A Sure Thing" spotykają się z tak samo pozytywnym odzewem, jak hity "Rock This Town", czy "Rumble In Brighton", co jest fantastyczne. Spójrzmy prawdzie w oczy. Gdy grane są nowe utwory, wiele osób wychodzi na zewnątrz by zapalić, napić się piwa, czy pójść do toalety…


Co masz w najbliższych planach?


Właśnie skończyłem bożonarodzeniowy album "Rockin’ Rudolph", który zarejestrowałem z big bandem. Jest naprawdę dobry. Od dziesięciu lat nie nagrałem nic "świątecznego". Pomyślałem, jakie świąteczne utwory pozostały. Jest ich multum. Nie nagrałem do tej pory np. "Rockin’ Around The Christmas Tree, czy "Here Comes Santa Claus". To klasyki, które możesz zabrać ze sobą gdziekolwiek. Musisz mieć tylko wyobraźnię, dzięki której sprawisz, że te utwory zaczną "bujać"..

GALERIA
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie