Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jason Barwick (The Brew)

the brew

Jason Barwick (The Brew)

Przez wielu zespół The Brew uznawany jest za największą sensację na Wyspach Brytyjskich od lat 60., a muzycy święcą triumfy wszędzie, gdzie tylko
się pojawiają.

Pomimo swojego młodego wieku artyści zbierają pochwały zarówno ze strony coraz to większej grupy fanów, jak i mediów. Jeden z dziennikarzy BBC stwierdził nawet, że energia emanująca z grupy The Brew jest wprost fenomenalna, a magazyn "It’s Only Rock’n Roll" okrzyknął ją zespołem roku 2006 i 2007. Filarem grupy jest zaledwie osiemnastoletni Jason Barwick, gitarowy geniusz łączący w sobie talent takich wirtuozów, jak: Jimmy Page, Jimi Hendrix i Stevie Ray Vaughan. Artysta, z którym rozmawiamy w tym miesiącu, opowie nam o swoich muzycznych inspiracjach, sprzęcie, a także o tym, w jaki sposób ćwiczy na gitarze. Słuchając gry tego młodego muzyka, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że muzyka rockowa przetrwa właśnie dzięki takim artystom jak on.

W jaki sposób zacząłeś swoją przygodę z gitarą?


Od najmłodszych lat zawsze chciałem grać na gitarze, a swoją przygodę z instrumentem zacząłem, gdy miałem zaledwie pięć lat. Teraz w wieku osiemnastu lat muszę przyznać, że nigdy nie oglądałem się za siebie. W gitarze jest coś takiego, co zawsze zachęcało mnie do grania.

Kto cię pierwszy zainspirował?

To bardzo trudne pytanie, ponieważ takich inspiracji mógłbym wymienić bardzo wiele. Nawet jeśli zespół The Brew gra blues-rocka, to moje fascynacje muzyczne są znacznie szersze i można znaleźć wśród nich także Hanka Marvina czy Marka Knopflera (śmiech). Abstrahując od tego, że wychowałem się na wielu gatunkach, moje główne inspiracje to Stevie Ray Vaughan, Jimi Hendrix i Jimmy Page.


Czy pamiętasz jakiś moment przełomowy, który zmienił twoje podejście do życia i gry na instrumencie?


Zawsze pamiętam chwilę, gdy będąc bardzo młodym chłopakiem, odkryłem bluesa. Oczywiście pamiętam też moment, w którym po raz pierwszy usłyszałem Steviego Raya Vaughana - byłem siedmiolatkiem, gdy mój ojciec puścił mi kasetę wideo SRV. W tamtym czasie poznałem także Gary’ego Moore’a i od razu wiedziałem, że zostanę muzykiem! Poza tym to mnie zainspirowało do tego, by nauczyć się wydobywać z gitary właśnie takie brzmienie, jak to robili moi idole. Z okresu dzieciństwa mam również wspomnienie dotyczące posiadania przywileju odbioru muzyki na żywo, ponieważ ojciec zabierał mnie do małego klubu o nazwie The Spiders Web, gdzie co piątek odbywał się jakiś koncert. Siadywałem tam i podziwiałem każdego artystę na scenie. W efekcie zacząłem odczuwać olbrzymi szacunek do muzyki granej na żywo. Miło wspominam też spotkania z różnymi muzykami w moim mieście Grimsby. Często pozwalali mi wejść na scenę i pojmować, co miało ogromny wpływ na moje nastawienie do gry na żywo z innymi muzykami. W wieku jedenastu lat założyłem swój pierwszy zespół, który nazwaliśmy The Twisted Blues Band. Potem przeszedłem do zespołu grającego typowego chicagowskiego bluesa - Jason and The Swamp Snakes. Ale wciąż chciałem czegoś innego - chciałem więcej mocy i, jak to się mówi, więcej rocka. Aż wreszcie szczęści mi dopisało, bo spotkałem na swej drodze zespół, który w owym czasie nazywał się Strange Brew. Był to świetny skład muzyków: Kurtis Smith i Tim Smith. Zapytali mnie, czy nie chciałbym z nimi grać - a muszę tu dodać, że ci faceci mieli już niezłą renomę w mieście - więc od razu przyjąłem ich propozycję. Zmieniliśmy nazwę na The Brew. Ta chwila była dla mnie niezwykle ważna i zdecydowanie zmieniła moje podejście do instrumentu, a także ukształtowała mnie jako muzyka. Ci faceci byli poważnymi artystami, a ja stałem się szczęściarzem - mogę grać na gitarze i realizować swe największe marzenie z dzieciństwa, które na zawsze zmieniło moje życie.


Jakie masz najlepsze wspomnienie z grania na scenie i w studiu?


Muszę przyznać, że to też jest dość trudne pytanie... Mam tak dużo dobrych wspomnień z koncertów i studia, że ciężko jest wybrać jakieś szczególne. Jeśli już mam wskazać konkretne wspomnienie z koncertu, to wybrałbym to pochodzące z pewnego fajnego brytyjskiego festiwalu bluesowego, który jest organizowany w miejscowości Colne. Przed występem byłem bardzo zdenerwowany, ponieważ jako zespół rockowy lubujący się w naprawdę głośnym graniu, nie zajmowaliśmy się typowym bluesem. Z jakiegoś powodu nie sądziłem, że możemy wypaść dobrze. Ryk prawie pięciotysięcznego tłumu, który słyszałem, będąc jeszcze za sceną, nie działał na mnie uspokajająco. Praktycznie przed każdym koncertem się denerwuję, ale tym razem sprawa była naprawdę poważna! Najlepszą więc częścią tego wspomnienia jest to, że gdy weszliśmy na scenę, publiczność odebrała nas wprost fantastycznie i naprawdę cieszyła się naszą muzyką. Na domiar wszystkiego organizator uznał nasz występ za najlepiej przyjęty na całym festiwalu. Natomiast jeśli chodzi o najlepsze wspomnienia ze studia, to muszę powiedzieć tu o chwili, gdy po męczącym weekendzie, spędzonym na nagraniach i miksowaniu, usłyszeliśmy efekt finalny naszej pracy. To było niesamowite uczucie, gdy miks i produkcja tak pozytywnie nas zaskoczyły! I oczywiście w końcu mieliśmy się czym pochwalić jako zespół.


W jaki sposób ćwiczysz?


Byłem pod opieką Andy’ego Simonsa, niesamowitego muzyka i wspaniałego człowieka, który pomagał mi od bardzo dawna i nauczył rozumienia muzyki jako takiej. Zmobilizował mnie do tego, aby nie tylko ćwiczyć codziennie, ale także słuchać muzyki, odróżniać poszczególne części utworu, riffy i zagrywki. Nauczył mnie, jak ważne jest powtarzanie i kopiowanie zagrywek jedynie przez improwizowanie na pewnej części podstrunnicy tak długo, aż zabrzmią one czysto, i tak jak powinny (śmiech). Powtarzałem więc te zagrywki w kółko, dopóki ich nie rozwaliłem i nie opanowałem do perfekcji. Z powodu naszego ciągłego koncertowania aktualnie moją podstawową okazją do ćwiczeń są... występy na scenie. Nie mam zbyt wiele czasu na pracę z instrumentem w domu, ale gdy już to robię, to staram się, aby wszystko brzmiało świeżo i na dobrym poziomie.


Co powiesz o swoim sprzęcie?


Moim głównym instrumentem jest Fender Stratocaster z roku 1962, którego nazywam "My Baby". Uwielbiam tę gitarę! Ma bogate brzmienie i świetnie leży w dłoni. Mam też Gibsona Les Paula Custom, którego dostałem jako prezent od znajomego muzyka Carla Axona z zespołu The Doctors And The Medics. Myślę, że każdy pamięta ich hit z 1985 roku zatytułowany "Spirit In The Sky". Miałem też szczęście, ponieważ zostałem endorserem firmy Shine, która zrobiła mi świetne wiosło (bardzo podobne do Les Paula) o bogatym, humbuckerowym brzmieniu.


A wzmacniacze?


Głównie używam głowy Marshalla JCM 2000 DSL 50 z kolumnami 1960A 4×12" i JCM 900 4×12", która stoi na dole. Powód, dla którego używam tego zestawu, jest taki, że oferuje on pełne, mocne brzmienie i ma bardzo naturalny przester, co nadaje mu vintage’owy charakter. Mam też wzmacniacz Fender Twin Reverb - fantastyczny piec o doskonałym, czystym brzmieniu i z dużym wykopem.


A co z efektami?

No cóż, próbowałem wielu efektów. Używałem prawie wszystkich modeli Tube Screamerów, spośród których wymienię choćby TS-808, TS-9 czy TS-10, i myślę, że są świetne szczególnie dla mojego brzmienia. Niestety nagminnie je psułem, co mnie ciągle bardzo wkurzało (śmiech). Postanowiłem więc spróbować czegoś innego i teraz używam Bossa OD-3, żeby podbić głośność w solówkach. Ta kostka oferuje bogate, pełne brzmienie, a przy tym duży power. Z pozostałych efektów mogę wymienić kaczkę Voxa, którą uwielbiam za tłuste brzmienie. Niekiedy stosuję też delaya, chociaż staram się z nim nie przesadzać.


Jakie rady dałbyś młodym gitarzystom?


Po prostu bądź cierpliwy, czuj to, co grasz - oczywiście dużo ćwicz i nie trać wiary! Zanurz się w muzyce i szukaj inspiracji dosłownie wszędzie!


Co możesz powiedzieć o nowej płycie grupy The Brew, która wkrótce pojawi się na rynku?


Znajdzie się na niej mieszanka wszystkich naszych wpływów. Staraliśmy się każdemu utworowi nadać moc i wyjść do słuchacza. Na nowym krążku będzie też fajne, mocne solo na perkusji Kurtisa Smitha, a solówki perkusyjne na albumach to raczej rzadkość. Chcieliśmy pokazać naszą muzykalność, i to każdego z osobna. Zależało nam na tym, aby zaznaczyć swoją indywidualność i wyróżnić się na tle innych typowych płyt wydawanych obecnie. Myślę, że nasz album pojawi się w sprzedaży lada moment. Nie ma jeszcze potwierdzonej daty, ale damy znać od razu, gdy tylko będziemy to wiedzieć.


Wywiad przeprowadziliśmy dzięki
uprzejmości agencji Bluesfactory
(www.bluesfactory.pl ),
której serdecznie dziękujemy za pomoc.

GALERIA
the brew
the brew
the brew
the brew
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie