Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Zbigniew Wróblewski (Merlin Pickups)

Wróblewski

Zbigniew Wróblewski (Merlin Pickups)

O przetwornikowej pasji, branżowej mitomanii i wkładzie w rozwój polskiego metalu rozmawiamy ze Zbyszkiem Wróblewskim - założycielem firmy Merlin Pickups.

Kiedy zacząłeś grać na gitarze?


Na gitarze zacząłem grać, kiedy mój ojciec zdobył dla mnie gitarę Julia. Pracował w firmie, w której funkcjonował zespół muzyczny, ale komuś to nie pasowało, więc grupę zlikwidowano. Sprzęt postanowiono zniszczyć. Ojciec był w komisji kasacyjnej i udało mu się uratować ten instrument, przerzucając go w nocy przez płot. To była taka "skrzypcówka" (półpudło) zbliżona wyglądem do basu McCartneya. Przerobiłem ją ze sto razy. Potem kolega zbudował mi fuzza i było cudownie. To był początek lat 80. Wyszła wtedy płyta "British Steel" zespołu Judas Priest. Usłyszałem ją pierwszy raz i koniec - było już po zawodach. Nie chciałem słuchać niczego innego.


Wtedy też poznałeś Petera?


Tak. Miałem taki duży, oryginalny znaczek Judas Priest z żyletką. Gdy poznałem Petera, powiedziałem mu: "Widzisz ten znaczek? Tak właśnie chcę grać". Założyliśmy więc zespół. Pamiętam, że zastanawialiśmy się nad nazwą i padła propozycja "Terror". Ale akurat do kin wchodziły "Gwiezdne Wojny" i kiedy wróciłem z seansu, wiedziałem już, jaka nazwa pasuje klimatycznie do takiej muzyki: "Vader". Tak więc powstał ten zespół, w którym Peter początkowo grał na basie. Jednak już po trzeciej próbie nie wytrzymałem, bo grał na tym basie szybciej od światła, więc powiedziałem mu, że na basie powinno się grać trochę inaczej i spytałem, czy on może nie powinien grać na gitarze... A był to taki moment, kiedy to moja mama finansowała wszystko, można więc powiedzieć, że była właścicielką całego sprzętu Vadera (śmiech). Sprzedaliśmy ten bas i z jej pomocą kupiliśmy Kosmosa. Wtedy Peter zaczął grać na gitarze solowej. Były oczywiście roszady personalne, bo byliśmy bardzo twardzi w doborze muzyków. No i w pewnym momencie mnie samego spotkała niespodzianka - koledzy wyrzucili mnie z mojego własnego zespołu.

Jak do tego doszło?


To był rok 1986. Zakwalifikowano nas na "Metalmanię", i to bez żadnych układów czy znajomości, co w tamtych czasach było ewenementem. Po prostu wysłaliśmy taśmę i wkrótce zadzwonili z informacją, że nasz zespół został zakwalifikowany. Zebrałem muzyków i zaczęliśmy grać kilkugodzinne próby trzy razy w tygodniu, dzięki czemu byliśmy świetnie przygotowani. Jednak im bardzo nie podobała się ta harówka, to po pierwsze. Po drugie, koledzy zaczęli wtedy słuchać Metalliki i Slayera. Chcieli tak grać jak te grupy, a ja nie chciałem. I tyle. Założyłem wtedy od razu drugi zespół, Raxas, który nawet zaczął odnosić sukcesy, ale nie było w nim już tyle pasji i poświęcenia, co w Vaderze. Wszyscy liczyli na mnie, że zorganizuję, załatwię itd. Poza tym koledzy weszli w historie typu "wieczna wymiana sprzętu na lepszy". Trafiła mi się wtedy okazja wyjechania do roboty do Szwecji. Kiedy wróciłem po trzech miesiącach, zastałem zespół w rozkładzie. Nie zagrali ani jednej próby. Wkurzyłem się i oznajmiłem, że od tej chwili kierownikiem zespołu jest kolega Jurek, i odszedłem. To był koniec zespołu. Wtedy postanowiłem żyć z muzyki. Nie grać muzykę, tylko żyć z muzyki. W 1991 roku zarejestrowałem działalność gospodarczą pod nazwą: "Merlin Pickups".


Dlaczego zająłeś się produkcją przetworników?


Do zajęcia się pickupami skłonił mnie brak talentu do pracy w drewnie. Pracowałem kiedyś u Waldka Iwana w firmie produkującej gitary. Początkowo wykonywałem różne prace pomocnicze, a później usiłowano mnie wdrożyć w lutnictwo. Z lutnictwem jest tak, że albo ma się talent, albo się go nie ma. W moim przypadku okazało się, że talentu się nie ma. Nic w tym nadzwyczajnego, bo smykałki do drewna nie ma wielu ludzi, tylko nie wszyscy chcą się do tego przyznać. Pasjonowały mnie jednak gitary, więc szukałem dalej jakiegoś zajęcia związanego z tym tematem. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby zająć się elektroniczną stroną instrumentu. Zacząłem intensywnie się tym interesować, zbierałem różne informacje, a miało to miejsce w połowie lat 80., więc łatwo nie było. W tym czasie firma Waldka trochę podupadła, permanentnie brakowało pieniędzy i trzeba się było zwolnić. Na odchodne Waldek spytał mnie o dalsze plany. Powiedziałem, że będę robił pickupy. Na co on się roześmiał i powiedział: "Nigdy nie zrobisz dobrego przetwornika". Takie dostałem błogosławieństwo na dalszą drogę. Dobrze pamiętam tę chwilę, bo jego słowa dodały mi energii do działania. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego on tak powiedział. Co w tych pickupach jest takiego magicznego?


Znalazłeś w końcu tę magię?


Po dwudziestu latach grzebania w temacie wiem już ponad wszelką wątpliwość, że w przetwornikach nie ma niczego magicznego. Nie ma magii. Jest rzetelna wiedza oparta własnym doświadczeniem i rzetelna robota, a reszta to marketing.


Na opakowaniach pierwszych pickupów pisałeś, że grałeś w Vaderze - to też marketing...


Tak. Zrobiłem to po to, żeby ludzie wiedzieli, że te pickupy robi muzyk dla muzyków, a nie inżynier dla muzyków. W tamtych czasach panowała tu epoka metalu. W zasadzie nie robiło się przystawek do Stratocasterów, bo te mało kto miał. Tak więc robiło się tylko trzy rodzaje humbuckerów: ciężkie, bardzo ciężkie i potwornie ciężkie (śmiech). Vader nagrywał wtedy swoją pierwszą płytę. Firma Ran robiła dla nich gitary i padł pomysł, żeby wykorzystać w nich moje przystawki. Montowałem Peterowi w gitarze swoje kolejne konstrukcje, aż po wielu próbach powiedział wreszcie, że jest OK. Wtedy powstał prototyp obecnego modelu Hellfire. Tak więc w pewnym sensie był to marketing, natomiast to, co obecnie wymyślają firmy produkujące przystawki, jest zdumiewające.


Texas tone that’s bad to the bone? (śmiech)


Ależ oczywiście. To znakomity przykład marketingu, chociaż akurat przystawki Rio Grande są naprawdę dobre i do nich mam mało uwag. Inne firmy dużo bardziej ściemniają - zdarzają się przypadki, gdzie pod błyskotliwym hasłem marketingowym kryje się produkt o miernej jakości. A już największe firmy to robią prawdziwe cuda...


Masz na myśli sprzedawanie tak zwanej chińszczyzny pod znaną marką?


Niedawno na jednym z amerykańskich forów internetowych, dotyczących przetworników, padło pytanie: "Gdzie w USA kupić można amerykańskie szpulki do humbuckerów?", a później pojawiła się odpowiedź: "Wszystkie amerykańskie szpulki są koreańskie" (śmiech). Rzecz polega na tym, że Stany Zjednoczone, podobnie jak wiele krajów wysoko rozwiniętych, przechodzą albo już przeszły na etap postindustrialny. Tam się nie produkuje. Tam się tylko zarabia pieniądze. Jeśli można kupić w Azji gotowy element za ułamek jego wartości na Zachodzie, to tak się robi. Gdzie i w jaki sposób produkują pickupy takie firmy jak Seymour Duncan czy DiMarzio, nikt do końca nie wie. Jest to taka sama tajemnica jak produkcja samochodów Formuły 1. Są w tym zbyt duże pieniądze, by o tym publicznie opowiadać. Mogę natomiast powiedzieć, jak to robi Seymour Duncan w sensie jakości i precyzji wykonania. Mogę się na ten temat wypowiadać, bo często miałem i mam okazję rozbierać produkty tej marki. Mam do Seymoura duży szacunek, to naprawdę dobre pickupy, ale niestety w ostatnich latach dostrzegam, że są robione coraz gorzej. Zjawisko to ma jednak szersze spektrum. Coraz gorzej są też wykonywane gitary najbardziej znanych marek i wiele innych rzeczy. Jakiś czas temu oddawałem po naprawie jedną taką gitarę. Miała humbucker pod mostkiem i muszę powiedzieć, że nie wyglądało to dobrze.


Czy ten spadek jakości dostrzegasz we wszystkich znanych ci firmach, czy są jakieś wyjątki?


Jedną z niewielu firm, które od początku istnienia trzymają jakość, jest EMG Pickups. W mojej karierze spotkałem tylko jeden uszkodzony pickup tej firmy. Niestety nie dał się naprawić, więc wymieniłem go na Merlin Hellfire. Zepsuty EMG-81 odkupiłem od klienta i natychmiast go rozebrałem na części pierwsze, żeby zobaczyć, jak jest zbudowany.

Co odkryłeś podczas tej sekcji?


To, co wiedziałem już wcześniej z teorii. Jest to zwykły przetwornik z normalnym uzwojeniem, magnesem itd.


Niektórzy twierdzą, że przystawki aktywne brzmią sterylnie. Czy to tylko mit?


Moim zdaniem jest to mit. Kiedy zespół wyjdzie na scenę i gra rockowy numer, to ja nie znam zawodnika, który potrafiłby na ucho powiedzieć, czy gitarzyści używają przetworników aktywnych, czy pasywnych.


Być może za to, co krytykują gitarzyści, odpowiedzialny jest układ wzmacniający sygnał przystawki?


Sygnał z przystawki można rozgrywać na dwa sposoby. Albo ta elektronika kształtuje charakterystykę, albo nie. Można puścić czysty sygnał, na który ma wpływ wyłącznie konstrukcja samego przetwornika. Ale może też być tak, że "producent wie lepiej", co jest dobre i już na starcie modeluje brzmienie, tak aby miało narzuconą z góry charakterystykę. Jeśli tak się zdarzy, to jest to wada. Za to zdecydowaną zaletą pickupów aktywnych jest tak niski poziom szumów, że można się pozbyć nawet uziemienia strun. W skrajnych warunkach gitarzyście śpiewającemu do mikrofonu może to uratować życie. W praktyce jest to tak, że gitarzysta zdejmuje swoim ciałem szumy z elektroniki. Jeśli gitarzysta śpiewa i jest ciałem na masie swojego backline’u, która ma inny potencjał niż masa głównego nagłośnienia, to ta różnica potencjału spotka się pomiędzy mikrofonem a ustami tego gitarzysty... W przypadku gdy będzie to napięcie rzędu 300V, to możesz sobie wyobrazić, co się wtedy stanie.


Nierzadkie są porażenia prądem, kiedy dotyka się strun kolegi z zespołu podpiętego do innego gniazdka...


Podobnych sytuacji jest wiele. Byłem kiedyś na warsztatach, na których wokalista chwycił jedną ręką mikrofon, a drugą metalowy maszt od namiotu i tak został. Z początku nikt nie wiedział, co się stało, aż wreszcie ktoś go stamtąd wypchnął, ratując mu życie. W przypadku gitary aktywne przystawki rozwiązują ten problem, gdyż ich konstrukcja zapewnia bezszumową pracę. Nie ma potrzeby uziemiania strun. Jeśli jakiś aktywny przetwornik brumi, to znaczy, że jest źle zamontowany lub pracuje już w tak zakłóconej okolicy, że nie da się tego obejść.


Jednakże każdy przetwornik magnetyczny musi mieć jakiś, choćby minimalny szum własny


Tak, to wynika z jego konstrukcji. Na chłopski rozum, przystawki gitarowej nie da się w całości zaekranować, bo jeśli się ją zupełnie odetnie magnetycznie od otoczenia, to przestanie grać. W związku z tym jest ona narażona na zakłócenia pochodzące z pól magnetycznych. Powodują je wszystkie transformatory, przewody i tym podobne. A już scena jest wręcz wymarzonym miejscem dla najróżniejszej maści zakłóceń.


Wracając do mitów dotyczących przystawek jakie są twoje spostrzeżenia w tym temacie?


Przede wszystkim im bardziej powszechny jest Internet, tym więcej mitologii. Wiąże się to z tym, że jeśli pickup kosztuje 500 złotych, to aby samodzielnie sprawdzić jego brzmienie, trzeba mieć tyle pieniędzy. Wielu ludzi czyta więc opinie innych ludzi, którzy cytują innych ludzi, że jeszcze inni ludzie grali na takiej przystawce i... to działa jak głuchy telefon. Jednakże największym nieporozumieniem jest mówienie, że przystawka brzmi tak czy inaczej. W rzeczywistości ten sam przetwornik w każdej gitarze brzmi trochę inaczej. Kombinacji drewna i osprzętu w gitarze może być dosłownie tysiące. Do tego można dołożyć różne struny, które można ustawić na milion sposobów i uderzyć je tysiącem różnych kostek, a potem przepuścić sygnał z gitary przez miliard kombinacji efektów i nagłośnić to tryliardem kombinacji wzmacniaczy i głośników... I tyle w tym temacie.


To jak jest w końcu, pickup brzmi, czy nie?


Pickup to nie equalizer. Szukanie brzmienia już na etapie przystawki to nieporozumienie. Często dostaję takie telefony, jak: "Proszę pana, jest taka płyta mojego ulubionego gitarzysty, na której jest super brzmienie. Chciałbym, żeby pan mi zbudował pickup, który mi takie brzmienie da". Albo inny kwiatek: "Chciałbym, żeby pickup brzmiał jak Gibson ES-335, tylko żeby miał trochę więcej górki" (śmiech).


Może powinieneś dodawać do pickupów gratis w postaci sprzętu znanego gitarzysty? (śmiech)


Sądzę, że nawet gdybym zabrał danemu idolowi cały jego sprzęt i dał temu młodemu człowiekowi, to i tak nie zabrzmi to jak oryginał. Do tego dochodzi cały proces produkcyjny płyty. Nigdy nie wiemy, co się dzieje po drodze z sygnałem, i jak jest on przetwarzany. Jeśli przeanalizuje się łańcuch powstawania brzmienia od momentu uderzenia struny kostką aż do włożenia płyty do odtwarzacza, to można oszaleć. Zresztą to jeszcze nie koniec. Każdy domowy zestaw hi-fi brzmi inaczej i każde pomieszczenie, w którym ustawi się dowolny taki zestaw, także "brzmi" inaczej.


Jak więc konstruujesz swoje przetworniki?


Jestem świadomy tego, jak każdy element wpływa na końcowy efekt. Jeśli klient jest konkretny i wie, o co mu chodzi, to wyznacza mi kierunek. Buduję wtedy pickup, którego w zasadzie nie muszę sprawdzać, bo byłaby to tylko strata czasu. Mam przecież inną gitarę, inną technikę i nie ja będę na tym grał. Wysyłam więc produkt do klienta i w 80 procentach przypadków dostaję odpowiedź zwrotną, że jest git i o to mu chodziło. Jeśli nie, to zawsze można mi pickup odesłać. Nie ma z tym problemu. Zdarzało się też i tak, że wysyłałem dwa przetworniki do wyboru. Niestety chyba od tego odejdę, bo klienci nie szanują cudzej pracy. Pickupy wracają porysowane, z poucinanymi kablami, czasami luzem, bez gąbki wrzucone do pudełek... Ale cóż, taki naród.

Cały czas poszerzasz ofertę firmy?


Oczywiście, przetworniki to moja pasja i świetna zabawa. Jak mógłbym sobie tego odmówić? W zeszłym roku wprowadziłem model Hot Overwound, czyli mocniejszą wersję singla Classic Strat nawijanego według starych specyfikacji z lat 60. Wprowadziłem też do produkcji cztero- i pięciostrunowe wersje humbuckera basowego BassBlaster. Tegoroczne nowości to Sabotage (humbucker o mocnym rockowym brzmieniu), MP90 (wypełniający lukę pomiędzy tradycyjnymi singlami i humbuckerami) oraz P.A.F. 7 (klasyczny humbucker nawiązujący konstrukcją do legendarnych pickupów z lat 50., a przeznaczony do gitary siedmiostrunowej). W kooperacji z Przemkiem Sułkowskim (PAS Guitars) wyprodukowałem też niewielką ilość humbuckerów S8 do gitar ośmiostrunowych. Pełną ofertę Merlina znaleźć można na stronie www.merlinpickups.com.

Rozmawiał: Krzysztof Inglik

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie