Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Brian May (Queen)

Brian May (Queen)

Jesienią zeszłego roku grupa Queen z Paulem Rodgersem na wokalu odbyła trasę koncertową po Europie i Ameryce Południowej.

Tournée po Europie zapoczątkował koncert w Charkowie na Ukrainie, na który przybyło około 345 tysięcy osób. Później muzycy odwiedzili kolejno Moskwę oraz stolicę Łotwy - Rygę. Ku ogólnemu zaskoczeniu fanów podczas koncertu w Rydze na scenę został zaproszony Ivars Godmanis, premier Łotwy, który zasiadł za bębnami i zagrał z zespołem utwór "All Right Now". Jak się potem dowiedzieliśmy, radził sobie całkiem nieźle... Ale z Brianem Mayem spotykamy się jeszcze przed rozpoczęciem wspomnianej trasy, czyli przed wizytą zespołu na Ukrainie, a ściślej mówiąc - tuż przed próbą w Wielkiej Brytanii, gdzie udało nam się z nim porozmawiać.

Kiedy normalny śmiertelnik przygotowuje się do trasy koncertowej, zwykle rezerwuje salę na dwie czy trzy próby, kupuje nową koszulę, załatwia sobie jedną zapasową gitarę i upewnia się, że wszystkie jego kostki efektowe mają nowe baterie. Raczej nie w głowie mu wielkie telebimy, światła i olbrzymia ekipa techniczna. Przeciętny gitarzysta nie będzie zmieniać gitary kilkanaście razy podczas koncertu. Jeśli jednak jest to muzyk grający w grupie takiej jak Queen, sprawy mają się zupełnie inaczej. Wtedy na próby wypada zarezerwować co najmniej całe Elstree Studios koło Londynu, a do przewożenia sprzętu wynająć kilka... ciężarówek.

Na uwagę zasługuje fakt, że 15 września 2008 światło dzienne ujrzał debiutancki album studyjny zespołu Queen + Paul Rodgers zatytułowany "The Cosmos Rocks", na którym znalazł się materiał nagrany przy udziale Rodgersa w roli wokalisty. Jest to pierwszy krążek zespołu Queen wydany po 1995 roku, kiedy ukazała się pożegnalna płyta "Made In Heaven".

Wróćmy jednak do naszej rozmowy z muzykiem. W pewne słoneczne wrześniowe popołudnie, kiedy to umówiliśmy się z Mayem, zespół miał odbywać jedną z prób. W studiu znajdowała się tylko ekipa techniczna (wiele z tych osób pamięta jeszcze czasy Freddiego) i my - nie licząc podskakującego doga niemieckiego należącego do jednego z członków ekipy. Nad wszystkim czuwa prawa ręka Briana Maya, Pete Malandrone.

Brian właśnie zmierza w naszą stronę, wyciągając rękę na powitanie. Widać, że humor mu dopisuje. "Tak, to jest zupełnie nowa trasa koncertowa. Oto nasze nowe zabawki - pokazuje nowy sprzęt oświetleniowy. - A to (tu wskazuje dwa wzmacniacze Vox AC30) są stare zabawki, które wciąż działają nienagannie. To zasługa Pete’a. Obecnie ułatwiłem sobie życie i nie zadaję zbyt wielu pytań. Jeśli jakiś sprzęt działa i brzmi dobrze, to jestem zadowolony i nie kombinuję. A ten zestaw brzmi wręcz wspaniale".

Kolejna ciekawostka dotyczy wielkiego telebimu: "Spójrzcie na ten wielki ekran wideo, to też nasza nowa zabawka. Posiada tyle funkcji, że sam się w nich gubię. Jest bardzo nowoczesny i możemy za jego pomocą robić wiele różnych rzeczy. Nie popieramy zbytniego rozpasania, jeśli chodzi o gadżety, bo one odciągają uwagę od muzyki. Ale te rzeczy w odpowiedni sposób ją uatrakcyjniają i dlatego przez większą część koncertu wykorzystamy ten telebim między innymi do gry świateł".

Wielu muzyków marzy o tym, żeby zagrać na tak wielkiej scenie i dla tak wielkiej publiczności, jaką ma Queen. Dla Maya jest to już chleb powszedni. Doskonale wie, że próby są koniecznością i częścią tej całej oprawy związanej z zaplanowaną trasą. "Przygotowania do dużych koncertów są bardzo czasochłonne. A gdy już do nich dojdzie, to trudno jest znieść to wszystko, szczególnie fizycznie - przyznaje. Poza tym dawanie koncertów wiąże się z wyjazdem z domu, za czym szczególnie nie przepadam. Ale zdaję sobie sprawę, że jest to poniekąd cena, jaką trzeba zapłacić za swoją pasję i sławę".

Twarz naszego rozmówcy zdecydowanie się rozjaśnia, kiedy mówimy o możliwości zwiedzenia niemal całego świata. "Po raz pierwszy jedziemy na Ukrainę, gdzie spodziewamy się zagrać dla dwustu tysięcy osób". A więc Brian nie spodziewał się, że to będzie dużo większa liczba. Muzyk kontynuuje:"To niewiarygodne. Nie mogę się wprost doczekać koncertu w tym kraju - nigdy wcześniej tam nie graliśmy. Wiem, że znają naszą muzykę, bo za żelazną kurtynę dochodziła cała masa bootlegów. Zagramy też po raz pierwszy w Moskwie i Rydze - z pewnością jest to przyjemne uczucie, mieć świadomość, że po tylu latach bycia na scenie wciąż jeszcze istnieją dla nas jakieś nieodkryte tereny".

Biorąc pod uwagę niezwykle bogaty repertuar Queen, jak też i Paula Rodgersa, wybór listy piosenek na koncert nie jest pewnie łatwym zadaniem. "Nie lubimy grać nowości na koncertach - śmieje się May. - Jednak stopniowo będziemy wplatać piosenki z nowego albumu. Włączyliśmy do naszych prób kilka starych kawałków Queen (i nie mówię tu o singlach) na prośbę Taylora Hawkinsa, perkusisty Foo Fighters. Tak więc gramy "Long Away" z płyty "A Day At The Races" (1976), "Tenement Funster" z krążka "Sheer Heart Attack" (1974). Nie zamierzamy grać ich w Rosji ani na Łotwie, ponieważ tam zagramy bardziej znane przeboje. Właściwie na próbach przećwiczyliśmy wszystko z płyty "The Cosmos Rocks", co jest zupełnie zaskakujące i nietypowe dla nas. Zawsze ćwiczyliśmy jakieś trzy czy cztery piosenki z danego albumu, a z tej płyty zagraliśmy właściwie wszystko. Można powiedzieć, że jesteśmy całkowicie zadowoleni z tych utworów, ale przecież nie możemy zagrać ich wszystkich na koncercie. Gralibyśmy wtedy przez trzy godziny non stop! Oczywiście im więcej jest dobrego materiału, tym więcej bolesnych cięć należy dokonać. Przecież musimy wcisnąć sporo starych, ale za to znanych kawałków, natomiast niektóre rzeczy trzeba będzie z bólem serca pominąć. Mimo to mam nadzieję, że publiczność tego nie zauważy (śmiech)".

Dzień, w którym prowadziliśmy z artystą rozmowę, nie do końca był pomyślny dla zespołu - Paul Rodgers miał drobne problemy z gardłem. Na szczęście wokalista wrócił do formy przed pierwszym koncertem i - jak nietrudno się było spodziewać - zespół dał serię wspaniałych koncertów, potwierdzając swoją wysoką klasę i spotykając się wszędzie z niesłabnącą miłością fanów.

O sprzęcie Briana Maya opowiada Pete Maladrone

Oprócz swojej słynnej gitary Old Lady (oryginalny Red Special) Brian ma kopię zapasową wykonaną przez Grega Fryera. Jest to istne cudo. Instrument ten został oznaczony literą "E", stąd wiadomo, jak go rozpoznać. Na kolejnej gitarze Fryera, która jest przestrojona o cały ton w dół, Brian gra utwór "Fat Bottomed Girls". Natomiast gitarą zapasową jest dla niej Green Special Andrew Guytona. Mamy też nową gitarę: Brian May Super. Jest przestrojona o pół tonu niżej i na niej Brian gra jedną z piosenek Paula Rodgersa zatytułowaną "Bad Company".Jeśli chodzi o nagłośnienie, to sygnał przechodzi przez trzy wzmacniacze Vox AC30: środkowy, lewy i prawy. Do środkowego dochodzi dźwięk nieprzetworzony, natomiast do dwóch pozostałych - z zaaplikowanymi efektami. Na przykład jeśli Brian używa chorusu, to sygnał z tego efektu trafia tylko do dwóch bocznych wzmacniaczy. Oczywiście Brian poradziłby sobie także z jednym AC30, lecz wtedy potrzebowałby jeszcze boostera.

Simon Bradley