Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paweł Ostrowski (The Sixpounder)

Paweł Ostrowski (The Sixpounder)

Z Pawłem Ostrowskim - liderem i osobą odpowiedzialną za działalność The Sixpounder, rozmawiamy o nowej płycie "True To Yourself", poglądach na nowinki techniczne w pracy gitarzysty, ale przede wszystkim, o życiu młodych muzyków gotowych na to aby dumnie wyjść poza Polskę.

Rzadko wykorzystuję prywatne rozmowy w wywiadach, ale nie mogę tego tematu odpuścić. Wczoraj rozmawialiśmy o tym, jak i czy w ogóle jeszcze można pchnąć The Sixpounder dalej. Wiesz, że dla wielu polskich zespołów to, co udało się wam osiągnąć w ciągu tych paru lat - a nie mam tutaj na myśli hajpu z pewnych siebie występów w telewizji, czy koncertów u boku Vader, nie mówiąc o Wacken czy graniu na festiwalu ze Slayer - jest zwyczajnie poza ich zasięgiem. Działacie naprawdę sprawnie, umiejętnie wybieracie miejsca na koncerty, swego czasu mieliście nawet pirotechnikę, a do tego zwiedziliście kawałek nie tylko Polski. Zatem, Paweł, jak to jest, że rozmawialiśmy o tym co zrobić, a przecież powinieneś mi mówić co będzie się u was działo. W końcu, o czym chyba nie wszyscy pamiętają, stoi za wami Universal.


Tak właśnie mam. Staram się wyznaczać sobie cele, zawsze. Jeśli już go osiągnę, to automatycznie to jest moment, kiedy chwilę później kończymy dany rozdział i trzeba wyznaczyć sobie nowy cel i go zrealizować. Moim wielkim marzeniem było zagrać na Woodstocku, stało się. Po zejściu ze sceny szybko zapomniałem o tym co się wydarzyło i szukałem nowej opcji. W tym momencie, jesteśmy po premierze trzeciej płyty, z której jestem szalenie dumny. Współpracowałem z producentem, który robił wielkie bandy. Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Nie wybrałem go dla tego, żeby w Polsce o tym mówili. Chciałem nowej jakości, chciałem innego spojrzenia na naszą muzykę kogoś spoza naszego kraju. Chciałem kogoś, kto zjadł zęby na zawodowych bandach i od kogo mogę się czegoś nauczyć. Ale ten proces również minął. Płyta jest już w moich rękach. Poświęciłem jej mnóstwo czasu, więc teraz chcę dotrzeć z nią do jak największej grupy odbiorców. Chcę grać jak najwięcej i prezentować The Sixpounder wszędzie, gdzie się da. Tak chyba powinna wyglądać droga każdego zespołu, który tworzy. Nie jest sukcesem nagrać świetny materiał w domu. Sukcesem jest docierać do ludzi. Universal w tym momencie odpowiedzialny jest za dystrybucję materiału, a całą resztą wciąż zajmuję się sam. Tak to w tej chwili wygląda. Chcę grać, grać i grać.


Wychodzi na to, że gdybyś uczestniczył w typowym cyklu koncertowym dwa lata - płyta itd., i tak doszedłbyś do ściany. Zadręczasz się tym wszystkim dlatego, że jesteś perfekcjonistą? Ciągle chcesz więcej i lepiej, a co jeśli w końcu trafisz na przysłowiową ścianę?


Wtedy szukam kilofa, żeby ją rozbić, albo drabinę, żeby przeskoczyć, albo po prostu czołgu, który ją zburzy. Nie uważam się za perfekcjonistę. Popełniam mnóstwo błędów. Jestem strasznie chaotyczny. Nie wyobrażam sobie jednak, że mógłbym coś zaniedbać. Ten zespół mnie definiuje. Tworzę konkretny album jeden raz. Gram konkretny koncerty jeden raz, więc muszę zrobić wszystko, żeby zaprezentować się najlepiej jak mogę. Nienawidzę dziadowania i działania na pół gwizdka. Półśrodki dają ćwierć rezultatów i według takiej zasady żyję. A jeśli pojawi się w moim życiu moment, kiedy z czystą świadomością nie będzie mi się chciało czegoś dokończyć z odpowiednią jakością, to koniec.


Nergal powiedział kiedyś, że najgorsze co mogłoby spotkać Behemoth to być po prostu przeciętnym. Dziś są jednym z największych ekstremalnych zespołów na świecie. Wydaje mi się, że w The Sixpounder trochę celowo wybraliście taką niszę, wiesz, ten melodyjny metal, aby uniknąć przeciętności, przynajmniej w Polsce. Tu nikt tak nie gra. Albo inaczej, teraz tak nie gra.


Nie, nie wybieraliśmy muzyki celowo. Gramy to co lubimy, w czym dobrze się czujemy. Nie wyobrażam sobie grać konkretnego gatunku metalu, którego się nie do końca czuje, ale się dobrze sprzedaje. Słucham skrajnie różnej muzyki, a to co gram to wypadkowa tego wszystkiego. Dla mnie muzyka, czy to metal czy blues musi dostarczać emocje. Wybrałem metal bo tu jest petarda, moc, energia i cios. Kocham to od zawsze. Są też ballady, bo najzwyczajniej w świecie lubię robić również ballady. Mam tylko jeden zespół, więc realizuję się tu w 100%.


A uważasz, że można grac metal kompletnie tej muzyki nie słuchając?


Wydaje mi się, że nie. Przynajmniej w moim przypadku tak to nie działa. Wiesz, ta muzyka daje mi coś czego nie znalazłbym w żadnym innym gatunku. Żyję tym i choć wiem jak to brzmi, metal stanowi integralną część mojego życia. Jeśli ktoś potrafi grać metal wcześniej z tą muzyką nie obcując, sądzę, że nie zrozumie emocji, które ten gatunek ze sobą niesie.


Podkreślasz wartość metalu w swoim życiu, to jak wpływa na Twoją pracę, jak motywuje cię do działania. Chyba mogę powiedzieć, że muzyka - nie chodzi mi tylko o zespół - wypełnia całe Twoje życie. Sam wybrałeś tryb życia i pracy, zresztą ciągle z muzyką, czy to w materii kompozycji, miksu aż po realizację klipów, właśnie ze względu na pasję. Przychodzą takie chwile kiedy masz dość? Kiedy liczy się cisza?


Ostatnio uświadomiłem sobie, że jestem tym opętany. Wszystko kręci mi się wokół muzyki. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. A ciszy nie lubię. Lubię tę formę ekspresji i nic innego mnie nie interesuje. Wiem, że to jest skrajność, ale tak mam. Nigdy nie miałem momentu, że miałem dosyć muzyki.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

The Sixpounder to nie tylko głośna, agresywna muzyka. Bergstrand, odpowiedzialny za brzmienie waszego nowego albumu, uwypuklił wszystkie elementy, które decydują o przystępności materiału. Dzięki temu, może się on podobać zarówno fanom Lamb of God i Soilwork jak i heavy metalu w ogóle.


Facet wie co robi. Uwielbiam jego produkcje, dlatego go wybrałem. Jestem niezwykle zadowolony z tej decyzji. Przyznam jednak, że kiedy usłyszałem pierwszą wersją mixu, nie wiedziałem o co chodzi, ale on dokładnie oddał to w jaki sposób gramy, a taki był zamysł. Dla mnie ten gość to geniusz.


Powiedziałbym inaczej, rozumie nowoczesny metal. A o to przecież chodziło?


Ciężko powiedzieć, czy to brzmi nowocześnie. Wręcz powiedziałbym, że zrobił to oldschoolowo. Nowoczesne rzeczy są napompowane i wygładzone, a tu jest oddech i brud. Ale kolejną rzeczą, którą się od niego nauczyłem i która mi bardzo odpowiada, to, że osoba odpowiedzialna za miks i mastering nie generuje brzmienia płyty od nowa, tu nie powinno być rewolucji. Ona nadaje smaku zarejestrowanym śladom, scala je i jest efekt. Mi również zależało na tym, żeby ta płyta brzmiała naturalnie, tak jakby band grał przed słuchaczem. Nie chciałem, żeby była wygłaskana. Brzydsze rzeczy są ciekawsze, nie są oczywiste i nie nudzą tak szybko.


Brzydsze, ciekawsze, a tłum zwraca uwagę na Filipa (śmiech). Skoro już o nim mowa, trudno nie zauważyć progresu, jaki dokonał się w materii wokali. Wiem, że drzewiej byłem w stosunku do was nieco "oschły", ale tym razem chylę czoła przed waszym frontmanem. O ile koledzy z innych portali trochę pastwią się nad angielskim (według mnie nie do końca słusznie), ja mocno punktuję jego rozwój jako wokalisty. Dość powiedzieć, że kiedy zbaczacie na mniej agresywne rejony, nie wspominając o balladzie, słychać kto w tym zespole tak naprawdę chwyta za serce. Cholera, chyba nie uraziłem Twojej dumy? (śmiech).


Zgadzam się z Tobą absolutnie. Wiem, że to nie zabrzmi najlepiej, ale Filip to mój ulubiony wokalista. Gram z nim tyle lat, zagraliśmy razem mnóstwo piosenek i po prostu go uwielbiam. Razem nagrywaliśmy wokale na "True To Yourself". Oczywiście on śpiewał, a ja klikałem "rec", więc doskonale wiem, jak było przed miksem i masteringiem. Wszystko w punkt, w rytmie, bardzo równa emisja, nic nie czyściliśmy. Ja nie mam pytań do tego gościa. Sam Bergstrand bardzo chwalił wokale. A jeśli chodzi o jego angielski? Obcokrajowcy, którzy słyszą akcent Filipa, bardzo go chwalą, a Polacy krytykują. Tego chyba nie trzeba dalej komentować? Filip to w mojej ocenie 70% muzyki The Sixpounder, więc nie jestem i nigdy nie byłem o niego "zazdrosny", ani nie chciałem pomniejszać jego roli i schować go między gitarami. Zawsze było i będzie dużo jego wokalu.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Spośród wszystkich utworów wyróżnia się numer tytułowy. Chciałbym nie tylko wspomnieć o nim ze względu na mocno "hiciarski" charakter, o ile można mówić o czymś takim w przypadku waszego zespołu, a na konkretny przekaz. O ile reszta utworów nie koresponduje z tym tytułem, traktuję go (i album) jako manifest swojej tożsamości. W odniesieniu do muzyki - wiemy co robimy i nic wam do tego. Mam rację?


Tak, trochę jest. Dokładnie tak jest również z pozostałymi utworami. Robimy wszystko tak jak chcemy.


Skoro mowa o tym, kto i kiedy wciskał magiczny przycisk "rec" - jak przygotowywaliście się do sesji? Materiał był całkowicie ukończony i ograny na próbach?


Tak, materiał był przygotowany i ograny. Podczas nagrywania dochodziły drobne zmiany. Zawsze robimy tak, że materiał jest cały nagrany wcześniej. Przemielony dokładnie, więc samo nagranie idzie sprawnie.


Z jakiego sprzętu korzystaliście?


Bębny zostały nagrane w Custom 34, gitary i wokal przez interface Apogee, reamping gitar Splawn Nitro i paczka Marshalla.


A jak to wygląda na żywo, dalej hołdujecie zestawowi paka + head?


Przez 6 lat graliśmy na paczkach Mesy i wielkich rackheadach, które ważyły po 300kg. Później zachwyciliśmy się Kemperami. Pomysł wydawał nam się fantastyczny, jednak rok grania w ten sposób, przeróżnych testów, wychodzenia podczas próby dźwięku przed scenę i sprawdzenia jak brzmi, utwierdziło nas w przekonaniu, że to był błąd. Wróciliśmy do zminimalizowanego zestawu wzmacniacz plus paczka. To się zgadza zawsze.


Nie samym Axe człowiek żyje, ale dostrzegam w nim nie tylko komfort pracy, czy to w studio czy na scenie, ale sposób na znaczące obniżenie kosztów dojazdów i możliwość zaoszczędzenia czasu. Z drugiej strony byłem na koncercie Meshuggah, kiedy doszło do jakiejś awarii jednego z takich urządzeń i koncert opóźnił się o prawie półtorej godziny.


Axe czy Kemper mają mnóstwo zalet. Już nawet nie chodzi o logistykę i minimalizm, bo rzeczywiście podróż z tak małym zestawem jest bajką. Reszta zespołu była zachwycona. Dodatkowo powtarzalność na każdym koncercie, mniejszy hałas na scenie. No piękna sprawa. Jednak po roku grania i testów muszę stwierdzić, że nie mam zamiaru nigdy wracać do takich symulacji. Moim zdaniem to tez kwestia tego, co się gra. Jeśli grasz djenty, gdzie rytm i większość rzeczy skupia się na stopie, basie i pojedynczych dźwiękach to może się to udać. Natomiast jeśli grasz pełne akordy, riffy, palm mutting, dzieje się dużo na gitarach to po prostu robisz swojej muzyce krzywdę. Nie do końca jestem w stanie to zrozumieć to zjawisko, ale chyba chodzi o powietrze między mikrofonem a głośnikiem paczki. Wpinając się w linię, nie ma dynamiki. Reaguje to zupełnie inaczej na frontach niż cyfrowy wzmak.

Razem z Michałem przywiązujemy do soundu ogromną wagę, więc chcieliśmy wycisnąć soki z Kemperów. Robiliśmy nawet testy na PA w klubach muzycznych testując cyfrę na zmianę z żywym wzmakiem. Próbowaliśmy się trochę oszukiwać, że jest prawie tak samo. Ale nie ma opcji. Wchodzi cały band i gitary znikają, a w riffowym graniu to niedopuszczalne. Wiem, że z takich rozwiązań korzysta mnóstwo zespołów, np. Trivium, Accept, Deftones i podobno mój najlepszy na świecie In Flames (co było dla mnie ciosem w serce), ale też rozumiem, że chcą ograniczać koszty transportu. My póki co nie zamierzamy zmieniać tradycyjnych rozwiązań.



Zapytam wprost - nie uważasz, że to właśnie przyszłość? Czy wolisz ducha jak najbardziej vintage’owego sprzętu albo zwyczajnie, graty od lat cenionych marek, jak przykładowo ten Marshall, o którym wspominałeś.


Wszystko zależy. O tym, że to przyszłość słyszałem już, kiedy pojawiły się PODy. Gitarzyści to też inny rodzaj człowieka. Są gitarzyści, którym wszystko jedno, zabrzmią dobrze na wszystkim. Dla innych liczy się tylko mobilność, żeby suma na koncie nie topniała ze względu na gigantyczne koszty transportu, a są inni, którym zależy na prawdziwym soundzie. Ja mam tak, że kiedy grałem na Kemperze to nie czułem się "pewnie". Lubię czuć, że kiedy uderzę mocno w struny to wzmacniacz mi odpowie. Na cyfrze nie potrafiłem tego osiągnąć. Kiedy gram na Marshallu to czuję, jak on reaguje na uderzenia. Dodatkowo lubię grać głośno na scenie. W miejscu, gdzie stoję jest głośno jak w pokoju zbuntowanego nastolatka, więc jak wzmacniacz mam rozkręcony i nogawki mi latają to czuję, że on odpowiada na to co do niego wysyłam z łapy. Reasumując - nie ma jednej odpowiedzi, najważniejszy jest koncert i komfort grającego.


To kiedy kolejne koncerty?


15.04.2016 - Warszawa / Club Rock 16.04.2016 - Białystok / Motopub 17.04.2016 - Łódź / Scenografia 22.04.2016 - Gdańsk / Metro 23.04.2016 - Koszalin / Jazzburgercafee 06.05.2016 - Chorzów / Red % Black 07.05.2016 - Oleśnica / Rockoteka


Poza sztukami w klubach angażujecie się w lokalny festiwal. Opowiedz o tej imprezie.


Tak. W zeszłym roku pojawiła się opcja, żeby The Sixpounder zagrał w mojej Oleśnicy na imprezie plenerowej. Z racji tego, że nie przepadam za imprezami masowymi dla wszystkich, chciałem, żeby powstała osobna impreza. Dzięki temu, że grałem sporo festiwali, widziałem jak wygląda to od kuchni, postanowiłem zrobić u siebie taką imprezę, która będzie wyglądała tak jakbym chciał. Tak, żeby zarówno muzycy czuli się komfortowo i impreza była na świetnym poziomie. Wraz z moimi przyjaciółmi i przy pomocy miasta zrobiliśmy pierwszą edycję. Przyjęcie było fantastyczne, więc idąc za ciosem postanowiliśmy kontynuować i w tym roku odbędzie się druga edycja. Jeszcze lepsza i z większym rozmachem. Rok temu jeden, w tym roku dwa dni. Każda kolejna impreza będzie lepsza. Cały czas wyciągamy wnioski i nie chcemy ponawiać błędów. Jestem pewny, że lada moment ten festiwal będzie znaczący na koncertowej mapie Polski.


Kogo będzie można zobaczyć w ramach tegorocznej edycji?


Dla mnie marzeniem od lat było zaprosić band, na którym się wychowałem - Acid Drinkers. Miło tego, że zagraliśmy razem z Acid sporo koncertów to zawsze chciałem ich zaprosić do siebie. I tak będzie w tym roku. Dodatkowo zagra Fuzz, który również uwielbiam.


Nie pozostaje nic innego jak życzyć udanej imprezy. Dzięki za Twój czas.


Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie