Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Aleksandra Siemieniuk

Aleksandra Siemieniuk

Zaczynała od bluesa. Czarną muzykę kocha jednak pod każdą postacią. Udowodniła to nie tylko muzycznie.

Z wykształcenia jest socjologiem kultury. Jej praca magisterska poświęcona była ewolucji, znaczeniu i wykorzystaniu dźwięku właśnie w czarnej muzyce. Oprócz koncertów, które od kilku lat regularnie gra z Magdą Piskorczyk, mocno eksperymentuje z brzmieniami, szczególnie tymi elektronicznymi. Rozmawiamy o długiej pracy nad solową płytą, remiksach, gitarze dobro i kompulsywnych zakupach…

Jako łodzianin, muszę zacząć od tego pytania. Kilka lat temu opuściłaś nasze miasto. Wielu artystów przyciąga jego aura. Ty najwyraźniej nie odnalazłaś tu swojej Ziemi Obiecanej, dlaczego?


Może łatwiej kochać Łódź będąc turystą, a nie mieszkańcem? Może dlatego, że kilkanaście lat temu była zupełnie innym miejscem niż obecnie? Teraz to artystyczne zagłębie. OFF Piotrkowska, Lodz Design czy Fotofestiwal - stworzony notabene przez moich kolegów z roku - wpisują się do rangi miejsc i wydarzeń przyciągających twórców oraz pielęgnujących istnienie środowisk artystycznych. Dużo zawdzięczam mojemu miastu, ale zawsze ciągnęło mnie "za granicę". Chciałam grać i podróżować po świecie. W czasach istnienia mojego pierwszego zespołu - akustycznego duetu Proud Mary tworzonego z Karoliną Koriat, większość znajomych narzekała, że poza Bagdad Cafe w zasadzie "na miejscu" nas nie uświadczysz. Wtedy trochę ciężko żyło mi się z myślą, iż na graną przeze mnie muzykę zapotrzebowanie istnieje nie w rodzinnej Łodzi, ale dajmy na to w Gdyni. Na koncertach w Blues Clubie nasze demówki sprzedawały się tak dobrze, że jednego razu musiałam prosić mamę o dosłanie kolejnej partii przesyłką konduktorską. Decyzja o "emigracji" nie przyszła mi ze szczególną trudnością tym bardziej, że w 2005 r. Magda Piskorczyk zaprosiła mnie do swojego zespołu. Miałam przyjechać na chwilę i wystąpić gościnnie. Skończyło się na graniu dzień i noc oraz odżywianiu się wyłącznie paluszkami z ketchupem, bo szkoda było czasu na zakupy. Muzyka płynęła naturalnie i wszystko "żarło" od samego początku. Gramy razem do dziś, zjeździłyśmy pół świata, a dzięki Magdzie w znacznej części udało mi się zrealizować moje muzyczne marzenia. Od 2010 r. podróżujemy w trio - z perkusistą Bartkiem Kazkiem.


Czy łódzka scena muzyczna nie jest Ci obca? Masz tu swoich faworytów lub muzyków, z którymi grywasz lub chciałabyś zagrać?


Zatrzymałam się na czasach Cool Kids of Death, więc chyba nie powinnam się wypowiadać w tej materii (śmiech). Ale na pewno jednym z moich łódzkich faworytów jest znakomity gitarzysta elektryczny Bartek Papierz, do którego chodziłam na herbatę i ciastka. Na tle meblościanki wypełnionej po brzegi szkółkami gitarowymi opowiadał mi o skalach, akordach oraz o tym, na czym polega geniusz Pata Metheny’ego. Miał najlepszy sprzęt, najfajniejsze płyty w hurtowej ilości, a ja akustycznego Defila i ambitne plany…


Ciasteczka i herbata najwyraźniej nie poszły na marne. Z tego co widzę, ambitne plany cały czas konsekwentnie realizujesz. Zniknął natomiast Defil… Jaki sprzęt towarzyszy ci obecnie w studio i na scenie?


Moją ulubioną gitarą jest obecnie japońska kopia Les Paula - Heartman firmy Suzuki, którą kupiłam w Vintage Sounds w Łodzi. Pojechałam tam wymienić zasilacz, a wyszłam z nowym instrumentem. To chyba pierwszy, impulsywny zakup w moim życiu. Instrument tak świetnie leżał w dłoni, jakby zrobiono go specjalnie dla mnie. Nie mogłam go tam zostawić. Druga gitara elektryczna to PRS Custom semi-hollow - ładna, lekka, ze świetnym sustainem. Przestery brzmią na niej jak marzenie. Trzecia - gitara rezofoniczna Continental single cone. Mam też akustycznego Ibaneza AW- 100 z pickupem Highlandera - kiedyś grałam na nim wszystkie koncerty - oraz barytonowego Epiphone’a. W pedalboardzie standardowy zestaw: Tube Screamer, Marshall GV-2, oktawer i phaser BOSS-a, kaczka Dunlopa sygnowana przez J. Cantrella z Alice In Chains oraz fantastyczny delay G-Lab SD-1. Piec raczej zwykły niż niezwykły: hybrydowy Marhsall VT-100. Ma ładny czysty kanał i pętlę, a na tym mi najbardziej zależy. Niedługo jednak będę przesiadać się na pełną lampę. Tak czy inaczej, wychodzę z założenia, że to "nie sprzęt tworzy człowieka". Jeśli nie będę miała muzycznie nic do powiedzenia, nie pomogą mi najlepsze wiosła i piece. Natomiast dobre brzmienie potrafi inspirować i to jest chyba główny powód, dla którego gitarzysta potrafi wydać 2 tys. na kostkę. Słuchacz raczej nie odróżni, czy gramy na Strymonie czy DD-3, ale to te małe zabaweczki nas napędzają i powodują, że łatwiej nam przekraczać własne granice.


Mimo że twoja EP-ka ukazała się pięć lat temu, dopiero niedawno miałem okazję ją przesłuchać. Spodziewałem się bluesa, tymczasem trafiłem na piękne, emocjonalne kompozycje, którym bliżej chyba do muzyki etnicznej. W jakich gatunkach odnajdujesz się najlepiej na dzień dzisiejszy?


Masz rację - w tamtym okresie sporo słuchałam muzyki etnicznej, ale akurat te kompozycje powstały znacznie wcześniej, niż zostały nagrane. Tradycyjny, akustyczny blues dał mi solidne podstawy zarówno jeśli chodzi o technikę jak i myślenie o muzyce. Muzyczna wycieczka przez amerykańskie Południe to fascynująca wyprawa. Ale w którymś momencie trzeba wyjść poza i szukać własnego głosu. Granie z Magdą od samego początku dawało mi taką możliwość. Jej podejście miało bardzo duży wpływ na mój muzyczny rozwój. Nigdy nie usłyszałam, że gram "źle", "niedostatecznie bluesowo", że czegoś nie wolno. Mogłam się zawsze wyrażać muzycznie, tak jak chciałam i produkować długie solówki (śmiech). Dzisiaj, kiedy znacznie bliżej jest mi do cięższego grania, czyli: przesterów, kaczek i delay’ów, z powodzeniem mogę wykorzystywać te elementy w trakcie naszych koncertów. Jedyne co ciągle słyszę to to, że jestem za głośno, chociaż ledwo to do mnie dociera, bo przecież mam za bardzo odkręcony piec! (śmiech)


Bardzo ciepło opowiadasz o twojej współpracy z Magdą. Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby połączyć pracę i przyjaźń. Wyobrażasz sobie, że miałabyś rozpocząć nową przygodę jako sesyjny gitarzysta gwiazdy, z którą kompletnie nie potrafisz złapać wspólnego języka?


Zupełnie. I nigdy do tego nie dążyłam, chociaż zawsze podziwiałam muzyków sesyjnych za wykształcenie, fantastyczne rzemiosło, muzykalność i umiejętność dopasowania się do najbardziej wybrednych gustów. Mam jednak nieco inny charakter, no i nie jestem po akademii. Nie umiem zagrać wszystkiego, gram to, co umiem i lubię. W muzyce cenię sobie szczerość, otwartość i chemię wytwarzającą się podczas grania na żywo. Doświadczyłam już wielokrotnie, że to intuicyjne porozumienie wcale nie zależy od umiejętności. Trzeba po prostu dobrze trafić.


Twoja EP-ka miała być zwiastunem całego albumu. Jak wyglądają prace nad płytą?


Od czasu wydania EP-ki sporo się u mnie zmieniło. Przede wszystkim pod względem sprzętowym niemal całkowicie się "przeformatowałam" - z gitarzystki akustycznej w elektryczną. Początkowo sądziłam, że nagram pełną płytę z wykorzystaniem głównie instrumentów akustycznych. Na szczęście w porę odkryłam, że skomponowanie 60 minut instrumentalnej muzyki gitarowej pozwalającej słuchaczowi dotrwać do końca bez przerwy na drzemkę, jest w moim wydaniu niewykonalne. Poza tym słuchałam wtedy takich ilości hip-hopu, że moje myślenie poszło w zupełnie innym kierunku. Potem było już tylko gorzej bo koncepcja zmieniała się co godzinę (śmiech). Utwory też potrafią się przeterminować. Odkryłam to niestety dopiero po jakimś czasie. Dzisiaj grasz tak, a za pół roku znajdujesz się już w zupełnie innym punkcie. Fascynują cię inne rzeczy, inny sposób gry cię wyraża. Mam dużą kolekcję takich właśnie rzeczy na dysku i i przerabiam je po kolei. Najpierw oddzielam aktualne od przeterminowanych. Jeśli pomysł ma potencjał i czuję, że tu i teraz mogę go zagrać z przekonaniem, biorę go na warsztat i próbuję wycisnąć z niego, ile się da. Kiedy brzmieniowo już ostatecznie się uformuje, zabieram się za następny. I koniec! Żadnego poprawiania i wersji beta. To już przerabiałam. Płyta będzie całkowicie elektryczna - bity, przestery, kaczki, nostalgiczne melodie i trochę słowiańskiej melancholii.


Gitarzystka namiętnie słuchająca hip-hopu… Sugerujesz, że tak wielka otwartość na muzykę potrafi być przekleństwem?


Nigdy tak o tym nie myślałam, ale faktycznie chyba masz rację. Gdybym lubiła tylko rocka, nauczyłabym się grać rockowo, a potem nagrała rockową płytę i problem z głowy. A kiedy podoba Ci się tak wiele rzeczy i mimowolnie próbujesz je wcielać do swojej gry, możesz dojść do punktu, kiedy chcąc zagrać wszystko, nie nagrasz niczego. Muszę o tym pamiętać! (śmiech)


Bardzo przypadły mi do gustu zajawki elektronicznego projektu KOLDFUSION. Opowiesz mi o nim coś więcej? Kiedy będziemy mogli usłyszeć więcej materiału?


Dokładnie w momencie, kiedy aktualny numer "Gitarzysty" znajdzie się w kioskach. Wszystkie utwory będą dostępne w dystrybucji internetowej od 1 marca 2016. Głównym "mózgiem" projektu jest Monomotiv - producent, DJ i instrumentalista z Kołobrzegu. Poznaliśmy się wiele lat temu przez MySpace. Pracował wtedy nad własnym funkowo trip-hopowym krążkiem zatytułowanym "Easy Groovin’". Dogrywałam gitary do jego pomysłów. Podobało mi się to, że mimo sporej ilości elektroniki, utwory nie brzmiały jak "z maszyny". Żywe instrumenty łączyły się z wirtualnymi, gitara przeplatała się z samplami, a na dodatek ciągle staliśmy gdzieś na pograniczu. Nie był to stricte trip-hop, funk, drum’n’bass, smooth jazz czy soul, nie była to też muzyka gitarowa, do której ktoś dołożył podkład perkusyjny. Po nagraniu EP-ki wpadłam na pomysł zremiksowania mojego materiału i wydania go pod nazwą "World Looks Bad Remixes". Nie słyszałam w tamtym czasie, aby ktokolwiek ze znajomych gitarzystów akustycznych coś takiego zrobił. Dodatkowo motywował mnie fakt, że puryści raczej stronią od tego typu eksperymentów. Monomotiv podszedł do zadania bardziej niż skrupulatnie. Już przy pierwszych wersjach trudno mi było odnaleźć w miksie własną gitarę. (śmiech) Czy były to w dalszym ciągu remiksy czy nowe kompozycje? Ciężko stwierdzić. Podobało nam się to, co robimy i brnęliśmy w to dalej. W końcu narodziła się idea połączenia dwóch płyt i zebrania wspólnych utworów na jednym krążku. Zniknęły ograniczenia gatunkowe, a jedynym celem stała się fuzja, stąd nazwa - "Koldfusion". W międzyczasie powstawały kolejne utwory, pojawili się zaproszeni goście. W przypadku takiej muzyki poprawiać i ulepszać można bez końca, więc na początku tego roku zdecydowaliśmy się w końcu wydać całość. Wybraliśmy 10 utworów, a reszta pomysłów musi poczekać na lepsze czasy. Na płycie usłyszycie m.in.: DJ Bulba (skrecze), Magdę Piskorczyk (głos), Kubę Herdzika (gitara basowa), Agnieszkę Rarok (skrzypce), Macieja Kleszczewskiego (flet) oraz Vinnie Jinna (sampling). Płyta dostępna będzie pod adresem koldfusion. bandcamp.com.


Praca przy mocno elektronicznym projekcie wymagała pewnie wykorzystania nowoczesnego sprzętu? Z jakich efektów lub procesorów korzystasz?


W przypadku tego projektu moje nagrywanie ograniczyło się akurat wyłącznie do softu gitarowego Guitar Rig 3 plus interfejs TC Electronic Desktop Konnekt 6 i słuchawek AKG K141 MKII. Monomotiv korzystał z samplerów i z "normalnych" instrumentów, ale tak naprawdę techniki zastosowane na "Koldfusion" nie zmieniły się od lat 80., z tą tylko różnicą, że hardware został zastąpiony przez software. Kiedy od tej strony na wszystko spojrzymy, wygląda, że nie jesteśmy zbyt nowocześni.


Sięgasz też po mało popularne instrumenty. Mam tu na myśli gitarę dobro. Skąd fascynacja tym instrumentem? W Polsce nie jest on zbyt popularny…


O istnieniu gitary dobro dowiedziałam się dzięki Romkowi Puchowskiemu w trakcie warsztatów Blues nad Bobrem w Bolesławcu. Największe wrażenie zrobił na mnie nie tylko jej wygląd, ale przede wszystkim moc. Przy niej gitara akustyczna prezentowała się brzmieniowo niczym uboga krewna. Później pojawił się Bob Brozman - mistrz techniki slide, eksperymentator, etnomuzykolog, znawca muzyki etnicznej i rytmów świata. Wcześniej nie sądziłam, że można "aż tak" używać gitary. Warsztaty z nim to była wielka lekcja muzyki. Uwielbiam wsłuchiwać się w instrumenty, które posiadam. Zawsze chcę poznać wszelkie niuanse brzmieniowe danej gitary, wycisnąć z niej, co się da oraz delektować się dźwiękami. Dobro pod tym względem daje niesamowite możliwości. Jest bardzo wrażliwe na artykulację, na indywidualne umiejętności oraz charakter gry muzyka. Trzeba poświęcić jej sporo czasu, aby naprawdę pokazała swoje walory brzmieniowe. Przy pierwszym zetknięciu się z nią, przeżywasz szok - wszystko brzmi głośniej, soczyściej, inaczej. Później okazuje się, że typowo elektryczne techniki gry tutaj nie działają i że do każdego dźwięku trzeba podejść z należytą uwagą. W innym wypadku usłyszysz tylko znikomy procent tego, co ten instrument ma do zaoferowania.


Od kilku lat prowadzisz blog poświęcony gitarzystkom. Myślisz, że płeć piękna jest niedoceniona w gitarowym świecie, zdominowanym przez facetów?


Trudno rozmawiać o sprawach płci nie ocierając się o ideologię. Z jednej strony wiem, że prowadząc taki portal nie można tego uniknąć, z drugiej chciałabym po prostu skupić się na muzyce, którą tam prezentuję. Strona powstała z prozaicznego powodu - chciałam poznać inne gitarzystki. Chociaż sporo podróżowałam, grających kobiet nie spotykałam w ogóle, a wydawało mi się niemożliwym, aby nie istniały. Faceci mają "męskie" wyprawy na ryby i piwo, na tej samej zasadzie fajnie z kumpelkami pogadać o efektach i pickupach. Na szczęście, nie myliłam się. Okazało się, że grających pań jest w Polsce sporo, a co najlepsze - większość wymiataczek jest w wieku 20+. Czy są niedocenione? W pewnym sensie tak. Ale każdy kij ma dwa końce - bardzo często nie doceniają samych siebie, chociaż prezentują bardzo wysoki poziom. Kobiety mają tę przypadłość, że wychodzą do ludzi dopiero wówczas, gdy uznają, że są dostatecznie do tego przygotowane. Z tą jednak różnicą, że poprzeczkę stawiają sobie znacznie wyżej niż mężczyźni. Takie odnoszę wrażenie.


Opowiedz w takim razie o planach związanych z rozwojem twojej strony.


Od stycznia gitarzystki.pl dostały zastrzyk świeżej energii. Razem z nową adminką Gosią zajmującą się wyszukiwaniem informacji o dziewczynach, stawiamy portal na nogi. Strona przeszła modernizację, regularnie dodajemy nowe gitarzystki, a newsy pojawiają się kilka razy w tygodniu. Na Facebooku pomaga nam Ula Stosio. Ja, ponieważ na co dzień zajmuję się robieniem stron internetowych, odpowiadam za sprawy techniczne, dodawanie treści i reklamę. Nawiązałyśmy już mnóstwo fajnych znajomości i myślę, że to dopiero początek. Trudno mi przewidzieć, co się z tego wykluje, ale podświadomie czuję, że gitarzystki.pl jeszcze nie raz mnie zaskoczą.


Powiedz jeszcze, jak wyglądają najbliższe plany związane z graniem.


O indywidualnych planach sporo już powiedziałam. Natomiast w zespołowych jest autorski materiał Magdy, którego znaczną część można było usłyszeć na naszym grudniowym (13.12. 2015) koncercie w Trójce. Jest on w całości dostępny na stronie radia.


Rozmawiał: Bartłomiej Luzak

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie