Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andrzej Nowak

Andrzej Nowak

Znakomity muzyk i charyzmatyczny lider, miłośnik klasycznej motoryzacji jedno i dwuśladowej, hodowca psów, a przede wszystkim człowiek skutecznie zaszczepiający miłość do gitary w kolejnych pokoleniach. Z założycielem zespołów TSA i Złe Psy rozmawiamy o muzyce i jej różnorodności, historycznych instrumentach i życiowej pasji.

Założyłeś TSA mając 20 lat, pierwszy koncert odbył się w 1979 r. Gdzie to było?


Zagrałem go praktycznie w swojej szkole w Opolu, a dokładniej w bursie szkół artystycznych. Chodziłem wtedy do szkoły muzycznej, a ta bursa pod nią podlegała. Z boku była szkoła teatralna, do której też uczęszczałem. Wszystko się kręciło w jednym garze. Koncert był fajny, przeżycie niesamowite, do dzisiaj go pamiętam. Nie pamiętam iluś tam wielkich koncertów, ludzie dopiero muszą mi przypomnieć, a tamten pamiętam jak dziś - były pączki, mnóstwo pączków…


Tłusty czwartek?


To będzie pamiętał Zdzichu Wiatr (harmonijka ustna), w tej chwili pan profesor - plastyk, znakomity grafik. Cały czas jestem z nim w kontakcie, od tylu lat nic nie złamało naszej przyjaźni. Koncert pod nazwą TSA był w składzie: Zdzichu Wiatr - harmonijka ustna, Jacek Gibes-Gibon, na perkusji Jurek Nazarewicz, Tomek Zatwarnicki na basie. Wczesne składy były dwa czy trzy. Wiesz, jak jest - skrupulatnie ktoś nie mówi, że Nowak założył zespół TSA, a ja skrupulatnie zaczynam mówić, że założyłem ten zespół, a pierwszy skład był inny niż obecnie.


W TSA grał też Marek Raduli.


Na przeglądzie w Głubczycach Marek Raduli grał w składzie TSA na gitarze i na perkusji, brał też udział w warsztatach pod nazwą TSA - można go śmiało wpisać do pierwszych składów TSA.


Na pierwszym koncercie wykonałeś słynny skok na MV-kę?


A żebyś wiedział i to nie był pierwszy skok na MV-kę, bo ja już zacząłem słynąć w Opolu, że skaczę po MV-ce - to ten, co skacze po MV-ce.


MV-ka wytrzymała?


Musiała wytrzymać. Malutki wzmacniaczyk produkcji NRD- -owskiej, pod nim duża kolumna - całe aż 12,5 W i człowiek szalał. Ja miałem wtedy japońską gitarę, którą później używałem w TSA - kupiłem ją od Krzysztofa "Pumy" Piaseckiego, praktycznie sąsiada z podwórka - tak go można nazwać, ponieważ ożenił się z moją koleżanką z klatki obok. Nagrałem na tej gitarze dużo rzeczy.


Kiedy pojawił się u Ciebie Hagström?


Bodajże w 1980 r. przed nagraniem płyt - to był czerwony Hagström Viking, którego kupiłem od Marka Radulego, co najciekawsze, to był jedyny Hagström w Polsce. Parę dni temu zgadałem się z panem Labogą - powiedział mi, że raz w życiu w latach 70. miał czerwonego Vikinga z 1967 r. należącego do Piotra Iskrowicza. A ja na to - zgadza się, ja ją teraz mam! Na co Laboga: Raduli mi opowiadał, że Iskrowicz go uczył na gitarze. Cała układanka się złożyła, bo Marek odsprzedał mi ją kiedy grał w TSA.


Nowak - Raduli - Iskrowicz - po nitce do kłębka.


Od tego momentu zaczęła się moja miłość i szacunek do firmy Hagström, wtedy bardzo niewiadomej, bo w Polsce nikt nic nie wiedział na temat Hagströma - granice były zamknięte, a Szwecja daleko. Jedyne, co można było zobaczyć to Gibson i Fender, ewentualnie ich japońskie podróbki. Później grałem na Fenderze Stratocasterze, którego kupili mi moi ukochani rodzice. Pamiętam jak przy sprzedającym zabrakło pieniędzy i moja mama ściągnęła z palca ulubiony złoty pierścionek z jakimś kamieniem i dorzuciła do tej gitary. Wtedy Fender Stratocaster był warty mniej więcej tyle co dom. Ze Stratocasterem można mnie zobaczyć na zdjęciu z Tadeuszem Nalepą. Ludzie też nie pamiętają, że ja śpiewałem w Jarocinie, kiedy jeszcze bez Marka Piekarczyka zdobyliśmy I miejsce. Rozwaliliśmy wszystko i dostaliśmy Złotego Kameleona, którego mam do dziś.


Czy Adam Laboga wtedy budował dla Ciebie wzmacniacze?


Grałem na Marshallach. Człowiek nauczony - patrzy w plakat - Marshall, patrzy na płytę - Marshall, zresztą mój ulubiony zespół, czyli Breakout, też grał na Marshallach ponieważ Nalepa sprowadził je z Holandii. Ciekawostka - te wzmacniacze, które są na płytach "Nol", "Zol", ja odziedziczyłem w spadku po Nalepie. To jest kawał historii. Grając z nim i mieszkając przez parę lat pod jednym dachem, gdzie uczył mnie skrupulatnie nie tylko gry na gitarze, ale i życia, liderowania, w ogóle wszystkiego po trochu, to w tej chwili mam to co najlepsze - to, na co się napatrzyłem na okładkach płyt, stoi teraz u mnie w domu na piedestale, wśród innych zdobyczy techniki polskiego rocka z tamtego czasu. Mówię o kilkudziesięciu gitarach Defil, mam sprzęt po Bodku Kowalewskim, po Maanamie, po Darku Kozakiewiczu, po Skaldach, jest u mnie parę fajnych rzeczy.


Kiedy otworzysz muzeum i zaczniesz to wszystko pokazywać?


Muzeum? Nigdy! Nie mam zamiaru oprowadzać jako kustosz po moich śmieciach, może zrobi to ktoś inny, ale przyjaciele świetnie się u mnie czują. Ja się bardzo cieszę, bo Nalepa marzył, żeby mnie tak wychować. Mówił mi - kiedyś będziesz liderem, dziecko drogie. A ja mówiłem - chciałbym mieć duży dom, tak jak ty, żeby przyjeżdżali do mnie ludzie i się dobrze u mnie czuli. Powtarzał - będziesz miał, przyjdzie na to czas, a na razie nic nie mów, obserwuj, patrz i nie graj za szybko na gitarze. No i tak zostało.


To samo powtarzasz młodym - sam nie raz słyszałem na warsztatach, żeby grać dźwięki, które mają znaczenie.


Które mają znaczenie przede wszystkim dla Ciebie. Trzeba pamiętać o jednym, zawsze to powtarzam, jak kiedyś tam dojrzałem do tego. Jak mi Tadek to tłumaczył na początku, nie za bardzo wiedziałem o co mu chodzi. Myślałem, że jakiś stary pryk mi tu pitoli - wiesz jak to jest, ale później jak człowiek obserwował różne rzeczy - szczególnie przy nagraniu płyty jak skąpo odziane hostessy na srebrnych tacach przynosiły nam drinki i wtedy człowiek grał coraz wolniej i coraz lepiej. Wtedy zrozumiałem, że nie mgła na gryfie, tylko chęć szczera robi z ciebie oficera.


Rozumiem, że atmosfera była wybitnie twórcza.


Wybitnie rockowo-bluesowa - tak Tadek to sobie wymyślił. Do dziś wiele osób uważa, że płyty, które miałem zaszczyt nagrywać płyty z moimi przyjaciółmi - w składzie był Bodek Kowalewski i Jarek Szlagowski - są jednymi z najlepszych, które nagrał Tadek. To bardzo wielka nagroda dla mnie.


W zespole Tadeusza Nalepy byłeś bluesmanem, ale Andrzej Nowak jest kojarzony przede wszystkim z heavy metalem.


To się ciągnie do dziś i w tej chwili staram się tę naklejkę zedrzeć - jakbym powiedział nalepkę, to Tadzio by się obraził, przy nim nie używało się tych słów. Staram się tę etykietkę z siebie zedrzeć, bo to zaczyna mi przeszkadzać. Nie wiem dlaczego ludzie kojarzą mnie tylko z heavy metalem. Czy Nowak całe życie macha głową? To jest totalna bzdura. Mam wspaniały zespół Złe Psy, który akurat z heavy metalem i z machaniem głową ma tyle wspólnego, co Nowak z Piekarczykiem, hahaha.


Zanim do Ciebie zadzwoniłem, przypomniałem sobie piosenkę "Wiara i moc" - to sympatyczna ballada z akustycznymi gitarami, z radością, pozytywnym przesłaniem i wideoklipem, który opowiada historię młodego gitarzysty - to nie jest heavy metal.


Jest jak mój zespół - kapitalna grupa ludzi, którzy są ze sobą nie tylko na scenie. Nerwowi gitarzyści tworzący mgłę na gryfie mówią: co to jest? Jakaś prosta piosenka, co on tu zrobił? Jakieś banialuki. Riposta moja i moich przyjaciół zawsze jest taka: to weź gitarę, zagraj i zaśpiewaj tę piosenkę. No, proszę - funkcje zwiększone, zmniejszone, septymy, zagraj solówkę, zaśpiewaj tekst. W tym momencie epizod tzw. nerwowego gitarzysty się kończy.


Po chwili popisówy ludzie proszą - zagraj piosenkę, a nerwowy gitarzysta wtedy umyka po angielsku.


A wiesz skąd to się bierze? Ja ci od razu mówię, i do młodych gitarzystów tak samo, starsi o tym wiedzą - trzeba grać ze wszystkimi i trzeba mieć szacunek do wszystkich. Trzeba spróbować jazzu, trzeba spróbować piosenki, ballady, orkiestry symfonicznej. Kiedyś byłem kierownikiem muzycznym spektaklu "Jesus Christ Superstar" w reżyserii Jerzego Gruzy. Rok temu we Wrocławiu uczestniczyłem w festiwalu World Music Days - olbrzymi koncert muzyki współczesnej na świeżym powietrzu pod dyrekcją kompozytora Sławomira Kupczaka. Biorę udział w takich projektach, w warsztatach - gram z tym, gram z tamtym, nie wstydzę się - to dla mnie jest cały czas szkoła życia. Nagrywając ponad 60 płyt miałem zaszczyt grać z różnymi ludźmi i dlatego powtarzam, że nie należy się bać. Trzeba mieć szacunek do każdej muzyki i każdą muzykę traktować na równi. Pośmieję się z disco polo, to się zgadza, bo czasami jak popatrzę to nie wiem, czy ci ludzie sobie jaja robią w telewizji, czy to jest na poważnie, ale z drugiej strony jest parę takich piosenek, które lubię i sobie zaśpiewam. To jest piosenka dla ludzi, my jesteśmy aktorami swojego życia - każdy muzyk - i gramy dla ludzi. Jeżeli się podoba, to niech grają. Lubię wziąć gitarę i zaśpiewać sobie np. piosenki rewolucyjne, dawne z lat trzydziestych. Ostatnio słuchałem muzyki cygańskiej. Jak słyszę piosenki warszawskie Grzesiuka, to dostaję gęsiej skórki. Bardzo lubię Mieczysława Fogga.


Kto by się spodziewał…?


Nagrywałem płytę z Piersiami bez Kukiza. Chyba nikt nie wie, że Nowak dostał platynową płytę za "Piersi i Przyjaciele 2", gdzie zagrałem na gitarze i nawet zaśpiewałem piosenkę. Z Kukizem bez Piersi tak samo Nowak grał i nie ma problemu, a dalej niektórzy przyszywają mi etykietkę heavy metal. Po tylu płytach nikt nie kojarzy Nowaka z bluesowym zacięciem, chociaż z Baby (Paweł Mąciwoda) tak gramy bluesa, że krew płynie po ścianach. Żaden festiwal bluesowy nigdy nie zaprosił Nowaka, bo myślą, że Złe Psy to heavy metal, a Nowak macha głową. "Trzy zapałki" to nie jest blues, bo TSA to heavy metal, prawda? Srał to pies!


Zły pies! A skoro już o tym mowa, widziałem, że w Złych Psach pojawił się chórek.


Tak, sporadycznie na dużych koncertach. Zawsze marzyłem, żeby mieć chórek. Nalepa też marzył, ale zazwyczaj nie kończyło się na śpiewaniu.


W tamtych czasach zdarzyło Ci się raz szybko skończyć koncert.


Mój najkrótszy w życiu koncert. Grałem koncert z Tadkiem Nalepą i musiałem stamtąd szybko wyjechać, żeby zdążyć na koncert Martyny Jakubowicz. Zawieźli mnie tam, ona już zaczęła, chociaż czekali na mnie z pół godziny. Ja wypadam na scenę, biorę pozycję, akord, machnięcie głową, włosami i nagle patrzę, a ja nie mam gitary…! Odwracam się - nie mam wzmacniacza... Byłem w takim amoku, że nawet nie zauważyłem, że gitary na sobie nie miałem, ale pierwszy akord złapałem i uderzyłem. Dostałem brawa jak nigdy w życiu, ukłoniłem się i zszedłem ze sceny, bo nie miałem na czym zagrać.


Czy coś się u Ciebie zmieniło, czy dalej gitara - kabel - wzmacniacz?


Nic się nie zmieniło. Wzmacniacze - wiadomo - żółto-czarne Labogi. Polski wzmacniacz, polskie kable, szwedzkie gitary i jest polsko-europejsko. Na ubiegłoroczny wrocławski festiwal muzyki współczesnej kupiłem najnowszy multiefekt Bossa i właśnie dziś myślałem, żeby może to wreszcie wyciągnąć z pudełka. Dałem sobie radę z jakimś małym efektem i sprzężeniami, a to urządzenie dalej jest w folii.


Co cenisz we wzmacniaczach Labogi?


Miałem bardzo wiele różnych wzmacniaczy, do dziś mam pełny przekrój, bo zbieram sprzęt. Laboga na dużych scenach jest najlepszy, bo nie sprzęga - daje pełnię brzmienia, a gitara śpiewa. Jak się rąbnie to cała scena huczy alikwotami. Mamy polski produkt, na którym grają światowi muzycy - wchodzisz do sklepu w Niemczech, Japonii czy Brazylii, to są najdroższe wzmacniacze, gdzie normalnych ludzi praktycznie na to nie stać. Ocknijmy się i zobaczmy, że mamy najlepsze wzmacniacze na świecie - Made in Poland od naszego kochanego Labogi. Bardzo się cieszę, że coraz więcej ludzi w Polsce gra na Labodze - Anthimos Apostolis - moje bożyszcze, dzięki niemu gram na gitarze; Wojtek Waglewski, Lipali. Z młodym Riedlem grałem koncerty, jak sprawdzili razem z Kramkiem, od tamtej pory też grają na Labogach. Sprawdza się stare przysłowie - cudze chwalicie, swojego nie znacie. Poza tym serwis - siedzi paru dziadków, którzy znają na pamięć te kabelki, lutują skrupulatnie. Każdy wzmacniacz to ręczna robota - dzieło sztuki. Chociaż sam bawię się w różne przeróbki gitar, bo to lubię, to ostatnio pan Laboga serwisuje moje gitary.


Jak patrzysz na muzykę? Czy dzielisz ją w jakiś sposób?


Muzyka jest jedna - afrykańska, brazylijska, rosyjska, polska - muzyka to jedno słowo - zbiór dźwięków dobranych zależnie od kultury danego narodu. Można ją podzielić tylko na prawdziwą i fałszywą - ja przynajmniej tak dzielę muzykę patrząc na ludzi, którzy grają. Jedni są prawdziwi, a drudzy są fałszywi. Jeden może wziąć grzebień, a drugi kij i zacząć walić w pudełko i jak razem zagrają to są świetni, bo nie kłamią. Natomiast jak widzę ludzi którzy wychodzą i kłamią to ich nie słucham. Ludzie robią zasadniczy błąd, a potem się zastanawiają dlaczego im w życiu nie wyszło - grają dla siebie. Zespół gra dla siebie - mają w dupie publiczność i grają dla siebie, a potem się dziwią dlaczego ich nikt nie chce. Prościej już nie można tego wytłumaczyć. Muzyka jest dla ludzi, grasz dla ludzi, ty jesteś aktorem, jesteś na scenie, a scena jest po to, żeby pokazać aktora. Ludzie przed sceną to potencjalni widzowie, którzy chcą obejrzeć spektakl. Jeżeli grasz dla siebie, to po co ci ludzie?


Jak się ma aktor do prawdziwości muzyki? Przecież aktor z założenia gra kogoś innego.


Ale może się wczuć w tę rolę i wtedy jest dobrym aktorem, albo odtwarzać tę rolę książkowo, szkolnie i wtedy jest złym aktorem.


Aktor i muzyk muszą dbać o swój warsztat. Jaki jest Twój ulubiony sposób ćwiczenia?


Ja najlepiej ćwiczę na próbach - patrzę na kolegów jak grają i też się uczę, wtedy zawsze coś nowego wchodzi do głowy. A tak poza tym, to sobie gram. Mam nareszcie swój wymarzony pokój, niektórzy to nazywają komnata, to jest moja cela.


Jest w piwnicy?


Nie, jest w niej dużo słońca. W piwnicy mamy na razie salę prób, bo teraz budujemy z boku nową - wyjdzie z tego duże klubo-studio na jakieś 100 m2 - scena, aparatura na stałe, perkusja, światła, za chwilę aparatura do nagrywania. Oczywiście wszystko nasze, prywatne. W pokoju gitar jest ich kilkadziesiąt - wiszą na ścianie. Mam wszystkie gitary, na których grałem, bo ja gitar nie sprzedaję. Mam parę perełek światowych, np. przepiękny jesionowy Washburn z lat 60. To amerykański instrument z wczesnym 5-cyfrowym numerem. Mam kilkadziesiąt polskich gitar, mam czeskie z lat 60., parę japońskich, Ovation, Fendery, Gibsony, mam parę gitar hawajskich z nogami. Kupiłem nawet organy z tamtego okresu - jakieś Vermony. Wymyśliłem sobie, żeby skompletować sprzęt, na którym grało się kiedy ja zaczynałem i zrobić osobną salę ze sprzętem z przełomu lat 60-70. - MV-ka, Vermona, Regent, Jolana, Defil - oczywiście wszystko ma być na chodzie, żeby można było na tym grać. Oprócz tego zbieram jeszcze klasyczne samochody i motocykle - no wariat. Justyna mi dziś przypomniała, że jest to chorobliwe, ale mnie kocha i się z tym pogodziła. Ja się jej nie dziwię. Dzisiaj poszedłem do ogródka i pomyślałem, że by wytrzymać z człowiekiem, który ma tyle tego wszystkiego - kilkadziesiąt gitar, ciężarówkę wzmacniaczy, kilkadziesiąt samochodów i motocykli, tony wynalazków na gąsienicach, to trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby kochać takiego człowieka jak ja. Do tego jeszcze kilka psów i kotów.


Psy nie gryzą się z kotami?


Nie. Mają co jeść, a najedzone zwierzę nie jest agresywne.


W ogródku tylko rozmyślasz, czy robisz też coś innego?


Dziś przycinałem gałązki i patrzyłem co się dzieje. Już najwyższy czas na oprysk, bo zeszłego roku ten misiołek zasrany, czyli przędziorek - ja go tak nazywam, zrobił spustoszenie w całej Polsce. Tuje, jodły, świerki zeżarte przez misiołka! Ludzie nie wiedzą co to jest i zastanawiają się czemu roślina schnie, a to są miliony niewidocznych gołym okiem drobnych robaczków, które zatruwają jadem rośliny.


Raczej bym Cię nie podejrzewał o pasję ogrodniczą. Przy tym wszystkim masz czas, żeby spać?


Coraz mniej - jak się kładę, to jestem wkurzony, że idę spać, a jak rano wstaję pierwszy to nawet psy są na mnie złe, a ja wkurzony, że za długo spałem. Psy wiedzą, że za chwilę muszą wyjść, bo Nowak wstał, więc się chowają i udają, że mnie nie widzą.


Za to w szczególny sposób zauważył Cię Hagström - zostałeś uhonorowany sygnowanym modelem AN. Opowiedz o tej gitarze.


To ciężka gitara, ale dobre drewno - kawał mahoniu grubszy niż w pozostałych. Waży jak cholera, nie mam zamiaru grać na niej koncertów, chyba że sporadycznie jubileuszowe itp. To jest perełka, legenda głosi, że wykonano trzy sztuki - jedna jest w muzeum Hagströma, druga została sprzedana jakiemuś kolekcjonerowi, a trzecią ja mam. Historia jest taka, że kiedyś dostałem od firmy prototyp. Zażyczyłem sobie, żeby była grubsza. Z tego co wiem, oni zaczęli robić gitary na wzór mojej - Northen Swede ma grubszy korpus. Mam też przetworniki Lundgren z niezbyt mocnym sygnałem, które będą reagować na lampę - niski sygnał, żeby nie pierdział, a żeby brzmienie powstawało z gitary, kiedy ona dostanie kopa w deskę ze wzmacniacza. Volume i Master odkręcone do końca, Gain minimalny, żeby był kop z lampy. Jest przepięknie - gitara ma brzmienie jak Pinia i podobnie jak ona cienki gryf. Nie jestem fanem grubych gryfów. Ten jest bardzo sprawny, ma podstrunnicę z tworzywa Resinator o specyfikacji starego hebanu. Do tego, jak w każdym Hagströmie, w gryfie oprócz zwykłego pręta jest moduł w kształcie litery T i klucze, które rewelacyjnie trzymają strój.


Jak długo trwały prace nad Twoją gitarą?


Czekałem na nią rok - najpierw dostałem prototyp, pytali czy wszystko jest OK. Prototyp został u mnie, potem dostałem sygnowaną gitarę Hagström AN z certyfikatem i podziękowaniami. Jestem pierwszym Polakiem, który dostąpił takiego zaszczytu. W latach 60-70. Hagström to była najbardziej ekskluzywna firma na świecie, grały na nich same sławy. Hendrix nagrał na Hagströmie dwie płyty. Jego basista grał na 8-strunowym basie Hagström. Frank Zappa nagrywał na Hagströmie, z Gibsonem pokazywał się na koncertach, jego syn też gra na Hagströmie. Mam gitarę z 1967 r., której numer seryjny od gitary Zappy różni się zaledwie o 17, czyli została zrobiona przez tego samego lutnika. Musiały wisieć na jednym haku, albo leżeć koło siebie, a do tego jest to taka sama gitara, na jakiej grał Elvis Presley. Fajnie być endoreserem Hagströma na cały świat, obok takiej grupy jak np. Foo Fighters. Jestem totalnym fanem Hagströma. Mam ileś tych gitar, a jak tylko trafia się okazja i mam jakieś luźne pieniądze, to kupuję następnego.


Prace nad trzecią płytą Złych Psów są w ostatniej fazie - kiedy możemy spodziewać się premiery?


Przed wakacjami wypuszczamy singla z nowym numerem promującym nową płytę, a album ostatecznie wychodzi po wakacjach. Kto wystąpi gościnnie na płycie to wielka niespodzianka.


Rozmawiał: Wojtek Wytrążek

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie