Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andy Summers

Andy Summers

Członek kultowego The Police wrócił z solową płytą, zatytułowaną "Metal Dog". Instrumentalny album przenosi słuchaczy do bardzo osobliwych, rock’n’rollowych przestrzeni. Jak twierdzi sam zainteresowany: ‚Nadużywam możliwości gitary elektrycznej, starając się stworzyć coś zupełnie nowego…’

"Trzymajmy się aktualnych tematów", mówi nam impresario Summersa podczas rozmowy przed wywiadem. "Nie wspominajcie o The Police i ani słowa o Walking On The Moon. Żadnych pytań o konflikty ze Stingiem. Jedyny temat, który powinien was interesować to nowa płyta Andy’ego". Nie mieliśmy więc wyjścia. 73-letni Andy Summers nagrał właśnie najmniej komercyjne wydawnictwo, w całej swojej karierze. Wydany sumptem własnej wytwórni, album Metal Dog, to wyjątkowo niecodzienna podróż, jeśli chodzi o muzyczny dorobek gitarzysty The Police. Indonezyjskie rytmy przełamano tu mocno przesterowanym industrialem. Eteryczne dzwonki uzupełniają ogłuszające szumy a solówki mieszają się ze złowrogimi dźwiękami zapętlonych harmonii gitar. Próżno będzie szukać nagrań z tej płyty w jakichkolwiek, komercyjnych rozgłośniach radiowych. To muzyka dla wyjątkowo wysublimowanych słuchaczy, z otwartymi głowami. Porównując ten materiał do płyt rówieśników Summersa, mamy wrażenie, że gitarzysta nie skończył jeszcze swoich muzycznych podróży. Jak sam mówi: "Szukam muzyki, która jest jakością samą w sobie. Prawdziwe dzieło sztuki po prostu się broni. Niezależnie od tego kto będzie tego słuchał…"

Czym inspirowałeś się podczas komponowania utworów na płytę Metal Dog?


Jakiś czas temu pracowałem z fotografem, który jest związany nowojorską sceną tańca nowoczesnego. Mieliśmy w planach organizację wieczorku z muzyką i teledyskami, na który chcieliśmy zaprosić tancerzy. Zacząłem się w to wkręcać i jakiś wewnętrzny impuls sprawił, że zacząłem tworzyć z myślą o ludziach, którzy potrzebują do tańca mocno ezoterycznej muzyki. Rozpocząłem pracę w studio i nim się obejrzałem miałem już cztery godziny materiału. Zdecydowałem, że część z tych utworów zasługuje na oddzielne wydawnictwo.


Dziennikarze będą wychodzić z siebie, żeby jakkolwiek zaszufladkować tę płytę. Myślałeś o tym podczas nagrań?


To prawda. Media zawsze pierwsze dyktują nam czym powinno być "prawdziwe R&B" albo "jedyny słuszny jazz". Ja, chcę robić rzeczy, które jeszcze nigdy nie powstały. Kreować brzmienia, których nie da się do niczego porównać. Ta płyta to nie tylko zwrotka-refren. Moje kompozycje są znacznie bardziej otwarte. To co słychać na "Metal Dog" pochodzi z bardzo różnych miejsc. To muzyka, która rosła we mnie przez całe życie. W utworach takich jak Qualia albo How Long Is Now, słychać bardzo egzotyczne wpływy. To między innymi dźwięki mające swoje korzenie na Bali. Gitara towarzyszy mi już naprawdę długo. To czego szukam obecnie to przekraczanie granic i eksperymentowanie. Moje obecne brzmienie jest teraz bardziej zaawansowane i nieco ostrzejsze niż kiedyś.


Starasz się uciekać od łatki typowego gitarzysty?


Myślę, że problem jest nieco bardziej złożony. Niektóre dźwięki na tej płycie brzmią tak, że nigdy nie mógłbym wykorzystać ich w kawałkach The Police. Nie są to może widowiskowe popisy ale znalazłoby się parę naprawdę dobrych solówek. Zawsze staram się stworzyć odpowiednią atmosferę. Poprzez muzykę, buduję zupełnie nowy świat.


Jaki jest twoim zdaniem sekret dobrej, instrumentalnej płyty gitarowej?


Na samo hasło "instrumentalna", od razu przychodzą mi na myśl same melodyjne rzeczy w stylu The Ventures. To prawie jak tworzenie muzyki orkiestrowej, tyle, że przy pomocy gitary. "Muzyka instrumentalna" to chyba w ogóle złe określenie. Czasy melodii na 16 taktów, słodkiego przejścia i solówki już dawno mam za sobą. Komponowanie jest dla mnie jak tworzenie nowych światów. Wykorzystuję mój instrument do grania naprawdę dziwnych rzeczy. Nadużywam możliwości gitary elektrycznej, starając się stworzyć coś zupełnie nowego.


Jak wyglądał proces pisania poszczególnych utworów?


Każda kompozycja miała swój początek w pewnej dźwiękowej przestrzeni. To mógł być loop lub określone brzmienie, które udało mi się uzyskać poprzez eksperymentowanie z efektami. Jeśli dźwięki zaczynały do mnie przemawiać, rozbudowywałem utwór o kolejne elementy. Wyglądało to tak, że siedziałem na kanapie w moim studio, realizator obsługiwał Pro Toolsa, a ja bawiłem się efektami rozstawionymi na stole. Czułem się trochę jak malarz stojący przed sztalugą, pracujący z paletą określonych kolorów. Zestaw kostek, które towarzyszyły mi w studio był naprawdę ogromny. Były tam najdziwniejsze efekty, jakie tylko udało mi się znaleźć. Nie jestem może maniakiem nowych technologii, ale staram się obserwować rynek i testować nowości. Dużo pracowałem z efektem [Z.Vex Instant] Lo-Fi Junky. Uwielbiam podły dźwięk tej kostki. Na ogół, staram się unikać miłych, przyjemnych dla ucha, bluesowych brzmień gitary. Próbuję przełamywać brzmienia, generując ziarniste, przesterowane i jękliwe dźwięki. Lubię takie wypaczenia. Muzyka staje się przez to bardziej unikatowa. Lo-Fi Junky świetnie sprawdza się podczas takich zabiegów. Nagrane za jego pomocą dźwięki często zapętlam, odtwarzam od tyłu, opuszczam lub podwyższam o jedną oktawę. Uwielbiam też kostkę VauxFlores Number 23 oraz procesor efektów Roland VG-99. Zawsze wracam również do starego, dobrego Eventide Eclipse. Do tej pory nie powstał chyba lepszy procesor. Uwielbiam to urządzenie. Niestety, w dzisiejszych czasach ciężko go zdobyć.


Myślisz, że gitara potrzebuje tych wszystkich "dopalaczy", żeby wciąż była postrzegana jako interesujący instrument?


Szczerze mówiąc, tak. Wystarczy, że odpalisz YouTube i zobaczysz jak miliony ludzi z całego świata wykorzystują gitarę podczas grania. To po prostu niesamowite. Nie wiem dlaczego ja miałbym stać w miejscu. Właśnie to próbuję przekazać na mojej nowej płycie. Starałem się nagrać jak najmniej dźwięków, które mieszczą się w jakichkolwiek standardach. Oczywiście ludzie zawsze kochali klasyczne rockowe solówki i typowy, gitarowy sustain. Ale słuchamy tego od tak dawna… Właśnie dlatego próbuję zmieniać pewne tony i dźwięki. A to wszystko dzięki możliwościom tych niesamowitych efektów, dostępnych obecnie na rynku.


Mimo tych wszystkich zmian w brzmieniu, wciąż identyfikujesz się z muzyką gitarową?


Mam nadzieję, że tak. Nie jestem do końca pewien. Z oczywistych względów, wiele osób utożsamia mnie z The Police, mimo że to odległe czasy. Wszystko zależy od tego, jak bardzo wyczulone jest ucho słuchacza. Myślę, że wciąż akcentuję w określony sposób podczas grania solówek. To coś co wychodzi mi intuicyjnie i ma swoje korzenie gdzieś w muzyce jazzowej. Dobrego gitarzystę charakteryzuje pewien feeling miejsca i czasu...


Z jakich gitar obecnie korzystasz?


W studio posiadam około 15 różnych gitar. Wierz mi lub nie, ale w większości przypadków, i tak sięgam po moje wysłużone Stratocastery. Kiedy na przełomie 2007 i 2008 roku grałem z The Police, dostałem nowego Telecastera. Przy okazji zrobili też dwa Stratocastery, kopie modelu z 1963. Ponieważ w tym co gram, sygnał z gitary jest mocno przetworzony, tak naprawdę nie przywiązuję dużej wagi do instrumentu. Czasami sięgam po Les Paula, kiedy mam pomysł na konkretną solówkę. Charakterystyczne brzmienie z przystawek daje mi również Gibson 330.


Korzystasz z tradycyjnych wzmacniaczy?


Tylko czasami. W studio mam kilka vintage’owych piecy Fendera. Lubię też bluesowe brzmienie wzmacniaczy marki Carr.


Martwisz się w ogóle o to jak sprzeda się twoja nowa płyta?


Szczerze mówiąc, nie bardzo. Kwestia sprzedaży płyt wygląda teraz zupełnie inaczej niż kiedyś. Muszę przyznać, że miałem szczęście, jeśli chodzi o moją karierę. Przez te wszystkie lata sprzedaliśmy ponad 80 milionów płyt. Mogę więc spokojnie odpuścić. Nagrywam ponieważ jestem artystą i czuję potrzebę tworzenia. Nadal chcę wydawać płyty. Niech ludzie wiedzą, że Andy Summers dalej tworzy. Moja droga jeszcze się nie skończyła. Nie mam jednak zamiaru wracać do tego co było. Chcę tworzyć nową, kreatywną muzykę. Będę szczęśliwy, jeśli znajdą się tacy, którzy będą chcieli jej słuchać. Nie będę zabijał się o słuchaczy. Nie chcę udzielać wywiadów na lewo i prawo. W tych sprawach jestem bardzo wybredny. Nie ciąży nade mną żadna presja związana z autopromocją. Myślę, że taki stan rzeczy, świetnie wpływa na moją twórczość.


Mieliśmy nie rozmawiać o The Police. W takim razie, powiedz tylko, ile zostało w tobie z gitarzysty, który w 1978 nagrywał płytę "Outlandos D’Amour"?


Prawda jest taka, że jeśli chodzi o naszą muzykę, Sting i ja pochodzimy z bardzo podobnych środowisk. Wszystko zaczęło się od jazzu, jednak zdążyliśmy nasiąknąć bluesem i Beatlesami. Obaj lubiliśmy też brazylijskie klimaty. Nie byliśmy jednak w stanie grać takiej muzyki. Od początku wiedzieliśmy, że stworzymy rockowy zespół. To może wydać się śmieszne, ale na początku zahaczaliśmy nawet o punk. Kiedy byłem w college’u, uczyłem się grać na gitarze klasycznej. Ten instrument mocno mnie ukształtował, jeszcze zanim zaczęła się moja przygoda z The Police. Nie zmieniło to naszych planów co do tego zespołu. Kariera nie przeszkadzała mi jednak w dalszym rozwoju i nauce. Mogę więc powiedzieć, że obecnie moja gra jest po prostu na bardziej zaawansowanym poziomie. Od czasów The Police udało mi się wiele nauczyć…


Jak wspominasz partie gitar, które grałeś w The Police?


Grałem inne rzeczy niż teraz. Wszystko było jednak podyktowane tą samą wrażliwością, którą mam teraz. Pamiętam, że nie chcieliśmy grać jak wszystkie inne punkowe zespoły w mieście. Brzmienie The Police wyłoniło się w sposób organiczny. Jestem dumny z tego co udało nam się stworzyć. To chyba oczywiste. Ale nie budzę się każdego ranka, dziękując Bogu za naszą twórczość. Nie da się ukryć, że jako The Police, osiągnęliśmy ogromny sukces. Nie można jednak ciągle żyć przeszłością. Ja cały czas się rozwijam i tworzę teraz zupełnie nową muzykę.

GALERIA
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie