Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Anna Jęczarek

Anna Jęczarek

Znana szerszej publiczności z występów z Oddziałem Zamkniętym i Chocolate Spoon. Ćwierćfinalistka szóstej edycji programu "Must Be The Music". Twórczyni wielu autorskich projektów, kompozytorka, aranżerka, wokalistka. Ale przede wszystkim gitarzystka i kobieta z ikrą, w której żyłach płynie rockowa krew.

Jesteś samoukiem. W czasach, kiedy zaczynałaś, dziewczyny grające na Les Paulach, na dodatek rocka, były zjawiskiem niecodziennym. Co Cię zainspirowało do pójścia tą drogą?


Od zawsze słuchałam dużo muzyki, mój starszy brat grał w punkowym zespole na perkusji, więc w domu często pojawiały się też inne instrumenty. Moja przygoda z graniem zaczęła się od… basu. Miałam wtedy jakieś dwanaście lat. Dołączyłam do zespołu, aby w niedługim czasie zagrać swój pierwszy koncert jako basistka. Dopiero w późniejszym okresie zainteresowałam się gitarą. Grałam głównie na akustyku. Były to w większości covery, które próbowałam również śpiewać. Pomału też zaczynałam układać własne piosenki. Pierwszego elektryka kupiłam w liceum. Już wtedy interesowały mnie utwory jako całość, komponowanie, a nie wyłącznie solówki.


Jak zdobywałaś gitarowe rzemiosło?


Głównie poprzez wspólne muzykowanie z innymi instrumentalistami oraz podpatrywanie największych mistrzów gitarowych. Kiedyś nie było YouTube i Internetu, więc grało się ze słuchu do nagrań. Wciąż myślę, że jest to najlepsza metoda nauki - wyrabia słuch i powoduje, że koncentrujesz swoją uwagę na całości utworu. Ponadto wymaga od ciebie większego zaangażowania. Dla mnie najlepszą rzeczą na drodze muzycznego rozwoju był fakt, że bardzo szybko zaczęłam grać z muzykami, a w szczególności z sekcją rytmiczną. Nigdy nie ćwiczyłam po dwanaście godzin sama w domu. Wolałam iść na próbę i zagrać z całym zespołem.

Sądzę, że w czasach YouTube największym błędem jest to, że ludzie grają sami w pokoju na kanapie, ścigając się z resztą świata. Dla mnie natomiast gitara to przede wszystkim narzędzie do wyrażania emocji. Najbardziej cenię gitarzystów, którzy stworzyli riffy, będące w stanie przetrwać kolejne dekady. To jest mistrzostwo świata, a nie wyścigi i kopiowanie innych. Trzeba szukać swojego stylu, swojej drogi. Publiczność zawsze uwierzy artyście, który jest autentyczny nawet, jeśli zagra tylko trzy dźwięki. Bo w muzyce liczą się emocje i szczerość.


Masz na koncie współpracę z wieloma muzykami. Próbowałaś również pracować w klasycznym trio z autorskim repertuarem…


Tak, zgadza się. Miałam kilka projektów autorskich. Pierwszym poważnym było trio Annosfera, które pod wieloma względami okazało się dla mnie przełomowe. Między innymi dzięki założeniu tego składu, zaczęłam śpiewać tak "na serio". Stwierdziłam, że układając muzykę i linie melodyczne, ciężko będzie mi znaleźć kogoś, kto idealnie wbije się w mój styl i w moją sferę emocjonalną. Z Annosferą zagrałam pierwsze koncerty z własnym materiałem, gdzie występowałam jednocześnie w roli wokalistki i gitarzystki wspólnie z sekcją rytmiczną. Miło wspominam ten czas - bardzo rozwinął mnie od strony kompozytorskiej.


W jaki sposób te wydarzenia ukształtowały Cię jako artystkę oraz wpłynęły na Twoje późniejsze podejście do tworzenia?


Stałam się jeszcze bardziej samokrytyczna i z wiekiem miałam coraz więcej pokory. Lubię konstruktywną krytykę, rady innych muzyków, producentów. Uważam, że trzeba być elastycznym i nigdy nie tracić chęci rozwoju. To jest chyba najfajniejsze w muzyce, że zawsze możesz zagrać coś lepiej, ciekawiej, poszukać nowych brzmień itd. Tworzenie piosenek pozostało moją największą pasją. Samo granie na gitarze chyba by mi nie wystarczyło. Układanie melodii, "wyrzucanie" swoich emocji w trakcie śpiewu plus komponowanie danego utworu jest dla mnie czymś najpiękniejszym w muzyce, czymś co spełnia mnie w stu procentach. Oczywiście na początku nie byłam na tyle dojrzała, żeby wiedzieć, co chcę przekazać i jaki styl mnie do końca interesuje, jednak z czasem zaczęłam komponować bardziej świadomie. Ciekawe jest to, że im dłużej gram, tym mocniej idę w oszczędność oraz staram się poszukiwać nowych, świeżych pomysłów i rozwiązań.


Występowałaś solo w jednej z edycji programu “Must be the Music". Co sądzisz na temat rozmaitych "talent show"?


Program wspominam bardzo miło, spotkałam się tam z dużym szacunkiem oraz ciepłym przyjęciem. Zarówno jury jak i widzowie odebrali mój występ niezwykle pozytywnie. Najbardziej cieszyło mnie to, że mogłam zaprezentować własną piosenkę ("Anytime"), a nie po prostu zagrać cover. Nie jestem osobą, która pcha się wszędzie, żeby tylko zaistnieć, więc decyzja o udziale w MBTM nie była dla mnie łatwa. Doszłam jednak do wniosku, że czasy są takie a nie inne i trzeba wykorzystać możliwość pokazania się szczerszej publiczności - jeśli tego nie zrobimy, nikt do nas sam nie zapuka. Poza tym nie sądziłam, że gitarzystka może wzbudzić tyle emocji u widzów. Byłam pewna, że wyłącznie wokaliści działają w ten sposób na ludzi, a dziewczyna z gitarą już niekoniecznie.


Czy tego rodzaju programy stanowią według Ciebie promocję dla muzyki?


Z jednej strony tak, bo dzięki telewizji zawsze można trafić do jakiejś grupy ludzi, ale tylko pod warunkiem, że ktoś ma pomysł na siebie jako artysta i jest szczery w tym, co robi. Z drugiej trzeba pamiętać, że "talent show" to tylko pięciominutowa reklamówka i nic nam nie da, jeśli nie będziemy dalej pracować nad swoją karierą. Po takim występie trzeba wciąż mozolnie robić swoje. Mówię z własnego doświadczenia.


Poprzedni rok upłynął Ci głównie pod znakiem występów z legendą polskiej sceny rockowej - Oddziałem Zamkniętym. Jak zaczęła się Twoja współpraca z Wojtkiem Pogorzelskim i spółką?


Oj, to był prawdziwie rock’n’rollowy rok! (śmiech) Z Wojtkiem poznaliśmy się jeszcze zanim zaprosił mnie do grania w OZ. Jest to jedna z tych osób, dla których człowiek ma dużo szacunku, w końcu na jego piosenkach się wychowywałam. Było mi miło, że obdarzył mnie tak dużym zaufaniem jako muzyka. Poza tym dał mi możliwość zdobycia doświadczenia na dużej scenie oraz grania dla szerokiej publiczności. Jest to bezcenne, bo dopiero wtedy tak naprawdę muzyk ma okazję się sprawdzić. Świetnie wspominam ten czas - występy z chłopakami były fajnym punktem na mojej muzycznej mapie, ale czas iść naprzód.


Testosteron kontra filigranowa kobieta "wycinająca" ogniste solówki - jak byłaś odbierana na scenie?


Pamiętam, że bałam się, jak ludzie mnie odbiorą, ale postawiłam na szczerość. Grałam z sercem i stuprocentowym zaangażowaniem. I co się okazało? Publiczność bardzo szybko to wyczuła. Reakcje były tak miłe, czasem nawet wzruszające, że zupełnie przerosły moje oczekiwania. Z Wojtkiem mieliśmy fajną chemię na scenie - nie da się tego ani wyreżyserować ani udawać. Grając koncerty świetnie się bawiłam, nikt nie był wobec mnie krytyczny na zasadzie "Co ta babka tam robi do cholery?" (śmiech) Wręcz przeciwnie, spotykałam się z ciepłymi opiniami fanów, za co jestem im bardzo wdzięczna. Zrozumiałam też jedną, istotną rzecz: jak ważne jest nie tylko to, co się gra, ale przede wszystkim - jak się gra. Dla słuchaczy emocje są najważniejsze i jeśli robisz coś naprawdę szczerze, dając z siebie wszystko, zawsze to wyczują i te emocje ci oddadzą. W tym według mnie zawiera się cały sens grania.


Kiedy przegląda się Twoją galerię koncertową, głównie można zobaczyć Cię z Les Paulem. Od czasu do czasu sięgasz również po Telecastera i Stratocastera. Opowiedz nam o swoich gitarach.


Jak każdy gitarzysta od lat przerabiam temat pt. "Szukam swojego idealnego brzmienia" (śmiech), który jak wiadomo nigdy się nie kończy. Kiedyś byłam fanką Les Paula. Z fascynacją słuchałam płyt hardrockowych wyjadaczy, więc kupiłam Epiphone Les Paul i combo Peavey Classic. Potem zaczęłam poszukiwać innych brzmień - wymagało tego komponowanie i aranżowanie. Praca nad piosenkami powodowała, że nie byłam w stanie ograniczać się do jednej gitary. Miałam kilka Stratocasterów, wszystkie japońskie. Obecnie posiadam też Telecastera model John5, który jest trochę nowocześniejszy niż tradycyjne Tele. Myślę, że każda gitara ma w sobie coś interesującego i z każdego wiosła można wycisnąć fajne rzeczy. Najważniejsze jest jednak to, żeby wiedzieć, co chce się osiągnąć i jaki mamy pomysł na siebie. Przy okazji wielkie podziękowania dla pracowni Tomo Guitars, fachowo dbającej o cały mój sprzęt, dzięki której zaopatrzyłam się w bardzo dobre instrumenty.


Drążąc temat brzmienia - kostki, wzmacniacze? Często zmieniasz gitarowe zabawki?


Mam obecnie trzy gitary: Greco Les Paul z lat 70., Fendera Telecastera John5 i kopię Les Paula. Rozglądam się też za jakąś hollowbody np. Casino Epiphone. Do niedawna posiadałam wzmacniacz ENGL model Ritchie Blackmore plus paczkę Budda, ale postanowiłam wrócić do klasycznych brzmień i planuję zakup VOX-a. Bardziej przyda mi się do rzeczy, które gram obecnie. Z efektów posiadam: świetny przester od gościa, który jest mistrzem w tej dziedzinie czyli Karaluch Custom, EH POG, MXR Phaser, Delay TC Electronic, Boostery TC Electronic i Roger Mayer, Chorus Yamahy oraz Wah Dunlop.


Od strony technicznej jesteś bardzo sprawną gitarzystką. Jak ćwiczysz?


Tak naprawdę ćwiczę bardzo mało, bo jak tylko biorę gitarę do ręki, to przeważnie skupiam się na robieniu piosenek, a nie na trenowaniu skal. Myślę, że większość rzeczy gram bardziej intuicyjnie niż z wyćwiczenia. Ostatnio znacznie większą uwagę zwracam na to, co gram i jakie brzmienie chcę osiągnąć, niż na ilość dźwięków. Na tym chyba polega dojrzałość muzyczna, której brakowało mi parę lat temu.


Masz własną receptę na komponowanie? Jak tworzysz?


Zawsze wygląda to tak samo - biorę gitarę do ręki, najlepiej akustyczną i po prostu gram. W zależności od nastroju układam szybszy lub wolniejszy kawałek. Jest to więc bardzo emocjonalny proces, dlatego nie lubię zaczynać pracy na komputerze. Poza tym jeśli piosenka z linią melodyczną brzmi dobrze na gitarze akustycznej, to znaczy, że masz dobry utwór i na komputerze możesz go już tylko dopieszczać w sensie aranżacyjnym. Od lat stosuję taką metodę i świetnie się sprawdza. Łatwo przychodzi mi układanie melodii, ale jestem też bardzo surowa w ocenie własnych pomysłów. Zostawiam tylko te najlepsze. Jeśli na przykład nie nucę czegoś przez kolejne dni, nie mam ochoty tego zagrać ani zaśpiewać, to stwierdzam, że jest słabe - skoro mi nie utkwiło w głowie, to nie utkwi również słuchaczom.


Gdzie obecnie grasz i co planujesz w najbliższej muzycznej przyszłości?


W tej chwili gram w zespole Rockoholic, którego założycielem jest aktor Mikołaj Krawczyk. Kiedyś zadzwonił do mnie z zapytaniem, czy nie chciałabym mu pomóc w zmontowaniu nowego składu, a że jest bardzo fajnym i kontaktowym gościem lubiącym dobrą, rockową muzykę, od razu się zgodziłam. Pracujemy w studiu nad pierwszym singlem oraz intensywnie na próbach, żeby przygotować materiał, z którym ruszymy na koncerty. Promocję singla planujemy na wiosnę. Mamy plany, żeby zgłosić się na kilka festiwali i zagrać jak najwięcej koncertów w całym kraju. W zespole bardzo mocno angażuję się w kwestie muzyczne oraz w sprawy aranżacyjne. Staram się dbać o całość - zależy mi na tym, żebyśmy byli zespołem rockowym, który pamięta o starych, dobrych wzorcach rockowych, ale jednocześnie patrzy w przyszłość i potrafi zaproponować coś świeżego.


A Anna Jęczarek solo? Planujesz coś pod własnym szyldem?


Tak. Poza Rockoholic pracuję nad swoimi nowymi pomysłami solowymi. Mam tutaj trochę inną koncepcję, jeśli chodzi o brzmienia, gitary oraz swój głos w tym wszystkim. Bardzo się cieszę, ponieważ udało mi się podjąć współpracę z Tomkiem Krawczykiem znanym ze współpracy z Melą Koteluk, Zakopower oraz Bisquit. Jest nie tylko doświadczonym muzykiem, ale przede wszystkim człowiekiem otwartym na różne brzmienia. Tacy ludzie niezwykle mnie inspirują i cieszę się, że to właśnie Tomek pomaga mi z moimi piosenkami. Chciałabym zrobić coś świeżego, coś, co być może mnie samą zaskoczy, a jednocześnie nadal pozostać w stu procentach sobą, bo nie potrafię grać czegoś, czego nie czuję. Wypuszczenie moich solowych rzeczy jest dla mnie największym muzycznym marzeniem i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować jeszcze w tym roku. Poza tym jestem otwarta na inne, ciekawe propozycje współpracy z innymi artystami, projektami, które będą mnie inspirować do dalszego rozwoju.


Gdzie w najbliższych miesiącach będziemy mogli Cię usłyszeć na żywo?


Zapraszam na mój profil facebookowy Ania Jęczarek "Guitar Girl" - tam można śledzić wszelkie informacje dotyczące koncertów i moich muzycznych poczynań. Dziękuję za miły wywiad i pozdrawiam wszystkich czytelników.


Rozmawiała: Aleksandra Siemieniuk
Zdjęcia: Anna Kubisz (akubisz.blogspot.com)


GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie