Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Michael Gira (Swans)

Michael Gira (Swans)

To już jest koniec Swans, jakie znamy. W połowie czerwca na rynku ukazała się ostatnia płyta w obecnym składzie zespołu, który w 2010 roku wrócił po kilkunastu latach milczenia i w ciągu kilku kolejnych wydał cztery potężne dzieła, które fani eksperymentalnego rocka będą wspominać przez następne dekady.

"The Glowing Man" wymaga cierpliwości, jak każde poprzednie wydawnictwo zespołu. Ja równie cierpliwie czekam na rozmowę z mózgiem Łabędzi. W hotelowym pokoju, wypełnionym papierosowym dymem, Michael podaje mi dłoń i zaprasza do stolika…

Pomimo istnienia przez dekady w muzycznym undergroundzie, nie stronisz od wywiadów. Odbierasz to jako konieczną część promocji swojej sztuki?


To nie brzmi dobrze, gdy tak to ujmujesz - odbieram to bardziej jako część procesu twórczego, docieranie do ludzi przez Ciebie. Lubię rozmawiać z ludźmi, gdy jest na to czas i miejsce.


Pamiętasz ostatni koncert Swans w Polsce na Open’erze?


(chwilę zastanawia się) Tak, pamiętam go.


Czy odczuwasz różnicę w graniu koncertu w klubie pełnym fanów Swans i na tego typu festiwalu, gdzie headlinerzy tacy jak Drake czy Kasabian powodują, że na waszym koncercie może być dużo przypadkowej publiczności?


Zazwyczaj na festiwalu nie oglądam innych zespołów. Nie ma na to czasu. Nie ma też za dużo możliwości na to, by wczuć się w klimat wydarzenia jako całości, bo sami jesteśmy w trasie. Chyba jesteśmy już zbyt dojrzali na to, by rozważać potencjalny odbiór tego, co robimy na scenie. Jeśli ktoś chce zabookować nasz koncert - zazwyczaj wie, w co się pakuje (śmiech).


Czy mimo to, są jakieś koncerty, które szczególnie pozytywnie zapadły Ci w pamięć?


Zdarzają się takie. Jednym z najlepszych koncertów jakie daliśmy był ten na Off Festivalu w Katowicach w 2012 roku.


Wasz nowy album "The Glowing Man" ukaże się na rynku 17 czerwca i ma zamknąć kolejny rozdział w istnieniu Swans. Co mamy przez to rozumieć? Zmianę w składzie, kolejne przejście w strefę spoczynku dla zespołu, a może idąc dalej, ponowne powołanie do życia Angels Of Light?


Ta decyzja znaczy, że nasze małżeństwo przechodzi przemianę w coś "innego". Ja i pozostałych pięciu dżentelmenów w zespole spędzaliśmy ze sobą przez ostatnich sześć lat 200-250 dni w roku. Wiem o tym, że się kochamy, ale chyba na tym etapie wręcz za dobrze się rozumiemy i potrzebujemy odnaleźć dla siebie nowe środowisko. Plan jest wobec tego taki, że po trasie koncertowej zrobię coś świeżego z nowymi ludźmi.


Na płycie pojawiają się żeńskie wokalizy. Jeden z głosów jest szczególnie Ci bliski.


Tak, w utworze "When Will I Return?" śpiewa moja żona, Jennifer. Napisałem dla niej tę piosenkę jako hołd. Jakieś siedem lat temu w Nowym Orleanie szła ulicą w nocy do sklepu i została zaatakowana przez mężczyznę, który próbował wciągnąć ją do jakiegoś samochodu. Istnieją podejrzenia, że był to prawdopodobnie seryjny morderca, który grasował w tych okolicach. Krzycząc i szarpiąc się z nim, udało się jej zmienić jego plan. Pobił ją i uciekł. Jennifer trafiła do szpitala i wydarzenie to, spotkanie z tak głęboką przemocą, zmieniło ją na zawsze. Zaczęła cierpieć na zespół stresu pourazowego, jak żołnierz wracający z wojny. Od zawsze widzę w niej walkę, którą prowadzi, związaną z przeżywaniem tego wydarzenia. Dlatego napisałem piosenkę, którą można odebrać jako modlitwę za jej siłę.


Poza premierowym materiałem, w ubiegłym roku zacząłeś wskrzeszać stare albumy Swans w nowej formie. Czy przykładasz emocjonalnie dużą wagę do tych wydawnictw, czy są tylko kolejnym sposobem na zarobienie pieniędzy na produkcję świeżego materiału, jak jest w przypadku wydawnictw koncertowych Swans?


Na pewno głównym powodem wydania były problemy z dostępnością określonych albumów Swans na rynku, a jako że jest to praca mojego życia, chciałem żeby ciągle istniała gdzieś fizycznie. Byłem dość mocno zaangażowany w proces remasteringu i chciałem by ten materiał brzmiał najlepiej jak tylko może. Zapewne będziemy ten proces powtarzać z innymi płytami.


Co myślisz zatem o muzyce dystrybuowanej cyfrowo?


Nie jestem tym zainteresowany. Akceptuję fakt, że ludzie tak słuchają płyt, ale to, co tworzę, jest konkretnie przeznaczone do odbioru na płytach winylowych lub kompaktowych. Nie mam tutaj nawet na myśli jakości, ale to, że chcę, by ktoś, kto chce posłuchać tej muzyki, żeby zrobił to całym sobą, od momentu spojrzenia na poligrafię, przez otwarcie pudełka i wszystkie kolejne kroki, aż do zakończenia odsłuchu.


Czy myślisz, że crowdfunding, który pozwala na wydawanie kolejnych albumów Swans to przyszłość wydawania muzyki?


Nie mogę się wypowiadać jeśli chodzi o innych, natomiast w moim przypadku zysk ze sprzedaży płyt nie jest wystarczający i nagrywanie oraz wydawanie płyt o najwyższej jakości na której mi zależy, jest możliwe wyłącznie dzięki takim akcjom, skupiającym ludzi, którym zależy na tych samych celach co nam. Jestem za to bardzo wdzięczny. Jak zapewne wiesz, robię dla nich specjalne, ręcznie rysowane okładki i staram się podarowywać inne dodatki. W zasadzie działam w ten sposób już od 2000 roku, wydania debiutu Angels Of Light.


Czy wobec tego dzisiaj, jeśli ktoś z młodego pokolenia zapytałby Cię, czy powinien zdecydować się na karierę profesjonalnego muzyka, odradziłbyś mu to?


Wszystko jest możliwe, jeśli tylko wystarczająco się starasz, ale ten rynek jest strasznie nieprzewidywalny.


Słuchasz w ogóle młodych zespołów?


Nie bardzo. A nawet jeśli to nigdy nie pamiętam nazw zespołów, więc nawet mnie nie pytaj. (śmiech)


Jak wiele Twojego życia osobistego przenika do muzyki Swans?


Na pewno piosenki, które nagrywam, nie są dziennikami, nie są autobiograficzne, ale pewne inspiracje, materiał, z którym się zapoznaję w okresie nagrywania, jest związany z moimi myślami, poglądami, czy aktualnymi odczuciami na temat egzystencji.


A czy ważne dla Ciebie było, by Twoja sztuka spotkała się z akceptacją czy pochwałą ze strony Twoich rodziców?


Bardzo. Był taki moment, w którym mój tata przeczytał o Swans w New York Times i byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu, bo myślę, że wtedy poczuł po raz pierwszy, że to co robię było warte czasu, który został temu poświęcony.


Rozważałeś kiedyś informowanie ludzi o tym jak głośne są koncerty Swans?


Nie. Myślę, że AC/DC jest głośniejsze, choć u nas istnieje pewna dynamika, która sprawia, że możemy wydawać się ciężej przyswajalni. Na pewno powodem tego jak głośne jest Swans nie jest agresja. Uważam, że dźwięk, pewne harmoniczne nie istnieją do momentu kiedy osiągnie się pewien określony poziom głośności. Podobnie dźwięk, gitara czy efekt - one też nie zaistnieją dopóki nie osiągną pewnego poziomu. Więc głównym powodem jest chęć umieszczenia słuchacza i nas samych w środku tego doświadczenia.


Czy muzyka ma dla Ciebie walory terapeutyczne?


Tak. Ostatnie cztery albumy Swans były np. aktem miłości. Nie w sensie sentymentalnym, bardziej oddawania się i poddawania zarazem.


Czego brakowało Ci najbardziej przed reaktywacją Swans w 2010 roku?


W momencie w którym przeszliśmy w stan spoczynku poczułem ogromny przypływ spokoju, bo cały ten okres aż do śmierci Swans (nawiązanie do tytułu "Swans Are Dead" - przyp. red.) był ciągłą batalią z różnymi przeciwnościami. Oczywiście było mnóstwo chwil ekstatycznych, wspaniałych, choćby trasa promująca "Great Annihilator" i "Soundtracks For The Blind", które w moim odczuciu były wyjątkowym momentem w historii zespołu. Jednak kiedy zakończyłem tę historię, byłem bez grosza. Nie mogłem dalej kontynuować tworzyć bez pieniędzy i energii, którą oddałem przez te wszystkie lata. Musiałem to wszystko przetrawić, zburzyć i zacząć budować od nowa, od podstaw. Wracając jednak do Twojego głównego pytania: w trakcie tej przerwy brakowało mi bycia w środku tego tornado, które potrafi unieść Cię prosto do nieba. Tego nie mogło mi dać Angels Of Light.


W wywiadzie dla jednego z polskich mediów jakiś czas temu, powiedziałeś, że piosenki Swans są w pewnym sensie religijnymi hymnami. W co sam wierzysz?


Na pewno nie jestem fundamentalnym chrześcijaninem. W ogóle nie wierzę w jakąś moc sprawczą na tym świecie, w jakiegoś lalkarza sterującego nami. Ale wierzę, że jest jakaś energia, która przepływa przez nas wszystkich, ludzi, zwierzęta. Czy to przekłada się w jakiś sposób na religię? Chyba nie. Czytam obecnie "Wyznania" Św. Augustyna i uważam za piękne pytania, które zadaje w tej książce. Żałuję, że współczesne chrześcijaństwo ma niewiele wspólnego z tego typu doktrynami, bo dla mnie to jest esencja poszukiwania duchowości. Nie jestem fanem zorganizowanych środowisk religijnych, ale kiedy patrzysz na takie pisma z duchowego punktu widzenia, myślę, że można tu znaleźć interesujące rzeczy.


Mój redakcyjny kolega robił kiedyś wywiad z Jarboe, która powiedziała, że kiedy nie jest na trasie, zazwyczaj siedzi w domu. Czy Ty też wtedy zażywasz spokoju w czterech ścianach?


Zdecydowanie. Czytam, piszę, ale bardzo rzadko wychodzę, gdyż cierpię na agorafobię. Co więcej, każda osoba, która ma ze mną dłużej coś wspólnego, jak moja żona, również ma z tym problemy. Jakbyś dostarczał mi jedzenie, pewnie mógłbym przez tygodnie siedzieć w domu.


I oglądać debaty polityczne przy herbatce?


Trochę się tym interesuję, ale nie bardziej niż ktokolwiek, komu leży na sercu dobro ludzkości. Mam wrażenie, że obecnie znajdujemy się na skraju apokalipsy i wybór naszego lidera jest rzeczą istotną. Środowisko, społeczeństwo, kultura - wszystko to wymaga dostosowania się do obecnej sytuacji, która nie jest łatwa.


Obawiasz się o naszą przyszłość?


Obawiałbym się jeśli Donald Trump zostałby prezydentem USA, ale nie wydaje mi się to realnym scenariuszem. Byłbym potwornie zażenowany i zawstydzony taką sytuacją. Choć przeżyłem to już przy elekcji Reagana i Busha, więc kto wie…


Czy nadal masz jakichś muzycznych idoli?


Oczywiście. Nina Simone, Howlin Wolf, James Brown, Leonard Cohen, Bob Dylan - to wszystko fantastyczne postaci, do których poziomu nigdy się nie zbliżę.


Nie doceniasz się!


I mówi to gość w koszulce "No Joy Ever, Unknown To Pleasures"! Wystarcza mi przywilej spotkania po koncertach z fanami. Nie każdy dzień musimy kończyć zbawianiem świata.


Rozmawiał: Marcin Kubicki
Zdjęcia: Asia Kubicka

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie