Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mikael Akerfeldt, Fredrik Akesson (Opeth)

Opath

Mikael Akerfeldt, Fredrik Akesson (Opeth)

Styl gry Opeth jest trudny do zdefiniowania, a próby zaszufladkowania tego zespołu kończą się zazwyczaj stwierdzeniem, że gra on wyjątkowo nowatorską mieszankę metalu, bluesa, folku, jazzu, fusion i psychodelii. Formacja ma na swoim koncie dziewięć płyt z muzyką wyjątkowo ambitną i bezkompromisową. Lider grupy Mikael Åkerfeldt jest niezwykle wszechstronnym artystą - to gitarzysta, wokalista i kompozytor w jednej osobie.

Fani grupy Opeth mają go wręcz za wizjonera, niektórzy zaś uważają go za muzycznego schizofrenika o wielu twarzach. Jego nieustanna potrzeba eksperymentowania i poznawania nowych gatunków sprawia, że muzyka zespołu ciągle ewoluuje. Dzięki temu grupa zyskała reputację eksperymentatorów, których muzyka przemawia niemal do wszystkich - zarówno do fanów progresywnego rocka z lat 70., jak i wielbicieli death metalu. Łamią przy tym wszelkie reguły muzyczne, tworząc muzykę dla osób otwartych, niebojących się nowości i szukających oryginalnego brzmienia. Wystarczy prześledzić twórczość zespołu sprzed kilku lat. W 2002 roku formacja nagrała płytę "Deliverance", która była najcięższym krążkiem w jej dorobku i jednocześnie łagodnym, a to za sprawą znacznego zróżnicowania brzmieniowego. Kolejnym ważnym krążkiem okazała się płyta "Damnation" wydana w 2003 roku - ewenement w historii grupy, album bardziej progrockowy niż metalowy, wyprodukowany przez Stevena Wilsona z Porcupine Tree, który prywatnie jest przyjacielem Mikaela Åkerfeldta.

W tym miesiącu skupimy się jednak na ostatnim wydawnictwie formacji Opeth, zatytułowanym "Watershed", który ukazał się w sprzedaży kilka miesięcy temu. Na tym krążku zadebiutowali: perkusista Martin Axenrot i gitarzysta Fredrik Åkesson (znany ze współpracy z takimi formacjami, jak Krux, Talisman i Arch Enemy). Płyta składa się jedynie z siedmiu utworów, ale za to najwyższej próby. To najlepszy pokaz gitarowej maestrii w historii zespołu, podróż po zupełnie nowych, nieznanych dotąd obszarach brzmieniowych - mocny pretendent do tytułu Album Roku. Solówki to bluesowo-soulowe popisy rodem z lat 70., czysto metalowe riffy oraz eksperymenty z metrum. Wszystko to razem tworzy idealnie spójną całość. Nowe wydawnictwo jest doskonałym pretekstem do tego, aby porozmawiać z gitarzystami: Mikaelem Åkerfeldtem oraz Fredrikiem Åkessonem.

Album "Watershed" jest jeszcze mroczniejszy niż poprzedni - "Ghost Reveries". Czy taka była wasza intencja?

Pierwotnie chciałem nagrać płytę jeszcze bardziej surową niż "Ghost Reveries". Porównując rezultat z moimi wcześniejszymi zamierzeniami, trzeba powiedzieć, że nagraliśmy płytę mniej mroczną. Szczerze mówiąc, to to, co miałem w planach, praktycznie nie nadawało się do słuchania (śmiech). Ale jestem bardzo zadowolony z uzyskanego rezultatu. Zresztą na początku pracy nad płytą trudno jest przewidzieć jednoznacznie, co z tego wyjdzie. Ja po prostu siadam i komponuję, nie zastanawiam się nad tym, co będzie dalej.


Utwór "Burden" brzmi jak hymn rockowy. Nagrywanie solówek do tej kompozycji musiało sprawić wam dużo przyjemności...


Zgadza się. To wspaniała piosenka, która została pomyślana jako potężna ballada w stylu lat 70. Nad solówkami pracowaliśmy u mnie w domu. Sam riff ma duży potencjał i można go było wzbogacić wspaniałymi partiami solowymi. Zależało mi, żeby nagrywać je z Fredrikiem, ponieważ on ma duże doświadczenie w takich solówkach - w końcu grał już w kilku zespołach metalowych. Poza tym jest też wspaniałym gitarzystą bluesowym, ale zależało mi również, żeby zaprezentował się z całkiem innej strony. Myślę, że wyszło mu to na dobre.


Przede wszystkim solówka musiała pasować do całości. Mam nadzieję, że udało nam się stworzyć spójną, porywającą kompozycję. Bardzo ważne było też uzyskanie odpowiedniego brzmienia. Zawsze podziwiałem muzyków, których można było rozpoznać nie tylko dzięki stylowi gry, ale i za sprawą oryginalnego brzmienia. Są tacy, którzy popisują się wymiataniem, ale w kwestii brzmienia nie reprezentują nic ciekawego.
MÅ: Pojawiłeś się w naszym zespole właśnie dlatego, że jesteś wszechstronny. Nie wystarczy dobrze opanować jeden styl, żeby u nas grać. W każdym stylu jest przecież wiele ciekawych aspektów, a nas - jako zespół - interesują różne stylistyki. Chodzi o to, aby czuć się dobrze w wielu różnych obszarach muzycznych. I moim zdaniem dotyczy to nie tylko gitary, ale także innych instrumentów.

Ta solówka przywodzi na myśl Davida Gilmoura, a także Marka Knopflera. Czy to było zamierzone?


Tak, to było zamierzone. Chciałem uzyskać połączenia stylów właśnie tych dwóch muzyków.


Zresztą, jak można być gitarzystą i nie czerpać od Marka Knopflera? (śmiech)

"The Lotus Eater" to prawdopodobnie najbardziej skomplikowana kompozycja w waszym dorobku. Jak powstał ten utwór?

Pierwsza połowa utworu powstała dość szybko. Druga część została ukończona dosłownie w ostatniej chwili. Główny riff wymyśliłem od razu, ale problem polegał na tym, że nie bardzo wiedzieliśmy, jak wkomponować go w całość. Nie byłem nawet pewny, czy chcę, żeby znalazł się on w tym kawałku, bo jakoś mi nie pasował. W końcu znaleźliśmy na to sposób i wszystko się idealnie razem złożyło. Utwór został przyjęty bardzo pozytywnie. Myślę, że podoba się właśnie dlatego, iż jest taki pokręcony i dziwaczny. Fani Opeth lubią być zaskakiwani!


Z kolei w kompozycjach "Hex Omega" czy "Porcelain Heart" jest dużo przestrzeni. Najwyraźniej skupiliście
się w nich na budowaniu klimatu...

Ta różnica w dynamice pomiędzy poszczególnymi piosenkami wynika z mojego zmiennego charakteru. Czasem hołduję założeniu, że mniej znaczy więcej, innym zaś razem lubię przeładować utwór. Bywa też i tak, że kilka nut wystarczy, by zbudować udany utwór, a w innym przypadku kompozycja zyskuje na dynamice, jeśli jest bardziej rozbudowana. No cóż, skrajności to moja specjalność.


Dlaczego w kilku utworach outro jest wyjątkowo nieharmonijne?


Ogromne wrażenie wywarł na mnie album Scotta Walkera "The Drift" - podoba mi się, jak budowane jest tam napięcie. Na koniec piosenki chciałem stworzyć wrażenie, że coś jest nie tak, wprowadzić pewien niepokój. Dlatego w outro utworu "Burden" Fredrik gra na wręcz rozstrojonej gitarze.


To był pomysł Mikaela. "Burden" to piękny kawałek, a ta lekka dysharmonia na końcu dodaje mu odpowiedniego smaczku. Podoba mi się, że w tej końcówce został trochę, że tak powiem, zepsuty. Jest to element zaskoczenia, którego odbiorca wcale się nie spodziewa...


Opeth się zmienił - nowy skład, nowa płyta. Skąd te zmiany?


Rzeczywiście, trochę się u nas ostatnio działo, ale na szczęście były to zmiany zdecydowanie na lepsze. Do zespołu przyjąłem naprawdę świetnych muzyków, a więc ludzi nie z przypadku. Niestety nie wszyscy fani zaakceptowali moją decyzję. Dla niektórych jest nieważne, że mamy teraz w zespole najlepszego gitarzystę na świecie. Zdaniem wielu osób Opeth bez gitarzysty Petera Lindgrena i perkusisty Martina Lopeza nie jest już ten prawdziwy. No cóż, nie mogę walczyć z takim poglądem, bo nie o to tu chodzi. Uważam jednak, że mamy obecnie bardzo silny skład, i gdybym miał podejmować decyzje personalne po raz drugi, to z pewnością postąpiłbym tak samo. Fanom brakuje widocznego wpływu Petera, i ja to rozumiem, ale trzeba pamiętać, że on tak naprawdę napisał utwory tylko na dwie nasze pierwsze płyty - a to było dwanaście lat temu!


Czy zmiany personalne miały wpływ także na teksty utworów z "Watershed"?


Tak, zmiana składu miała wpływ również na teksty. Zresztą cała ta sytuacja w pewien sposób zmieniła nas wszystkich i wiązała się z silnymi przeżyciami. Tym razem napisałem bardziej osobiste teksty i pod tym względem album różni się od pozostałych, które były w większości concept albumami.


Czy pierwszą osobą, o której pomyślałeś po odejściu Petera, był Fredrik?


On był tym jedynym, o którym pomyślałem! Od razu uderzyłem do niego. Jest bardzo utalentowanym gitarzystą, mieszka blisko, bo w Sztokholmie, a do tego wszyscy darzymy go wielką sympatią. Czyli był idealnym kandydatem. Kiedy odszedł od nas Peter, Fredrik właśnie rozstawał się z Arch Enemy, ponieważ do zespołu wrócił Chris Amott. Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Fredrik, jak oceniasz swój początek w zespole? Czy musiałeś się zmierzyć z jakimiś trudnościami?


Gra w zespole Opeth na pewno jest dla mnie wyzwaniem. Ale ja lubię wyzwania! Najtrudniej przyszło mi nauczenie się partii akustycznych. Sporo czasu zajęło mi też szlifowanie gry palcami, ale muszę powiedzieć, że idzie mi coraz lepiej. Dużo nauczyłem się od Mikaela, szczególnie jeśli chodzi o grę rytmiczną.


Utwory Opeth często opierają się na skomplikowanych strukturach. Jak wygląda u was proces tworzenia? Mikael, masz jakąś bazę riffów, z której czerpiesz przy komponowaniu?


Raczej nie. Używam małego zestawu Pro Tools, uruchamiam go, siadam z gitarą i po prostu improwizuję. Jeśli jakaś melodia czy kombinacja nut zwróci moją uwagę, skupiam się na konkretnym fragmencie i rozbudowuję go, dołączając perkusję i inne elementy. Stopniowo zaczynam dodawać kolejne ścieżki i staram się pracować nad całością. Jeśli zabraknie mi inspiracji, gdy gram na gitarze, wówczas siadam za bębnami czy klawiszami. Czasem inspirują mnie zupełnie inne dźwięki, takie... niespotykane. Przy pracy nad nowym albumem narzuciłem sobie dużą dyscyplinę. Polegało to na tym, że wstawałem rano, wypijałem kubek kawy i ostro brałem się do roboty.


Utwory z "Watershed" zostały nagrane w standardowym stroju z wyjątkiem "Porcelain Heart", w którym zastosowaliście dropped D. Czy uważacie, że zespoły nadużywają niskich strojów?


Nie uważam, żeby strojenie gitary jak najniżej było jedyną drogą do uzyskania ciężkiego brzmienia. Weźmy utwór "Heir Apparent" z naszej nowej płyty. To bardzo ciężka kompozycja, ale nie dzięki obniżeniu stroju, tylko dzięki sposobowi gry. Myślę, że przestrajanie gitary jest mało twórczą drogą, a do tego - na skróty.


Czy braliście kiedykolwiek lekcje gry na gitarze?


Fredrik udziela mi teraz lekcji gry!


Nie żartuj. Ja wziąłem kilka lekcji, ale przede wszystkim jestem samoukiem. Obejrzałem za to sporo lekcji na DVD. Bardzo wiele nauczyłem się z pierwszej płyty tego typu, jaką wydał Paul Gilbert, głównie jeśli chodzi o techniki kostkowania. Pomiędzy siódmym a dziewiątym rokiem życia grałem na skrzypcach, ale nie do końca lubiłem ten instrument. Pamiętam, że usiłowaliśmy z kolegami zagrać na skrzypcach riff z "Breaking The Law" (śmiech).

Mikael, podobno Mark Tremonti nie mógł uwierzyć, że nie masz żadnego wykształcenia jazzowego...


Nie mam pojęcia na temat teorii muzyki. To, co czasem mówią ludzie, to najczęściej przesada. Żadnego stylu gry nie opanowałem do perfekcji. Po prostu umiem grać po trochu wszystko. A więc nie jestem takim znowu wspaniałym gitarzystą, jak ludzie opowiadają!


Po prostu czujesz muzykę...


Tak. Ufam swojemu słuchowi i swojemu sercu. Choć nieznajomość teorii czasami stawia mnie w kłopotliwej sytuacji. Na przykład ostatnio jakiś koleś poprosił, żebym zagrał akord A-cośtam. Nie miałem bladego pojęcia, o czym ten gość mówi!


Ale właśnie to sprawia, że jesteś wyjątkowy. Myślę, że łatwiej jest znaleźć własny styl, kiedy się nie ma wiedzy na temat teorii.


Czy teraz, kiedy Fredrik jest w zespole, pójdziecie w stronę wolniejszej gry i w mniejszym stopniu technicznej?


Fredrik też umie grać technicznie, to raczej ja jestem ten wolniejszy! Jeśli w piosence jest jakaś szybka partia techniczna, to w większości przypadków gra ją właśnie on. Ja nie umiem grać tak szybko. Czasem muszę stosować legato albo grać dłuższe nuty. W tym czuję się lepiej. Fredrik potrafi za to świetnie grać zarówno wolno, jak i szybko.

Mikael, czy to prawda, że progresywnym rockiem zainteresowałeś się pod wpływem muzyki zespołu Yes?


Zgadza się. Kiedy pracowałem w sklepie z gitarami, poprosiłem pewnego lutnika, żeby polecił mi jakiś fajny zespół. Powiedział, że powinienem posłuchać King Crimson, wczesnego Genesis, Camel i Yes. W przerwach na lunch odwiedzałem sklepy z płytami, a wtedy można było kupić krążki dosłownie za grosze. Zafascynowała mnie scena muzyczna z tamtych lat i stałem się kolekcjonerem płyt.


Myślisz, że obecnie ludzie stają się bardziej otwarci na progresywny rock, tak jak to było w latach 70.?


Ta muzyka jest alternatywą dla muzyki masowej prezentowanej w radiu czy kiepskiego metalu. Zespoły, które grają taką alternatywną muzykę, nie znikają nagle ze sceny, tylko powoli i konsekwentnie budują swoją karierę. Nie są chwilową sensacją. Tak to już jest: im dłużej istniejesz na rynku, tym więcej osób cię usłyszy i poleca następnym. W ten sposób krąg fanów wciąż się powiększa. Opeth jest alternatywą dla ludzi znudzonych głównym nurtem muzycznym.


Mikael, jesteś wielkim fanem Andy’ego Latimera z grupy Camel. Czy są inni gitarzyści, których podziwiasz i którzy niekoniecznie związani są z metalem?


Podziwiam gitarzystów, którzy swoją grą potrafią wyrazić prawdziwe emocje, takich, którzy grają prosto z serca. Moim idolem jest między innymi Robert Fripp - muzyk prawdziwie nowatorski. Jerry Donahue jest równie wspaniały, choć wolałem jego wcześniejszą twórczość. Moją ulubioną płytą tego artysty jest "Fotheringay", na której można znaleźć znakomite partie gitarowe. Zawsze inspirowali mnie też wokaliści-kompozytorzy, którzy grają na gitarze akustycznej, jak choćby Bert Jansch czy Nick Drake. I nie mógłbym zapomnieć o tych dwóch nazwiskach: David Gilmour i Ritchie Blackmore.


Co skłoniło was do nagrania coveru "Bridge Of Sighs" Robina Towera?


Słucham Towera od dłuższego czasu i podoba mi się jego gra, ale jestem też fanem głosu Jamesa Dewara, który śpiewał na większości jego albumów. Grają mrocznego bluesa, jest to gatunek dość odległy od tego, co my robimy, ale nam wszystkim bardzo podoba się ten utwór.

Rozmawiał Rob Laing 

GALERIA
Opeth
Opeth
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie