Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Marta Zalewska

Marta Zalewska

Pochodzi z muzykalnej rodziny, zaczynała od skrzypiec. Później była gitara basowa, kontrabas, gitara elektryczna, altówka, mandolina, wreszcie fortepian, co nie przeszkodziło jej w międzyczasie zostać znakomitą wokalistką.

Współpracowała m.in. z Kayah, Waldemarem Malickim i Filharmonią Dowcipu, Haliną Mlynkovą, Krystyną Prońko, Grzechem Piotrowskim, zespołem Perfect oraz Orkiestrą Złotego Wieku. Występowała u Szymona Majewskiego, a obecnie jako kompozytorka, autorka tekstów oraz multiinstrumentalistka startuje z autorskim materiałem zaczynając od "Debiutów" 53. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

Parę lat temu poznałam Twojego tatę. Pomyślałam wtedy, że to musi być niezwykłe od najmłodszych lat obcować z muzyką. Dużo zawdzięczasz rodzinie pod tym względem?


Ogromnie dużo! W mojej rodzinie tradycje muzyczne sięgają wielu pokoleń, wychowałam się wśród dźwięków bardzo różnej muzyki i na pewno miało to na mnie wielki wpływ. Tata - Wojtek Zalewski - jest basistą, kompozytorem i aranżerem, mama - Bożena Zalewska - wokalistką. Pamiętam, że jako dziecko obserwowałam rodziców i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie sięgnę po jakiś instrument i będę mogła przyłączyć się do tej niesamowitej zabawy, jaką wówczas była - i jest dla mnie do dzisiaj, muzyka.


To jak w wielkiej afro-amerykańskiej rodzinie. Muzyka towarzyszyła Wam na co dzień?


W zasadzie tak - w domu każdy miał zawsze coś "muzycznego" do zrobienia - codziennością więc był stale dobiegający z któregoś pokoju dźwięk instrumentu czy śpiewu. Jednak rodzina Zalewskich ma też inne pasje - nie jesteśmy aż tak zakręceni! (śmiech) Choć nasz przykład pokazuje, że muzyka potrafi zdominować życie - to mi się akurat zawsze podobało.


Zanim przejdziemy do gitar, zapytam o skrzypce. To Twój pierwszy poważny instrument?


Tak, sama go sobie wybrałam jeszcze w zerówce muzycznej i na przestrzeni lat widzę, jak bardzo umiejętność gry na nim pomogła mi w nauce gry na kolejnych instrumentach.


W jakim sensie? Jest bardziej wymagający od pozostałych instrumentów? Lepiej kształci słuch?


Mówi się, że skrzypce należą do jednych z najtrudniejszych do opanowania instrumentów. Miałam jednak na myśli to, że z mojego punktu widzenia warsztat gry skrzypcowej bardzo ułatwia poruszanie się po innych gryfach - niezależnie od tego czy mają one progi czy nie.


Masz klasyczne wykształcenie, na dodatek uczelnię ukończyłaś z wyróżnieniem. Czy akademia muzyczna pomaga w karierze w branży rozrywkowej?


Zależy która! (śmiech) Ja skończyłam Uniwersytet Fryderyka Chopina w Warszawie czyli szkołę specjalizującą się wyłącznie w muzyce poważnej (od lat studenci walczą o powstanie wydziału jazzu i muzyki rozrywkowej, póki co bezskutecznie). Historia zna wiele przypadków geniuszy nie posiadających żadnego muzycznego wykształcenia, jednak myślę, że szkoła może pomóc w rozwoju muzyka zwłaszcza, gdy trafi się na dobrych pedagogów. W moim przypadku tak właśnie było - studiowałam u profesora Andrzeja Gębskiego, wspaniałego skrzypka, który pomimo swojej "klasycznej" specjalizacji miał bardzo szerokie horyzonty muzyczne i niejednokrotnie na lekcjach rozmawialiśmy na przykład o Milesie Davisie. Miałam to szczęście, że mój nauczyciel od początku wspierał mnie w "pozaszkolnych" działaniach muzycznych jak gra na gitarze basowej i kontrabasie, improwizacja na skrzypcach czy wreszcie śpiewanie i komponowanie własnej muzyki. Według mnie zdobywając wykształcenie muzyczne można skorzystać bardzo wiele - także w branży rozrywkowej - jeśli tylko trafi się na wybitnych i otwartych na wszechstronny rozwój pedagogów.


Współtworzyłaś kilka kobiecych składów m.in. Banda de Chicas, Hormons, SheMoans czy Soundz Good. Widzisz jakieś różnice w funkcjonowaniu żeńskich i męskich zespołów? Lubisz pracować z kobietami?


Istnieje stereotyp dotyczący ciągłych kłótni w żeńskich zespołach… No cóż, muszę przyznać, że jest w tym trochę prawdy! (śmiech) Wyjątkiem jest duet Soundz Good, który tworzę z gitarzystką Magdą Czwojdą. W tym przypadku ciężko mi sobie przypomnieć jakiekolwiek poważne różnice zdań czy napięcia na przestrzeni kilku lat. Płeć w muzyce nie ma dla mnie większego znaczenia - istotne jest to, aby dobrze się razem pracowało - zarówno na płaszczyźnie muzycznej jak i tej osobistej.


Soundz Good miało wszelkie szanse na komercyjny sukces. Dwie świetne instrumentalistki, minimalistyczny skład plus przebojowość i niebanalny image. Gdzie zaginęłyście?


Chwilowo w pracy nad autorskimi projektami. Nasza muzyka ma swoich wiernych fanów, jednak wiemy już, jak ciężko jest namówić komercyjne media do zainteresowania się duetem grającym akustycznego rocka w czasach obecnych trendów muzycznych, dlatego teraz skupiamy się na solowych projektach. Jednak nasze drogi muzyczne wciąż się przecinają. Zobaczymy, dokąd to w przyszłości nas zaprowadzi.


Wróćmy na chwilę do SheMoans, ponieważ wiele osób kojarzy Cię z programem Szymona Majewskiego. Jak wygląda praca na potrzeby telewizji? Czy to wymagający "sport"?


Zdecydowanie! Oczywiście jest w tym dużo frajdy… Jednocześnie nieodłącznymi elementami takiej pracy są: wczesne wstawanie (band na planie od 6 rano), pełne skupienie przez wiele godzin, muzyczna elastyczność oraz refleks, kiedy w trakcie show sytuacja wymyka się spod założeń scenariusza. Zespół musi umieć na to wszystko odpowiednio zareagować. Dodatkowo w "Szymon Majewski Show" postawiono na odjechane stylizacje bandu. Tutaj czasami trzeba było "zacisnąć zęby" i wytrzymać stanie z ciężkim instrumentem przez wiele godzin na 20-centymetrowych (sic!) obcasach i tym podobne. Jednak pracę na planie tego programu wspominam bardzo dobrze i choć w telewizji czasami bywa nerwowo, wiele się tam nauczyłam. Mam też dużo wesołych wspomnień z tego okresu.


Każdy muzyk ma jakąś wizję siebie. Jak to jest w przypadku multiinstrumentalistów? Od zawsze widziałaś się jako basistkę, wokalistkę, muzyka klasycznego czy może gwiazdę pop?


Taka wizja samego siebie kształtuje się i ewoluuje przez lata. W moim przypadku na pewno jedno się nie zmieniło - od zawsze chciałam grać i śpiewać - i to udało mi się osiągnąć. Od najmłodszych lat chciałam być skrzypaczką, później do tego marzenia dołączyło pragnienie bycia basistką i kontrabasistką. W międzyczasie zorientowałam się, że w każdym zespole, w którym gram, również śpiewam. Przyszło to tak naturalnie, że postanowiłam świadomie i oficjalnie realizować się w tym kierunku. Moim priorytetem było od zawsze zachowanie otwartego, swobodnego podejścia do muzyki - do jej szerokiego spektrum, niezmierzonej ilości gatunków i estetyk wykonawczych. Mam nadzieję, że ta otwartość przemawia poprzez muzykę, którą tworzę. Z punktu widzenia multiinstrumentalisty - tu wizja siebie jest nie do przewidzenia, bo każdy kolejny instrument "na koncie" zachęca do dalszego poszerzania swoich umiejętności multiinstrumentalnych! (śmiech)


Na żywo często można Cię zobaczyć z basem bezprogowym. Jesteś kolekcjonerką gitar czy po prostu masz swoje ulubione wiosła, których przez lata nie zmieniasz?


Zdecydowanie jestem kolekcjonerką instrumentów - jak tak dalej pójdzie, będę mogła wkrótce otworzyć własne muzeum muzyki! (śmiech) Mam w swojej kolekcji wiele gitar, choć faktycznie najczęściej sięgam po wspomnianego bezprogowego Fendera Precisiona z 1975 roku. Pomimo braku progów jest to gitara niezwykle uniwersalna - ze względu na swój dość krótki jak na bezprogowy bas sustain świetnie nadaje się do grania w sekcji. Drugim takim instrumentem towarzyszącym mi od lat jest Yamaha BB 5000 z lat 80.


A gitary?


Bardzo lubię brzmienie Stratocastera, sama gram na kupionej dawno temu gitarze tego typu. Jest to kopia bliżej nieznanego mi pochodzenia, ale bardzo ją lubię i mam do niej duży sentyment. Najchętniej podpinam ją do tego samego wzmacniacza, którego używam do basu - Fender Bassman 10 z końca lat 70. Dużo nagrywam również na swoim małym ulubieńcu - gitarze "wakacyjnej" jak ją nazywam - czyli ukulele barytonowym. Razem z Magdą Czwojdą otrzymałyśmy te instrumenty od firmy Baton Rouge - i ukulele, o którym mowa to właśnie Baton Rouge V2-B Sun ze specjalnie zamontowanym układem aktywnym. Jego zbliżone do gitary klasycznej brzmienie niezwykle przypadło mi do gustu.


W maju miała miejsce premiera klipu "Podzielony" stanowiącego zapowiedź Twojej solowej płyty. Jaka będzie ta nowa Marta Zalewska?


Nie sądzę, aby była to jakaś zupełnie "nowa" Marta! (śmiech) Nowością jest natomiast nawiązanie współpracy z wybitnym basistą, kompozytorem i producentem Krzysztofem Pacanem. Rozpoczęliśmy ją przy tegorocznej Gali Mistrzów Sportu, gdzie miało miejsce premierowe wykonanie trzech moich piosenek w spektakularnej oprawie multimedialnej.


"Spektakularne" to dobre określenie, wizualizacje zapierają dech w piersiach i nawet przez chwilę nie ocierają się o kicz. W jaki sposób udało Ci się osiągnąć taką symbiozę z siatką pikseli?


Proces był długotrwały… Najpierw wspólnie z reżyserem Jackiem Kęcikiem stworzyliśmy koncepcję wizualną do wybranych piosenek, potem miesiące pracowałam z choreografem, w międzyczasie programiści i graficy z NEWMOTION Studios wykreowali wspaniałe animacje. Poświęciliśmy również wszyscy wiele godzin na próby, aby to wszystko połączyć w jedną, spójną i pozbawioną niedociągnięć całość. Ćwiczyłam bardzo dużo, co jednak wcale nie wyeliminowało wielkiej adrenaliny przy występie na żywo! (śmiech)


Wszystko co mówisz, zaprzecza stereotypowi artysty wylegującego się całe dnie na kanapie oraz żyjącego z tantiemów. Praca, praca i jeszcze raz praca?


Może kiedyś, za jakiś czas umówimy się na inny wywiad w którym powiem, że już właśnie wyłącznie leżę na kanapie i czekam na spływające na moje konto tantiemy! (śmiech) Na razie jednak małymi krokami spełniam kolejne muzyczne cele i marzenia. Często wymaga to naprawdę wielkiego zapału i siły, ale dzięki temu wiem, że doba naprawdę potrafi się nieźle rozciągnąć. Co nie znaczy jednak, że nie lubię odpoczywać i całkiem świadomie nic danego dnia nie robić. Znajduję czas na moje pozostałe pasje - podróże i kino, poza tym interesuję się zwierzętami - fascynuje mnie ich życie, zwyczaje oraz to, jakie prawa i zasady obowiązują w świecie przyrody.


A jak jest w przypadku pracy nad Twoim debiutanckim krążkiem? Stawiasz bardziej na działanie zespołowe czy stanowisz jedyny "mózg operacyjny" projektu?


Materiał na moją pierwszą solową płytę tworzymy wspólnie z Krzysztofem Pacanem - utalentowanym producentem, kompozytorem i basistą. Łączymy na niej różne muzyczne wpływy. Jestem autorką wszystkich tekstów, natomiast przy produkcji nawiązaliśmy współpracę z nieocenionym Tomaszem "Harrym" Waldowskim (Lemon, Chłopcy Kontra Basia). Piosenki dają mi pole do multiinstrumentalnego działania - na płycie gram na gitarze, basie, mandolinie, ukulele barytonowym, skrzypcach, altówce, wiolonczeli, fortepianie. Ten projekt to spełnienie moich marzeń. Skład koncertowy liczy dziewięć osób - sekcja rytmiczna, smyki, chóry, w przyszłości planuję także sekcję dętą. Muzycy dysponują nie tylko wspaniałymi umiejętnościami instrumentalnymi i szerokimi horyzontami muzycznymi, ale również dają sobie nawzajem mnóstwo pozytywnej energii. Ja i Krzysztof odpowiadamy za kompozycje i aranżacje - co nie znaczy jednak, że jesteśmy zamknięci na pomysły muzyków w zespole, wręcz odwrotnie! Dla higieny pracy i spójności wizji muzycznej dobrze jest, gdy w zespole decyduje ostatecznie jedna osoba, jednak uważam, że dialog w muzyce jest niezwykle potrzebny i niesie ze sobą wiele dobrego.


Zamieniłaś bas na gitarę wyłącznie na potrzeby swojego zespołu?


Zawsze chętnie sięgałam po różnego rodzaju gitary dla przyjemności, a ponieważ w moim solowym projekcie jest zapotrzebowanie na dwie gitary, więc postanowiłam, że mogę zagrać na jednej z nich! (śmiech) Ciekawe jest to, że w tym składzie w pewnym sensie mamy dwójkę basistów - Krzysztofa i mnie, dzięki czemu możemy żonglować instrumentarium do woli.


Wygrałaś tegoroczne przesłuchania do Opolskich Debiutów...


W trakcie Debiutów zaśpiewałam autorską piosenkę pt. "Skrzydła" z towarzyszeniem mojego ośmioosobowego zespołu. Jestem bardzo szczęśliwa, że akurat ten utwór został doceniony przez Jury i że mogłam znaleźć się w gronie artystów występujących na 53. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej.


Doceniony to mało powiedziane, zebrałaś świetne noty od ludzi z tzw. branży. Co poza wygrywaniem prestiżowych konkursów motywuje Cię do pracy twórczej?


Codzienność. (śmiech) Naprawdę! Tworzenie jest mi potrzebne do życia tak jak powietrze, bez tego nie czułabym, że żyję we właściwy dla siebie sposób. To moja praca i zarazem odskocznia od pracy, moja osobista refleksja nad światem, ale też zabawa rzeczywistością - przekładanie jej na dźwięki i słowa sprawia mi olbrzymią radość, niezmiennie, od lat. Mogłabym więc powiedzieć, że motywacją do tworzenia jest dla mnie każdy, zwykły dzień.


Jak taki "zwykły dzień" wygląda? Ćwiczenie, próby, komponowanie, organizowanie?


W ostatnim czasie faktycznie muzyka i różne sprawy z nią związane zdominowały większość mojego dnia. Im więcej chcesz osiągnąć, tym więcej czasu musisz temu poświęcić. Na szczęście ta energia wspaniale do ciebie powraca i ze swojej strony powiem, że warto biegać cały dzień z próby na próbę po to, żeby wieczorem zagrać koncert czy spektakl, a następnego dnia o świcie - choć lekko niewyspanym - być już gotowym do nagrań w studio. W wolnej chwili usiąść, skomponować coś przy kawie czy napisać tekst, poćwiczyć na instrumencie i zaraz znowu biec na próbę - uwielbiam takie życie!


Sztuka wykonywana z zaangażowaniem jest dziedziną niezwykle absorbującą. Potrafisz się w niej zatracić?


Nie jestem pewna, o jak wysokim stopniu zatracenia mówimy… (śmiech) A tak zupełnie serio potrafię poświęcić się wyłącznie muzyce, ale zawsze staram się to później zrównoważyć poprzez działania w pozostałych obszarach życia. Muzyka jest moją największą, niezmienną od dzieciństwa pasją, jednak nie wyklucza zaangażowania się w coś innego. W zasadzie intryguje mnie wszystko dookoła! Na przykład ostatnio pochłonęła mnie akwarystyka i "zatracam się" w opiece nad moim pupilem - Panem Rybką! (śmiech) Moi bliscy to w znakomitej większości artyści, więc doskonale mnie rozumieją i cierpliwie tolerują wszystkie moje "zajawki".


Na koniec - co poradziłabyś młodym utalentowanym ludziom marzącym o karierze muzycznej? Czy dzisiaj naprawdę nie ma innej drogi poza "talent show"?


Tego jeszcze do końca nie wiem! (śmiech) Wiem natomiast na pewno, że najważniejsze jest wytrwałe dążenie do celu, niezależnie od ilości powodzeń i niepowodzeń. Jeśli chce się grać, śpiewać, tworzyć muzykę - warto to robić po pierwsze dla samego siebie. Wówczas nic i nikt z zewnątrz, bez względu na koleje losu, nie będzie w stanie zabrać ci tego co najcenniejsze - twojej pasji.


Rozmawia Aleksandra Siemieniuk
Zdjęcia Marta Brodziak

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie