Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Phil Wells - Pół wieku stacków Marshalla

Phil Wells - Pół wieku stacków Marshalla

Minęło już ponad pięć dekad od momentu, kiedy Jim Marshall stworzył kultowy stack, który pozostawił ogromne dziedzictwo brytyjskiego soundu, od czystej mocy wzmacniaczy Erica Claptona z ery Cream po potężne, rockowe i heavy metalowe brzmienie kształtujące historię nowoczesnej gitary elektrycznej.

Chociaż pierwsze heady Marshalla mają dług wobec Bassmana, innowacje i zmiany jakich Jim dokonał niedługo potem wypracowały własne, unikalne brzmienie, które wprowadziło brytyjską markę na rockowy piedestał... Wybór wzmacniacza dla europejskich, rock ’n’ rollowych gitarzystów we wczesnych latach 60. ubiegłego wieku nie był w żadnym stopniu porównywalny do ogromu sprzętu jaki obecnie dostępny jest na rynku. Wiedząc o tym, że praktycznie jedyną możliwością dla muzyków szukających bardziej przesterowanych brzmień znanych z amerykańskich płyt był drogi import, Jim Marshall postanowił założyć własny biznes i sam produkować wzmacniacze. Reszta jest już historią. I jeśli chcielibyście poszperać w archiwach marki by poznać historię w jaki sposób słynne stacki podbiły gitarowy świat, nie ma lepszego sposobu niż zapytanie o to Phila Wellsa z Marshalla…

WZMACNIACZE


Jakie były pierwsze kroki Jima w kierunku stworzenia 100-watowych headów?


Phill Wells: Kiedy Jim zaczynał w 1962, produkował tylko jeden wzmacniacz, który znamy jako JTM45. Szedłeś do niego i mówiłeś czego potrzebujesz - sprzętu do gitary, organów czy PA - a on zajmował się resztą. Tak było chyba do 1966 czy ’67, kiedy Pete Townshend i Hendrix odmienili bieg rzeczy mówiąc, że JTM45 jest w porządku, ale szukają czegoś więcej! Chcieli więcej mocy i gainu, narodził się więc pomysł połączenia dwóch JTM45 razem, czym w zasadzie była później pierwsza 100-watowa konstrukcja. Dwa, w przeciwieństwie do jednego, główne transformatory wyjściowe z JTM45, które jednak nie dawały pełnych 100 watt; przy dobrych wiatrach uzyskiwałeś z nich 80-85 W. Mimo wszystko była to ponad dwa razy większa głośność od JTM45 i to było wspaniałe, bo tego właśnie szukali gitarzyści. Pierwsze prototypy pojawiły się gdzieś pod koniec ’66, na początku ’67 - bardzo trudno jest to precyzyjniej określić - ale było to w tym okresie. Dopracowanie zajęło jeszcze około roku, ponieważ nie mogliśmy wtedy zdobyć odpowiednich transformatorów - nie były produkowane seryjnie. Więc Jim znalazł firmę, która mogła je robić specjalnie dla nas i w 1968 rozpoczęliśmy produkcję prawdziwego, 100-watowego wzmacniacza, wykorzystującego 100-watowy transformator sieciowy, 100-watowy transformator wyjściowy i cztery lampy EL34, co dawało moc 100 W RMS.


Regularne dostawy lamp były chyba wtedy niczym gra w ruletkę?


Pierwsze wzmacniacze, które zbudowaliśmy miały lampy KT66 lub KT88. Dopiero nieco później zaczęliśmy wyłącznie stosować EL34. KT66 użyliśmy w pierwszym modelu 100-watowym, ale nie do końca odpowiadało nam ich brzmienie, więc była to jedna z rzeczy, które zostały zmienione. Dodatkowo EL34 stały się łatwiej dostępne; na początku łatwiej było zdobyć KT66 i dużo ciężej znaleźć dobrej jakości EL34, dlatego nie zastosowaliśmy ich w prototypach.


Kto testował w trasie te pierwsze, prototypowe modele?


Niestety takie informacje zagubiły się gdzieś przez te wszystkie lata. Ale z całą pewnością tacy artyści jak Pete Townshend, Hendrix i prawdopodobnie Clapton mieli te wzmacniacze. Dostałem od Jima wiarygodną informację, że Townshend i Hendrix grali na naszych prototypach i, to również wiem od Jima, Pete Townshend uwielbiał je, ponieważ dawały mu tą dodatkową chrapliwość. Te wzmacniacze bardzo szybko pojawiły się u większości gitarzystów, którzy grali w tamtych czasach cięższy rock.


KOLUMNY 4 X 12


Nic nie krzyknie głośniej "rock" niż ściana Marshalli 4x12. Ale nawet w przypadku kolumn było kilka zmian, zanim nie ukształtowały się one w końcowej formie…


Na początku pierwsze kolumny robiliśmy nieco inaczej. Ciągle były to 4x12, ale głośniki były umieszczone nie tak jak teraz, w kwadracie, lecz dwa górne były przesunięte nieco w lewo - kolumna była niższa i szersza. Po prostu je tak robiliśmy, chociaż nigdy nie było żadnego technicznego powodu by budować 4x12 w ten sposób. Kolumny, które teraz kojarzymy jako klasyczne 4x12 ukształtowały się gdzieś pod koniec 1964 roku. Miały 15-watowe głośniki, były to więc dosłownie 60-watowe paczki, napędzane przez JTM45. Zaprojektowane były zarówno dla gitary jak i basu, w zasadzie do wszystkiego. W 1965 zmieniliśmy głośniki, ponieważ uzyskaliśmy większą moc z prototypowego wzmacniacza, który pozbawiony był lampowego prostownika GZ34. Zamiast 30 W, na wyjściu było już niemal 45 W. Kiedy w 1967 czy ’68 pojawił się 100-watowy head, moc kolumn 4x12 szybko wzrosła z 75 do 100 W.


A co z legendarną kolumną 8x12 - czy ona naprawdę powstała?


Powodem dla którego artyści jak The Who chcieli 8x12 było to, że 100-watowy head nie mógł być używany tylko z jedną kolumną. W związku z tym, jak głosi legenda, zrobiliśmy takiego kolosa 8x12, który nigdy nie wszedł do szerszej produkcji. Z tego co wiem, powstało w sumie osiem, może dziesięć sztuk. Szybko okazało się, że nie da się tego nosić; średni wzrost człowieka to 170-180 cm, a uchwyty musiały być zamontowane nisko, w przeciwnym razie twoje ramię byłoby ciągle zgięte i nie miałbyś siły podnieść takiego ciężaru. Przy takiej konstrukcji nad środkiem ciężkości były jeszcze dwa rzędy głośników, a kolumna kołysała się łatwo w przód i w tył - dlatego narodził się później klasyczny stack.


Jaka idea stała za ściętą konstrukcją górnej kolumny?


Jim zaproponował formę pełnego stacka z wyższą kolumną ściętą w górnej połowie. Pierwsze 4x12 jakie budowaliśmy były typu "B" - czyli z prostym frontem, po prostu łatwiej było je zrobić. Ludzie pytali czy ścięta wersja powstała, by polepszyć szerokość rozchodzenia się dźwięku, ale tak naprawdę Jim uważał po prostu, że wygląda to lepiej - i wiem to bezpośrednio od niego. Kiedy postawisz head na górze nie masz wrażenia jakby był on wciśnięty gdzieś tam z tyłu na siłę. Ścięcie powoduje, że wzmacniacz wygląda jakby był integralną części całości. Dodatkowo z powodu pochylenia topu dźwięk mocniej rozchodził się ponad głowami publiczności, dając wrażenie większej szerokości. To już czysty przypadek.


Więc na początku 100-watowy wzmacniacz potrzebował podłączenia dwóch kolumn?


Z tego powodu zrobiliśmy kolumny typu "A" i "B". Ze 100-watową głową nie mogłeś używać tylko jednej kolumny, musiałeś mieć pełny stack. Od 1965 do 1970 były one klasyfikowane jako 75-watowe kolumny - głośniki miały po 20 W każdy, ale z pewnych powodów nazwaliśmy je 75-watowymi. W 1970 moc wzrosła do 100 W, ponieważ wtedy zaczęliśmy montować 25-watowe Greenbacki. Taki stan utrzymał się do ’79, kiedy powstały 200-watowe heady a gitarzyści chcieli już mieć half-stacki, w przeciwieństwie do pełnego zestawu z dwoma kolumnami - więc zaczęliśmy produkować kolumnę o mocy 250 W.


Więc kiedy stało się możliwe korzystanie z half-stacka?


Kiedy zaczęliśmy robić 100-watowe heady, standardem były 75-watowe 1960, ale zaraz wypuściliśmy kolumny 1982, które wyglądały dokładnie tak samo, ale miały mocniejsze głośniki i 100 W. Pod koniec lat 60., kiedy wszedł do sprzedaży 100-watowy head, produkowaliśmy obie wersje - 1960 i 1982. Jeśli poszedłeś do dilera i chciałeś 100-watowy head z jedną kolumną, kupowałeś 100-watową 1982. Jeśli chciałeś half-stack z 50-watową głową kupiłeś 1960, a jeśli preferowałeś dwie kolumny ze 100-watowym headem, najlepszym wyborem był full-stack 1960.


Czy 100-watowy stack był w tamtym czasie najpopularniejszą opcją wśród muzyków?


Był popularny wśród takich gitarzystów jak Townshend czy Hendrix, ale dla większości był po prostu za duży. Do początku lat 70. kolumny głośnikowe były ciągle popularne i kiedy pojawiły się pierwsze 4x12, zewnętrznych kolumn sprzedawano coraz więcej, szczególnie mniejszych 2x12, które były łatwiejsze w transporcie. Wcześniej w latach 60., jeśli nie miałeś starego Bedforda czy Transita, kolumny 4x12 nie mieściły się zbyt łatwo do normalnych samochodów, a 212 wrzucałeś na tylne siedzenie i jechałeś na koncert. Więc duże stacki nie pojawiały się tak często na scenach, chyba że byłeś w znanym zespole rockowym, miałeś technicznych i transport.

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie