Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paul Rivera - Podrasowane Marshalle

Paul Rivera - Podrasowane Marshalle

Wraz z pionierami shredu jak Eddie Van Halen, doprowadzającymi wzmacniacze na skraj wytrzymałości w późnych latach 70., Paul Rivera rozpoczął modyfikowanie headów Marshalla by wycisnąć z nich maksimum możliwości. Kultowy guru wzmacniaczy wspomina, jak starał się zbudować "doskonałego Marshalla"...

Kariera Paula Rivery wystartowała w Nowym Jorku, ale tak naprawdę rozpoczęła się kiedy przeniósł się do Kalifornii na początku lat 70., pracując w sklepie przy Valley Arts Guitars w Północnym Hollywood, naprzeciwko Studio City. Podczas gdy wielu z nas kojarzy go ze współpracy z Fenderem, równie znaczące są jego wieloletnie modyfikacje wzmacniaczy Marshalla i gitarowych pedalboardów. W tym wyjątkowym wywiadzie Paul wyjaśnia jak zaczął przerabiać wzmacniacze i ukazuje kalifornijskie, unikalne spojrzenie na brzmienie Marshalla.

Kiedy to wszystko tak naprawdę się dla ciebie zaczęło - czy początkiem było właśnie Valley Arts?


W tamtym czasie Valley Arts było epicentrum całej studyjnej sceny LA. Nie zdawałem sobie wtedy z tego sprawy, ale był to złoty okres dla gitary i gitarzystów. Zacząłem od współpracy z Deanem Parkiem, on poznał mnie z Larrym Carltonem, który przedstawił mnie Jay’owi Graydonowi, i później Lee Ritenourowi. Plus lokalna śmietanka jazzowa jak Thom Rotella, Mitch Holder i, oczywiście, osławiona, sesyjna klika Wrecking Crew, z Dennisem Budimirem i Tommym Tedesco.


Co wtedy napędzało twój biznes modyfikacji wzmacniaczy?


Cóż, byłem już znany w Valley Arts i szybko okazało się, że jeśli przyjechałeś na sesję w studio bez Fendera czy Marshalla przerobionego przez Paula Riverę, nie miałeś tak naprawdę najświeższych rzeczy. To był zdecydowanie element rywalizacji pomiędzy niektórymi z tych sesyjniaków, by mieć ostatnie, najlepsze brzmienia, co napędzało mój biznes modyfikacji wzmacniaczy. Zacząłem również budować pedalboardy, ponieważ te używane przez nich były bardzo prymitywne. Nikt nie miał pojęcia o buforowanych układach i tego typu rzeczach. Myślę że, do pewnego stopnia, robiłem to samo co Pete Cornish w UK.


O jakie modyfikacje prosili gitarzyści i co robiłeś w tym temacie?


Robiłem mnóstwo przeróbek Marshalli, doradzałem też im w wielu kwestiach, dzięki temu dotarłem do muzyków jak Michael Anthony [były basista Van Halen] i Eddie Van Halen w okolicach 1979, gdzie zajmowałem się poważnie ich rackami efektowymi. Kiedy Eddie nagrywał Beat It dla Michaela Jacksona, korzystał z jednego ze zmodyfikowanych przeze mnie Marshalli. Później pojawił się Steve Lukather, i Eric Johnson, nad którego wzmacniaczem Marshalla pracowałem w 1980 i ’81, co było już pod koniec mojego pobytu w Valley Arts, zaraz przed tym, jak zostałem zatrudniony przez Fendera. Do tego czasu robiłem wiele różnych modyfikacji, określanych przeze mnie jako Poziom 1, 2, 3, 4, i na szczycie "najlepszy Marshall", który miał prawdziwe, dwukanałowe przełączanie i pętlę efektów z bypassem. To wszystko przy wykorzystaniu cichego, optycznego przełączania i podwójnych, koncentrycznych potencjometrów na frontowym panelu, dzięki czemu nie musiałem wiercić dodatkowych otworów i często mogłem zachować oryginalny, fabryczny wygląd. Jeśli chodzi o brzmienie, gitarzyści dysponują inną artykulacją i w zależności od tego chcą też innych rzeczy. Jay Graydon był bardzo wymagający w tym temacie, zagrał mi dźwięk na swoim 335 i zapytał, ‚Słyszysz jak to brzmienie jest tu nieco chudsze? Możesz dodać więcej ciała i może zmniejszyć przydźwięk z progów?" Tak to często wyglądało.


Czy przy tych starszych wzmacniaczach często były problemy z ich niezawodnością?


Czasem przy dwukanałowych, high-gainowych konstrukcjach kończyło się z sześcioma lub siedmioma lampami w preampie, który na początku miał ich dwie, i jeśli nie zwracałeś żadnej uwagi na zasilacz, mogły być spore problemy z późniejszą pracą. Więc tak, w skrajnych przypadkach wymieniałem zasilacz, dodając regulowany obwód wspomagania chłodzenia itd. Chyba najlepszymi i najbardziej wytrzymałymi, ręcznie budowanymi wzmacniaczami jakie spotkałem były wczesne Hiwatt’y. Przyjemnością było patrzeć na te wszystkie połączenia i luty. Nie sądzę, że kiedykolwiek zrobiłem jakiś ręcznie budowany wzmacniacz tak dobrze i estetycznie jak Hiwatt, ale zawsze starałem się je robić bardzo solidnie, by były bardzo wytrzymałe. Wracając do tamtych czasów, jeśli wzmacniacz muzyka sesyjnego po moich ingerencjach popsułby się na jego koncercie czy w studio, prawdopodobnie zaoszczędziłby pieniądze i nie zadzwonił do mnie następnym razem.


Jak myślisz, jakie są najważniejsze elementy wpływające na brzmienie headów i zamkniętych kolumn Marshalla?


Klasyczny Marshall 1959 sprzed 1972/73 roku to w zasadzie obwód Bassmana 4x10 z kilkoma zmianami. W okolicach 1972 lub ’73 Marshall zmienił specyfikację ich transformatorów w kierunku uzyskania większej niezawodności, ponieważ wcześniej przy pełnej mocy przekraczali pojemność cieplną lamp, które stosowali. Pomimo tego wzmacniacze z pewnością brzmiały znakomicie, aż do momentu kiedy eksplodowały! Z tego co zaobserwowałem, nie przywiązywano zbyt wielkiej uwagi do niezawodności we wczesnych modelach 1959, ponieważ te lampy były tak mocno obciążane. EL34 firm Mullard i Valvo mogą wytrzymać 600 lub 700 woltów tak długo jak napięcie na ekranie jest obniżone, ale tam raczej nie było. Myślę, że w niektórych wzmacniaczach występuje niedopasowanie różnych rzeczy, które mają tajemniczy wpływ na brzmienie i dynamiczną reakcję, i tak też było we wczesnych Marshallach 1959. Czasem dzieje się tak w niskogainowych preampach, w wyniku czego sekcja wyjściowa lekko się przesterowuje, częściowo też w transformatorach i, oczywiście, duży wpływ mają tu głośniki i same kolumny 4x12.


Co sądzisz o późniejszych wzmacniaczach, jak np. JCM800?


JCM 800 był całkiem ciekawą konstrukcją, ponieważ był taką nowocześniejszą wersją klasycznego brzmienia Marshalla. Zaprojektowałem sporo rozwiązań dla niego - nic co spowodowałoby, że brzmiałby lepiej, raczej po prostu inaczej. "Lepiej" to bardzo subiektywne pojęcie. JCM800 często brzmiały inaczej, ale to głównie z powodu lamp, których używali w tamtych czasach. Marshall kilka razy również wprowadzał zmiany w tym modelu, więc w zależności od okresu różniły się one nieco już po wyjściu z fabryki. Dołożyłem przełączniki ‚fat’, zmieniłem trochę korekcję pomiędzy stopniami preampu by zmiękczyć najwyższą górę i uzyskać bardziej zwarty, mniej rozlazły bas. Les Paul z humbuckerami nie był zmulony w dole, a Strat brzmiał tłusto nawet z obniżonymi do deski singlami. Wzmacniacze Marshalla w Stanach brzmiały inaczej niż te w UK, z uwagi na różnicę w częstotliwości napięcia w sieci - nie słychać tego kiedy grasz czystą barwą, ale przy przesterowaniu pojawiają się różne rodzaje zakłóceń i efektów intermodulacyjnych. W Japonii, gdzie jedna połowa kraju ma w gniazdkach 50Hz a druga 60Hz, możesz pojechać z Tokio do Osaki i twój wzmacniacz zabrzmi inaczej.


Jakie są twoje ulubione wzmacniacze Marshalla?


Moje ulubione to oryginalne 1959 oraz JTM45, z okresu zanim w 1970 roku zmienili transformatory. Jeśli miałeś dobre lampy, mogły długo działać i były bardzo muzyczne, miały w sobie mnóstwo magii. Marshall ma wizję własnego brzmienia i konsekwentnie idzie tą drogą, teraz gitarzyści mają do dyspozycji mnóstwo gainu, ale te pierwsze wzmacniacze wyróżniała transparentność i doskonała reakcja na to co zagrasz, i dlatego sprawdzały się tak dobrze.

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie