Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Allen Hinds

Allen Hinds

Wyobraź sobie gitarzystę z wyczuciem smaku Robbena Forda, nieustraszoną melodyką Jeffa Becka i muzykalnością Dereka Trucksa.

To właśnie Allen Hinds - muzyk, który nagrywał i występował z artystami takimi jak Natalie Cole, BeBe & CeCe Winans, The Crusaders, Hiroshima, Roberta Flack, Randy Crawford, Bobby Caldwell, James Ingram, Marilyn Scott, Eric Marienthal, Marc Antoine, Gino Vannelli czy Boney James. Komponował muzykę do programów TV, m.in. Lucky, JAG, Pawn Stars, Sons of Guns and Sliced. Jest także instruktorem na uczelni Musicians Institute w Hollywood, Kalifornii. Na koncie ma sześć płyt solowych - ostatnia ukazała się 30 czerwca b.r. i nosi tytuł "Fly South".

Jest na świecie tylko kilku gitarzystów z wystarczającą wyobraźnią, smakiem, wyczuciem barwy i techniką, którzy potrafią utrzymać uwagę słuchacza przez cały solowy album. Pomyśl o nazwiskach takich jak Jeff Beck, Mike Landau i Scott Henderson, a wejdziesz w obszar doskonałej barwy, egzekwowanej z nieokiełznaną wirtuozerią. Allen Hinds bez wątpienia należy do tego elitarnego klubu i jeśli jeszcze nie znasz jego muzyki, najwyższy czas to nadrobić. Tym bardziej, że niedawno ukazała się jego szósta solowa płyta: "Fly South", na której znajdziesz szept melodii przeradzających się w ekspresyjne frazy, których większość gitarzystów mogłoby mu pozazdrościć. Allen jest także sprawnym gitarzystą slide i "południowe" korzenie bez wątpienia doszły do głosu na tym krążku. Spotkaliśmy się z nim, aby zapytać, dlaczego głośno rozkręcony w szkolnej sali wzmacniacz Silvertone, wiele lat później zainspirował "Louisianę" jego nowej płyty.

Masz niezwykle płynną technikę legato, ale nie brzmisz jak shredder. Jak udało Ci się to osiągnąć?


Myślę, że jest to wynik fuzji wielu elementów: dziwny sposób w jaki trzymam kostkę, sprzęt, uzależnienie od saksofonistów. Rozpisałem ze słuchu ogromną ilość fraz Breckera, Adderleya i wielu innych, a potem spędziłem mnóstwo czasu próbując zrozumieć to, co robi Holdsworth.


Jednakże korzenny blues-rock zdaje się dominować w twoich fundamentach - którzy z południowych artystów inspirowali cię najbardziej?


Kiedy byłem dzieciakiem, moje rodzeństwo zadbało o to abym usłyszał Freddie Kinga, Hendrixa i The Beatles - to była moja muzyka zanim jeszcze sięgnąłem po gitarę. Ale dorastając na Południu, siedziałem też dość mocno w Allman Brothers. Nie bardzo podeszły mi natomiast zespoły po nich, Lynyrd Skynrd i Marshall Tucker, ale Duane był zawsze moją wielką inspiracją. Kochałem też Little Feat - to jeden z najlepszych zespołów wszech czasów. Jakkolwiek nie pochodzili z Południa, ich muzyka siedziała po uszy w tym klimacie i i mieli wyraźny nowoorleański groove, co bardzo mi się podobało. To wszystko mieszałem z muzyką brytyjską: Jeff Beck, Steve Winwood, Eric Clapton czy The Beatles. Zawsze grawitowałem w kierunku kompozytorów piosenek.


Kiedy zacząłeś grać slide?


Duane Allman był szychą w południowych stanach lat 70. Zacząłem przez niego właśnie, ale myślę, że wszystkie dzieciaki grały tam wtedy "buteleczką". To był rodzaj wymówki, żeby się urwać ze szkoły (śmiech). Nie traktowałem jednak gitary na poważnie aż do czasu szkoły średniej.


Kiedy gitarzyści tacy jak Allan Holdsworth czy Scott Henderson weszli w krąg twoich zainteresowań?


Holdswortha usłyszałem po raz pierwszy w zespole Soft Machine. Żyłem wtedy na Południu, ale w dość liberalnym miasteczku skupionym wokół artystycznego kolegium. Słuchaliśmy tam dużo artystów takich jak Zappa, Mahavishnu, Steely Dan, Chick Corea, Miles… i oczywiście południowego rocka. Scotta poznałem znacznie później, bo dopiero w roku 1985, kiedy pojechałem do Musicians Institute w Los Angeles.


Po tylu latach nadal uczysz w Musicians Institute - za jakie tematy jesteś tam odpowiedzialny?


Właściwie to za żadne konkretne - po prostu siedzę w wielkiej sali na tronie i się popisuję (śmiech). A tak na serio - ponieważ mam spore doświadczenie w koncertowaniu i nagrywaniu ze znanymi artystami, jestem w MI kimś w rodzaju gitarowego rezydenta. Mam być do dyspozycji studentów, inspirować ich, doradzać, czasem grać z nimi. Szukam sposobów, aby wejść w ich sytuację i znaleźć rozwiązanie ich problemów. Coś w rodzaju: "Teraz pan doktor cię obejrzy..."


Jakie różnice dostrzegasz pomiędzy tą uczelnią dziś, a w czasach kiedy sam byłeś tam studentem?


Hmm… dziś MI jest dużo, dużo większy i zdecydowanie bardziej zorientowany na biznes muzyczny. Kiedy się tam uczyłem, była to bardziej szkoła zbudowana przez gitarzystów dla gitarzystów. Mogłem wyjść z klasy na korytarz i spotkać tam słynnych dziś muzyków - Joe Diorio, Robben Ford, Frank Gambale, Jeff Berlin, Joe Pass - takie osobistości na wyciągnięcie ręki… Teraz czasy się zmieniły.


Kim jest dla ciebie "dobry" student?


To ktoś wykazujący ciekawość - to przede wszystkim - ktoś kogo interesuje dlaczego ten akord, czy ta skala działa. Trzeba rozpalić w sobie pragnienie zdobywania wiedzy, a potem mieć jeszcze wystarczająco dużo kreatywności, aby tę wiedzę wykorzystać w praktyce. Lubię naprowadzać uczniów na świeże tory myślenia, dawać im coś co pomoże im odkryć swoje muzyczne "ja". Dać innej osobie kartkę z nutami i kazać się tego nauczyć może każdy, ale nauczanie jest czymś więcej.


Jak motywujesz uczniów do sięgnięcia głębiej w muzykę, kiedy w ich głowie jest tylko technika i szybkość?


Każę im się nauczyć piosenki Beatlesów, np. "Julia", ale tak dogłębnie. Lubię obserwować kiedy ich oczy robią się duże ze zdziwienia, jak dobrze napisana jest ta piosenka. Świetnym patentem jest polecenie uczniowi, żeby nucił melodię, którą improwizuje na gitarze: to zawsze pomaga. Można też nagrywać takie sesje i potem odsłuchiwać, co bywa czasem niemiłą niespodzianką, ale faktycznie jest najszybszym sposobem nauki.


Masz świetnie rozwinięty zmysł harmoniczny - jak wiele pracy wkładasz w progresje akordów w swojej muzyce?


Niezwykłą sprawą w przypadku muzyki jest to, że czasem jeden właściwy akord lub jakiś jeden niuans stwarza niesamowite wibracje. W którymś momencie uświadomiłem sobie, że nie potrzebuję skomplikowanych, matematycznych fraz lub zaawansowanej harmonii, aby wyrazić swoje emocje - to pewnie dzięki Allmanom, Beckowi i Led Zeppelin. Nie wkładam więc jakoś specjalnie dużo pracy w wymyślanie progresji - staram się stworzyć klimat i tyle. Moja ulubiona progresja akordów? I-I-I (śmiech) Wybacz, to żart.


Czy nadal ćwiczysz, a jeśli tak, na jakich aspektach się skupiasz?


Nie ćwiczę już tak jak wtedy, kiedy byłem studentem, ale jedną z zalet mojej pracy w Musicians Institute jest to, że kilka razy w tygodniu siedzę tam po kilka godzin i gram, gram, gram… To oraz koncerty pełnią obecnie rolę "ćwiczenia" na gitarze. Czasem jeszcze, kiedy oglądam coś w telewizji, mam gitarę w rękach i wykonuję jakieś ćwiczenia rozciągające lub testuję nowe motywy.


Jakie jest twoje idealne brzmienie solowe?


Często proszę ludzi, aby posłuchali solówki Dicky’ego Bettsa w "One Way Out" na płycie Allman Bros "Eat A Peach". Hmm, czy jest to najlepsze brzmienie na świecie? Nie wiem, ale uwielbiam dobre Tele lekko przybrudzonego drivem. Lubię słyszeć co moje palce, co mój dotyk robi. Delikatna kompresja nie jest zła, ale sound nie może być zbyt przesaturowany. Na właściwym wzmacniaczu i właściwej gitarze można to osiągnąć, ale to jest niekończące się poszukiwanie. Obecnie dałem się wciągnąć brzmieniu wzmacniaczy Red Plate oraz efektów Xotic.


Wydajesz się mieć zamiłowanie do starszych gitar. Na co zwracasz uwagę kupując sprzęt?


Lubię te wszystkie drobne niedokładności, jakie mają instrumenty vintage - widać, że były wykonywane ręcznie. Uroku dodają też wysezonowane drewno i lekko mikrofonujące przystawki. Dostrzeganie takich detali to subiektywna sprawa. Niektórzy ludzie nie rozumieją wydawania dużych pieniędzy dla tak subtelnych niuansów. Ale dla mnie to właśnie jest sedno sprawy - za to właśnie płacę.


Jaka jest najstarsza gitara jaką posiadasz?


Mam gryf Esquire z 1953 na korpusie Tele, Les Paula Goldtopa z 1954 z wstawionymi humbuckerami, a także Stratocastera z 1956. Mam też Martina 000-28 z początku lat 60.


A która z gitar jest twoją ulubioną?


Myślę, że nie mam tej jedynej ulubionej. Zwykle przechodzę przez okresy fascynacji jednym lub drugim instrumentem, ale potem i tak zwykle wracam do starych Telecasterów. One są tak uniwersalne i ekspresyjne…


Czy ustawiasz gitary inaczej do gry slide?


Lekko podnoszę akcję na mostku, ale nie mogę stosować zbyt wysokiej, bo oprócz slide dodaję dźwięki grane palcami, podobnie jak Sonny Landreth. Mam starego Melody Makera z humbuckerem i dźwignią pod dłoń - to taki patent Bigsby, symulujący gitarę hawajską. Coś jak B-Bender, ale montowany na topie. Ten instrument ma najcieńszą strunę 0.014 i bardzo wysoką akcję.


Wspomniałeś o wzmacniaczach Red Plate - co konkretnie cię w nich ujęło?


Zbudowane są solidnie jak czołgi, brzmią doskonale i mają prawdopodobnie najlepszy overdrive jaki w życiu słyszałem. Kiedy go słyszę, zaczynam rozumieć, w co celują ci wszyscy butikowi konstruktorzy przesterów w kostkach.


A co z kostkami Xotic?


Ludzie z tej firmy są wspaniali, niezwykle pomocni. Nadal używam ich kostki AC. Kiedy byłem w Japonii pokazali mi nowy efekt: Soul Driven. Nie jest to zbyt mocny overdrive, coś bardziej jak stare Tube Screamery, ale z możliwością precyzyjnego dostrojenia środkowego pasma. Granie na nim było bardzo inspirujące.


Lubisz bogate pogłosy oraz delaye - czego używasz, by je uzyskać?


Podobają mi się pogłosy w kostkach firmy DigiTech. Lubię lekki ambiens, ale nie aż taki, aby był zbyt zauważalny. Czy to brzmi sensownie? Jeśli chodzi o delay to używałem zwykle BOSS-a DD-500, ponieważ jest łatwy w obsłudze i brzmi znakomicie. Ale najczęściej używam go jedynie do uzyskania delikatnego efektu stereo slapback, przechodzącego w panoramie. To daje mi poczucie przestrzeni. Kiedy uczyłem się grać na gitarze, nie miałem swojego wzmacniacza. Miałem nawyk zakradać się do dużej sali wykładowej, kiedy nikogo tam nie było. Podpinałem się do wzmacniacza Silvertone, który tam stał i rozkręcałem go głośno. Na mojej nowej płycie staram się wrócić do tych uczuć z dalekiego Południa, do radości jaką dawał mi rozkręcony w dużym pomieszczeniu piec, do tego naturalnego pogłosu i wibracji - stąd tutuł "Fly South".


Jak zbierałeś kompozycje na tę płytę?


Właściwie to są to pomysły zbierane na przestrzeni paru lat. Czasem połączone pomysły nie wykorzystane wcześniej, które teraz dopasowały się idealnie do kontekstu. Kiedy już miałem wystarczającą ilość materiału, sfinalizowałem album w jakieś dwa miesiące. Jeśli coś sobie postanowię, potrafię być bardzo zaangażowany i dać z siebie wszystko.


Udało ci się odkryć jakieś nowe muzyczne rejony?


Właściwie to nie kombinowałem zbyt dużo tym razem. Posłuchałem po prostu głosu swego serca. Jest tam parę kawałków, które nie mają solówek - są po prostu jak piosenki. Bardzo inspirująca była praca z Vinnie Colaiutą - to świetny perkusista i naprawdę posklejał swą grą wszystko do kupy. Wg. mnie jest to muzyczny geniusz, nie tylko ze względu na technikę, ale poprzez sposób w jaki dodaje swą własną opowieść do czyjejś muzyki. Prawdziwy artysta.


Utwór "Joni" jest hołdem dla Joni Mitchell. Biorąc pod uwagę fakt, że to album instrumentalny - jakie elementy stylu udało ci się uchwycić?


Zawsze byłem jej wielkim fanem. Utwory akustyczne w tym kawałku nastrojone są w C#m9 - tego stroju często używała Joni. Czasem stroję gitary w domu w dziwny sposób. Lubię to uczucie, kiedy bierzesz wiosło do ręki i nie możesz zagrać żadnych wyuczonych patentów. Ale ten kawałek napisał się jakby sam - podkład powstał w jakieś 5 minut. A ponieważ lubię vibe a’la Daniel Lanois, zaraz potem dograłem te smaczki slide. Solówka, którą słyszysz została nagrana za pierwszym podejściem. Początkowo chciałem ją wymienić na coś bardziej wyszukanego, ale te dźwięki brzmiały jakby były tam od zawsze. Mieszkam na wzgórzach Hollywood Hills, niedaleko miejsca, gdzie mieszkała Joni. Ptaki we wstępie zostały nagrane w tym miejscu o 5 nad ranem. Znam dosłownie każdą jej piosenkę, więc zadedykowanie jej utworu było czymś naturalnym.


Uhonorowałeś też utworem Jeffa Buckleya?


Tak, Jeff był dobrym kumplem i był naprawdę niezwykły. Był typem człowieka, który wypowiada się dość cicho, a inni przybliżają się, aby go lepiej usłyszeć. Spędziliśmy ze sobą na MI mnóstwo czasu, próbując ogrywać najtrudniejsze jazzowe standardy, jakie tylko potrafiliśmy znaleźć. Niewiele osób znało go od tej strony, ale naprawdę potrafił zagrać jak Holdsworth. Był nieśmiały, ale niezwykle utalentowany. Pamiętam jak na rozdaniu dyplomów zagrał "D Flat Waltz" Weather Report, odtwarzając akordy Zawinula za pomocą sztucznych flażoletów, uderzając slapem akordy wysoko na gryfie. Jednakże to co w nim najbardziej cenię to sposób, w jaki odnalazł muzycznie samego siebie. To co zrobił po odejściu z MI, za pomocą swojego głosu i muzyki, wywarło na świat dużo większy wypływ, niż to co byłby w stanie osiągnąć, jeśli zdecydowałby się grać fusion. Jeff pokazał mi wagę, jaką ma odnalezienie własnej ścieżki i paradoksalnie dopiero teraz - w wieku 60 lat - ja odnalazłem własną. Mam coś co sprawia, że cały czas jestem podekscytowany i chce mi się grać. W utworze "Buckley" starałem się zawrzeć to wszystko co mi się z moim starym druhem kojarzy.


Bardzo często występujesz w klubie Baked Potato w Los Angeles, znanego z koncertów takich tuzów gitary jak Larry Carlton, Lee Ritenour, Steve Lukather czy Mike Landau. Co w nim lubisz?


To miejsce jest jak stara, wysłużona gitara vintage, która zagrała już setki koncertów - brzmi wyśmienicie i ma ten vibe, którego nie mają nowe instrumenty. Cała ta muzyka jest w ścianach tego klubu. Rezonował on dźwiękami setek znakomitych muzyków, którzy przechodzili przez jego drzwi. Jest w nim coś niezwykłego. A na dodatek, Justin Randi - właściciel - jest po prostu świetnym gościem. Jestem tam stałym bywalcem od 1985 roku, więc klub traktuję jak dom.

GALERIA
Gemini Suite Jon Lord

Ktoś musiał być pierwszy. Więc to nie tak, że pstryknięto palcami i powstał "S&M" Metalliki albo "Moment of Glory" Scorpionsów, nie wspominając...Gramy dalej

5 /10
Nightmare Logic Power Trip

Southern Lord to label cieszący się ogromnym uznaniem i niemal każda nowa pozycja w katalogu amerykańskiej oficyny staje się kultowa.

Gramy dalej

7 /10
Return to Ommadawn
Gatunek: Progressive rock
Soen ocena 7
Lykaia
Gatunek: Progressive metal
Rapid Foray
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie